Świat
Tradycyjne weselne stroje rumuńskie (Shutterstock.com)
Tradycyjne weselne stroje rumuńskie (Shutterstock.com)

Ślub w tradycji rumuńskiej ma być świętem młodości, witalności i płodności. Symbole i obyczaje z tym wydarzeniem związane mają przynieść nowożeńcom jak najwięcej błogosławieństwa i szczęścia na nowej drodze życia. Ciekawym aspektem prawosławnego ślubu jest obecność nasii, czyli… rodziców chrzestnych państwa młodych. To niejako odpowiednicy naszych świadków.*

Obecnie nasii są wybierani spośród najbliższych przyjaciół czy dalszej rodziny, natomiast ich obowiązki wybiegają znacznie poza zakres obowiązków przeciętnych świadków na polskich ślubach. W ich gestii leży nie tylko pomoc w przygotowaniach do ślubu i wesela, ale również pokrycie kosztów ceremonii religijnej (świadek), pomoc w wyborze sukni ślubnej i welonu (świadkowa). W kościele świadkowie stoją zaraz obok państwa młodych z zapalonymi świecami (które sami sobie kupili), to oni zakładają młodym obrączki i zdejmują korony z ich głów.

Podczas niektórych wesel ma miejsce "kradzież panny młodej" i zgodnie z tradycją to świadkowie negocjują z porywaczami, którzy porwaną przetrzymują. Obecnie to zazwyczaj świadek pomaga panu młodemu w odnalezieniu i wykupieniu, zwykle alkoholem, małżonki. Zwyczaj porwania lub kradzieży, chociaż przewija się na niektórych weselach jako element tradycyjnej zabawy, trochę odchodzi w niepamięć. Po pierwsze, jest on czasochłonny i zabiera młodym możliwość zabawy na weselu, po drugie, niektórym kojarzy się z jeszcze barbarzyńskim zwyczajem wykupu panny młodej przed nocą poślubną, a zatem jeszcze dziewicy, żeby nie została pohańbiona przed skonsumowaniem związku ze świeżo upieczonym mężem. Świadkowie są obecni również przy "goleniu pana młodego" i "gotowaniu panny młodej", czyli przygotowaniach tuż przed ceremonią. Zgodnie z tradycją pan młody przybywa po swoją wybrankę do jej miejsca zamieszkania, wszyscy obecni tańczą horę, czyli taniec w zamkniętym kręgu, w ten sposób wyraża się radość, że dziewczyna nie zostanie starą panną.

Po odtańczeniu hory świadkowa łamie słodki chleb nad głową oblubienicy i rozdaje go gościom. W niektórych rejonach Rumunii już na tym etapie zarówno młodzi, jak i goście polewają sobie co nieco dla kurażu. Wszyscy formują uroczysty korowód ślubny i ruszają do kościoła w towarzystwie muzyki, najczęściej granej na żywo. O ile tradycja jest jeszcze silna na wsiach czy obrzeżach miast, to w większych ośrodkach młodzi często decydują się na unowocześnienie uroczystości i rezygnują z niektórych zwyczajów, chociaż w dużej mierze zależy to od osobistego przywiązania do tradycji oraz tego, kto całą imprezę sponsoruje.

 

Sama byłam świadkiem takiej tradycji kultywowanej w mieście, gdy mieszkałam jeszcze w starym pokomunistycznym bloku. Od śniadania oderwała mnie głośna muzyka i hałas na korytarzu. Okazało się, że jeden z sąsiadów zmienia stan cywilny. Pod klatką stała cała familia, bliższa i dalsza, muzykanci grający na skrzypcach i akordeonie. Przeżuwając kolejnego tosta z serem, oglądałam uroczysty wymarsz młodych z bloku, a oddani grajkowie biegli za nimi aż do drzwi samochodu. Kiedy wyszłam potem z bloku na szybkie zakupy, zauważyłam, że wejście do klatki było ozdobione gałęziami choinek, wstążeczkami, kawałkami krepy i wypisanym na desce: La mul?i ani Alexandra & Ion, czyli "Wszystkiego Najlepszego dla Aleksandry & Jana". Ozdoba wisiała jeszcze przez dobry tydzień, aż nieformalnym rumuńskim zwyczajem zaczęła odpadać i w końcu ktoś ją zdjął.

Moje mieszkanie znajdowało się w dosyć fatalnym punkcie – samochody jadące w korowodzie do cerkwi i potem do sali weselnej przy każdym skrzyżowaniu (w moim przypadku było to rondo) trąbią donośnie, obwieszczając wielką radość. Nie miałabym nic przeciwko temu, w końcu miła okazja, ale po jakimś czasie, gdy już w kolejną sobotę obudziło mnie takie radosne trąbienie, postanowiłam, że w razie przeprowadzki w nowym miejscu zwrócimy uwagę na bliskość dużych skrzyżowań.

Crina, koleżanka z pracy, opowiedziała mi o jeszcze dziwniejszej tradycji. Spotkała się z nią tylko kilka razy i nie jest pewna, czy to jakiś zwyczaj ogólnorumuński, czy też coś lokalnego. Została zaproszona na wesele przez dalszych krewnych – wesela w Rumunii bywają bardzo duże, takie na sto osób uznaje się za skromną imprezę. Ponieważ nie czuła się specjalnie związana z nowożeńcami, postanowiła trzymać się na tyłach kolumny samochodów. I to był błąd. W pewnym momencie, oczywiście przy głośnym akompaniamencie klaksonów, na maskę i przednią szybę jej samochodu poleciały całe garście… monet. Nawet gdy o tym opowiadała, było widać, że ciągle jest w ciężkim szoku.

"I to nie jakieś symboliczne, pojedyncze monety, oni rzucali całymi garściami! Bałam się, że mi w końcu zniszczą szybę!" Sam zwyczaj rzucania pieniędzmi w Rumunii jest wyjątkowo symboliczny, bo monety mają groszową wartość. Od jednego leja w górę wszystko jest w plastikowych, dość kolorowych banknotach. Mnie już nieraz udało się te pieniądze wyprać, oczywiście wyłącznie dosłownie. Po kąpieli bez problemu nadawały się do uiszczenia opłaty w pobliskim sklepie.

Wesela w Rumunii bywają bardzo duże, takie na sto osób uznaje się za skromną imprezę (fot. Shutterstock)

Wiele rumuńskich tradycji ślubnych jest podobnych do polskich, takie jak pierwszy taniec, krojenie tortu czy też rzucanie bukietem lub welonem, żeby w ten sposób wskazać następnych w kolejce do ślubu. Uczestniczyłam w dwóch ślubach w Rumunii i z różnic najbardziej chyba zapamiętałam moment składania życzeń nowożeńcom.

W Polsce zwykle odbywa się to zaraz po uroczystości w kościele lub urzędzie stanu cywilnego. W Rumunii składa się życzenia i wręcza kartki tuż przed wyjściem z wesela, na koniec uroczystości. Wynika to z faktu, że najczęściej prezentem jest po prostu… gotówka. Na zaproszeniach nie ma żadnych wierszyków o "wkładzie do koperty", bo jest to rzecz oczywista. Zazwyczaj jeszcze przed samym weselem zaproszeni kalkulują na sucho, ile młodzi mogli zapłacić za talerzyk, kierując się klasą miejsca, w którym organizowane jest wesele.

Zobacz wideo "Ludzie potrzebują tego typu rozrywki". Wywiad z Anną Muchą z okazji premiery "Kogla Mogla 4"

W trakcie imprezy oceniają, jak smakowało im jedzenie, jak się bawili, czy poza zestawem podstawowym, czyli jedzenie, picie i tańce, były jeszcze inne atrakcje i tak dalej. Wówczas dokładają lub wyjmują pieniądze z koperty przed wręczeniem jej nowożeńcom. Wszystko w zależności od tego, na ile wycenili koszty poniesione przez organizatorów. Kiedy na naszym weselu polska część gości ustawiła się w kolejce do życzeń zaraz po przybyciu do restauracji, rumuńska część rzuciła się w panice do pokoi gościnnych po zostawione tam kartki z życzeniami. Nasz ślub i wesele miały za motyw przewodni Rumunię, dlatego zarówno moja suknia ślubna, moje buty, koszula i mucha pana młodego, zaproszenia, księga gości, menu, wino, a także małe podziękowania dla gości były z Rumunii i miały rumuńskie motywy ludowe. W ten sposób połączyliśmy eleganckie, współczesne wesele z rumuńską tradycją.

Przy okazji przygotowań dowiedziałam się też, że w Rumunii nie funkcjonuje coś takiego jak zawiadomienie, czyli zaproszenie tylko na ceremonię ślubną. Zawsze jest to pakiet: uroczystość w kościele i urzędzie – lub tylko w urzędzie, bo w Rumunii nie ma ślubów wyznaniowych – oraz zabawa weselna. Nasi znajomi Rumuni bardzo chwalili polski koncept ślubu wyznaniowego, w końcu to o wiele bardziej praktyczne, mniej wydanych pieniędzy i zaoszczędzony czas. Wracając jeszcze do prezentów gotówkowych: winietki na stół, które zamówiliśmy razem z całą papeterią, zawierały specjalną zakładkę, na pieniądze właśnie – bardzo sprytne rozwiązanie. Podobną zakładkę mają praktycznie wszystkie kartki z gratulacjami ślubnymi, które widziałam w rumuńskich papeteriach.

W Rumunii składa się życzenia i wręcza kartki tuż przed wyjściem z wesela, na koniec uroczystości (fot. Shutterstock)

Poza ogólnokrajowymi zwyczajami ślubnymi są też takie, z których słyną poszczególne regiony. Na przykład w rumuńskiej Mołdawii, ale też w Oltenii i Muntenii, wesela potrafią trwać trzy dni. Pierwszego dnia ma miejsce uroczystość zaręczyn, drugiego dnia jest ślub cywilny, a trzeciego kościelny. Istnieje też zasada, że im więcej "rodziców chrzestnych" będzie miała para, tym jest zamożniejsza, a na czele orszaku ślubnego zawsze niesie się przyozdobioną młodą jodłę. W wejściu do domu weselnego stawia się też misę z wodą, w której wszyscy zaproszeni obmywają ręce na znak oczyszczenia. Świadkowie częstują nowożeńców łyżeczką miodu mającego zapewnić szczęśliwe i słodkie życie po zmianie stanu cywilnego.

W Muntenii, czyli na południu Rumunii, ozdabia się aż dwie małe jodły (jodła to drzewo, które towarzyszy w tradycji ludziom podczas trzech najważniejszych wydarzeń w życiu – przy narodzinach, ślubie oraz śmierci): jedną na cześć państwa młodych, drugą na cześć ich świadków. I w tym regionie kropi się zaproszonych na wesele, ale odbywa się to w nieco innym momencie. Orszak ślubny zatrzymuje się przy trzeciej studni, panna młoda czerpie wodę do dzbana przywiązanego haftowanym ręcznikiem, a następnie wiązanką ziół skrapia trzykrotnie orszak, co ma gwarantować szczęśliwy dzień i udane wesele. Zamiast typowego rzucania bukietu podczas oczepin panna młoda wypisuje na podeszwie buta imiona wszystkich niezamężnych panien. Ta, której imię będzie można odczytać po całej nocy tańcowania, jest następna w kolejce do zamążpójścia. Dawniej mama panny młodej przygotowywała wiano w postaci pościeli, dywanów, obrusów lub innych haftowanych materiałów w ręcznie malowanej – w kwiatowe wzory – ławie ze skrytką. Ojciec natomiast w wianie przekazywał pieniądze, ziemię oraz żywy inwentarz. Na weselu państwo młodzi powinni zjeść śmietanę lub wypić mleko z tej samej miski – ma to przynieść im zdrowe i piękne dzieci.

*Fragmenty książki "Rumunia. Albastru, ciorba i wino" Agnieszki Krawczyk. Książka do kupienia w Publio