Stany Zjednoczone, początek lat 60. XX wieku. Ogłoszenie w gazecie zachęca do udziału w "badaniu nad pamięcią". Honorarium: 4$. Idziesz na badanie.
Na miejscu poznajesz drugą osobę, która mówi, że również zgłosiła się do udziału w eksperymencie. Losujecie karteczki: jesteś nauczycielem, nowy znajomy - uczniem. Twoja rola polega na odpytywaniu ucznia z materiału, którego ma się nauczyć. Chodzi o pary słów np. jak jasny-dzień czy niebieski-pudełko. W trakcie eksperymentu uczeń usłyszy jedno słowo, np. "jasny", oraz cztery możliwe odpowiedzi - "pudełko", "niebieski", "dzień" i "prześcieradło". Poprawna odpowiedź to "dzień". Jeśli uczeń odpowie źle, masz go ukarać.
Kara polega na rażeniu prądem elektrycznym. Przed tobą stoi maszyna z trzydziestoma przyciskami, przy każdym podana jest wartość napięcia elektrycznego. Przy ostatnim guziku zapisana jest najwyższa wartość - 450V. twoim zadaniem jest naciskać kolejne przyciski, jeśli uczeń podaje błędne odpowiedzi.
Diabelski eksperyment Milgrama
Ponad 60% osób, które czytają ten tekst, dojechałoby do końca skali. Wcisnęłoby przycisk, który raziłby prądem o napięciu 450 V prawdopodobnie już i tak nieżywego ucznia. Przeprowadzając ten eksperyment psycholog społeczny Stanley Milgram chciał sprawdzić, kiedy ludzie powiedzą dość. To badanie miało 24 wersji. W jednej z nich uczeń krzyczał, że jest chory na serce. Mimo tych okoliczności odsetek osób, które nacisnęły przycisk 450V, nie zmienił się.
Badania nad posłuszeństwem powtórzyli polscy naukowcy. Prof. Dariusz Doliński i dr Tomasz Grzyb przebadali ponad 200 osób, aby sprawdzić, czy pozycja autorytetu, naukowca zadziała we współczesnej Polsce tak samo jak zadziałała w Stanach Zjednoczonych 50 lat temu. Wyniki opublikowali w książce "Posłuszni do bólu" (Wyd. Smak Słowa)
Zuzanna Piechowicz, TOK FM: Po co powtarzać eksperyment Milgrama?
Dr Tomasz Grzyb: - Postanowiliśmy sprawdzić, czy pewne mechanizmy psychologiczne mogą wpływać na nasze posłuszeństwo. Wiemy, w czym posłuszeństwo się przejawia, ale nie istnieje teoria, która pokazuje, w jaki sposób to posłuszeństwo się nasila i zmienia w różnych okolicznościach. Sama powtórka tego, co zrobił Milgram, jest praktycznie niemożliwa. Zakres badanych ogranicza się do tych, którzy nie słyszeli o Milgramie - inaczej wyniki byłyby wypaczone. Wpływ na wynik badania może też mieć głośność krzyku człowieka za ścianą, sugestywność tego krzyku, oraz to, jak eksperymentator działa na osobę badaną. Sam Milgram przyznawał, że jego badania miały luki. Na przykład nigdy nie uderzano prądem kobiety, uczniem w jego eksperymencie zawsze był mężczyzna.
Czy każdy człowiek może stać się marionetką w rękach sprawnego autorytetu?
Prof. Dariusz Doliński: Był taki eksperyment, w którym człowiek miał do wyboru: sam wbije sobie igłę w mięsień albo pozwoli osobie obok, aby wbiła mu tę. Wie pani, jaki był wynik?
Większość ludzi wolała to zrobić sama?
DD: Tak. I to jest właśnie jeden z dowodów na to, że ludzie wolą mieć wpływ na własne życie, a nie oddawać swojego losu w inne ręce. Nie zwraca się jednak uwagi na to, że 42% ludzi wolało, aby ktoś inny wbił tę igłę. Skupiliśmy się w psychologii społecznej na tej pierwszej grupie, pomijając tę drugą, również znaczącą. Grupę, która woli oddać swoją wolność w zamian za poczucie komfortu.
A jak jest w Polsce?
DD: Podobnie. Duża część Polaków wcale nie ma ochoty decydować o swoim życiu i mieć na nie wpływ, jeśli mają zapewnione pewne podstawowe czy nawet bardziej rozbuchane potrzeby materialne. Takie pojęcia jak wolność, demokracja czy sprawiedliwość społeczna są dla nich mniej ważne.
Dlaczego? Czy to predyspozycje osobowościowe Polaków?
TG: Raczej nie. Wszystkie czynniki osobowościowe, które z naszej perspektywy były interesującym pomysłem na tłumaczenie ludzkiego posłuszeństwa, okazały się mało użyteczne.
Sprawdziliśmy jak empatia, skłonność do empatii czy umiejętność empatyzowania z drugim człowiekiem wpływa na poziom posłuszeństwa. Jak wpływa na nie umiejscowienie poczucia kontroli, które dotyczy subiektywnego poczucia źródła, sprawstwa zdarzeń, czyli poczucie człowieka czy i jaki ma wpływ na różne wydarzenia w swoim życiu. Czy wreszcie poziom posłuszeństwa zależy od czegoś, co nazywamy akceptacją kultury honoru, czyli poziomu akceptacji dla zachowań określanych w danej kulturze jako "niehonorowe".
Jaki był wynik tych badań?
TG: Wszystkie te czynniki, które podejrzewaliśmy o to, że mogą wpływać i jakoś tłumaczyć skłonność ludzi do wypełniania poleceń eksperymentatora, okazały się bezużyteczne. Nie tłumaczą niczego. Oczywiście można zadać sobie pytanie, czy nie ma kolejnych uwarunkowań, które warto byłoby zweryfikować. Badania nad posłuszeństwem pokazują jednak, że trudno jest znaleźć czynniki osobowościowe, które jednoznacznie pozwoliłyby przewidzieć zachowanie człowieka w takiej sytuacji. Jak człowiek reaguje, gdy ktoś prosi go o zrobienie rzeczy niemoralnych lub nieetycznych? Weźmy choćby przykład z Sejmu.
Z Sejmu?!
TG: To, jak się zachowują posłowie w polskim parlamencie, dobrze pokazuje, jak działa posłuszeństwo wobec autorytetu. Formalnie każdy parlamentarzysta jest posłem Rzeczypospolitej, a nie PiS czy PO. Tymczasem olbrzymia większość posłów nie wypowiada się w żadnej sprawie, dopóki za pomocą tzw. "przekazu dnia" nie zostanie poinformowana, co ma powiedzieć. Widać to wyraźnie na Twitterze i w wieczornych wydaniach serwisów informacyjnych. Ludzie z tej samej partii mówią dokładnie to samo, używają nawet tych samych sformułowań, zgodnych z tym, co kierownictwo zatwierdziło. To jest bezrefleksyjne posłuszeństwo. Oni nie szukają jakichkolwiek sensownych uzasadnień decyzji własnej partii. Po prostu uznają, że to, co ktoś wymyślił i kazał im mówić, jest rzeczą najbardziej sensowną w danej sytuacji.
Jeżeli będą postępować inaczej, pogorszy się ich sytuacja w partii.
T.G.: W naszym powtórzonym eksperymencie Milgrama udało się pokazać, jak istotny wpływ na to, czy ktoś wykona polecenie, ma sytuacja, w której ta osoba się znajduje. Często mamy takie złudzenie, że możemy przewidzieć ludzkie zachowanie na podstawie tego, jak ten człowiek zachowywał się wcześniej. Wydaje nam się, że skoro kogoś znamy, znamy jego osobowość i temperament, to wiemy, jak się zachowa w danej sytuacji. Otóż nasze badanie pokazuje, że jest inaczej.
Czyli jak?
TG: Niezależnie od tego, jakie są nasze wcześniejsze doświadczenia, jaka jest nasza struktura osobowości, jaki jest nasz system wartości, możemy - często będzie to zaskoczenie dla nas samych - zachować się posłusznie. Usłuchać.
DD: To potwierdzają wcześniejsze badania, przeprowadzone w okresie między eksperymentem Milgrama a naszym. Ich wyniki wskazywały, że albo czynniki osobowościowe nie wpływają na posłuszeństwo, albo wpływają w bardzo niewielkim stopniu. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, dlaczego w eksperymencie Milgrama jedni wciskali wszystkie przyciski, a inni nie.
TG: Ci, którzy odmawiali wciskania przycisków zadających ból uczniowi byli dla nas w tym eksperymencie najciekawsi.
Czy da się wyróżnić jakąś wspólną dla nich motywację?
TG: Nie znaleźliśmy dla tych osób żadnego wspólnego mianownika. Miały one różne doświadczenia życiowe i wykształcenie, były różnej płci i wieku. Jeśli cokolwiek niektóre z tych osób wyróżniało, to to, że miały już w swoim życiu doświadczenie odmowy. Był ktoś, kto wymagał od nich posłuszeństwa, a oni tego posłuszeństwa nie okazali. Na przykład jeden były członek Solidarności w PRL. Bardzo elegancko nam powiedział: Wtedy mnie nie złamali. Ludzie, którzy chcieli, abym donosił na swoich współpracowników i znajomych, nie zmusili mnie do tego i teraz wy też mnie nie zmusicie.
DD: Innym przykładem był około trzydziestoletni mężczyzna. Mocno wytatuowany, w dresie i czapce z daszkiem. Miał twarz pokrytą bliznami, specjalnie stworzonymi po to, aby nadać mu groźny wygląd. Wyjaśniliśmy mu zasadę: gdy uczeń popełni błąd, jego zadaniem jest rażenie go prądem. Że jak? To ja mam karać człowieka uderzając go prądem za to, że jakichś durnych sylab nie zapamiętał? - powiedział nam, ale rozpoczął eksperyment. Przy szóstym przycisku powiedział: Walcie się. Nie będę dalej naciskał. Zrezygnował z kontynuowania badania. Wyjaśniliśmy mu cały zamysł eksperymentu a on powiedział nam: I co, wy myśleliście, że jak ja mam sznyty na ryju, to od razu będę chciał niewinnego człowieka uderzać prądem?
TG: Jeden z naszych badanych pracował na budowie. Po zakończeniu eksperymentu i wyjaśnieniu całej procedury powiedział nam, że kierownik każe mu pracować na wysokościach, mimo że nie ma odpowiedniego przeszkolenia i umiejętności. Po tym badaniu zdecydował, że nigdy więcej nie wypełni tego polecenia swojego szefa.
Czy był jeszcze jakiś czynnik, który sprawiał, że badani odmawiali rażenia prądem?
TG: Wiara. Lub jej brak.
Wiara?
TG: - Wszystkie badania przeprowadzone pod różnymi szerokościami geograficznymi raczej pokazywały spójność wyników, które osiągnął Milgram. Nie odnaleziono żadnej kultury, która różniłaby się poziomem posłuszeństwa od innych. Natomiast okazuje się, że większą skłonność do nieposłuszeństwa mają ludzie skrajnie religijni i skrajnie ateistyczni.
To osoby na przeciwstawnych biegunach.
DD: Po jednej stronie skali mamy ludzi absolutnie przekonanych o istnieniu Boga, a po drugiej - absolutnie przekonanych o braku istoty wyższej. Te dwie grupy nieco rzadziej naciskały przyciski do rażenia prądem i szybciej się wycofywały z eksperymentu. Natomiast ci, którzy traktują religię instrumentalnie albo są nieprzekonanymi ateistami, zachowali się - z perspektywy eksperymentu Milgrama - prototypowo i schematycznie.
Dlaczego tak było?
DD: Ateizm jest rzeczą wyjątkową w większości społeczeństw, w których robiono eksperyment. Ateista w społeczeństwie ludzi wierzących musiał przecież w jakiś sposób dojść do swojego ateizmu. Nie uległ presji grupy i zapewne wiele razy w swoim życiu musiał się zachować inaczej niż inni. Wykształcił schematy reagowania - nie zawsze podąża za większością, nie robi tego, co jest oczywiste dla innych ludzi. Z kolei głęboka religijność nakazuje wierzącemu życie w zgodzie z normami religijnymi, które najczęściej mówią, że nie można krzywdzić człowieka.
W naszych rodzinach, w szkole, systemie edukacji dominuje wychowanie do posłuszeństwa. Dzieci mają być "grzeczne".
DD: Bardzo często właśnie tego oczekujemy od wielu ludzi - posłuszeństwa. Dzieci mają się nas słuchać, podwładni mają być posłuszni i wykonywać nasze polecenia. Tymczasem wiemy, że bezrefleksyjne posłuszeństwo może prowadzić na manowce. Tylko jedna z osób, które badaliśmy, zachowała się w pełni racjonalnie i zapytała osobę siedzącą za ścianą - czyli tę, która doświadcza bólu w efekcie decyzji badanego, czy chce kontynuować eksperyment ,czy też go zakończyć. Coś, co jest zupełnie naturalnym i logicznym zachowaniem, okazało się czymś zupełnie wyjątkowym i zaskoczyło nas. To pokazuje, że źródłem posłuszeństwa jest bezrefleksyjność. Gdy w innej wersji tego eksperymentu dano badanym alternatywę: natychmiastowe wykonanie polecenia albo 10 sekund do namysłu, po namyśle ludzie już mniej posłusznie wykonywali polecenia.
TG: Podobnie było, gdy zrobiliśmy jeden z naszych eksperymentów przez internet. Oczywiście warunki - własny dom albo laboratorium - są skrajnie różne. Ale ludzie, zamiast słyszeć wyłącznie wypowiedziane do nich polecenie, mieli na ekranie komputera pokazaną alternatywę: mogli kliknąć opcję "daję wartość prądu z jakąś mocą" lub "wycofuję się z udziału w eksperymencie". Ta alternatywa, możliwość niezadawania bólu była wyraźnie pokazana. Posłuszeństwo badanych było wyraźnie niższe. Problem w tym, że w życiu nie mamy tego drugiego przycisku. Rzadko ktoś daje nam wybór. Raczej tworzy sytuację, w której sugeruje, że go nie ma. Nawet jeśli w rzeczywistości jest alternatywa, to w praktyce różnego rodzaju manipulatorzy próbują wykreować sytuację, w której mamy poczucie, że tej alternatywy nie mamy i nie mamy też czasu na podjęcie decyzji. A przecież wybór jest właściwie zawsze. Nie odbierajmy sobie tej wolności wyboru, którą ktoś próbuje nam zaciemnić, zafałszować, zamknąć na poziomie pewnej narracji.
W swojej książce opisują panowie pojedynczych badanych. Zapadł mi w pamięć człowiek, który wykonywał wszystkie polecenia, ale jednocześnie powtarzał, że "nie sprawia mu to frajdy". Traktował to jako formę usprawiedliwienia.
DD: - Człowiek w takiej sytuacji czuje się usprawiedliwiony, przypisuje pełną odpowiedzialność temu, który wydaje polecenia. Bardzo wygodna postawa.
TG: Olbrzymia większość naszych badanych to byli ludzie, którzy na poziomie werbalnym lub niewerbalnym bardzo wyraźnie deklarowali niezadowolenie z sytuacji, w której się znaleźli. Nie badaliśmy ludzi szczególnie skłonnych do robienia złych rzeczy. To byli absolutnie zwykli ludzie, którzy znaleźli się w przygotowanej przez nas bardzo skomplikowanej sytuacji. I z tej sytuacji próbowali wybrnąć tak, jak najlepiej umieli.
Robiąc, co im kazano, i mówiąc, że im się to nie podoba?!
TG: - Tak. Trudno oczywiście jednoznacznie stwierdzić czy to było dla nich rozgrzeszające, ale komunikaty, że im nie odpowiada ta sytuacja, były bardzo, bardzo częste.
Część środowiska naukowego uznała eksperyment Milgrama za nieetyczny. Niektórzy nawet próbowali postawić go przed sądem uznając, że przekroczył granice tego, co jest dopuszczalne w nauce. Ale osoby przez niego badane nie chciały przeciw niemu zeznawać i nie miały żalu. Nie boicie się, że uczestnicy eksperymentu zechcą was pozwać?
DD: Żaden z badanych nie robił nam wyrzutów, nikt nie miał pretensji po eksperymencie, gdy wyjaśniliśmy im, w czym brali udział. Prawie wszyscy twierdzili, że jest to dla nich ważna nauczka życiowa. Ale był też jeden człowiek, który nie rozumiał, o co chodzi. Nie rozumiał, gdy usiłowaliśmy mu wyjaśnić, że padł ofiarą naszego nacisku i zachował się niezgodnie ze swoją wolą.
Nikt nie miał pretensji? Przecież podczas waszego badania ludzie byli rażeni prądem.
DD: - Pamiętajmy, że u nas to było 150V, a nie 450 V. To znacznie mniejszy wstrząs psychiczny dla "nauczyciela" - wciskać przycisk 150V, który sprawia wyraźny, ale niezagrażający życiu "ucznia" ból niż, jak u Milgrama, przycisk 450V, mogący spowodować jego śmierć. Po zakończeniu eksperymentu wyjaśnialiśmy też badanym, że dzięki ich pomocy naukowcy poszerzą swoją wiedzę o człowieku.
TG: Za każdym razem mówiliśmy, że bardzo przepraszamy, że wprowadziliśmy ich w błąd, ale gdyby pan/pani wiedziała, na czym cały eksperyment polega, to wyniki byłyby bezwartościowe. Nikt tego nie zakwestionował, ludzie rozumieli. Wielu z wyraźną ulgą przyjmowało fakt, że nie zrobili nikomu krzywdy.
Nieposłuszeństwo jest dobre?
TG: Refleksja nad własnym zachowaniem jest dobra. Zachęcamy do refleksyjności. Jak policjant zamacha na nas lizakiem i pokazuje, że mamy gdzieś skręcić, to najrozsądniej jest zrobić to, czego od nas oczekuje. Ale są sytuacje, gdy czujemy, że coś jest nie tak. Włączmy wtedy naszą refleksyjność. Musimy pamiętać, że zawsze mamy wybór. Jakiś wybór.
Książkę "Posłuszni do bólu" (wyd. Smak Słowa) możesz kupić w Publio.pl .
Dr Tomasz Grzyb. Psycholog społeczny, adiunkt w Katedrze Psychologii Społecznej Filii Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, visiting lecturer w NATO School w Oberammergau w Niemczech, konsultant przy projektach NATO dotyczących operacji psychologicznych.
Prof. Dariusz Doliński. Profesor psychologii, członek-korespondent PAN, pracownik Uniwersytetu SWPS, w którym pełni funkcję kierownika Katedry Psychologii Społecznej II Wydziału Psychologii we Wrocławiu.
Zuzanna Piechowicz. Sekretarz redakcji Radia TOK FM, prowadzi na antenie TOK FM "Idealną niedzielę" - program poświęcony nowym ideom, teoriom i prądom intelektualnym na świecie. Współpracowniczka portalu NewsMavens.com .
CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU