Rodzina
(fot. iStockphoto.com)
(fot. iStockphoto.com)

Czy słusznie rodzice oczekują, że miłość do dziecka jest czymś naturalnym i w sposób samoistny pojawi się z chwilą jego narodzin?

- Naukowcy odkryli, że podczas porodu u matek rzeczywiście pojawiają się zmiany hormonalne, które prowadzą do tworzenia się szczególnej więzi z noworodkiem. Badania te były szeroko komentowane w kontekście kobiet, które podjęły decyzję o oddaniu swojego dziecka do adopcji tuż po porodzie. W wielu szpitalach wprowadzono procedurę, która ma spowodować, że rozstanie będzie możliwie najłagodniejsze. Nie dopuszcza się wtedy do bliskości fizycznej, żeby tego rodzaju kontakt nie zapoczątkował bardzo silnej więzi. Badania potwierdzają, że biologia sprzyja tworzeniu relacji rodzicielskiej, czyli w pewnym sensie możemy mówić, że miłość matki do dziecka jest naturalna.

Czy równie naturalna jest w przypadku ojców?

- Związek między matką a dzieckiem w następstwie ciąży, porodu czy karmienia piersią bywa postrzegany jako bardziej cielesny. Doświadczenia te są dla mężczyzn niedostępne. Niektórzy przyszli ojcowie aktywnie poszukują zbliżonych doznań - chodzą z partnerkami na zajęcia w szkołach rodzenia czy uczestniczą w porodzie.

Współcześni ojcowie coraz częściej angażują się też w opiekę nad dzieckiem od pierwszych chwil jego życia. Niegdyś przytulanie dzieci uważane było za zachowanie niemęskie, zarezerwowane dla kobiet: matek, ciotek, babć czy sióstr. W ostatnich latach obserwujemy erozję tych rodzicielskich stereotypów: ojcowska czułość jest dla wielu naturalna, otoczenie też akceptuje tego rodzaju zachowania. I dobrze, bo znika presja społeczna, przez którą wielu ojców mogło hamować ekspresję uczuć do własnego dziecka.

Niegdyś przytulanie dzieci uważane było za zachowanie niemęskie (fot. iStockphoto.com)

Coraz więcej Polaków decyduje się na testy ustalające ojcostwo. Dziś są łatwo dostępne i coraz tańsze. Na ile dla mężczyzny ważne jest przekazanie dziecku swoich genów?

- Rzecz jasna dla ojca ma znaczenie, czy dziecko jest jego potomkiem. Psycholodzy ewolucyjni pokazali w swoich badaniach, że aktywniejsi w podkreślaniu podobieństw pomiędzy dzieckiem a ojcem są rodzice matki. W interpretacji psychologów zjawisko to ma na celu redukcję niepewności ojcostwa. O ile kobieta wie, że jest matką, o tyle pewność ojcostwa nie jest aż tak oczywista. Choć warto podkreślić, że o ile biologiczne uwarunkowania miłości rodzicielskiej bywają ważne, to nie są jedynym czynnikiem, który wpływa na intensywność uczuć. Nie wolno zapominać o uwarunkowaniach indywidualnych, jak osobowość, oraz sytuacyjnych - o tak zwanej prozie życia, z którą miłość nie zawsze wygrywa.

Zdarza się, że rodzi się dziecko, a miłość nie przychodzi, zamiast tego pojawia się frustracja, niechęć i zwykle poczucie winy.

- Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o powody braku miłości do dziecka. Wydaje się, że lepiej poradzą sobie rodzice, który są gotowi na dziecko, dobrze przemyśleli swoją decyzję, niż ci, którzy np. ulegli presji otoczenia czy muszą zmierzyć się z nieplanowaną ciążą. A z drugiej strony znamy przykłady, kiedy młodzi rodzice, którzy nie planowali dziecka, stają na wysokości zadania i świetnie sobie radzą.

Nie bez znaczenia są też kompetencje rodzicielskie niezbędne w sprawowaniu codziennej opieki nad dzieckiem. Im gorzej radzą sobie z rolą rodzica, tym większa może pojawiać się frustracja czy rozgoryczenie. Sprawę mogą dodatkowo komplikować porównania społeczne z innymi rodzicami, zwłaszcza tymi, którzy radzą sobie lepiej od nas lub sprawiają takie wrażenie. Niektórym łatwo wtedy uznać, że ich rodzicielskie umiejętności są niewystarczające. Ale jeśli zaczniemy się porównywać z innymi, to zawsze znajdziemy kogoś, kto jest od nas lepszy.

Na ile więc biologia determinuje miłość do dziecka, czy też dziecka do rodziców?

- Psychologowie ewolucyjni szukają wyjaśnień formułowania się uczuć i zachowań, odwołując się do historii ewolucyjnej naszego gatunku. Znaczenie czynników biologicznych w determinowaniu zachowań człowieka jest spore, jednak nie sposób pomijać uwarunkowań kulturowych, które wpływają na zachowanie. Zarówno geny, jak i środowisko oraz interakcja między nimi mają znaczenie. Jak duże? Wciąż próbujemy oszacować siłę tych zależności.

Coraz więcej Polaków decyduje się na testy ustalające ojcostwo (fot. iStockphoto.com)

Wydaje się, że obawy są mniejsze, kiedy dziecko się rodzi, niż kiedy je adoptujemy lub wychowujemy dziecko partnera z poprzedniego związku?

- W rodzinach rekonstruowanych pojawia się pytanie, na ile nowy partner może wejść w rolę rodzica nie swojego dziecka. Starsze dzieci nie zawsze wiedzą, czy postrzegać nowych partnerów rodziców jako kolegów, przyjaciółki czy też znaczących dorosłych. Zwłaszcza że często utrzymują kontakt z obojgiem biologicznych rodziców. Każdy wnosi do związku swoje własne doświadczenia rodzicielskie, czasami zupełnie odmienne, ukształtowane we własnym dzieciństwie, ale też w poprzednim związku. Pojawia się sporo szczególnych wyzwań, których nie ma, kiedy dziecko wychowują rodzice biologiczni.

Natomiast obawy w przypadku kandydatów na rodziców adopcyjnych najczęściej związane są z brakiem wiedzy na temat uwarunkowanych biologicznie cech osobowości czy zdolności dziecka, ale też bagażu doświadczeń, często traumatycznych, z którymi będą musieli sobie poradzić. Nie oznacza to, że w rodzinach spokrewnionych nie ma problemów. Rzecz w tym, że ryzyko ich wystąpienia w tych adopcyjnych czy rekonstruowanych jest po prostu większe. W zdecydowanej przewadze przypadków nie oznacza to jednak, że nie ma możliwości zbudowania relacji opartych na miłości, wzajemnym szacunku i gotowości do poświęceń.

Od czego to zależy?

- Wiele zależy od oczekiwań i wyobrażeń na temat tego, jakie powinno być dziecko, jakim chciałbym być rodzicem oraz wyzwań, które pojawiają się na drodze do bliskości. Negatywne emocje doświadczane w obliczu tych wyzwań, którym z czasem zaczyna towarzyszyć rozczarowanie doświadczeniem rodzicielstwa, mogą spowodować, że dorosły zaczyna mieć wątpliwości odnośnie do swoich uczuć wobec dziecka czy wypełniania roli dobrego rodzica.

Skąd wiemy, jak być dobrym rodzicem?

- Dowiadujemy się tego przede wszystkim od swoich rodziców. To nie znaczy jednak, że wzorce wyniesione z własnych domów są tymi jedynymi. Pierwsze doświadczenia rodzicielstwa mogą się zmieniać pod wpływem różnych czynników: kultury masowej, przykładów z bliskiego otoczenia, poszukiwania wiedzy psychologicznej czy też pomocy specjalistów. Możemy je modyfikować na każdym etapie życia, szukając najlepszego rozwiązania problemów.

Dzieci nie zawsze wiedzą, czy postrzegać nowych partnerów rodziców jako kolegów, przyjaciółki czy też znaczących dorosłych (fot. iStockphoto.com)

Czasami rodzic się stara, a dziecko mówi, że nie czuło się kochane.

- Zdarza się, że rodzic bardzo kocha swoje dziecko, ale z różnych powodów nie umie tego wyrazić, bo nie potrafi mówić o swoich uczuciach. Albo wstydzi się okazywać emocje, bo to niezgodne z rolą społeczną, w jakiej siebie obsadził. Wreszcie uznaje, że nie obdarzając uczuciami, może dziecko zahartować emocjonalnie. Tymczasem dziecko może odbierać brak manifestowanej miłości jako brak miłości w ogóle.

Po miłości spodziewamy się też odwzajemnienia. Dziecko może myśleć: skoro rodzice mnie nie kochają, bo nie okazują miłości, to ja też nie powinienem żywić do nich takich uczuć. Albo nie kochają mnie, bo coś ze mną jest nie w porządku. I może zacznie szukać zainteresowania, troski czy akceptacji u kogoś innego - wśród znajomych, przyjaciół, kochanków.

Należy też pamiętać, że miłość pomiędzy rodzicami a dziećmi przechodzi różne fazy rozwojowe. Od przedszkolaka możemy oczekiwać, że rodzic będzie całym jego światem. Ale już dla nastolatka ważni stają się rówieśnicy. Niektórzy rodzice z rozrzewnieniem wspominają dzieci, które kiedyś nie wstydziły się całowania czy przytulania. One z czasem usamodzielniają się, opuszczają dom rodzinny, zakładają własne rodziny. Rodzic może wtedy poczuć się opuszczony, zwłaszcza jeśli sensem jego życia były dzieci. Uczucie rozczarowania jest szczególnie dotkliwe dla tych, którym się wydaje, że na każdym etapie życia miłość będzie taka sama.

Jak sobie poradzić z tymi nieuchronnymi zmianami?

- Zgodnie z koncepcją psychologiczną zaproponowaną przez amerykańską psycholożkę Carol Dweck ludzie dzielą się na tych, którzy uważają, że cechy osobowości, zdolności czy uczucia są stałe, oraz na tych, którzy wiedzą, że mogą się zmieniać. Założenie stałości lub zmienności leży u podstaw postrzegania siebie, innych ludzi, ale też i tego, co nas w życiu spotyka. Na przykład ludzie przekonani o stałości miłości oczekują, że będzie tak samo silna przez całe życie. Ze sporym zaskoczeniem przyjmują zmiany w jej intensywności czy sposobach manifestowania. Natomiast dla osób przekonanych o zmienności, ewoluujący charakter relacji między rodzicami a dziećmi nie będzie szczególnym zaskoczeniem. Te naturalne etapy mogą traktować jako rodzaj wyzwania, któremu trzeba sprostać - modyfikując sposoby okazywania miłości czy odczytywanie jej przejawów. Wydaje się, że ludzie, którzy mają świadomość zmienności, są w stanie lepiej sobie poradzić z kolejnymi fazami miłości rodzicielskiej i problemami, jakie się z tym wiążą.

Wielu rodziców nie potrafi wypełnić sobie pustki, po odejściu dzieci z domu (fot. iStockphoto.com)

Czy miłości możemy się nauczyć?

- Istnieje wiele teorii, które są próbą zrozumienia istoty miłości. Niektóre przyjmują postać wzorów quasi-matematycznych. Z bliskiej mi perspektywy psychologicznej miłość rozpatruje się na głównych poziomach funkcjonowania człowieka, czyli myślenia, uczuć i zachowania.

Wybitny amerykański psycholog John Gottman przekonuje, że można korygować to, jak myślimy, jak się zachowujemy i w konsekwencji, co czujemy. Przy czym kluczowa dla jakości relacji jest komunikacja. W swoich badaniach Gottman analizował dynamikę kłótni. Okazuje się, że szczęśliwe małżeństwa nie kłócą się wcale rzadziej niż nieszczęśliwe, ale kłócą się inaczej. Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że spory bliskich sobie ludzi są bardziej agresywne werbalnie niż osób obcych. Bliscy znają swoje słabe punkty i mogą je wykorzystać w czasie kłótni. Zdaniem Gottmana kluczowa dla dobrej komunikacji jest kontrola negatywnej wzajemności w czasie kłótni. Pojawia się ona w chwili, gdy człowiek słyszy od drugiej osoby przykre słowa i przyznaje sobie prawo do rewanżu. Ten prosty mechanizm pozwala zrozumieć, dlaczego kłótnie tak często eskalują w swojej agresywności. Okazuje się, że jedną z tajemnic udanych relacji jest powstrzymanie się od słownego odwetu. W konsekwencji eskalacja kłótni staje się mniej prawdopodobna.

Na ile spostrzeżenia Gottmana można uogólnić na inne bliskie relacje, także rodziców i dzieci?

- Negatywna wzajemność nie sprzyja rozwiązywaniu problemów i budowaniu więzi niezależnie od rodzaju relacji między ludźmi. Natomiast poprawa komunikacji prowadzi do wzmocnienia więzi między dzieckiem a rodzicem. Dlatego niezwykle ważne jest, żeby nauczyć się z dzieckiem rozmawiać. Spory są nieuniknione, ale jeśli będziemy konstruktywnie je rozwiązywać, mogą nieść pozytywne aspekty.

Jakie mogą być pozytywne aspekty kłótni?

- Możemy się z nich dowiedzieć, co jest ważne dla drugiej strony sporu i dlaczego. Zazwyczaj kłócimy się przecież o sprawy dla nas istotne. W tym sensie konflikty mają charakter informacyjny. Z kolei rozwiązanie ich w sposób konstruktywny i satysfakcjonujący dla obu stron staje się podstawą budowania wzajemnego zaufania i przekonania, że jesteśmy w stanie podołać trudnym sytuacjom czy kolejnym konfliktom.

dr Jarosław Kulbat (fot. archiwum prywatne)

Czyli uczenie się miłości polega na budowaniu dobrych relacji?

- Miłość utożsamia się z doświadczaniem pozytywnych emocji. A osobom o niskich kompetencjach interpersonalnych trudno nawiązać bliskie, nacechowane pozytywnymi emocjami relacje zarówno z partnerem, jak i z dziećmi czy rodzicami. Gottman zwraca uwagę, że należy być uważnym wobec drugiego i starać się go poznać możliwie najlepiej.

Posiadanie rozbudowanej wiedzy na temat bliskich pomaga zrozumieć ich motywy postępowania i sprzyja konstruktywnemu rozwiązywaniu problemów. Wiedza ta gromadzona jest w czasie trwania relacji poprzez naturalnie następujące zdarzenia, ale też celowe działania zmierzające do lepszego poznania drugiego człowieka. Na przykład wtedy, gdy dzielimy się z bliską osobą swoimi sekretami czy lękami, albo gdy mimowolnie zapamiętujemy, że nie znosi czekoladowych lodów i boi się publicznych wystąpień. Gottman nazywa tę szczególną wiedzę mapami miłości i przekonuje, że już samo gromadzenie tych informacji wymaga autentycznego zainteresowania drugą osobą, a w konsekwencji zwiększa szanse na budowanie więzi. Im taka wiedza jest rozleglejsza, im bardziej szczegółowa, tym łatwiej trwać w miłości.

Dr Jarosław Kulbat. Psycholog społeczny, konsultant i trener. Pracuje na Uniwersytecie SWPS Wydział Zamiejscowy we Wrocławiu. W ramach projektu Strefa Rodzica prowadzi warsztaty, na których można nabyć umiejętności przydatne w wychowaniu dzieci.

Monika Stelmach . Dziennikarka. Publikuje w "Dwutygodniku", "Wysokich Obcasach" i tygodniku "Polityka". Stypendystka "Młodej Polski" MKiDN. Specjalizuje się w wywiadzie i reportażu.