Rodzina
Komunikacja z dziećmi przebiega według pewnych zasad, które potwierdziła nauka (fot. Shutterstock)
Komunikacja z dziećmi przebiega według pewnych zasad, które potwierdziła nauka (fot. Shutterstock)

W zasadzie możesz włączyć dzieci w podejmowanie wszystkich decyzji, które ich dotyczą. Nawet jeżeli dziecko nie decyduje samodzielnie lub jego opinia nie ma kluczowego znaczenia, powinieneś zawsze zapytać o pomysły na dany temat i wysłuchać jego zdania.*

Co do pytania, o jakich rzeczach decydują wyłącznie rodzice, mam bardzo prostą odpowiedź – o wszystkim, co ma związek ze zdrowiem i bezpieczeństwem, muszą ostatecznie rozstrzygać ludzie dysponujący wystarczającym doświadczeniem i zdolni na przykład do oceny, jak daleko znajduje się ciężarówka i z jaką prędkością się do nas zbliża. Przed osiągnięciem wieku szkolnego dzieci nie potrafią jeszcze tego oszacować.

Do tematyki zdrowotnej zalicza się odżywianie. Rodzice decydują jednak tylko o tym, co kupują i jak w ogólnym zarysie wyglądają zwyczaje żywieniowe rodziny. Natomiast to, ile dziecko zje, pozostaje decyzją, która powinna należeć do niego.

Kwestie bezpieczeństwa to choćby przejście przez ulicę, zapinanie pasów w samochodzie, obchodzenie się z ogniem i niebezpiecznymi przedmiotami, a także decyzja, w jakim wieku dziecko może zacząć później wracać wieczorem do domu.

Mózg na tak

Komunikacja z dziećmi przebiega według pewnych zasad, które potwierdziła nauka. Niezależnie od koncepcji partnerskiego porozumiewania się z potomstwem pragmatyczni badacze zajrzeli do dziecięcych umysłów, by zobaczyć, co tam się dzieje, co działa dobrze, a co nie.

Jedną z najważniejszych reguł omówiliśmy już na stronie 192 – mózg dziecka musi być „na tak”. Gdy tylko dziecko czuje się odrzucone, zdominowane lub zestresowane, nie potrafi już niczego zrozumieć ani się nauczyć. Zanim jednak zajmiemy się sprawą wkładania piżamki, musimy sobie uświadomić, że jako rodzice realizujemy rozmaite cele. Jeżeli dążę do tego, by dziecko przede wszystkim mnie słuchało, muszę posłużyć się innymi strategiami niż wtedy, kiedy chcę rozwijać u niego samodzielnie myślenie i działanie (co jest celem zakładanym w tej książce).

Gdy tylko dziecko czuje się odrzucone, zdominowane lub zestresowane, nie potrafi już niczego zrozumieć ani się nauczyć (fot. Shutterstock)

Powiedzmy od razu, że dzieci, które są posłuszne, bynajmniej nie są „prostsze w obsłudze” od tych, które myślą samodzielnie. Uczeni są zgodni, że dzieci, które mogą współdecydować i które pytane s ą o zdanie, mają zdecydowanie łatwiej w życiu. Przyjrzyjmy się, czego w ogóle możemy rozsądnie się domagać od naszych dzieci.

Co potrafi, a czego nie umie dziecięcy mózg

Każdy rodzic powinien sobie co dnia uświadamiać, że mózg jego dziecka cały czas się intensywnie rozwija – pełną dojrzałość osiąga dopiero wówczas, gdy jego właściciel przekroczy dwudziestkę.

Kiedy dziecko ma rok, dwa lub trzy latka, nie potrafi sobie jeszcze wyobrazić, że kogoś może boleć, gdy się go bije. Nie umie również wczuć się w drugą osobę, czyli na przykład zrozumieć, że ktoś nie zrobił czegoś umyślnie. Tych umiejętności i pojęć dzieci powoli uczą się od nas. To my im tłumaczymy: „Zobacz, jeśli Lisa tak patrzy, to znaczy, że jest smutna. Jeśli ją bijesz, to ją boli”. „No popatrz, on wprawdzie przewrócił twoją wieżę, ale nie zrobił tego naumyślnie, chciał tylko przejść obok”.

Badania wykazały ponadto, że rodzice o wiele częściej rozmawiają o uczuciach z dziewczynkami niż z chłopcami. Ale taki trening jest potrzebny obu płciom! Im więcej rozmawiamy z dziećmi o uczuciach i o tym, co się dzieje w drugim człowieku, tym prędzej się nauczą wczuwać w sytuację innych ludzi.

Aby dzieci naprawdę umiały odczytywać świat myśli innej osoby, jeszcze w młodszym wieku szkolnym wymagają naszej asysty. Dopiero z naszym wsparciem rozumieją, że inni ludzie mogą się kierować motywami, które całkowicie się różnią od tych dziecięcych. Dopiero wtedy są w stanie powiązać zasady moralne („nie bij”) z impulsami („chcę kogoś zbić”) i postąpić zgodnie z wynikiem przemyśleń („powstrzymam się i najpierw zapytam, o co chodzi”).

Stłumienie silnego impulsu jest prawdziwym wyczynem dla mózgu, którego ten długo musi się uczyć. Jeżeli dziecko jest w dobrej kondycji, wyspane i odprężone, daje sobie zwykle z tym radę w wieku sześciu–ośmiu lat.

Aby dzieci naprawdę umiały odczytywać świat myśli innej osoby, jeszcze w młodszym wieku szkolnym wymagają naszej asysty (fot. Shutterstock)

Musi jednak minąć kolejnych kilka lat, zanim rozum lub zmysł moralny będą zdolne zadbać o to, by dziecko zachowywało się odpowiednio do wartości swojej kultury również w sytuacjach stresowych (by na przykład nikogo nie biło, nie wrzeszczało i nie ciskało przedmiotami w kąt). Pod koniec okresu dojrzewania młodzież powinna umieć radzić sobie ze stresem dzięki procesom wewnętrznym (oddychanie, uspokajanie się).

Jeszcze dłużej trwa u dzieci nauka abstrakcyjnych koncepcji kulturowych: sprzątanie, mądry podział pracy, cierpliwe czekanie w kolejce. Nad opanowaniem tych umiejętności pracujemy niekiedy do późnej starości.

Możesz pomóc swoim dzieciom w procesie tej nauki, tłumacząc im, na czym to wszystko polega, ćwicząc z nimi i pokazując na własnym przykładzie. Jedna rzecz jest tutaj szczególnie ważna: musisz uważać, kiedy dzieci są w ogóle w stanie cię słuchać, a kiedy nie.

We właściwym momencie

Kiedy któreś z dzieci chce ze mną rozmawiać, mówię często: „Och, teraz to nie najlepsza pora, właśnie pracuję, a nie chcę cię słuchać półuchem. Czy możemy porozmawiać za pięć minut, kiedy dopiszę do końca tę myśl?”.

Tego samego dzieci mogą oczekiwać od nas. Nic nie da prawienie kazania dziecku, które koniecznie chce dokończyć budowę samochodu z klocków Lego, które nie ma ochoty się ośmieszyć w oczach kolegów lub też płacze, jest wściekłe albo kompletnie wytrącone z równowagi z jakiegoś konkretnego powodu.

Dlatego jeśli chcesz porozmawiać z dzieckiem, powinieneś wybrać właściwy moment: Jeżeli akurat wam się spieszy, zapytaj, czy dziecko może cię przez chwilę posłuchać. Poczekaj z wyczerpującą rozmową, aż dziecko skończy zabawę, lub uzgodnij z nim, że za pięć minut zrobi sobie przerwę.

Nic nie da prawienie kazania dziecku, które koniecznie chce dokończyć budowę samochodu z klocków Lego, które nie ma ochoty się ośmieszyć w oczach kolegów lub też płacze, jest wściekłe albo kompletnie wytrącone z równowagi z jakiegoś konkretnego powodu (fot. Shutterstock)

Rozmawiaj dopiero po nawiązaniu kontaktu wzrokowego i upewnieniu się, że dziecko poświęca ci uwagę. Unikaj strofowania dziecka w obecności innych osób, zwłaszcza jego przyjaciół. Natychmiast przerywaj niebezpieczne zachowania, resztę możesz omówić w spokojnej chwili.

Zawsze (!) odczekaj, póki wściekłe czy zdenerwowane dziecko się nie uspokoi, i dopiero wtedy wyjaśnij mu, czego od niego oczekujesz i dlaczego. Dopiero wówczas masz szansę na wspólne rozwiązanie problemu.

Rozmowa z dzieckiem jak równy z równym

Jeżeli chcesz jak najskuteczniej przekazać dziecku obowiązujące zasady, rozmawiaj z nim w miarę możności jak równy z równym. Z małymi dziećmi można to bardzo praktycznie zrealizować – po prostu kucnij lub usiądź obok nich na podłodze. W wypadku starszych to raczej metafora – unikaj upokarzania dziecka, nie pouczaj go z wyższością, rozmawiaj z nim jak z człowiekiem, który zasługuje na taki sam szacunek i ma taką samą godność jak ty. Dopiero wówczas jesteś w stanie dotrzeć do – małych i dużych – dzieci, jasno omówić zasady i nakłonić do ich przestrzegania.

Jak przekazywać zasady, żeby trafiały do adresatów

„Już ci tysiąc razy mówiłem...!” Jeśli tym tonem przypominasz o zasadach, to nie dziw się, że dzieci natychmiast się wyłączają. Co możesz zrobić innego? Oto parę propozycji:

Zamiast strofować: „Ależ z ciebie leniuch!”, mówisz, co widzisz: „Twoje wczorajsze ubrania leżą wszędzie porozrzucane”. Jeśli dziecko nie reaguje, możesz dodać, czego oczekujesz: „Chciałbym, żeby był tu porządek, bo zaraz mają przyjść goście, pozbieraj, proszę, ciuchy”. Zamiast wykrzykiwać: „I po co ja ci to w ogóle dałem!”, poinformuj dziecko o skutkach jego postępku: „Jeżeli planszówka zostanie na balkonie, to w nocy deszcz ją przemoczy, a szkoda by było”.

Zamiast się denerwować: „Przestań tak ganiać po sklepie!”, zaproponuj dziecku inne zajęcie: „Wyszukaj dla nas pięć cytryn!”. Zamiast zrzędzić: „Nigdy mi nie pomagasz...”, powiedz, co by ci faktycznie pomogło: „Postaw na stole cztery talerze i cztery szklanki, wtedy wcześniej siądziemy do jedzenia, zależy mi na tym”. Zamiast wołać: „Nie paćkaj się tak!”, powiedz, czego chcesz, a czego nie: „Chciałbym, żebyś jadł nad talerzem, sos nie będzie ci chlapał na spodnie”.

Jeżeli chcesz jak najskuteczniej przekazać dziecku obowiązujące zasady, rozmawiaj z nim w miarę możności jak równy z równym (fot. Shutterstock)

Zamiast decydować: „Wkładasz spodnie i koniec dyskusji!”, daj dziecku wybór: „Bez spodni nie możesz wyjść na ulicę. A które byś wolał, niebieskie czy czerwone?”. Zamiast wpadać w furię i ryczeć: „Dość już tego!”, postaw w porę wyraźną granicę: „Dla mnie tu jest za głośno, dalej tak nie jadę”. A potem zatrzymujesz samochód albo wysiadacie z autobusu, żeby sprawdzić, czego potrzebuje dziecko, żebyście mogli w spokoju kontynuować podróż.

Nazywanie własnych potrzeb

Najważniejsza zasada podstawowa jest następująca: rodzice zawsze powinni dzieciom przekazywać informacje, które odnoszą się do nich samych, zamiast ogólnych reguł, czyli:

„Dla mnie tu jest za głośno” zamiast: „Nie wolno tak wrzeszczeć”.

Musisz naturalnie przypominać dzieciom co jakiś czas o własnych zasadach czy potrzebach – „Dzieci, proszę, nie kładźcie zabawek na stole, taka obowiązuje zasada, co do której się umówiliśmy, a dla mnie to ważne”.

Dzieci będą cię o wiele bardziej słuchać, jeśli zobaczą, że za jakąś potrzebą stoi prawdziwy człowiek, który czegoś chce, a nie abstrakcyjny regulamin.

*Fragmenty książki "Jak nie ranić własnego dziecka?" Nicola Schmidt, tłumaczenie: Ewa Kochanowska