Świat
Estepona (Angelika Swoboda)
Estepona (Angelika Swoboda)

W leżącej nad samym morzem Esteponie nastolatki spędzają czas po szkole na plaży albo promenadzie. Tutejsze boiska do siatkówki na piasku nie są szczególnie oblegane, a na rowerach czy hulajnogach jeżdżą głównie turyści. Najwięcej młodych ludzi spotkać można na skwerach, zwłaszcza tych osłoniętych murem. Mają cień, a poza tym mogą się ukryć przed oczyma rodziców. To najmłodsi przedstawiciele hiszpańskiego pokolenia Z – ludzi urodzonych po 1995 roku.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

W tym samym czasie ich starsi koledzy szykują się na popołudniową zmianę do pracy. Część stara się pogodzić ją z nauką. Ci, którzy znają angielski i niemiecki, zatrudnienie znaleźli w samym sercu kurortu. Mówiący tylko w ojczystym języku zazwyczaj pracują w lokalnych barach i sklepikach, z dala od turystycznej części miasta.

Pokolenie czterech i

– O hiszpańskim pokoleniu Z mówi się, że to pokolenie czterech i: incertidumbre, czyli niepewność, irreverencia, czyli brak poszanowania, inmediatez, czyli natychmiastowość, oraz internet. Zresztą biegłość w technologiach jest cechą zarówno hiszpańskich, jak i polskich zetek. Podobnie jak trudność w skoncentrowaniu się na dłuższych formach pisemnych oraz słabość do przekazów obrazkowych. Mówi się, że to generacja, która produkuje i konsumuje przede wszystkim informacje, a nie rzeczy – podkreśla dr Paulina Nalewajko, iberystka na Uniwersytecie SWPS, stypendystka programu LLP-Erasmus na Universidad Complutense de Madrid.

Dodaje, że hiszpańskie pokolenie Z mocno akcentuje, iż zmiana jest nieodłączną częścią życia. – Ta generacja widzi siebie jako pokolenie kryzysów, z których wychodzi silniejsze i gotowe na niepewną przyszłość. Normą jest dla zetek konieczność zmieniania się i przebranżawiania.

Estepona to jeden z popularniejszych kurortów w Hiszpanii (Angelika Swoboda)

A jak postrzegają edukację? – System nauczania oceniają jako przestarzały i nieodpowiadający wymaganiom rynku pracy. Młodzi Hiszpanie mówią, że kompetencje, których wymagają od nich pracodawcy, muszą kształtować sami. Zwykle robią to, oglądając tutoriale na Youtubie. Rzadziej podejmując studia, mimo że na niektórych uniwersytetach w Hiszpanii od paru lat można je w całości zrobić przez internet.

O szkołę, pracę, o to, co w życiu ważne, pytam troje poznanych w Esteponie Hiszpanów z pokolenia Z.

Miriam Servia, rocznik 1998

Estepona jest moim rodzinnym miastem, mieszkam tu, ale nie zawsze tak było. Kiedy skończyłam 18 lat, wyjechałam na studia do Madrytu. Prawo jednak mnie nie wciągnęło, więc rzuciłam naukę i pojechałam szukać szczęścia na Wyspach. Znalazłam pracę w restauracji w Brighton, najpierw na zmywaku, potem zostałam kelnerką. I jestem nią do dziś – to zajęcie, o które najłatwiej.

Miriam pracuje w restauracji (Angelika Swoboda)

Na razie nie myślę o zrobieniu studiów. Nie są dla mnie ważne. Wolę się rozwijać przez podróże i poznawanie nowych ludzi. Dlatego też przez dwa lata byłam kelnerką w Maladze, pracowałam też w knajpie w Puerto Banus [luksusowa dzielnica Marbelli, z mariną i markowymi butikami – przyp. red.], a potem w Berlinie. Tam zatrudniłam się w hotelowej restauracji, do której przychodzili artyści i dziennikarze. Dzięki temu, że mój kraj należy do Unii Europejskiej, mogłam bez problemu pojechać za granicę i podjąć legalną pracę. W Hiszpanii jest ciężko z pracą dla młodych, więc to doceniam.

Może zostałabym w Niemczech dłużej, gdyby nie mój wujek, który w marcu zeszłego roku zadzwonił, żebym wróciła. Właśnie otwierał swoją restaurację i zaproponował, że mnie zatrudni. Zgodziłam się. Zwłaszcza że niemieckiej gastronomii niełatwo się było pozbierać po pandemii. Hiszpańskiej poszło łatwiej, bo my bez rodzinnych kolacji w restauracjach czy barach z tapasami nie wyobrażamy sobie życia. Jak tylko zostały otwarte po lockdownie, zaczęliśmy tłumnie do nich chodzić. Nawet po parę razy w tygodniu.

Lubię swoje zajęcie. Teraz, gdy pracuję w barze na plaży, większość dnia spędzam na słońcu, poznaję sporo ludzi. Mam ubezpieczenie, zarabiam około 1400 euro miesięcznie. Plus posiłki pracownicze i napiwki. Największe dają turyści, Hiszpanie zbyt hojni nie są. Praca zajmuje mi większość dnia. Mamy zmiany od 10.00 do 18.00 albo od 13.00 do 21.00, sześć razy w tygodniu. Po sezonie – pięć. Kiedy w weekendy jest wielu klientów, czuję się naprawdę zmęczona, ale nie narzekam, bo lubię kontakt z ludźmi. Zresztą w pracy nauczyłam się angielskiego i niemieckiego, nigdy nie chodziłam na żadne kursy.  

Na razie mieszkam z rodzicami, ale ostatecznie zamierzam coś wynająć. Kiedy? Nie mam pojęcia. Tu za dwa niewielkie pokoje trzeba zapłacić od 600 do 1000 euro miesięcznie plus media. Ceny w Esteponie windują turyści – to popularny kurort z piękną plażą. Podobnie jest w Maladze, gdzie czynsze zaczynają się od 800 euro za miesiąc. I ciągle rosną. Płacenie połowy pensji za wynajem nie ma sensu. Dlatego ustaliłam z rodzicami, że na razie mieszkam u nich i oszczędzam, żeby w przyszłości kupić własne mieszkanie.

Czy chciałabym znów wyjechać z Hiszpanii? Już nie, zamierzam żyć tutaj. Lubię hiszpańskie słońce, morze, góry, kuchnię, miasta. Kocham mój kraj, kocham hiszpańską mentalność, to, że cieszą nas drobne, codzienne rzeczy. Lubię też Malagę, do której mam raptem około 70 km.

Miriam lubi swoje miasto (Angelika Swoboda)

Jak mam wolny dzień, to idę na spacer, jeżdżę na rowerze i spotykam się z przyjaciółmi. Staram się nie myśleć za dużo o przyszłości, choć oczywiście martwię się perspektywą utraty pracy czy inflacją. Marzy mi się duża, szczęśliwa rodzina i spokojne życie. Zdaję sobie jednak sprawę, że jeśli miałabym dzieci – a zamierzam je mieć – na wsparcie państwa nie mam co liczyć. Programy pomocowe w Hiszpanii obejmują tylko bardzo ubogie, wielodzietne rodziny. Dwa lata temu pojawił się u nas pomysł, żeby dawać 100 euro na każde dziecko, ale na razie nie wszedł w życie.

Dlatego, że nie mam dzieci, łatwiej było mi podjąć decyzję o wyjeździe za granicę niż moim rodzicom, dla których było to nie do pomyślenia. Oni lubią swoją pracę w sklepie, ja lubię, jak się dużo dzieje. Moi rówieśnicy podobnie, wielu z nich nie wyklucza, że kiedyś wyjedzie popracować w Anglii czy Niemczech.

Marbella (Angelika Swoboda)

Dr Paulina Nalewajko:Wyjazdy za granicę w poszukiwaniu pracy były w Hiszpanii postrzegane negatywnie. Decydowały się na nie osoby w bardzo trudnej sytuacji. Młodzi z turystycznych miejscowości są dziś bardziej do tego skłonni, ale ogólnie panuje przeświadczenie, że w Hiszpanii żyje się dobrze. Młodzi często zatrudniają się w rodzinnych biznesach. Jednak o ile w przypadku wcześniejszych pokoleń była to okazja do zdobycia doświadczenia i trampolina do pracy w dużej firmie, o tyle pokolenie Z nie chce iść tą drogą. Dla młodych ludzi prestiż firmy niekoniecznie ma znaczenie, nie jest też decydującym czynnikiem przy wyborze pracodawcy. Podobnie jak wysokie zarobki. Ważniejsze są takie czynniki, jak zgodność z wyznawanymi wartościami, poglądami albo to, czy dana praca pasuje do osobowości. Tak jak w przypadku polskiego pokolenia Z praca dla młodych Hiszpanów jest sposobem na życie, a nie tylko na zarabianie pieniędzy. A skoro większość pensji pochłaniałoby wynajęcie mieszkania, zostają pod jednym dachem z rodzicami. Ta tendencja jest zresztą widoczna w hiszpańskim społeczeństwie od dłuższego czasu – potrzeba autonomii nie jest wśród młodych dorosłych na tyle silna, żeby dążyli do usamodzielniania się za wszelką cenę.

Jorge Pimentel, rocznik 1997

Zacząłem pracować już jako dzieciak, bo mój ojciec prowadził w Esteponie bar z kawą i przekąskami. Tam pod jego okiem wszystkiego się nauczyłem. Całe dzieciństwo spędziłem w tym barze, dlatego kiedy ojciec go sprzedał, żeby mieć więcej czasu dla rodziny, ja zatrudniłem się w barze. Nie znam innego życia.

Jorge od dziecka pracuje w barze (Angelika Swoboda)

Przez trzy miesiące pracowałem w Londynie, w gastronomii. Myślałem, że zostanę tam na dłużej i zacznę nowe życie, ale wróciłem do Hiszpanii. Moja mama nagle zmarła w 2016 roku, tata został sam z moją młodszą siostrą. Powiedział, że mnie potrzebuje, więc nie mogłem postąpić inaczej. Moja siostra miała tylko 12 lat.

Te ciężkie przejścia mnie zahartowały. Życie w jednej chwili może się zmienić i trzeba być na to psychicznie przygotowanym. Ważne, że mam rodzinę i dziewczynę. Wiem, że w razie czego mogę na nich liczyć.

Teraz pracuję w barze na plaży przez osiem godzin dziennie. Czasem jest tylu gości, że przez większość dniówki dosłownie biegam między stolikami. Nie narzekam, bo stałe zatrudnienie to u nas rzadkość. Doceniam je. Zresztą moi rówieśnicy też dużo i ciężko pracują, choć większość ma swoje biznesy. Wolny czas spędzam z moją dziewczyną i przyjaciółmi – zdarza się, że idziemy razem na kolację do cichej, lokalnej restauracji. Jestem szczęśliwy.

Nie zamierzam opuszczać rodzinnego miasta. Życie jest tu tańsze i wygodniejsze niż w Madrycie czy Barcelonie. Niedawno za oszczędności kupiłem małe mieszkanie w Esteponie. Ma tylko 18 mkw., ale cieszę się, że je mam. Teraz potrzebuję pieniędzy, by je wyremontować. W sezonie zarabiam około 2000 euro miesięcznie, poza sezonem około 1300–1400 euro. Nie jest źle. Myślę, że za rok, góra dwa, wyprowadzę się od ojca i zamieszkam u siebie. Wielu moich rówieśników mieszka z rodzicami, a wszystko, co zarabiają, gromadzą na samodzielną przyszłość.

Jorge marzy o założeniu własnej firmy (Angelika Swoboda)

Oszczędzam też na własny biznes: może bar, może pub, a może nawet restaurację. Albo agencję nieruchomości. Jak ją założę i będę zarabiał więcej jako szef, kupię sobie penthouse i przeprowadzę się do niego z moją dziewczyną. Ona też na razie mieszka z rodzicami.

To poważny plan, daję sobie na jego realizację 10, góra 15 lat. 

Rodzina? Tak, ale za parę lat. Jej założenie nie jest trudne, gorzej z utrzymaniem.

Dr Paulina Nalewajko:Chęć założenia własnej firmy deklaruje 40 proc. młodych Hiszpanów. Preferują kreatywne, elastyczne zajęcia, które pozwolą na godzenie pracy z życiem. Ważne jest też, by tworzyć coś, co jest ekspresją mnie. Charakterystyczne dla tego pokolenia jest też przywiązanie do małych miejscowości. Są one atrakcyjne pod kątem spędzania wolnego czasu, więc zetki nie mają pędu do wyjeżdżania. Polskie zetki, które wyjeżdżają na studia do dużych miast, zwykle nie chcą już wracać w rodzinne strony. Młodzi Hiszpanie – jak mówią mi znajomi, którzy uczą hiszpańskich studentów – wracają.

Lucia Pimentel, rocznik 2003

Studiuję resocjalizację na CES Ramon y Cajal w Granadzie, obecnie mam bezpłatne praktyki zawodowe w zakładzie karnym. Nie pracuję, na szczęście tata pomaga mi się utrzymać. Wynajmuję w Granadzie mieszkanie z dwiema koleżankami, które też studiują. W sumie płacimy za całość 600 euro miesięcznie.

Lucia chce pracować w więziennictwie (arch. prywatne)

Po studiach zamierzam pracować w więzieniu i pomagać więźniom. Ile chciałabym zarabiać? Niespecjalnie się nad tym zastanawiam. Państwowa pensja funkcjonariusza więziennego wynosi, zależnie od stażu pracy, od 1000 do 1500 euro miesięcznie. Nie wiem, czy to wystarczy mi na życie, po prostu zacznę pracę i się przekonam. Podejmując studia, nie kalkulowałam, wybrałam kierunek, który mnie najbardziej interesował.

W wolnym czasie lubię wyjść z przyjaciółmi na spacer, pojechać gdzieś za miasto, by zobaczyć nowe miejsca. Moją pasją jest wchodzenie wysoko na różne punkty widokowe, takie jak chociażby te w Granadzie.

Granada (Angelika Swoboda)

Tata nauczył mnie, żeby podchodzić do życia optymistycznie i chwytać każdy dzień. Staram się tak właśnie robić. Nie boję się o swoją przyszłość. Jestem przekonana, że dzięki ciężkiej pracy i poświęceniu będę mogła realizować swoje plany. O czym marzę? Moje największe marzenie to mieć rodzinę i stałą pracę. Marzy mi się stabilizacja i samodzielność. Czy rozważam pracę i mieszkanie w innym kraju? Może kiedyś, czemu nie?

Posłuchaj podcastu Odc. 1: O segregowaniu śmieci sąsiadów, alkoholu i pracy

Dr Paulina Nalewajko: – Praca w budżetówce do dziś jest w Hiszpanii postrzegana jako odpowiednik spełnienia amerykańskiego snu. Jeśli ktoś ją dostanie, to ma zapewnione zatrudnienie do końca życia. Około 20 proc., czyli całkiem spora grupa hiszpańskich zetek, deklaruje, że chce przynajmniej rozważyć taki scenariusz. Egzamin na urzędnika państwowego jest bardzo trudny, ale postrzega się go jako przepustkę do stabilnej przyszłości. O część stanowisk w sektorze publicznym mogą się ubiegać jedynie osoby posiadające obywatelstwo hiszpańskie. Chodzi o stanowiska uznawane za kluczowe dla funkcjonowania państwa, między innymi w siłach zbrojnych, policji czy sądownictwie.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z odważnymi ludźmi. Pasjonatka kawy, słoni i klasycznych samochodów.