Rodzina
Około 35. tygodnia ciąży mięśnie rozchodzą się na boki, a kresa wiotczeje i rozciąga się (fot. Shutterstock)
Około 35. tygodnia ciąży mięśnie rozchodzą się na boki, a kresa wiotczeje i rozciąga się (fot. Shutterstock)

Paulina ma 32 lata, czteroletnią córkę i półtorarocznego syna. Po pierwszej cesarce na brzuchu miała "fale Dunaju", wszystko było nierówne i brzydko zrośnięte. Bolało. - Ginekolog powiedział: "taką ma pani naturę". Myślałam, że jedynym rozwiązaniem jest operacja - mówi Paulina.

O tym, że istnieje ktoś taki, jak fizjoterapeuta uroginekologiczny, dowiedziała się od położnej tydzień po drugim porodzie , ale na wizytę musiała poczekać, bo męża wysłano w delegację i nie miała z kim zostawić dzieci. Z pomocy skorzystała, gdy synek skończył pięć miesięcy. - Blizna po cesarce jakby wrastała do środka, była nierówna. Noszenie legginsów czy obcisłej sukienki nie wchodziło w grę, nie mówiąc o stroju kąpielowym. Ale ta blizna to pikuś. Miałam potężny rozstęp mięśnia prostego brzucha: po bokach sterczały dwa mięśnie, pośrodku był wielki krater, mogłam włożyć sobie dłoń w poprzek - opisuje Paulina.

Aneta Zalewska, dyplomowana fizjoterapeutka uroginekologiczna, tłumaczy, że między dwoma mięśniami prostymi brzucha jest błona - kresa biała. Około 35. tygodnia ciąży mięśnie rozchodzą się na boki, a kresa wiotczeje i rozciąga się. Problem jest wtedy, gdy po porodzie mięśnie nie wracają na swoje miejsce. - Wówczas przy napinaniu brzucha pojawia się pomiędzy nimi zagłębienie albo widać charakterystyczny wzgórek. Jelita ani pozostałe narządy nie mają ochrony, a kręgosłup odpowiedniej stabilizacji. Mówimy wtedy o rozstępie mięśnia prostego - wyjaśnia.

Podatne na rozstęp są kobiety w wieku powyżej 35 lat i te będące w ciąży mnogiej. Znaczenie ma też ułożenie dziecka w macicy, ryzyko wzrasta ponadto przy każdej kolejnej ciąży. Po porodzie szkodzić mogą nieprawidłowy trening oraz zbyt wczesny powrót do intensywnej aktywności fizycznej. - U dwóch trzecich kobiet rozstęp mięśnia prostego to niejedyny problem. Towarzyszy mu często nietrzymanie moczu albo obniżenie macicy - podkreśla Aneta Zalewska.

Gdy pięć miesięcy po porodzie Paulinę badała fizjoterapeutka uroginekologiczna, rozstęp mięśnia prostego był już mniejszy. - Nadal jednak w krater na brzuchu wchodziła ręka, teraz wzdłuż. Byłam zdewastowana - mówi.

Podatne na rozstęp są kobiety w wieku powyżej 35 lat i te będące w ciąży mnogiej (fot. Shutterstock)

Specjalistka zaleciła masowanie blizny. - Jedna strona pięknie puściła, druga wciąż jest "wsiąknięta" do środka, ale wyrównały się fałdy - opisuje Paulina. Dostała też ćwiczenia na wzmocnienie mięśni dna miednicy (zwanych potocznie mięśniami Kegla) i aktywujących mięśnie brzucha. - Na początku nie mogłam nawet machnąć nogą, leżąc na boku, bo brzuch otwierał mi się jak brama garażowa - opowiada.

Starała się ćwiczyć regularnie, choć przyznaje, że przy dwójce małych dzieci nie zawsze było to możliwe. Po dwóch-trzech miesiącach zaczęła zauważać efekty. Z fizjoterapeutką jest w stałym kontakcie, specjalistka co jakiś czas dobiera jej nowe ćwiczenia. Podczas ostatniego badania rozstęp mięśnia prostego miał już tylko półtora centymetra. - U niektórych kobiet po porodzie kresa biała schodzi się samoistnie - wyjaśnia Aneta Zalewska. - Zwykle nie w stu procentach, ale gdy rozstęp mięśnia prostego ma centymetr czy półtora, a brzuch spełnia swoje funkcje, uznajemy to za normę.

Aby sprawdzić, czy kresa biała wciąż jest mocno rozciągnięta, można wykonać w domu tzw. curl-up test. Kładziemy się na plecach z ugiętymi kolanami i unosimy tułów jak do "brzuszka". Jeśli w tej pozycji widzimy stożek lub możemy wyczuć między palcami zagłębienie szersze niż na jeden palec, to może być sygnał, że warto skonsultować się z fizjoterapeutką uroginekologiczną.

Mocno zmienione po porodzie ciało to nie jest tylko problem fizyczny. - Miałam silną depresję. Jeszcze w ciąży przeżyłam traumę, która do dziś mi w jakimś stopniu towarzyszy. Do tego kilka miesięcy po porodzie wyglądałam, jakbym nadal nie urodziła. Nie mogłam patrzeć w lustro - opowiada Paulina. - Z nerwów nie jadłam, koleżanki przychodziły o 13.00 robić mi śniadanie. Ciągle płakałam, nie umiałam się z tego wydostać. Najpierw myślałam, że chodzi o zmęczenie, brak czasu dla siebie, wymyślałam różne usprawiedliwienia. Ale przyszedł taki moment, kiedy stwierdziłam, że muszę sięgnąć po pomoc, bo inaczej cierpieć będzie cała moja rodzina.

Chodziła do psychiatry, zaczęła też biegać - by zgubić pozostałe po ciąży kilogramy i dostarczyć sobie endorfin. Ze względu na karmienie piersią nie mogła brać leków. - Zrzuciłam 20 kilo. Kobieta po porodzie, jak to ciało jest takie popsute, ma całkiem inną motywację, żeby podobać się samej sobie i przede wszystkim odzyskać sprawność - stwierdza Paulina. - Niełatwo też jest taszczyć dwójkę dzieci, jak nie ma się mięśni brzucha. W kość dostaje wtedy kręgosłup, bolał mnie przy najprostszych codziennych czynnościach.

Kobiety chcące wrócić do formy fizjoterapeutka uroginekologiczna przestrzega przed wykonywaniem ćwiczeń znalezionych w sieci. - Trzeba wystartować z niższego pułapu, zacząć od tych prostszych, dobrze dobranych. Jak rzucimy się na te z YouTube'a, to tak, jakby komuś, kto przez dziewięć miesięcy nie chodził, kazać wstać i biec - twierdzi Aneta Zalewska i dodaje, że najgorsze, co można dla siebie zrobić po ciąży, to ćwiczyć "brzuszki". W katalogu mocno niewskazanych aktywności fizycznych - nie tylko świeżo po urodzeniu dziecka, ale w ogóle - jest też skakanie na trampolinie czy robienie tzw. deski, czyli podpór na przedramionach i palcach stóp z zachowaniem naturalnych krzywizn kręgosłupa. - To opcja dla kobiet z superwydolnymi mięśniami dna miednicy, które potrafią nimi pracować. Ale takich jest bardzo niewiele - podkreśla Zalewska.

Przy obu ćwiczeniach powstaje ogromne ciśnienie śródbrzuszne, które obciąża mięśnie dna miednicy. Podczas intensywnych podskoków narządy wewnętrzne uderzają o dno miednicy i powodują ich napinanie. Jeśli tych podskoków jest dużo, mięśnie się nie rozluźniają. "Deska" z kolei jest ćwiczeniem izometrycznym statycznym, w którym mięśnie brzucha są napinane na dłuższy czas, bez rozluźniania. To generuje zbyt duże ciśnienie śródbrzuszne i nacisk na mięśnie dna miednicy. Skutkami wykonywania tych ćwiczeń może być nietrzymanie moczu albo obniżenie narządu rodnego.

Kobiety chcące wrócić do formy fizjoterapeutka uroginekologiczna przestrzega przed wykonywaniem ćwiczeń znalezionych w sieci (fot. Shutterstock)

"Nikt nas przecież tego nie uczy"

Był ciepły kwietniowy dzień. Podczas rodzinnej imprezy padła propozycja gry w piłkę. - Zawsze należałam do aktywnych, chętnie dołączyłam. Jednak gdy zaczęłam biegać, nie mogłam sobie poradzić z trzymaniem moczu. I to nie była kropelka czy dwie. Poszłam do łazienki, założyłam wkładkę, ale gdy wróciłam do gry, było coraz gorzej. Uciekłam do domu, tłumacząc, że muszę zająć się ośmiomiesięczną córką. W rzeczywistości musiałam się przebrać - opowiada 29-letnia Iza.

Aneta Zalewska, mówi, że nietrzymanie moczu dotyczy w Polsce co trzeciej kobiety po trzydziestce, nie tylko u tych, które rodziły. - Najczęściej zdarza się podczas kichania czy kaszlu, ale występuje również przy dużym obciążeniu lub większej aktywności fizycznej, takiej jak bieganie czy taniec. W przypadku wysiłkowego nietrzymania moczu problem często udaje się wyeliminować, ćwicząc mięśnie dna miednicy. Jeśli natomiast nietrzymanie moczu zdarza się również w spoczynku, konieczna jest operacja. Po niej jednak też zalecane są ćwiczenia, by utrzymać efekty wykonanego zabiegu - wyjaśnia.

Iza przyznaje, że w szkole rodzenia było spotkanie z fizjoterapeutką uroginekologiczną i nawet planowała wtedy, że po porodzie umówi się na wizytę. Ale czuła się tak dobrze, że zaczęła to odkładać. - Dopiero sytuacja podczas gry w piłkę dała mi do myślenia - wyznaje. - W ciąży miałam incydenty z nietrzymaniem moczu. Zdarzało mi się na przykład przy kichnięciu, ale ginekolog stwierdził, że to normalne i powinno minąć. Wspomniał wtedy, że warto by było spotkać się z fizjoterapeutką. Takie podejście podobno nie jest zbyt częste wśród lekarzy.

Wizyta u fizjoterapeutki uroginekologicznej zaczęła się od wyjaśnienia, gdzie znajdują się mięśnie dna miednicy, jak wyglądają i za co odpowiadają. - Nikt nas przecież tego nie uczy - mówi Iza.

- Dno miednicy stanowi podparcie dla znajdujących się w niej pęcherza moczowego, macicy, pochwy i odbytnicy - tłumaczy Aneta Zalewska. - Odpowiada też za to, że cewka i odbyt pozostają zamknięte podczas aktywności, rozluźniają się natomiast podczas czynności toaletowych. Dno miednicy dba również o stabilizację kości krzyżowej i guzicznej oraz tułowia. Dodatkowo wspomaga funkcje seksualne.

Podczas pierwszej wizyty fizjoterapeutka uroginekologiczna pokazała Izie ćwiczenia na mięśnie dna miednicy i zaleciła, w jakich pozycjach najlepiej odpoczywać. - Miałam ćwiczyć pięć razy dziennie. Mimo że to nie zajmowało dużo czasu, nie było łatwo zorganizować się przy małym dziecku, bo trzeba się mocno skoncentrować - mówi młoda mama.

Ćwiczenia są zawsze dostosowywane do konkretnego przypadku, bierze się pod uwagę np. to, ile czasu kobieta może im poświęcić. - Ciało po prostu codziennie powinno dostawać sygnał, że ma wrócić do formy. Na osiągnięcie efektów dajemy sobie zwykle pół roku - mówi Aneta Zalewska.

Wizyta u fizjoterapeutki uroginekologicznej zaczęła się od wyjaśnienia, gdzie znajdują się mięśnie dna miednicy, jak wyglądają i za co odpowiadają (fot. Shutterstock)

Iza nie sprawdzała jeszcze, czy w jej przypadku ćwiczenia przyniosły efekt, bo ma psychiczną barierę, która pojawia się przed każdym wysiłkiem fizycznym. - Boję się, że jak będę wśród ludzi, znów coś się wydarzy i będę się wstydzić. Ostatnio znów mieliśmy rodzinnie pograć w piłkę, ale od razu powiedziałam, że ja nie - wyznaje. Ubolewa, że w reklamach dotyczących nietrzymania moczu pokazuje się głównie panie powyżej pięćdziesiątki. - Przez to młodszym kobietom wydaje się, że ten problem u nich nie jest normalny i staje się bardziej wstydliwy. Wydawało mi się straszne, że mam go w tak młodym wieku.

"Z życia seksualnego musiałam zrezygnować całkowicie"

58-letnia Dorota za pierwszym razem rodziła naturalnie. Miała nacinane krocze, ale jak twierdzi, szybko wróciła do formy. Przy drugim dziecku było cięcie cesarskie, ale poza tym, że po operacji czuła się bardziej osłabiona i dłużej wracała do siebie, nie zauważyła żadnych niepokojących symptomów. Blizna goiła się prawidłowo, Dorota odzyskiwała siły. Pierwsze sygnały przyszły dopiero po kilku latach.

Najpierw pojawiły się gazy pochwowe podczas współżycia. - Były kłopotliwe i krępujące, ale nie zastanawiałam się, co jest ich przyczyną. Nie było wtedy Internetu, żeby szybko sprawdzić, skąd się biorą i czy są normalne. A ponieważ nic mnie nie bolało ani nie miałam innych dolegliwości, przeszłam nad nimi do porządku dziennego. Nie pamiętam, czy mówiłam coś o tym swojemu ginekologowi - opowiada Dorota.

14 lat po drugim porodzie zaczęły ją uwierać spodnie w kroku, nie mogła spać nawet w piżamie, bo we znaki dawał się szew na spodenkach, a w trakcie brania prysznica wyczuwała szyjkę macicy. Mocniej wysuwała się podczas kaszlu czy kichnięcia, potem wracała na swoje miejsce. - Ginekolog, do której wtedy chodziłam, stwierdziła, że obniżyła się macica i kazała ćwiczyć mięśnie dna miednicy. Starałam się robić to regularnie, powtarzałam kilka razy dziennie, ale szyjka macicy coraz bardziej się wysuwała, aż wreszcie wyszła na zewnątrz. To mocno odbijało się na jakości życia seksualnego, w końcu musiałam z niego zrezygnować całkowicie - mówi Dorota.

Jak tłumaczy Aneta Zalewska, obniżanie się narządów rodnych może dotyczyć przedniej ściany pochwy (w tym cewki moczowej i pęcherza), macicy albo - po jej usunięciu - tylnej ściany pochwy (także jelit i odbytnicy). - Tu znów główną rolę odgrywają mięśnie dna miednicy. Jeżeli są wydolne, to więzadła i powięzie, które utrzymują pochwę we właściwym położeniu, są poddawane minimalnemu obciążeniu. Natomiast w przypadku, gdy dno miednicy jest uszkodzone lub niewydolne, pochwa jest podtrzymywana wyłącznie przez więzadła i powięzie, co powoduje obniżenie narządów - wyjaśnia Aneta Zalewska.

Objawami obniżenia narządów rodnych są m.in. uczucie ciała obcego w pochwie, gazy pochwowe, problem z załatwianiem czynności toaletowych, uczucie ciężkości w obrębie krocza czy bolesne stosunki seksualne.

Przy drugim dziecku było cięcie cesarskie, ale poza tym, że po operacji czuła się bardziej osłabiona i dłużej wracała do siebie, nie zauważyła żadnych niepokojących symptomów (fot. Shutterstock)

Dorota rok temu zdecydowała się na operację skrócenia szyjki macicy, bo podczas którejś z akcji profilaktycznych dla kobiet badający ją ginekolog stwierdził, że nie można dłużej czekać. - Od czasu zabiegu wszystko jest w porządku, nie czuję dyskomfortu, znów mogę nosić obcisłe spodnie - mówi Dorota.

Fizjoterapeutka uroginekologiczna Aneta Zalewska podkreśla, że właśnie dojrzałe kobiety najczęściej mają problem z obniżeniem macicy albo nietrzymaniem moczu. Zaczynają go jednak dostrzegać, gdy sytuacja wymaga już ingerencji chirurgicznej. - Najczęściej dostają wtedy skierowanie na usunięcie macicy albo jej podwiązanie czy założenie taśm na nietrzymanie moczu. Ale problem wraca, bo zdarza się, że taśma nie wytrzymuje albo piecze. Czy jest sens od razu sięgać po takie metody? We wcześniejszych stadiach można sobie pomóc ćwiczeniami mięśni dna miednicy. Po operacji też są zresztą konieczne, by jej efekty nie poszły na marne - zaznacza ekspertka.

"Wszyscy rodzili, wszyscy żyją"

Agnieszka* ma 30 lat. Ciążę i poród wspomina tak źle, że jej córka będzie jedynaczką. Później też pojawiły się problemy. - Strasznie bolała mnie okolica lędźwiowa, do tego stopnia, że nie mogłam wstać z łóżka. Przez pierwszy tydzień, kiedy byłam jeszcze w szpitalu, córeczką przez cały czas zajmował się mąż. Okazało się, że najprawdopodobniej miałam uszkodzoną kość ogonową, co zdarza się podczas parcia. Nikt tego u mnie jednak wtedy nie zdiagnozował, dostawałam leki przeciwbólowe, a personel pewnie myślał, że tak reaguję po nacięciu krocza. Co chwila były komentarze: "Jak pani zamierza wyjść do domu i zajmować się dzieckiem?" - opowiada Agnieszka.

Ból był bardzo silny przez trzy miesiące, w czwartym powoli zaczął ustępować. Potem zaczął się problem z nietrzymaniem moczu. - Na początku, gdy zdarzało mi się popuścić, stwierdzałam "dobra, przejdzie". W Internecie znalazłam ćwiczenia, ale czułam ból podczas ich wykonywania. Okazało się, że robiłam je źle.

Nie szukała fachowej pomocy. Nie zachęcali też do tego bliscy czy znajomi. - Starsi często mówią: "wszyscy rodzili, wszyscy żyją" albo "wymyślacie, biegacie do fizjoterapeutek". Jak podpytywałam koleżanki, wydawało się, że żadna nie ma tego problemu - mówi Agnieszka.

Rok po porodzie zachorowała, dokuczał jej silny kaszel. - Poszłam pod prysznic, rozebrałam się i zobaczyłam, że mocz cieknie mi po nogach. Wtedy już wiedziałam, że muszę coś z tym zrobić - wyznaje. Podczas pierwszej wizyty fizjoterapeutka wyjaśniła, skąd bierze się nietrzymanie moczu i zaleciła zmianę kilku nawyków. - Są rzeczy, które możemy poprawić bez większego wysiłku. Już to w moim przypadku wiele zmieniło. Na przykład teraz, gdy idę do toalety, pod nogi kładę stołeczek, by unikać parcia - mówi Agnieszka. - Dowiedziałam się też, że złym zwyczajem jest "siusianie na zapas", czyli chodzenie do toalety przed wyjściem z domu, żeby czasem nam się nie zachciało, jak będziemy w sklepie czy na spacerze.

Agnieszka ciążę i poród wspomina tak źle, że jej córka będzie jedynaczką (fot. Shutterstock)

Podczas pierwszej wizyty fizjoterapeutka pokazała Agnieszce, jak ćwiczyć mięśnie dna miednicy. Dwa tygodnie później umówiły się ponownie. Wtedy sprawdzała też poprzez badanie per vaginum, czy Agnieszka zaciska właściwe mięśnie. - Te ćwiczenia wyglądają na łatwe, ale żeby je prawidłowo wykonać, trzeba się skoncentrować - zaznacza Aneta Zalewska. - Należy skorelować je z oddechem, położyć się i posłuchać swojego ciała. Większość kobiet nie wie, gdzie ma mięśnie dna miednicy. Myślą, że to te, które napinamy, gdy nam się bardzo chce siusiu. A to nie one.

Agnieszka pierwsze efekty zaobserwowała już po miesiącu. - Jedna seria ćwiczeń trwa kilka minut, więc spokojnie można się zorganizować, nawet przy małym dziecku - twierdzi. - Ważne, żeby robić je regularnie i dokładnie. Zauważyłam, że jak mniej się przykładam, to cofa się wszystko to, co już wypracowałam.

Agnieszka opowiada, że przed ciążą myślała o tym, jak zmieni się jej ciało. Że może będzie miała rozstępy albo jej brzuch nie wróci do normy. - Skupiałam się na tych estetycznych aspektach, może dlatego, że to na nie jest nacisk w mediach, o nich mówią gwiazdy. A gdyby zająć się tym, jakie rzeczywiste problemy mogą mieć kobiety po porodzie? - pyta.

Aneta Zalewska zaleca, by na pierwszą wizytę do fizjoterapeutki uroginekologicznej wybrać się mniej więcej po sześciu tygodniach od narodzin dziecka, ale jeśli coś nas niepokoi - przyjść wcześniej. Z własnym ciałem warto jednak pracować już przed ciążą. Pacjentkom, które spodziewają się dziecka, fizjoterapeutka może podpowiedzieć, jakie zdrowe nawyki pomogą lepiej przygotować się do porodu, wskaże właściwą postawę. Może też poprzez masaż ulżyć "od ręki" w niektórych ciążowych dolegliwościach, takich jak rwa kulszowa czy zespół cieśni nadgarstka. - Nie ma nic bardziej błędnego niż przekonanie, że "w ciąży ma prawo boleć" - mówi Zalewska. - Jeśli możemy sobie pomóc, zróbmy to. I nie czekajmy na inwazyjne metody, zacznijmy od małych, ale skutecznych kroków.

* Imię bohaterki zmienione na jej prośbę

Izabela O'Sullivan. Dziennikarka prasowa i radiowa. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Regularnie współpracuje z Weekend.gazeta,pl. Publikowała też m.in. w "Dużym Formacie", "Polityce", "Newsweeku", serwisach Polityka, WP i Polki. Lubi dobrą kawę i literaturę faktu.