Rodzina
(fot. MikeLane45 / iStockphoto.com)
(fot. MikeLane45 / iStockphoto.com)

Dlaczego odczuwamy wstręt?

- Wstręt jest emocją pierwotną, której występowanie jest niezależne od kultury i szerokości geograficznej. Ekspresja wstrętu jest dość uniwersalna. Jeśli Indianie Fore, którzy nigdy nie widzieli białego człowieka, zobaczyliby na jego twarzy wyraz wstrętu, to trafnie by tę emocję odczytali.

(fot. materiały prasowe)

To emocja przystosowawcza. Pomaga np. unikać rzeczy trujących, wywołujących choroby. Czujemy wstręt na widok potwornie brudnego przedmiotu, na którym potencjalnie jest mnóstwo bakterii chorobotwórczych. Albo patrząc na zepsute mięso, co nie pozwala nam go zjeść. Kiedyś wstręt był niewiarygodnie ważny dla przetrwania człowieka.

Dziś jest równie ważny?

- Nie w tak znaczącym stopniu jak kiedyś. Pozostając przy przykładzie zepsutego mięsa - obecnie mamy szereg zabezpieczeń w postaci konserwantów czy daty przydatności do spożycia. Ale jeśli od czegoś nas odrzuca, to znaczy, że raczej nie powinniśmy po to sięgać.

Dlaczego w takim razie wstręt kojarzy się nam z jednoznacznie negatywną emocją?

- Żyjemy w niewoli myślenia kartezjańskiego, gdzie emocje są przeciwstawione rozumowi. Wydaje się nam, że to, co emocjonalne, jest nieracjonalne i tylko przeszkadza w funkcjonowaniu. A jest przeciwnie - gdybyśmy byli pozbawieni emocji, właśnie wtedy nie moglibyśmy podejmować szybkich i rozsądnych decyzji.  Kierując się wyłącznie racjonalnymi przesłankami na przykład przy kupnie butów, musielibyśmy porównać i przeanalizować każdą parę pod względem wielu parametrów. To, że mamy emocje, powoduje, że już na wstępie 90 proc. asortymentu w ogóle nas nie interesuje, a wybieramy z kilku par. Wstręt nie jest przyjemnym uczuciem, ale, powtarzam, bardzo potrzebnym.

Wstręt wskazuje nam np. jakich produktów lepiej nie jeść, nawet gdy na pierwszy rzut oka nie wyglądają one na zepsute (fot. DIMUSE / iStockphoto.com)

A co, jeśli czujemy wstręt do drugiego człowieka?

- Pytanie, czy mamy do czynienia ze wstrętem, czy może z pogardą. Nazewnictwo to często kwestia kulturowa. W niektórych językach jest jedno określenie na te emocje. Na gruncie języka polskiego podjąłbym próbę rozróżnienia wstrętu od pogardy, choć to niełatwe.

Jak oba te uczucia rozróżnić?

- Wstręt ma biologiczne korzenie i związany jest ze zmysłami, węchem czy wzrokiem. Kiedy ktoś bardzo brzydko pachnie, to możemy czuć do niego wstręt. Są to doznania na poziomie fizjologicznym. Natomiast pogarda najczęściej jest pozbawiona elementów biologicznych. Niektórzy gardzą innym człowiekiem, ponieważ wyznaje odmienną niż oni religię, system wartości czy ma inny kolor skóry.

Co więcej, mogą czuć pogardę do wyznawców jakiejś religii, chociaż nigdy na swojej drodze nikogo takiego nie spotkali.

- Oczywiście, to typowe dla stereotypów, które najczęściej rodzą się z niewiedzy, szczególnie wtedy, kiedy nie mamy kontaktów z przedstawicielami danej kultury. Dlatego często formułują się u dzieci. Na przykład obraz "Cygana". Dziecko słyszy od dorosłych, że "Cygan jest zły" i przyjmuje to bezrefleksyjnie, chociaż nigdy żadnego Roma nie widziało. Podobnie jest z pogardą, która nie musi wiązać się ze znajomością obiektu emocji i często rzeczywiście się nie wiąże.

Wstręt ma zadanie ochronne. A po co nam pogarda?

- Głównie do budowania samooceny. Do pogardy bardziej skłonni są ludzie o kruchym poczuciu własnej wartości. A poczucie wartości jest jedną z najważniejszych motywacji społecznych. Nasza samoocena bierze się między innymi z porównań społecznych. Np. taka osoba myśli: może nie osiągnąłem majątku, ale jestem dobry, chociaż biedny. Mój sąsiad jest bogaty, ale na pewno jest złodziejem. Może nie wszystko mi w życiu wyszło, ale jestem dumnym Polakiem i chrześcijaninem, a ci muzułmanie to terroryści. Osoby, które nie potrafią budować samooceny na podstawie osiągnięć, mogą podnosić ją sobie, gardząc innymi ludźmi.

Protest przeciwko rasizmowi, Kraków (fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

Pogardą kierują się też ludzie sukcesu, np. politycy na wysokich stanowiskach, którzy za wszelką cenę chcą udowodnić, że kobiety są głupsze, a opozycja to "gorszy sort".

- Poza poziomem samooceny znaczenie ma jeszcze jej pewność. Niektórzy myślą: dużo osiągnąłem w polityce, ale z czego ten sukces tak naprawdę wynika? Czy faktycznie z kompetencji? Jeśli okoliczności sukcesu nie są do końca klarowne, to wtedy samoocena jest wysoka, ale niepewna. W celu ugruntowania poczucia wartości takie osoby budują konflikty, pokazują, że są lepsze. Co ciekawe, zwykle odbywa się to w wymiarze moralnym, a nie na poziomie kompetencji. Nie mówią: jestem lepszy, bo znam prawo, języki, jestem świetnym dyplomatą i negocjatorem . Ale twierdzą, że są lepsi, ponieważ należą do prawdziwych Polaków, chrześcijan. A żeby czuć się lepszym na tle innych, należy wyodrębnić i nazwać tych gorszych.

Należy stworzyć "gorszy sort" obywateli.

- Jeśli zarysujemy podział na my lepsi i oni gorsi , to do pogardy jest już bardzo blisko. Trzeba jeszcze to przekonanie zracjonalizować. Taka osoba myśli: wcale nie wykazuję pogardy, tylko mówię, jak jest. Albo: gardzę nimi, bo są mniej moralni, nie są prawdziwymi patriotami. Pogardę sankcjonuje i umacnia również znalezienie sprzymierzeńców. Dlatego swoiste jej enklawy - np. organizacje rasistowskie - rosną w siłę.

Łatwiej pogardę racjonalizować, niż zastanowić się nad jej rzeczywistymi powodami?

- Problem w tym, że dziś mamy ogromne społeczne przyzwolenie dla pogardy. Jeszcze 10 lat temu bardzo niekomfortowo czułaby się osoba, która okazałaby pogardę ludziom o innej religii, kolorze skóry czy zwyczajach kulturowych. Swojego negatywnego stosunku do nich raczej nie eksponowałaby publicznie. Może próbowałaby go zweryfikować. Jednak dziś wiele osób bez oporów wypowiada nienawistne sądy.

Dzieje się tak również z powodu występowania efektu fałszywej powszechności. Ten mechanizm po raz pierwszy opisał Lee Rose, psycholog amerykański. Badał odsetek studentów skłonnych dorobić do stypendium, wykonując dość krępującą pracę. Polegała ona na wcieleniu się w rolę chodzącej kanapki z napisem "Jedz u Joego".  Na pytanie: "Jak myślisz, ile osób wzięłoby tę pracę?", ci, którzy odrzucili ofertę, przeszacowywali odsetek studentów, którzy również by na to nie przystali. Natomiast studenci gotowi w ten sposób zarabiać, wyraźnie zawyżali szacunki tych, którzy powiedzieliby "tak". Mamy skłonność do przeszacowywania liczby osób, które mają podobne do nas poglądy.

Częstochowska Giełda Skamieniałości i Minerałów. Znaczki 'Gorszy sort ' (fot . Sebastian Adamus / Agencja Gazeta)

Podobny wynik uzyskał Bogdan Wojciszke, kiedy robił badania na temat stosunku Polek do aborcji. Prosił panie, żeby spróbowały przewidzieć wyniki ankiet. Wszystkie grupy przeszacowywały je na korzyść własnych sądów. Im mniejsza grupa, tym efekt fałszywej powszechności większy. Wystarczy, że człowiek, który okazuje pogardę np. Żydom, spotka się z kilkoma głosami poparcia, żeby doszedł do wniosku, że prawie wszyscy Polacy nie szanują Żydów.

Jakie konsekwencje może mieć eskalacja pogardy?

- Odzieranie z godności człowieka tylko dlatego, że modli się do innego boga, ma inne zwyczaje czy kolor skóry, niczemu pozytywnemu nie służy. Pogarda nie zawsze pozostaje na poziomie niewyrażonych emocji, ale też może uwidaczniać się w języku i działaniach. Powoduje podziały społeczne, niszczy więzi, generuje dyskryminacyjne zachowania. W badaniach nad subiektywnym poczuciem szczęścia i trwałością małżeństw okazało się, że pogarda niszczy związki jak żadne inne emocje. Na przykład szczęśliwe są zarówno małżeństwa, w których złość pojawia się często, jak i te, które złoszczą się rzadko. Natomiast gdy do związku wkrada się pogarda, to zwykle następuje koniec relacji. "Chroń mnie Panie od pogardy . Od nienawiści strzeż mnie Boże" - śpiewał Jacek Kaczmarski.

Pogarda prowadzi do nienawiści?

- Pogarda jako emocja o charakterze społecznym może być jednym z elementów nakręcających spiralę nienawiści. I to też odróżnia ją od wstrętu.

Byłem w Sarajewie na trzy miesiące przed wybuchem wojny w latach 90. Wydawało mi się, że jest to kraj tolerancji. Jadłem w barze muzułmańskim, a obok działał bar serbski, gdzie podawano alkohol. Można było odnieść wrażenie, że te społeczności są w stanie pokojowo żyć obok siebie. To wszystko runęło, kiedy wybuchła wojna.

Pogarda może być zarzewiem konfliktu albo dojść do głosu już w jego trakcie. Emocje wzajemnie się napędzają. I czasami trudno powiedzieć, co było pierwsze.

Prof. Dariusz Doliński (fot. Kornelia Głowacka-Wolf / Agencja Gazeta)

Czy można nad wstrętem i pogardą zapanować?

- Nad wstrętem, czyli uczuciem fizjologicznym, raczej trudno zapanować, bo jak już powiedzieliśmy, jest to emocja o silnym podłożu biologicznym. W niektórych przypadkach stosowane są terapie desensybilacyjne, które polegają na "stopniowym oswajaniu" podmiotu rodzącego negatywne emocje. Sięga się po nie, gdy wstręt uznany jest za coś niepożądanego, uruchamia się w odniesieniu do obiektów, które u innych ludzi takich emocji nie budzą, destabilizuje i utrudnia życie. Możemy sobie wyobrazić, że matka odczuwa wstręt na sam widok zakatarzonego dziecka i jest on tak silny, że nie pozwala jej się do dziecka zbliżyć, nie mówiąc o wytarciu mu nosa i podaniu kropli. Gdy zostaje z nim sama i nie ma znikąd pomocy, to sytuacja robi się bardzo trudna. Dlatego potrzebna jest terapia.

Zupełnie inaczej jest z pogardą. W tym przypadku skuteczne okazują się programy socjalizacyjne, zmierzające do korekty błędnych sądów. Zmiana przekonań powoduje zmniejszenie lub wyeliminowanie pogardy wobec konkretnych obiektów. Choć to z pozoru zbliżone do siebie emocje, to pogardą łatwiej sterować niż wstrętem, zarówno zmniejszając jej skalę, jak i eskalując.

Czy my w ogóle możemy coś zrobić, żeby pogarda nas nie zatruwała?

- Jeśli nabierzemy przekonania, że nic nie można z tym zrobić, to pogarda szybko się rozpowszechni. Podlega ona dynamicznym procesom. Dziś w pogardzie są muzułmanie, ale potem mogą być kolejne grupy religijne czy etniczne.

Potrzebna jest zdecydowana reakcja; pokazanie, że nie ma miejsca na pogardę, że jej eksponowanie jest niedopuszczalne. Najlepiej też żyć wśród ludzi, którzy są dalecy od takich emocji, nie "infekować się" nimi. O ile wstręt jest na ogół przystosowawczy, o tyle pogarda nie ma innego zastosowania niż obrona iluzorycznego poczucia własnej wartości.

Zobacz wideo

Może przykład powinien iść z góry?

- Powinien, ale nie byłbym taki naiwny, żeby sądzić, że w dzisiejszym układzie politycznym przykład przyjdzie z góry. Ludzie na górze karmią się pogardą. Ale jeśli serio traktujemy instytucję społeczeństwa obywatelskiego, podmiotowości obywatelskiej, to trzeba przyjąć założenie, że przeciwstawianie się pogardzie jest obowiązkiem każdego z nas. Zacznijmy więc od siebie. Wystrzegajmy się języka nienawiści. Można polemizować, a nawet ostro krytykować, ale trzeba robić to z szacunkiem. Starajmy się weryfikować stereotypowe sądy na temat innych nacji, kultur i wyznań. Hipoteza kontaktu mówi, że jeśli spotykamy się z ludźmi, do których czujemy negatywne silne emocje i przekonamy się na własnej skórze, że są mili, przyjacielscy i pracowici, to najszybciej jesteśmy skłonni zmienić poglądy.

Na poziomie społecznym mogą zadziałać akcje informacyjne. Duże pole do popisu ma szkoła, która powinna uczyć tolerancji dla inności, mówić na temat konsekwencji pogardy. W Stanach Zjednoczonych istnieją programy edukacyjne, dzięki którym dzieci od najmłodszych lat dowiadują się, jak nie budować stereotypów na temat innych i jak szanować się wzajemnie pomimo różnic.

Prof. Dariusz Doliński. W ykładowca Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, redaktor naczelny Polish Psychological Bulletin, prezes Polskiego Stowarzyszenia Psychologii Społecznej. Specjalizuje się w psychologii zachowań społecznych, w psychologii emocji i motywacji oraz w psychologicznych aspektach marketingu. Jest autorem około 200 publikacji.

Monika Stelmach . Dziennikarka. Publikuje w "Dwutygodniku", "Wysokich Obcasach" i tygodniku "Polityka". Stypendystka "Młodej Polski" MKiDN. Specjalizuje się w wywiadzie i reportażu.

(fot. materiały prasowe)