Rodzina
. (Zazwyczaj podczas konfliktu nie chodzi tylko o inne wartości. Fot. Shutterstock)
. (Zazwyczaj podczas konfliktu nie chodzi tylko o inne wartości. Fot. Shutterstock)

Krople z oregano zamiast groźnej szczepionki

Karolina ma za granicą babcię z zaawansowaną demencją i opiekujących się nią ciotkę i wujka z synami. Rodzina Karoliny w Polsce ma zupełnie inne poglądy niż jej odłam mieszkający w USA. Kiedy namawiałam ją, żeby opowiedziała o tych różnicach, poprosiła, żebym dała jej kilka dni. - Przed rozmową z tobą postanowiłam pogadać z ciotką i wujkiem na Skypie, żeby mieć świeżą perspektywę - tłumaczy. Jako jedyna w rodzinie w ogóle z wujkiem i ciotką rozmawia bez rzucania słuchawką.

Jak było tym razem? - Do znanych mi już poglądów na temat polskiej polityki doszedł nowy temat: koronawirus. Okazuje się, że ciocia z wujkiem "wiedzą z pewnych źródeł, że szczepionka przeciwko koronawirusowi będzie bardzo niebezpieczna" i jeszcze, że "wielu lekarzy na forum międzynarodowym o tym mówi". Wujek dodał jeszcze, ściszając głos, że ludzie, którzy o tym głośno informują, "są uciszani" - mówi Karolina, przewracając wymownie oczami.

Uczestnicy Marszu Wolności zorganizowanego przez ruchy antycovidowców na Placu Defilad w Warszawie. Fot. Kuba Atys/Agencja Gazeta

Nawet dla niej, choć przywykła już do radykalnych poglądów krewnych, to, co usłyszała, było nowością. - Ciocia z wujkiem odpięli wrotki, chociaż po kim, jak po kim, ale po nich można się było spodziewać takich słów - są zdeklarowanymi antyszczepionkowcami neofitami, z bardzo daleka widzą polskie problemy przefiltrowane na dodatek przez państwowe media - ostatni raz w ojczyźnie byli w 2010 roku. Ewidentnie także są ofiarami algorytmów Facebooka, które wpychają ich w spiskowe teorie. A na dodatek łykają fake newsy jak młode pelikany i jeszcze są zwolennikami Donalda Trumpa - dodaje Karolina.

Jako jedyna utrzymuje z nimi kontakt, wykraczający poza pytania o stan zdrowia babci. - Nie polemizuję z ich poglądami, wysłuchuję ich. Z tego, co opowiadają, można łatwo dowiedzieć się, co się dzieje w świecie altmedu [medycyny niekonwencjonalnej - przyp. red.] - była faza na krople z oregano i wizyty u bioenergoterapeuty. Czasami, jak mi bardzo ciśnienie podniosą, to pytaniami próbuję im pokazać, jak kruche są podstawy ich przekonań, ale stawianie czoła fanom medycyny alternatywnej jest trudne. Oni mnie o moje zdanie zresztą nie pytają, a jak pytają - na przykład podczas ostatniej rozmowy: czy chodzę protestować - to przyjmują odpowiedź i nie drążą - wyjaśnia Karolina. Reszta rodziny Karoliny - jej mama i dwie ciotki - każdą rozmowę z wujostwem kończy awanturą. - Ale siostry się nie hamują, tylko od razu biorą za łby i wymyślają wujostwu od skończonych ignorantów - mówi smutno Karolina.

Bunt nastolatki 30 lat później

Magdalena nie ma dużej rodziny - najbliższą stanowi wychowywany przez nią samodzielnie syn. Są też rodzice, siostra i szwagier, z których poglądami jest jej nie po drodze. Nie zgadzają się we wszystkich chyba kwestiach światopoglądowych: podejścia do religii, orientacji seksualnej, związków, wychowania, sposobu życia. Magda ma liberalne poglądy i żyje zgodnie z własnymi przekonaniami, w kontrze do poglądów reszty rodziny, która jest  konserwatywna, prawicowa. To komplikuje i tak skomplikowaną sytuację w ich relacjach. Skąd taki rozjazd? 

- Ciągle się nad tym zastanawiam - zapewnia Magdalena. - Skoro byłam wychowana w tej, a nie innej rodzinie, to teoretycznie powinnam mieć wpojone zbliżone postawy. Jako dorosła kobieta odkryłam, dlaczego mam inny światopogląd, i bardzo chcę, żeby on był inny - tłumaczy. - U mnie w domu się nie rozmawiało, czy to na poziomie rodzic-rodzic, czy dziecko-rodzic. Za to się krzyczało, wydawało rozkazy, szantażowało bądź narzucało swoje poglądy albo podkulało ogon. Nie było dialogu, pytań: jak się czujesz, co myślisz, nie było słowa "przepraszam", nie było rozmów o uczuciach, poglądach. Mam wrażenie, że pomimo że jestem 40 plus, w stosunku do rodziców nie wyszłam z młodzieńczego buntu. Nie robię im jednak na złość. Mam przeciwne zdanie, bo moja świadomość jest inna, otwartość umysłu większa - tłumaczy.

Fot. Adrianna Bochenek/Agencja Gazeta

Chociaż Magda jest dorosła, to wciąż rodzice rozmawiają z nią jak w dzieciństwie. - Jeżeli jakieś tematy zaczynają być niewygodne, to się je przerywa, w przeciwnym razie dochodzi do nieprzyjemnej wymiany zdań. Czasami ogarnia mnie wewnętrzna wściekłość, bo zamknięcie moich rodziców w świecie ich przekonań jest tak silne i nieracjonalne, że aż niewyobrażalne - mówi kobieta.

Magdalena zdaje sobie sprawę, jak bardzo ta sytuacja rzutuje na jej relacje z rodziną. - Nie czuję więzi z rodzicami. Nie mam poczucia, że mogę usiąść, przytulić się do nich, że są moim wsparciem. Przez pryzmat swoich poglądów czy odmiennego zdania w wielu tematach czuję się przez nich nieustannie oceniana i obserwowana. Cały czas i we wszystkim, co mnie spotyka, doszukują się mojej winy - kończy ze smutkiem Magda.

Link do bloga człowieka, którzy wierzy w istnienie reptilian

Michał ma brata, Jacka, a Jacek silną wiarę w tezy, które Michał określa mianem teorii spiskowych. Brat Michała nie szczepi dwójki swoich dzieci. - Podsyła mi linki do filmów na YouTube, które "demaskują" motywacje pazernych firm farmaceutycznych, wiążą szczepienia z autyzmem. On wierzy, że globalnie jakiś "ktoś" ma finansowy interes w promowaniu szczepionek i w truciu ludzi - mówi mężczyzna.

Michałowi zdarzało się wchodzić w otwarte dyskusje z poglądami brata, chociaż wcale nie ma potrzeby przekonywania go do swoich racji. Zawsze się do tych rozmów bardzo dobrze przygotowuje, zaopatruje w mocne argumenty, twarde dane. - Teraz trudno się z nim w ogóle rozmawia, bo pandemia powoduje u niego jeszcze większe zacietrzewienie. Jacek uważa, że ludzie sami są sobie winni. Jego konikiem stało się zdrowe odżywianie, głosi więc pogląd, że "cukier zabija", że ludzie mają raka przez cukier, a dzieci chorują na nowotwory, bo rodzice źle je żywią. Jego myślenie jest bardzo dogmatyczne, niepoparte żadnymi konkretnymi badaniami, chociaż trudno mu odmówić racji - bo jako społeczeństwo źle się prowadzimy. Tak go pandemia nakręca, że pytany: "co słychać?", nie mówi o rodzinie, tylko bulwersuje się sytuacją zdrowotną na świecie - wyjaśnia mężczyzna.

Czasami trudno stwierdzić, skąd się bierze rozjazd światopoglądowym w ramach rodzeństwa. Fot. Shutterstock

Michał jest racjonalny i wierzy w naukę. Kiedy słyszy z ust brata ogólne tezy, od razu prosi o podanie danych z referencjami do badań. - A wtedy Jacek podsyła mi linki do blogów gości, którzy wierzą w istnienie humanoidalnych gadów, czyli reptilian. I udowadnia, że oni odkryli tajemnicę wszechświata, a ja jestem w tej części populacji, która się daje oszukiwać i omamiać - mówi Michał.

Michał nie ma pojęcia, jak, kiedy i dlaczego jego brat poszedł światopoglądowo w przeciwnym kierunku. - Nasi rodzice są zupełnie racjonalni, ale dość autorytarni w głoszeniu swojego zdania. W głosie brata słyszę ton taty, tylko tematyka mi się nie pokrywa. Staram się nie denerwować, próbuję zrozumieć - mówi. - Psychologowie twierdzą, że wiara w teorie spiskowe jest próbą odzyskania kontroli nad swoim życiem, niepoddawania się niepewności i zwątpieniu. A mój brat był zawsze pedantyczny, archiwizujący, introwertyczny, zamknięty. On ma potrzebę tworzenia zrozumiałej dla siebie wizji świata. Co ciekawe, jest też hipochondrykiem i łatwo ulega panice. Teraz jest na diecie keto i o niczym innym nie mówi - wyjaśnia Michał.

Michał zapewnia, że się z bratem lubią i chętnie spędzają razem czas, choć ich drogi już w liceum się rozeszły. - Rzadko do siebie dzwonimy, żeby porozmawiać, raczej informujemy się, co u nas słychać i jak się czujemy. Jeździmy razem do ojca i wtedy jest miło. Mnie Jacek interesuje, ciekawi mnie jego punkt widzenia, bo to wartościowy, inteligentny człowiek. Ale jak się nakręci na diagnozowanie problemów społecznych, to kończę rozmowę wcześniej, niż bym chciał - podkreśla Michał. - Nie życzę mu źle, tym bardziej że na razie jego dzieci naprawdę na nic poważnego nie chorowały, ale mam poczucie, że zrewidować jego poglądy może tylko nieszczęście, poważna choroba, przed którą mogłoby jego dzieci ochronić szczepienie. O pandemii na początku też mówił, że maszty 5G za tym stoją, ale groza sytuacji do niego w końcu dotarła.

Nadajniki 5G wywołały lawinę teorii spiskowych. Fot. Shutterstock

Podzieleni, zacietrzewieni

Jak tłumaczy Joanna Kozieł, psycholożka, psychoterapeutka i mediatorka rodzinna , od lat przybywa w jej gabinecie rodzin, które zgłaszają się po pomoc w zdefiniowaniu kluczowych pojęć: szacunku, autorytetu, przemocy (szczególnie emocjonalnej oraz alienacji rodzicielskiej), konfliktu bez agresji, stawiania rozsądnych granic, jednolitej postawy rodzicielskiej, asertywności. - Problemy komunikacyjne wynikające z różnic światopoglądowych najczęściej dzielą rodziców i dzieci, a przede wszystkim zakotwiczone w przeszłości matki i ich córki. Ludzie zazwyczaj nie potrafią ze sobą rozmawiać, rodzice, poddając dzieci presji, wykazują się przymusem rodzicielskim, który często jest ostrą przemocą, poniżeniem, szantażem - mówi psycholożka.

Tak jak w przypadku Magdaleny i jej rodziców oraz ich światopoglądu. - Tamte normy w tamtych czasach zapewne były adekwatne - tłumaczy mediatorka rodzinna Joanna Kozieł, dodając: - Warto przyjrzeć się, czy dziś mają zastosowanie, lecz bez ich narzucania. Dziś jest mało rodzin funkcjonujących w jednoznacznym i stabilnym schemacie przekazywanym z pokolenia na pokolenie - zmienia się struktura rodziny, przybywa rodzin patchworkowych. Zmienia się dosłownie wszystko i jest inaczej, a napór rodzi opór. To prawo działa również w drugą stronę. Wyrażanie siebie w oparciu o szacunek nadal sprawia wiele kłopotów, tego uczymy się na terapii - również prawa do zdrowej autonomii na gruncie zdrowej rodziny - mówi psycholożka. Podkreśla, że nic się nie zmieniło w jednym temacie - od zawsze gwarancją dobrych relacji rodziców i dzieci była pełna miłości i wspierająca postawa, połączona z konsekwencją oraz oparta na wzajemnym szacunku, regułach i metodach wychowawczych.

Robert Boch, mediator z ośrodka mediacyjnego Mediatorzy.pl , mówi: -Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy korzystanie z mediacji było czymś nietypowym, po świętach Bożego Narodzenia mieliśmy najwięcej klientów (teraz to się bardziej rozkłada na cały rok). Bo ludzie siadali do stołu, zaczynali rozmawiać i wybuchały bomby, które kończyły się stwierdzeniami: "Już nigdy do was nie przyjdziemy!" i szybkimi odpowiedziami: "To nie przychodźcie!. A potem opadał pył i pojawiała się refleksja i pytanie: "Jak z tego wyjść?".

Boch zapewnia, że w takich przypadkach konflikty nie opierają się tylko na różnicy w sferze wartości. One wynikają także z różnic w danych (mamy dostęp do różnych informacji, albo do tych samych, ale odmiennie je interpretujemy), ze złych relacji (stereotypy i uprzedzenia), z rzeczywistych interesów (potrzeb stron, tego co dla nich ważne) oraz struktury (ograniczone zasoby, różnica w hierarchii i sile). Wartości mówią nam o tym, jak świat ma wyglądać, co jest normalne, a co nie jest normalne. Z tym się wychodzi z domu i środowiska, w którym się kształtujemy. Na przykład para może być w związku idealnym, ale rodzi się dziecko i odkrywają, że mają zupełnie odmienne podejście do ubierania go, wychowywania, leczenia. Tu wchodzą duże tematy, ale także pozornie małe - dodaje mediator.

Z doświadczeń Joanny Kozieł wynika, że nie udaje się namówić drugiej strony do zmiany poglądów czy przekonać do swoich racji. - Zmiana polega bardziej na daniu sobie prawa do innego spojrzenia na tę samą sprawę.

Podobnego zdania jest Robert Boch. - Szukanie drogi do przekonania drugiej osoby, żeby przestała wierzyć w to, co według niej jest dobre i rozsądne, nie jest może skazane na niepowodzenie, ale w większości się nie udaje. Do ewentualnej zmiany potrzeba długoletnich dyskusji, doceniania, zrozumienia, szacunku - wyjaśnia. - Co zresztą doskonale widać, kiedy podczas imienin wujka goście po raz 154. próbują się przekonać, która opcja polityczna jest dobra. To jest spieranie się dla sportu. Jeśli lubimy się pozmagać na argumenty, poćwiczyć w retoryce oraz debacie i tej drugiej stronie też to odpowiada - w porządku. Zwłaszcza jeśli dużo nas łączy, czyli mamy inne tematy, które są dla nas wspólne - podróże, gotowanie, muzykę, uprawianie sportu - i o nich potrafimy pięknie rozmawiać.

Przykładem dobrze funkcjonującej relacji - choć pokazanej jednostronnie - są Michał i Jacek. - Konflikty w oparciu o szacunek same w sobie są w porządku i muszą być w zdrowo funkcjonującej rodzinie. Konflikty, których fundamentem jest agresja, prowadzą do eskalacji tragedii rodzinnych na wielu poziomach. Akceptacja, wzajemny szacunek, ciekawość i wsłuchiwanie się wzajemnie w swoje głosy to sprawdzone formy budowania dobrych, zdrowych relacji - wyjaśnia psycholog Joanna Kozieł. Dobrze jest nauczyć się badać, co się dzieje między członkami rodziny, zamiast ważyć, kto ma "większą rację". Warto przyjrzeć się temu oporowi lub niechęci do "inności" i zastanowić się, z czego może ona wynikać.

Sielska atmosfera w czasie świąt? To może się zdarzyć. Fot. Shutterstock

Jak tłumaczy Boch: - Próba negowania przekonań, rzucanie: co ty tam gadasz, puknij ty się w głowę! - jest zamknięciem drogi do porozumienia. Można powiedzieć: słyszę, że się niepokoisz, nie zazdroszczę ci, że masz poczucie, że jesteśmy zewsząd manipulowani. Nie chcę ciebie przekonywać, proszę, nie przekonuj mnie, chodźmy na spacer. Niedawanie ludziom przestrzeni do tego, żeby mogli mówić o swoich przekonaniach, jest brakiem szacunku. Danie im i sobie prawa do swoich poglądów jest szacunku okazywaniem

Bo przecież, jak przekonuje mediator, cioci z Ameryki zależy na tym, żeby rodzinie w Polsce było dobrze. - Wytyczne do tego, co zrobić, żeby byli bezpieczni, opiera na danych, które ma - mówi Boch. - To nie o 5G czy szczepionkę na COVID-19 chodzi. Rozmowa powinna dotyczyć tego, że się o siebie nawzajem martwimy, że siebie dostrzegany i słyszymy. Możemy cioci pokazać, jak działają fake newsy, algorytmy. Wiemy, że działania cioci nie są przeciwko nam, tylko w trosce o nas.

Liczy się zmiana akcentu w rozmowie. Możemy porozmawiać o swoich potrzebach, czyli o tym co dla nas ważne, następnie dostarczać sobie danych. A jeśli brat "wie", a my ciągle "dajemy się omamiać"? - To nie ma sensu go przekonywać. On wie swoje, ja wiem swoje, lepiej pogadać, co tam u niego w ogrodzie słychać i opowiedzieć o swoim - radzi Robert Boch.

Ciężka relacja Magdy z jej rodzicami może, jak sugeruje Joanna Kozieł, bazować na przekonaniu, że dawniej człowiek im był starszy, tym mądrzejszy oraz cieszył się tym większym autorytetem, szacunkiem i poczuciem władzy w rodzinie czy społeczności. - Taka korelacja nie jest oczywista dziś. Rodzice mają władzę, lecz nie zawsze wypracowany autorytet. Świadomy rodzic jasno i z szacunkiem określa własną pozycję i potrafi wyjaśnić, dlaczego myśli i postępuje tak, a nie inaczej - jest autentyczny i nie unika konfrontacji.

Czas próby

Przed nami święta - o ile rząd nie zakaże spotkań rodzinnych w imię walki z pandemią - wspólne biesiadowanie. W 2020 roku będzie nam pewnie trudniej - kobiety nabrały odwagi w wyrażaniu swojego zdania, przestały się także przejmować uładzoną formą i elegancją języka. Są wściekłe i mają krótki lont. - Są rodziny, które się teraz scalają - bo myślą tak samo, uważają tak samo, nakręcają się i wzajemnie utwierdzają w słuszności przekonań, jakie dzielą - podkreśla mediator. - Im jednak więcej napięć społecznych, tym większe ryzyko, że eksplodują one podczas spotkania rodzinnego, tam, gdzie są różnice.

Fot. Jakub Orzechowski/Agencja Gazeta

Co zrobić, kiedy wujek podczas drugiego dnia świąt znad barszczyku z pasztecikiem zaprezentuje poglądy, które w nas godzą? - Mamy kilka dróg - mówi mediator. - Można oczywiście rzucić do wujka: Wypierd**aj, dziadu! I wyjść ze spotkania. Jeśli chcemy osiągnąć szybki spokój, to możemy tak zrobić - jasno sugerując wyjazd z naszego życia. Jeśli wujek mówi to zaczepnie, żeby zaprosić nas do dyskusji - wejdźmy w nią, zarazem stawiając granice. Zapytajmy, z jakiego powodu wujek to mówi, co chce osiągnąć. Może za tym stoi troska i chęć pomocy? - sugeruje Robert Boch.

- Powiedzmy wujkowi, że my dajemy mu prawo do opinii, ale w zamian, dla równowagi i okazywania sobie szacunku, oczekujemy, że on da nam prawo do posiadania własnego zdania - nie musimy się przekonywać - podkreśla Robert Boch. - Można ustalić, że naszym celem nadrzędnym jest wspólne spędzenie czasu w dobrej atmosferze. To jest potrzeba. W tym celu możemy z wyprzedzeniem wspólnie stworzyć listę tematów, których nie będziemy poruszać, a kto je poruszy - w ramach kary zapłaci 20 zł. Trochę z humorem, a jednocześnie bardzo poważnie troszcząc się o to, co dla nas ważne. I rozmawiamy o innych rzeczach, bądźmy razem mimo różnic w niektórych obszarach. Da się - zapewnia mediator.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Jedynaczka z niezbyt licznej rodziny.