Rodzina
(fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)
(fot. kadr z filmu

Dziecięca sypialnia to najniebezpieczniejsze pomieszczenie w całym domu. Pod łóżkiem są upiory, w szafie mieszkają zjawy, a za oknem czają się wiedźmy. Pięcioletni Cody, bohater horroru Mike'a Flanagana "Zanim się obudzę", boi się zasnąć. W pokoju jest ciemno, cicho i pusto. Zasłony są zaciągnięte. Drzwi zamknięte. Cody schyla się pod łóżko, wyciąga stamtąd pudełko, a z niego puszkę napoju energetycznego i książkę o motylach. Chowa się z nią pod kołdrą, włącza latarkę i czyta. Wie, że nie może zamknąć oczu, bo wtedy pojawi się demon. A potem, jak już nie pierwszy raz, ktoś zostanie zamordowany

- Koszmary i sny często służą oswajaniu przeżyć, które staramy się zagrzebać głęboko w podświadomości - mówi Olga Jakacka-Papis. Co wydarzyło się w życiu Cody'ego? Czy jego rodzicom uda się odgadnąć, co w rzeczywistości prześladuje chłopca?

Anna Bielak: Dlaczego do tej pory pamiętam koszmary z dzieciństwa?

Olga Jakacka-Papis: -

To nic niezwykłego. Około 80 procent dorosłych pamięta złe sny, które miewało w dzieciństwie. Odpowiedzialne są za to emocje, które nadają barwę przeżyciom, doświadczeniom, ale i treściom koszmarów. Koszmary pamiętamy równie dobrze, jak inne historie, które wywarły na nas wrażenie.

(fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

Statystycznym 20 procentom pamięć oszczędza jednak tej wątpliwej przyjemności. Z jakiego powodu?

- Niektórym osobom pamięć pomaga wypierać przeżycia. To rodzaj mechanizmu obronnego związanego z działaniem podświadomości starającej się nas chronić przed tym, co nas przeraża lub co może nam zagrażać.

Mamy zatem dwie grupy statystyczne i są też dwie powszechne teorie na temat koszmarów. Zgodnie z jedną złe sny mogą świadczyć o chorobach psychicznych, są niebezpieczne i należy je leczyć. Według drugiej śnienie koszmarów to naturalny i zdrowy sposób radzenia sobie z trudnymi przeżyciami. Która jest właściwa?

- Nie powinniśmy wybierać jednej teorii i uznawać jednocześnie tę drugą za niewłaściwą, bo każdy przypadek jest inny. Wszystko zależy m.in. od osoby, która śni (i często od jej wieku), od częstotliwości występowania koszmarów, ich natężenia i powodu, z jakiego się pojawiają. Większość z nas miewa od czasu do czasu pojedyncze koszmary i one nie są niczym złym. Co innego, kiedy koszmarów jest bardzo dużo; kiedy utrudniają funkcjonowanie w ciągu dnia, powodują bezsenność i ciągłe poczucie niewyspania.

Koszmary i sny często służą oswajaniu przeżyć, które staramy się "zagrzebać" głęboko w podświadomości. U dziecka może to być lęk przed rozstaniem z rodzicami w wakacje, gdy planowany jest pierwszy wyjazd na kolonie, czy poczucie utraty bezpieczeństwa w obliczu rozwodu rodziców. Na co dzień może mu być trudno o tym mówić, szczególnie wtedy, gdy relacje w domu nie sprzyjają dzieleniu się swoimi obawami i emocjami lub gdy nie ma kogoś, kto byłby gotowy o tym rozmawiać. Lęki jednak cały czas są obecne w głowie małego człowieka i choć próbuje być "dzielny i grzeczny", to przypominają o sobie i wracają w snach bezpośrednio lub pod postacią rozmaitych symboli.

(fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

Podobno koszmary mogą mieć już niemowlęta. Skąd one się biorą, skoro kilkumiesięczne dziecko niczego w zasadzie jeszcze nie przeżyło?

- Niemowlęta mają bardzo dużo rozmaitych przeżyć! Podłożem marzeń i koszmarów sennych są emocje, które mają funkcję adaptacyjną i podpowiadają, jak zachować się w danej sytuacji. Dlatego niemowlęta jak najbardziej mogą miewać złe sny i niekiedy reagować na nie krzykiem lub pobudzeniem ruchowym.

Czasem koszmary mogą się też pojawiać w reakcji na procesy zachodzące w ich organizmach. Dzieci się budzą, bo są głodne. Niemowlę nie wie jeszcze, jak sobie poradzić z głodem, a oczekiwanie na reakcje opiekuna może w nim wywoływać niepokój. W snach może się od tego napięcia uwalniać. Nawet najmłodszym dzieciom sen służy do tego, by uporządkować zdobyte informacje i dokonać selekcji wrażeń. Oczywiście u dzieci sny, tak jak uczucia, komplikują się wraz z dojrzewaniem. W przypadku niemowląt nie mówimy więc naturalnie o snach, które mają formę typowych opowieści.

Kiedy dziecko jest nieco starsze, możemy z nim rozmawiać o lęku przed zasypianiem i o koszmarach. Jak dotrzeć do emocji ukrytych w podświadomości i ujawniających się pod postacią symboli?

- Symbolika snów jest powiązana z naszą wiedzą o świecie, nie podlega zasadzie czasu, czyli postaci z dalekiej przeszłości są równorzędnymi partnerami obecnych. Ich znaczenia można szukać na zasadzie skojarzeń słownych, np. zamek w drzwiach, który sprawia kłopot, bo jest wysoko i dla dziecka jest poza zasięgiem, może we śnie być także zamkiem z uwięzioną w nim księżniczką, która chce być uwolniona i coraz bardziej samodzielna - jak śniące o niej dziecko. Kiedy nie sposób zinterpretować znaczeń tych symboli samodzielnie, często psychoterapeuta pomaga znaleźć brakujący element układanki. Umie dotrzeć do źródła emocji, które zainspirowały mózg do stworzenia przerażających sennych obrazów; rozpoznać je i nazwać. Złe sny są zawsze związane z funkcjonowaniem małego człowieka na co dzień.

Po trzecim roku życia dziecko zaczyna wychodzić z domu na świat i m.in. chodzić do przedszkola, gdzie dzieją się różne, nowe i bardzo ważne dla niego sprawy. Dziecko zaczyna wchodzić w relacje z rówieśnikami. Uczy się zdobywać przyjaciół i radzić sobie z nowymi, nieznanymi do tej pory sytuacjami, np. kolegami, którzy straszą lub nieprzyjemnie zaczepiają; koleżankami, które przezywają i nie chcą się wspólnie bawić. Takie reakcje rówieśników wystarczą, by obawiać się przedszkola.

(fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

Tylko co tu zrobić, gdy wszyscy dorośli zapewniają, że tam jest bardzo fajnie?

- Powstaje wtedy konflikt emocjonalny i lęk. Bo w przedszkolu bywa dziecku przecież i dobrze, i źle. Ważne, by wiedziało, że rodzic to akceptuje i rozumie. Zdarza się nierzadko, że w okresie, gdy maluch idzie do przedszkola lub już do niego uczęszcza, rodzice postanawiają powiększyć rodzinę. Mama zachodzi w ciążę. I choć to czas radości dla dorosłych, dziecko może odczuwać inaczej. Widzi, że mama ma mniej siły na zabawę, nie może już nosić go na rękach. Tata przejmuje obowiązki domowe i mówi, że nie ma czasu na układanie klocków. W rozumieniu dziecka coś się zmieniło, dorośli oczekują zaprzestania pewnych zachowań, które kiedyś były naturalne i nadal są mu bardzo potrzebne. Poczucie stabilności staje się zagrożone.

I co się wtedy dzieje?

- Dziecko przeżywa wtedy różne nieprzyjemne emocje i konflikty wewnętrzne, zachowuje się inaczej niż zwykle, jest bardziej marudne lub ożywione, ma trudność z porannym rozstaniem z rodzicami. Nie mówi, że jest mu źle, ale "pokazuje" to na różne sposoby. W tym czasie mogą się pojawić koszmary podczas snu. A w nich często pojawiają się stwory znane z bajek, postacie z przedstawienia teatralnego, które kiedyś przestraszyły dziecko, lub bohaterowie sytuacji, które mogą wywoływać zagrożenie w codziennym życiu, np. złodzieje. Oni wszyscy są w podświadomości dziecka symbolami tego, co mu zagraża, i gdy spotyka je nowa, niepewna, niezrozumiała i długo trwająca sytuacja, mogą pojawić się w snach.

Maluchy wtedy proszą, by ktoś się z nimi położył spać, bo boją się ciemności. Na szczęście nie zdarza się to często, bo świadomość wielu rodziców jest duża i starają się oni przygotowywać swoje dzieci na zmiany i wprowadzają je stopniowo.

A co, jeśli to nie wystarcza?

- Niewiele trzeba, by pomóc. Wystarczy wstać wcześniej, by spędzić dłuższy i spokojniejszy poranek z dzieckiem lub zrobić coś wspólnie po południu, i to z własnej inicjatywy. Dzieci wiedzą wtedy, że są ważne i kochane, bo rodzic lubi z nimi spędzać czas.

(fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

Ale bywają też sytuacje dramatyczne, zagrażające bezpośrednio zdrowiu, które są rozpoznanym początkiem problemów emocjonalnych. Dlatego gdy lęki - pomimo upływu czasu i braku zagrożenia z zewnątrz - nie znikają, jest to na pewno podstawą do konsultacji z psychologiem. Bo może świadczyć o zaburzeniach emocjonalnych, także zaburzeniach w relacjach w systemie rodzinnym, który nie chce, lub nie potrafi reagować elastycznie na zmiany. A system dąży do homeostazy...

...i koszmary dziecka mogą służyć temu, żeby ją utrzymać?

- Tak. Chore dziecko skupia uwagę rodziców, którzy przestają walczyć między sobą, bo muszą o nie zadbać. Ich spór zostaje na jakiś czas odsunięty, ale nie rozwiązany, więc problem ciągle jest. To jest zależność cyrkularna - nie ma znaczenia, kto jest winny, ważne, by zrozumieć mechanizm i tak go zmodyfikować, żeby dziecko mogło dalej rozwijać się prawidłowo.

Spotkałam się z przypadkami dzieci śniących o dzikich, kłujących roślinach, które chciały przebić ich łóżka i je zabić. Inne śniły o samotnej walce z pożarem w domu, z którego nie ma ucieczki, ale również żaden ratunek nie nadchodzi z zewnątrz. W takich przypadkach równolegle powinna być prowadzona praca psychoterapeutyczna z dzieckiem, często psychoedukacyjna, by dziecko rozumiało, jak oswoić lęk, i psychoterapia rodzinna lub tylko rodzicielska, by zachodzące u dziecka zmiany mogły być utrzymane w systemie rodzinnym.

To jest praca dla wszystkich, często bardzo trudna. Podczas rozmowy z dzieckiem rodzic może też odwoływać się do własnych doświadczeń, wspomnień i przeżyć. Korzystajmy też z wiedzy, jaką nabywamy o dziecku przez lata, bo dzięki niej na starcie wiemy, na co jest szczególnie wrażliwe i co mogło je zranić.

A co, kiedy nie mieliśmy ku temu okazji? W horrorze Mike'a Flanagana "Zanim się obudzę" dziecko jest adoptowane. Jessie (Kate Bosworth) i jej mąż Mark (Thomas Jane) tak naprawdę nic o Codym (Jacob Tremblay) nie wiedzą.

- Rodzice, którzy przyjmują pod swój dach dziecko z pełną sekretów przeszłością, mierzą się z bardzo trudną sytuacją. Muszą jednak pamiętać, że od przeszłości dziecka nie należy się odcinać, jakkolwiek trudne i dramatyczne były zdarzenia, które ją naznaczyły. Dziecko ma prawo wiedzieć, kto był jego mamą, a kto tatą; czym jego rodzice zajmowali się na co dzień i dlaczego nie ma ich już obok. Mówię o tym, myśląc nie tylko o adopcyjnych rodzicach, ale i o wychowawcach w ośrodkach opiekuńczych, do których dzieci trafiają w pierwszej kolejności. O wczesnym dzieciństwie i rodzicach biologicznych trzeba rozmawiać, bo to jest bardzo ważne na etapie dojrzewania i budowania tożsamości.

(fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

Kiedy nie wiadomo w szczegółach, jak ta przeszłość wyglądała, można pracować na pewnego rodzaju wyobrażeniach na jej temat. Nie wolno jej jednak zamiatać pod dywan. I trzeba pamiętać o najważniejszym: dziecko nie może usłyszeć, że rodzic go nie kochał. To niszczy korzenie, z których ono wyrasta. Jak nie ma się korzeni, to nie można się zdrowo rozwijać. Każde dziecko ma potrzebę przynależności do kogoś i musi wiedzieć, że było dla rodzica ważne i przez niego kochane. Różne są sytuacje w życiu, czasem rodzic sam nie miał dobrych wzorców i nie umie opiekować się dobrze dzieckiem. Wtedy musi ono trafić pod opiekę innych.

Temat jest mi szczególnie bliski, bo miewam w swojej pracy kontakt z dziećmi z domów dziecka i czasem poznaję historie z ich snów. Są to treści chaotyczne, pełne bałaganu, zagrożenia. Trudne do wysłuchania, zapamiętania i odtworzenia. Mieszają się w nich przeszłe historie i przeżywane obecnie doświadczenia.

Filmowi rodzice starają się uporać też z własną przeszłością - z tragiczną śmiercią małego synka. Adoptowany Cody wnosi do ich domu własną traumę. Ilość wspomnień i fantazji, które ożywają w momencie zderzenia tylu emocji, przerasta każdego z filmowych bohaterów.

- Historia opowiedziana w filmie jest bardzo złożona. Jessie i Mark borykają się z wielkim nieszczęściem, jakie ich spotkało, z bardzo trudnymi emocjami i lękiem przed wejściem w nowy etap życia. Nie wiedzą, czy dadzą radę. Czy w ogóle są na to gotowi? Projektują swoje lęki i nadzieje na Cody'ego.

I oczekują, że dzięki niemu zyskają coś dla siebie?

- Dokładnie. Tymczasem adoptowane dziecko, które trafia do nowej rodziny i nowego dla siebie świata, powinno być na pierwszym miejscu. Rodzic nie może zapominać, że to on jest dorosły i że o emocje dziecka dba się w pierwszej kolejności. Z ciężkim sercem patrzyłam, jak Cody był zostawiany sam w pokoju na noc. Za zamkniętymi drzwiami. Rodzice dowiedzieli się w ośrodku adopcyjnym, że chłopiec miewa trudności ze snem, ale niewiele zrobili z tą wiedzą. Nie starali się dociec, jakie jest źródło jego lęków, choć Cody miał za sobą szczególnie trudną historię. Na starcie dowiadujemy się, że po śmierci mamy był w dwóch domach zastępczych i z obu wrócił do sierocińca. Straumatyzowane dziecko, które doświadczyło wielu strat i zerwanych więzi, może zacząć żyć w poczuciu, że jest powodem nieszczęść.

(fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

Czyli prawdą jest, że koszmary mogą być efektem ubocznym kształtującego się na wczesnym etapie sumienia i poczucia winy?

- Tak. To trudny temat i po części związany też z zachowaniem rodziców, którzy czasem, zwykle nieświadomie, obarczają swoje dziecko pewnymi obawami lub poczuciem odpowiedzialności za rzeczy i sytuacje, za które dziecko odpowiedzialne być nie może i nie powinno. Spotykam się z tym u rodzin z małymi i dużymi dziećmi. Dorośli oczekują na przykład, że starsze rodzeństwo będzie bardziej samodzielne niż może. Będzie np. pamiętać, by zabrać na wycieczkę ciepłą bluzę i czapkę, choć ma dopiero 5 czy 6 lat! Kiedy zapomina, obrywa za to, że jest nieodpowiedzialne i samo sobie winne.

Rodzic, zmęczony odpowiedzialnością za niemowlaka, potrzebuje pomocy i szuka jej u starszego dziecka. Ale także widzi u niego swoje wady i to, czego u siebie nie może zaakceptować. Starszy syn lub córka i tak nie ma łatwo, bo właśnie mierzy się z nową sytuacją, o której mówiłam wcześniej, a tu nagle musi być bardziej ogarnięty niż jego rówieśnicy. Takie dziecko czuje złość na mamę, rodzeństwo, życzy im źle po cichu, bo jednocześnie obawia się gniewu i utraty miłości rodzica. Znosi to, ukrywając uczucia, za które też siebie wini, bo przecież wszyscy każą kochać młodszego brata lub siostrę, a mama jest taka zmęczona i bolą ją ręce od wieszania prania i prac domowych.

Rodzic szuka zrozumienia dla swojego zmęczenia nie tam, gdzie powinien.

- Pojawia się wówczas konflikt między tym, co czuje mały człowiek i jakie ma możliwości, a tym, czego oczekują od niego rodzice. W snach często pojawiają się treści związane z kompensacją tego, czego nie jesteśmy w stanie osiągnąć w rzeczywistości. Dzieci na przykład śnią o wyrzuceniu przez okno brata lub siostry. Albo o innej krzywdzie, którą mu robią. Śnią też o dokuczaniu rodzicom. Takie sny także generują wyrzuty sumienia. Jeśli dzieci nie będą w odpowiedni sposób traktowane przez rodziców, a ich emocje nie zostaną zrozumiane, nie dojdzie do złagodzenia konfliktu.

Rodzice nie wiedzą, lub boją się uznać, że dzieci bywają agresywne i że jest to rzecz zupełnie naturalna i potrzebna do przeżycia. Pracując z rodzicami, często rozmawiam właśnie o samym znaczeniu emocji w życiu człowieka; o tym, że są one niezbędne - i te przyjemne, i nieprzyjemne. Lęk informuje o zagrożeniu, wtedy można coś zmienić. Złość mobilizuje do działania, bo pokazuje, że przekroczone są jakieś granice wytrzymałości. Radość zachęca do powtarzania tego, co ją wywołuje.

A co, kiedy dziecku śnią się demony? W "Zanim się obudzę" sny ożywają, pod osłoną nocy wkradają się do domu i stanowią dla jego mieszkańców realne zagrożenie.

- Kiedy w dziecięcych snach pojawiają się demony, rodzice zazwyczaj pukają do drzwi gabinetów psychologicznych z prośbą o pomoc w znalezieniu źródła takich wizji. Najczęściej u podstaw dziecięcych koszmarów leżą trudności w relacjach w rodzinie. Często problemy dziecka skłaniają mamę i tatę do wybrania się do psychologa, a podczas konsultacji okazuje się, że złe sny malucha ujawniają problemy, z jakimi zmagają się dorośli. Niekiedy w grę wchodzą konflikty związane z tym, jak wychowywać dziecko. Kiedy indziej w domu następuje rewolucja, bo mama wraca do pracy, choć tak naprawdę tego nie chce, i projektuje swoje lęki separacyjne na potomka. Sprawy znacznie bardziej się komplikują, kiedy w rodzinie pojawia się choroba albo śmierć.

Rodzice często nie chcą rozmawiać z dzieckiem o śmierci, sądząc, że pięciolatek nie zrozumie, co się dzieje i w sumie nie musi o niczym wiedzieć.

- Pracowałam kiedyś z rodzicami, z których jedno wcześniej chorowało na nowotwór. Ich córka o tym nie wiedziała, ale widziała mamę, której wygląd się zmieniał. Tłumaczono to nową dietą, kłopotami w pracy. Nikt głośno nie mówił o tym, że mama jest chora. Na szczęście choroba została opanowana. Pozostał jednak niepokój. Jeszcze przez długi czas bano się, czy nie będzie przerzutów. Mama wyjeżdżała na szkolenia i konferencje, a tak naprawdę była poddawana różnym badaniom w szpitalu.

Wydawało się, że dziewczynka rozwija się prawidłowo. Chodziła do przedszkola, potem przeszła do szkoły i ten nowy etap ujawnił objawy nerwicowe - córka zaczęła mieć tiki. Bała się spać sama, czuła niepokój wieczorem. Śniła o sytuacjach w klasie i surowej nauczycielce. Chciała, żeby mama tuliła ją do snu. Wtedy rodzice przyszli do mnie i wychodząc od problemów z relacją z nauczycielką (w tym widzieli źródło kłopotu), doszliśmy wspólnie do sprawy choroby i tajemnicy wokół niej.

 

Dziecko zawsze wyczuwa napięcie, które pojawia się wraz z lękiem o czyjeś zdrowie.

- Co więcej, dziecko umie już połączyć fakty, ale potrafi to zrobić w niezwykły sposób i na podstawie szczątkowych informacji, wiedzy wyniesionej z przeczytanych książek i obejrzanych dobranocek. Buduje z nich wyobrażenia, które mogą przybrać zadziwiające formy.

Rodzice powinni pamiętać, że dziecko to też człowiek - potrzebuje szacunku dla siebie i swoich przeżyć. Trzeba z nim poruszać trudne tematy, choć naturalnie też mieć na względzie jego możliwości poznawcze i mówić tyle, ile na danym etapie rozwoju jest w stanie pojąć. Trzeba też pamiętać, że ono ciągle się rozwija; zmienia się jego percepcja, świadomość i zdolności poznawcze, więc do tych samych kwestii można i należy wracać, jeśli dziecko staje się gotowe, by zrozumieć więcej. Mając to wszystko na uwadze, nie powinniśmy też zapominać o tym, co w gruncie rzeczy najważniejsze.

Czyli o czym?

- O tym, by jako rodzic lub opiekun po prostu towarzyszyć dziecku w jego podróży przez świat pełen niepokojów, bo świadomość, że ktoś dorosły i kochający jest obok - słucha, trzyma za rękę i pomaga szukać rozwiązań - daje dziecku poczucie, że jest ważne i jego sprawy są istotne. To jest z kolei niezbędne, by dziecko mogło budować własne poczucie sprawstwa, kompetencji oraz wartości - i w przyszłości samodzielnie radzić sobie z życiowymi lękami.

Olga Jakacka-Papis. Psycholog dziecięcy, psychoterapeutka. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Ukończyła 4-letnie szkolenie psychoterapeutyczne prowadzone przez Mabor, przygotowujące do pracy z rodzinami. Pracuje w Warszawskim Instytucie Psychoterapii i Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Warszawie.

Anna Bielak. Konsultantka scenariuszowa, selekcjonerka Krakowskiego Festiwalu Filmowego i dziennikarka współpracująca m.in. z Dwutygodnikiem, "Dziennikiem Gazetą Prawną" i "Urodą Życia". Fanka mocnej kawy, dobrej literatury, długich podróży, niezależnego kina i rozmów z twórcami, których (jeszcze!) nikt nie zna.

Publio.pl