Rodzina
Zabawa jest jednym z najciekawszych rozwiązań ewolucji (fot. Shutterstock)
Zabawa jest jednym z najciekawszych rozwiązań ewolucji (fot. Shutterstock)

Zabawa jest jednym z najciekawszych rozwiązań ewolucji. Tak jak wspominałem, właściwie wszystkie młode ssaki oddają się zabawie, a im większe są ich mózgi, tym więcej przeznaczają na nią czasu. Na to wskazuje rozmiar mózgu z jednej strony delfinów, a z drugiej… ludzi. Wszystkim gatunkom zabawa służy do podobnych celów:

• kształtuje i pozwala utrzymać zdrową sylwetkę;

• pomaga rozwinąć umiejętności praktyczne pozwalające przeżyć w późniejszym, samodzielnym życiu;

• pozwala kształtować i rozwijać kompetencje społeczne i emocjonalne – uczy, jak żyć w towarzystwie innych osobników danego gatunku i jak kształtować relacje z nimi.*

Są gatunki zwierząt, które do perfekcji opanowały zabawę i wykorzystują ją do rozwiązywania niemal wszystkich swoich problemów. Pewnie słyszeliście o bonobo, czyli szympansie karłowatym, drugim – obok szympansów zwyczajnych – najbliżej spokrewnionym z nami gatunku małpy człekokształtnej. Bonobo to hipisi wśród małp, którymi rządzą samice. Co ciekawe, frywolne zabawy i nieustanne dokazywanie sprawiają, że w ich społeczności jak na razie nie zaobserwowano aktów agresji, o czym opowiada w swoim wystąpieniu na TED Talks Isabel Behncke, etiolożka terenowa badająca zachowania zwierząt.

Może warto wziąć przykład z bonobo i bawić się, zamiast ze sobą walczyć? To, jak ważnym i absolutnie fundamentalnym zajęciem dla przetrwania gatunku jest zabawa, pokazują także eksperymenty przeprowadzone na szczurach. Okazuje się, że gdy w trakcie dorastania zapewnimy im normalne warunki, zabraniając jedynie zabawy, dorosłe osobniki stają się upośledzone społecznie i emocjonalnie. Gdy zaczynają funkcjonować w nowym środowisku, zamykają się w sobie, są zalęknione i obawiają się podejmować jakichkolwiek nowych działań. Nie są zdolne do adaptowania się do nieznanych sobie warunków, odmawiają badania nowego środowiska i boją się kontaktów z innymi osobnikami, reagując na nie agresją.

Właściwie wszystkie młode ssaki oddają się zabawie, a im większe są ich mózgi, tym więcej przeznaczają na nią czasu (fot. Shutterstock)

Okazuje się, że podobnie jest w przypadku ludzi! Co gorsza, jak zauważa Peter Gray, amerykański badacz i psycholog z Boston College, mniej więcej od 1960 roku obserwujemy na świecie bardzo niepokojący trend. Dzieci od najmłodszych lat pozbawiane są czasu na zabawę. Sytuacja pogarsza się z roku na rok, za co odpowiada przede wszystkim fiksacja rodziców i rządów na edukacji (zwiększanie liczby godzin, które dzieci muszą przeznaczyć na naukę w szkole i w domu). Cierpią na tym jednak również najmłodsi, w tym oczywiście dzieci w wieku przedszkolnym.

Nieustanny nadzór rodziców**

Niemiecka pisarka Ulrike Draesner to, z czym dzisiaj mamy do czynienia i co być może stanowi obecnie największy problem dzieci, ujęła następującymi słowami:

„Nawet gdyby zamknąć je w więzieniu lub umieścić w szpitalu psychiatrycznym z zakratowanymi oknami i naszpikować ich mózgi chemią; albo w budynku rządowym strzeżonym przez armię ochroniarzy, z pancernymi szybami i całym systemem bramek kontrolnych – w żadnym z tych miejsc dzieci nie byłyby tak bezpieczne jak na chronionym przez matki placu zabaw na początku nowego tysiąclecia w Berlinie”.

Jasne, to mocno przesadzone słowa, ale… no właśnie. Coraz poważniejszym wyzwaniem, przed jakim stają współczesne dzieci, są dwie sprawy:

• nieustanny nadzór rodziców od najmłodszych lat życia, który po części wynika z troski o dzieci, a po części z chęci kontrolowania tego, czy produktywnie spędzają czas;

• w miastach dzieci stają się problemem, ucisza się je, odbiera się im ich naturalne miejsca do zabawy (jak ulice czy otwarte podwórka), przedszkola wyprowadza się w „ustronne miejsca”, by z jednej strony nie narażać dzieci na miejskie niebezpieczeństwa, a z drugiej – by nie narażać miast na niedogodności, z którymi wiąże się obecność dzieci.

Co więcej – i co może was zaskoczyć – nie powinniście za wszelką cenę chronić swoich dzieci przed ryzykownymi zachowaniami. Dlaczego? Jak zauważa w jednym z wykładów Peter Gray, ryzykowne działania od zawsze wkomponowane w zabawę dzieci, uczą je mierzenia się ze swoimi ograniczeniami, pokonywania strachu i przez to budowania w sobie odwagi, która sprawi, że w przyszłości znacznie skuteczniej poradzą sobie w stresujących i trudnych sytuacjach.

Łatwiej powiedzieć, niż zrobić? Po pierwsze, od najmłodszych lat pozwalajcie swoim dzieciom na swobodną, nienadzorowaną zabawę – my tego doświadczyliśmy, niech to również będzie ich przywilej! Po drugie, jeśli musicie zdecydować, czy na coś pozwolić, czy nie, kierujcie się zdrowym rozsądkiem. Jeśli nie jest to coś, co absolutnie przekracza możliwości waszych dzieci lub istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że może się stać coś naprawdę złego, pozwólcie im na to.

Dzieci od najmłodszych lat pozbawiane są czasu na zabawę (fot. Shutterstock) , sytuacja pogarsza się z roku na rok, za co odpowiada przede wszystkim fiksacja rodziców i rządów na edukacji (fot. Shutterstock) , a chodzi przede wszystkim o zwiększanie liczby godzin, które dzieci muszą przeznaczyć na naukę w szkole i w domu (fot. Shutterstock)

To ważne, bo obecnie – parafrazując tytuł oscarowego filmu braci Coen – to nie jest kraj (i świat) dla młodych ludzi (a już na pewno nie dla dzieci). Dzieci coraz rzadziej prawdziwie się bawią, bo zabawa nie podlega kontroli i nadzorowi rodziców. Coraz rzadziej spędzają też beztroski czas na świeżym powietrzu – bo za taki nie można uznać zajęć sportowych czy zajęć zorganizowanych im przez dorosłych. Jako rodzice na pewno chcecie dobrze, ale nie zapewniając dzieciom wolnego czasu na samodzielną zabawę, włóczenie się z rówieśnikami po okolicy i robienie często czegoś, co obecnie uznaje się za niebezpieczne, odbieracie im szansę na bycie szczęśliwymi w przyszłości.

Żyjemy w czasach, w których dużo mówi się o tym, że pora powrócić do natury i do naszych źródeł. Jeśli wy też tak uważacie, w pierwszej kolejności zacznijcie od zabawy swoich dzieci! I bierzcie przykład z rozmaitych kultur zbieracko-łowieckich badanych przez antropologów w ostatnich dekadach.

Okazuje się, że niemal wszystkie one łączy właśnie podejście do zabawy:

• w tych kulturach dzieci mogą się bawić od rana do wieczora bez nadzoru rodziców i robić, co im się żywnie podoba;

• rodzice pozwalają im na to, bo jak słusznie zauważają: „Pozwalamy im się bawić, bo w ten sposób w praktyce uczą się tego, z czego będą korzystać jako dorośli”.

Antropolodzy podkreślają, że takie podejście zapewnia nie tylko rozwój intelektualny i emocjonalny, ale także sprawia, że dzieci są szczęśliwe. W przeciwieństwie do maluchów w naszej kulturze. Co ciekawe, wraz z kurczącym się czasem przeznaczanym na zabawę rośnie liczba diagnozowanych zaburzeń u dzieci oraz przypadków depresji. Co w takim razie możecie zrobić dla swoich dzieci?

• Pozwólcie im się bawić do woli – szczególnie w pierwszych latach życia.

• Poznajcie swoich sąsiadów i wspólnie stwórzcie w okolicy miejsca przyjazne zabawie.

• W ramach budżetów obywatelskich zabiegajcie o tworzenie przestrzeni sprzyjających beztroskiej zabawie dzieci bez nadzoru dorosłych.

Powrót do przeszłości - czyli jak się bawić?

Jaki jest największy problem dorosłych? Przestają marzyć.

Wszystko poddają analizie, przed podjęciem każdej decyzji wymagają danych, bardzo często tylko myślą i myślą, za to z trudem wpadają na nowe pomysły. Według nich wszystko musi mieć cel. Ciągle patrzą w przeszłość i próbują z niej wyciągać wnioski, coraz rzadziej dostrzegają ekscytującą przyszłość.

Nie ufają wyobraźni, nie lubią się bawić, a jeśli już, to w łóżku – kiedy nikt nie widzi! Wszystko to sprawia, że najczęściej jesteście po prostu smutni – w odróżnieniu od waszych dzieci, które zwłaszcza w pierwszych latach życia są gejzerami energii i śmiechu, zawsze gotowymi do dobrej zabawy. Zabawy, która nie ma żadnego konkretnego celu.

Jaki jest największy problem dorosłych? Przestają marzyć (Shutterstock)

Jasne, powaga i racjonalne myślenie są bardzo ważne. Ale pomyślcie sami, jak straszny byłby nasz świat, gdybyśmy nie poddawali się również temu, co nieracjonalne. Tak mówiła o tym w trakcie TED Talks w 2010 roku wówczas dwunastoletnia amerykańska pisarka Adora Svitak:

„Ludzie często mają wielkie plany, lecz nie realizują ich, uważając je za nierealne, zbyt kosztowne lub bojąc się, że nie przyniosą korzyści. Dzieci nie obchodzą powody, żeby czegoś nie zrobić. Dzieci pełne są inspirujących dążeń i nadziei. Ja marzę o tym, żeby nikt nie chodził głodny i żeby panowała wolność jak w Utopii. Ilu dorosłych wciąż o tym marzy i wierzy, że może się spełnić? Czasami znajomość historii i przyczyn niepowodzeń utopijnych ideałów może być przeszkodą. Gdyby wszystko było za darmo, zasoby szybko by się wyczerpały i nastałby chaos. Z drugiej strony dzieci nadal marzą o doskonałości. To dobrze, bo aby coś zaistniało w rzeczywistości, trzeba to sobie najpierw wyobrazić. Bardzo często nasza śmiała wyobraźnia pozwala przekraczać granice możliwości”.

W tym samym wystąpieniu Svitak słusznie zwraca uwagę, że wszyscy mamy tendencję do używania słowa „dziecinny” w znaczeniu pejoratywnym. Ktoś dziecinny jest infantylny, niedojrzały, nierozsądny i niefrasobliwy. Jednak czy wam, rodzicom, nie przydałaby się od czasu do czasu odrobina niedojrzałości i infantylizmu?

Ile razy dziennie się śmiejecie? Pewnie policzylibyście to na palcach jednej ręki. A wiecie, ile razy dziennie śmieją się wasze przedszkolaki? Około trzystu! A przecież do radosnego śmiechu nie trzeba wiele. Jednym z moich ulubionych sposobów na rozśmieszanie wszystkich dookoła, i to w każdym wieku, jest wzięcie na ręce mojego starutkiego kundelka Kruszka i, podłożywszy mu głos, snucie opowieści o jego niesamowitych przygodach w wymyślonym przeze mnie pieskim mieście Dogville w stanie New Dogs. Jeśli dołożyć do tego odpowiednią modulację przypominającą głos starego gawędziarza oraz śmieszne anegdoty, jak na przykład ta o nauce w Szkole Podstawowej im. Psa Cywila, salwy śmiechu są gwarantowane!

Robię to zarówno w gronie znajomych, jak i publicznie, w trakcie spacerów po parku. Pikanterii tej opowieści dodaje fakt, że Kruszek trafił do naszego domu ze schroniska i nie znamy jego przejść, wiemy jedynie, że doświadczył rozmaitych traum – jednak w opowieściach jest psim superbohaterem!

*Fragmenty książki  "Jak zapewnić swojemu dziecku najlepszy start" Anity Janeczek Romanowskiej i Mikołaj Marcela