Rodzina
(fot. PeopleImages / iStockphoto.com)
(fot. PeopleImages / iStockphoto.com)

Wiosna to czas zakochanych, a w wakacje jesteśmy bardziej skłonni do flirtów. Ile jest prawdy w tych obiegowych opiniach?

- Dużo. Pora roku działa na nas od strony biologicznej i psychicznej. Słońce daje energię i sprawia, że więcej się chce. Dłuższe dni, rozkwitanie przyrody wpływają też na to, że chętniej wychodzimy z domu, a co za tym idzie - łatwiej o nowe znajomości i zakochanie właśnie.

Wiosna to czas zakochanych, a w wakacje jesteśmy bardziej skłonni do flirtów (fot. Geber86 / iStockphoto.com)

Stajemy się bardziej pobudzeni seksualnie?

- Jesteśmy istotami seksualnymi od narodzin aż do śmierci. Letnie "zrzucenie ubrań" na nas działa. Oczywiście na każdego w różnym stopniu, ale pewnie gdyby zmierzyć nasze libido, to w tym okresie roku byłoby znacznie wyższe niż przez resztę miesięcy.

Mówi się czasem wręcz, że ludzie "ruszają na polowanie". Szukanie partnera rzeczywiście ma coś wspólnego z łowami?

- To popularne sformułowanie. Kojarzymy je z takimi miejscami jak dyskoteki czy kluby. Zazwyczaj jednak partnerów poznajemy przez znajomych lub w pracy. Wybieramy ich z naszego grona, bo taki wybór jest pewniejszy - zwiększają się szanse na znalezienie kogoś podobnego do nas.

W takich miejscach jak kluby jest szansa trafienia na osobę, która zostanie z nami na dłużej niż jedną noc?

- Może się zdarzyć, że z czegoś przypadkowego stworzy się wieloletni związek. Jednak z założenia to nie są miejsca, w których szukamy kogoś na całe życie. Do klubów i barów przychodzi grupa ludzi z trochę innym nastawieniem niż budowanie trwałego związku i musimy się z tym liczyć. Analogicznie zupełnie inaczej się zachowujemy i ubieramy, kiedy idziemy do opery, niż kiedy wybieramy się do kina. Kontekst jest ważny.

Kluby i puby nie należą do miejsc, w których warto szukać drugiej połówki (fot. gilaxia / iStockphoto.com)

Załóżmy, że ktoś idzie do klubu z takim właśnie zamysłem - znaleźć kogoś na jedną noc. Czy taka jednorazowa przygoda może być jakoś rozwijająca, czy należy z góry założyć, że takich rzeczy nie powinno się robić?

- Jestem daleka od wskazywania ludziom, co wolno, a czego nie. Warto jedynie znać możliwe konsekwencje takich zachowań i być świadomym, na co sami jesteśmy w stanie sobie pozwolić. Powinniśmy się kierować swoim moralnym kręgosłupem. Ważne jest też poszanowanie tej drugiej strony, mówienie otwarcie, że umawiamy się tylko na jedną noc. Jeżeli ta druga osoba na to przystaje, to w porządku. Znajdą się ludzie, którzy ocenią to jako łamanie zasad, ale mi ze skrajną pruderią jest nie po drodze.

W naszym społeczeństwie potrafimy jednak w wyjątkowy sposób łączyć pruderię z seksualizacją. Z jednej strony mamy więc - często fałszywą - wstydliwość, z drugiej - wartościowanie innych lub siebie z punktu widzenia atrakcyjności seksualnej.

- Z jednej strony mamy mnóstwo zakazów, z drugiej w przestrzeni społecznej jesteśmy szczuci seksem. To przegięcie w drugą stronę skutkuje tym, że zaliczanie partnerów zaczynamy traktować jako miarę sukcesu. Jeżeli jest to dobrze widziane w naszym otoczeniu, to czujemy się dowartościowani. Pozostaje jednak otwartą kwestia, czy seks mamy uprawiać dla innych, czy dla siebie.

Związki dają nam poczucie bezpieczeństwa, seks przynosi przyjemność i to naturalne, że chcemy spełniać te potrzeby (fot. vadimguzhva / iStockphoto.com)

Do mojego gabinetu często trafiają kobiety, które chcą żyć jak w kolorowych magazynach i grać wyzwolone. Potem w trakcie rozmowy wychodzi, że czują się "nadużyte" przez siebie same. Dają innym komunikat, że chcą nieskrępowanego seksu, a potem orientują się, że zostały wtłoczone w ramy "seksualnego postępu" i nie mogą się w tym odnaleźć. Seksualność staje się czymś technicznym, czy wręcz fizjologicznym, a zapominamy o tym, że przede wszystkim jest piękna. Seks sprowadza się do aktu czysto fizycznego. A przecież to też emocje, uczucie jakie jest między dwojgiem ludzi, przejście na kolejny, wyższy poziom bliskości. Ale żeby seks faktycznie był piękny, trzeba go dopasować do swojego temperamentu, libido, poglądów. Jak ktoś lubi szybki, przygodny seks - proszę bardzo, pod warunkiem, że robi to w zgodzie ze sobą.

Seksualizacja otoczenia sprawia też, że zaczynamy oczekiwać wyższej atrakcyjności u potencjalnych partnerów?

- To, co widzimy w telewizji, na plakatach czy w filmach pornograficznych, zaczynamy traktować jako punkt odniesienia. W różnych częściach świata były robione badania dotyczące odbioru kobiecego biustu. Mężczyznom i kobietom pokazywano biusty naturalne i te poprawione przez chirurgów. Okazało się, że niezależnie od płci ludzie preferowali sztuczne piersi, bo właśnie takie ciągle oglądają. Cieszę się, że technika i kosmetologia idą do przodu i bardziej o siebie dbamy. Ale ważne jest to, by umieć się zatrzymać w odpowiednim momencie.

Do tego randkowanie i zakochanie łączone są z młodością, a przecież zdarzają się w każdym wieku.

- Każdy z nas szuka relacji, partnera. Niezależnie czy ma 20, czy 60 lat, czy woli tę samą płeć, czy inną albo czy jest w pełni sprawny, czy też nie. Związki dają nam poczucie bezpieczeństwa, seks przynosi przyjemność i to naturalne, że chcemy spełniać te potrzeby. Niejednokrotnie reakcją na to, że osoby po sześćdziesiątce szukają miłości, jest stwierdzenie: "A co też im po głowie chodzi!". A ja na to odpowiadam, że życie im chodzi. I to jest cudowne. Do mojego gabinetu przychodzi pani, która ma ponad 70 lat i ma problem z wyborem między dwoma partnerami. Z jednym genialnie się jej rozmawia i spędza czas, ale z tym drugim seks jest lepszy.

Na ulicach i w telewizji coraz częściej oglądamy sztuczne biusty. I coraz częściej to właśnie je uznajemy za ideał (fot. g-stockstudio / iStockphoto.com)

Co, poza fizycznością, przyciąga nas do siebie?

- Na pewno jedność środowiska - wolimy ludzi, którzy tak jak my kochają teatr lub książki. Jeżeli lubimy się lenić, to taki "leniwy" partner będzie nam bardziej odpowiadał. Łączy nas podobieństwo zainteresowań, poglądów, stylu życia, poziomu energii. Trudniej jest się spotykać osobom, które mają całkowicie rozbieżne poglądy polityczne albo zupełnie co innego jest dla nich ważne w życiu.

Czyli to podobieństwa, a nie przeciwieństwa się przyciągają?

- Musi być pewien wspólny obszar. Przeciwieństwo bywa atrakcyjne, ale w trochę innym wymiarze. Jeżeli na przykład fascynuję się sztuką, a ta druga osoba genetyką i potrafimy sobie wzajemnie tym zaimponować, to możemy się przyciągać. Oczywiście pod warunkiem, że potrafimy się swoją pasją dzielić. Ważne jest też, żebyśmy mieli przy tym zbudowane poczucie własnej wartości, bo inaczej możemy zacząć kopiować tę drugą osobę, czerpać z jej życia, jednocześnie zapominając o swoim.

Ludzie dobierają się także pod względem poziomu samooceny?

- Jeżeli jesteśmy uporządkowani sami ze sobą i mamy poczucie własnej wartości na dobrym poziomie, raczej nie będziemy wchodzić w chore związki. Jeśli jesteśmy z tą sferą na bakier, łatwiej nam trafić do związku patologicznego czy przemocowego, nie tylko pod względem fizycznym, ale i emocjonalnym. Przemoc zazwyczaj kojarzymy z podniesioną ręką, krzykiem, a przecież ktoś może nas sprowadzać do parteru słowami, nie używając przy tym żadnej inwektywy.

Jeżeli jesteśmy uporządkowani sami ze sobą i mamy poczucie własnej wartości na dobrym poziomie, mamy spore szanse na to, że uda nam się stworzyć zdrowy związek (fot. opolja / iStockphoto.com)

I twierdząc, że to z troski.

- Dokładnie. Dobrze więc, żebyśmy mieli w siebie wgląd, byli świadomi, co lubimy, a czego nie. Wtedy nie wybierzemy na partnera kogoś, kto jest zaburzony społecznie. Może się wydawać, że to takie gadanie psychologów, a jednak okazuje się kluczowe. W filmie "Uciekająca panna młoda" jest scena, w której Julia Roberts próbuje jajek na różne sposoby - na miękko, na twardo, jajecznicy. Wcześniej, będąc w związkach, zawsze wybierała takie jak jej partner, a potem okazało się, że sama nie wie, co lubi. A chodzi właśnie o to, żeby - owszem - próbować różnych jajek, ale wiedząc przy tym, jakie są dla nas samych najlepsze.

Zabrzmi to banalnie, ale warto trzymać się tych słów: zanim zaczniesz kogoś kochać, pokochaj siebie. Jeżeli się lubimy, znamy swoje słabe i mocne strony, a o przyszłości myślimy jak o szansie, a nie przeszkodzie, to oznacza, że dojrzeliśmy emocjonalnie.

Zobacz wideo Szybki numerek w stałym związku może rozpalić wygasły piec?

Jednak każdy związek może przynieść rozczarowanie.

- Jasne. Bo tak się po prostu czasem dzieje. I to jest znów coś, nad czym warto się zatrzymać i zastanowić, dlaczego ta relacja poszła w takim, a nie innym kierunku. Bo może w jakimś kawałku się nie dopasowaliśmy, byliśmy z innych światów. Przyjrzenie się temu, co nie grało, pozwoli na dokonanie lepszego wyboru w przyszłości. Istotne jest też, żeby nie zachowywać się jak małpki, które zanim jeszcze puszczą jedną gałąź, łapią się kolejnej. Trzeba puścić starą gałąź i stanąć na chwilę na ziemi.

Przy ciągłym przeskakiwaniu możemy się zacząć chwytać podobnych drzew?

- Tak, bo nie ma miejsca na to, żeby pomyśleć, odpocząć. Zaczynamy wtedy wchodzić w podobne relacje, co przynosi jeszcze większe rozczarowanie i potęguje frustrację.

Bianca Kotoro. T erapeuta, psychoseksuolog i psychonkogolog. Współpracuje z SWPS we Wrocławiu. Razem z Wiesławem Sokolukiem napisała książkę o seksie dla młodzieży: '100% mnie czyli książka o miłości, seksie i zagłuszaczach'.

Karolina Rogaska. Dziennikarka. Absolwentka psychologii na Uniwersytecie Warszawskim i Polskiej Szkoły Reportażu. Jej teksty pojawiły się m.in. w: Charakterach, Dzienniku Opinii, NIE, Polityce Warszawskiej. Jest zakochana w słowach - pożera książki z nieukrywaną przyjemnością.