Świat
Znak przy dzielącej Cypr Zielonej Linii (Thomas Orchowski)
Znak przy dzielącej Cypr Zielonej Linii (Thomas Orchowski)

Czy istnieje coś takiego jak tożsamość cypryjska?

Sprawa nie jest prosta. Polska tożsamość jest związana z powstaniami, martyrologią, buntem i Kościołem, a na cypryjską składają się dwa elementy: greckość i tureckość, które ze względu na burzliwą historię się wykluczają.

Ci mieszkańcy, którzy określali się przede wszystkim jako Cypryjczycy, także odwoływali się do przeszłości: mieszkaliśmy obok siebie przez kilka wieków, ta wyspa należy w równym stopniu do Greków i Turków. Cypr to kawiarnia, osiołek, praca w polu i piękne widoki. Jak liczna jest grupa tak myślących mieszkańców Cypru, którzy nie stoją po stronie żadnego z nacjonalizmów, trudno powiedzieć. Zresztą te tożsamości są płynne, przenikają się.

Przypomnijmy, co nazywamy burzliwą historią: w 1955 na Cyprze wybucha powstanie przeciwko Brytyjczykom. W jego wyniku powołana zostaje Republika Cypryjska. W 1974 roku Turcja zajmuje część wyspy w odpowiedzi na grecki zamach stanu. I od tamtej pory Cypr jest podzielony na dwie części: uznawaną na arenie międzynarodowej Republikę i Turecką Republikę Cypru Północnego, z którą stosunki dyplomatyczne utrzymuje jedynie Ankara.

W poprzednim stuleciu obie społeczności wspólnie strajkowały – na przykład górnicy o wyższe płace w latach 30. – czy walczyły w II wojnie światowej w szeregach armii Wielkiej Brytanii, której Cypr był wtedy kolonią. Niestety, te fakty nie wybijają się na pierwszy plan w kształtowaniu obecnej polityki historycznej. Cypryjska flaga z dwiema gałązkami oliwnymi, symbolizującymi pokój między społecznościami, jest pusta w przekazie.

Turecki Cypryjczyk Y?lmaz Bora, szef stowarzyszenia bojowników TMT. 'My się tylko broniliśmy' - twierdził pan Bora, gdy rozmawialiśmy w jego biurze o wydarzeniach z lat 60. - mniej więcej połowa tureckich Cypryjczyków trafiła wtedy do enklaw (Thomas Orchowski) , Meczet na kontrolowanym przez greckich Cypryjczyków południu wyspy (Thomas Orchowski)

Wspólną tożsamość próbował budować Makarios III, zwierzchnik cypryjskiego Kościoła, który w 1960 roku został prezydentem Republiki. Mówił: wszyscy jesteśmy Cypryjczykami. Ale tureccy Cypryjczycy byli zdystansowani.

Marzenie o wspólnocie przetrwało trzy lata. Już w 1963 roku doszło do pierwszych starć na wyspie między tureckimi a greckimi Cypryjczykami. Niestety, nacjonalizmy okazały się silniejsze.

Czy łączenie przez Makariosa funkcji arcybiskupa i prezydenta było przedmiotem dyskusji?

Było i jest, bo historia na Cyprze wciąż budzi wielkie emocje. Jedna pani, raczej prawicowa, powiedziała mi, że Makarios był zbyt łasy na władzę. On sam nazywał się socjalistą, wiązał los Cypru z ruchem państw niezaangażowanych, czyli ani po stronie Zachodu, ani po stronie ZSRR. Makarios jest symbolem cypryjskiej nieoczywistości. Bo z jednej strony był zwierzchnikiem nacjonalistycznego Kościoła, z drugiej – politykiem, który wierzył, że przyszłość należy do socjalizmu.

Jak się o nim pamięta dzisiaj?

Dla centrystów i lewicy jest raczej bohaterem i ofiarą greckiej junty "czarnych pułkowników", a dla prawicy zdrajcą, który zaprzepaścił szansę na przyłączenie Cypru do Grecji. Tak to już na podzielonym Cyprze jest, że opinie są tam skrajnie różne.

Myślisz, że nacjonaliści po tureckiej i greckiej stronie są w stanie się ze sobą dogadać?

Nie. Nacjonaliści z północy mówią albo o rozwiązaniu dwupaństwowym – jedno państwo dla greckich, drugie dla tureckich Cypryjczyków – albo o zjednoczeniu w ramach konfederacji, luźnego związku państw. Ci z południa powiedzą, że przyszłością jest jedna, grecka republika z mniejszością turecką i silnym centralnym rządem.

Partie nacjonalistyczne są na Cyprze popularne?

Bardziej na południu. Partia ELAM niby jest niezależna, ale otwarcie sympatyzuje z greckim Złotym Świtem, neofaszystowskim, mafijnym ugrupowaniem z Aten. Członkowie ELAM-u są oskarżani o prześladowania i pobicia migrantów, organizowali marsze z pochodniami i szkolenia militarne. Z kolei na północy Partia Narodowej Demokracji – odpowiednik ELAM-u – to polityczny plankton.

Po greckiej stronie Cypru bardzo silny jest Kościół prawosławny. Piszesz, że Cypryjczycy są religijni, liczą się ze zdaniem hierarchów. Ba! Na swojego przywódcę politycznego wybrali prawosławnego arcybiskupa. Jak obywatele greckiej części Cypru postrzegają te bardzo silne więzi między polityką a Kościołem?

Jako naturalne. Oburza się tym tylko lewica. Nawet jako Polak byłem zdziwiony potęgą cypryjskich duchownych. To najwięksi posiadacze ziemscy – mają nieruchomości o wartości 1,5 mld euro! Chryzostom II, zwierzchnik tamtejszego Kościoła, przypomina mi Tadeusza Rydzyka. W jednym z wywiadów żalił się, że ma za niskie dywidendy z prowadzonych biznesów. Kościół jest udziałowcem między innymi browaru! Niektórzy greccy Cypryjczycy z oburzeniem mówili mi, że duchowni mają wpływ na wybór ministra edukacji. Weterani walk wyzwoleńczych z lat 50. opowiadali z kolei, że to właśnie księża, a nie nauczyciele zagrzewali ich do boju. Księża byli wtedy przekaźnikami greckości. Więc może stąd to zaufanie?

Widać związki państwa z Kościołem w prawie?

Przerywanie ciąży na żądanie jest tam dopuszczalne od kilku lat. Oczywiście Kościół głośno się temu sprzeciwiał. Wcześniej aborcji można było dokonać w określonych przypadkach, między innymi gwałtu, co należy łączyć z 1974 rokiem. Przemoc seksualna w czasie tureckiej inwazji to tajemnica poliszynela. Trudno oszacować, ile kobiet wtedy zgwałcono. 

Cmentarz na okupowanej przez Ankarę północy Cypru (Thomas Orchowski) , Cypr jest przede wszystkim znany z pięknych widoków, a nie tragicznej historii (Thomas Orchowski) , Opuszczone lotnisko w Nikozji, które po tureckiej inwazji znalazło się w ONZ-owskiej strefie buforowej (Thomas Orchowski)

Dopuszczalne na Cyprze są też związki partnerskie osób tej samej płci, więc w ideologicznej walce cypryjski Kościół radzi sobie gorzej niż polski. Duchowni stawiają jednak warunki, jeśli chodzi o negocjacje pokojowe, nie pozwalają też wiernym przechodzić na turecką stronę podzielonej wyspy. Politycy muszą się z nimi liczyć, bo religia jest dla greckich Cypryjczyków ważna. Ale wielu młodych odsuwa się od Kościoła, narzekał mi na to jeden wiejski duchowny, którego historię opisuję w książce.

Czym dla Cypryjczyków jest 1974 rok?

Dla południowców jest powodem traumy. Do dzisiaj jest wspominany jako rok tragiczny. Zapomina się przy tym o wcześniejszych wydarzeniach, które są kluczowe dla tureckich Cypryjczyków. Dla nich ważniejsze są lata 60. i życie w enklawach, które można śmiało porównać do gett. Mieszkała tam połowa tureckich obywateli. Panowała nędza, zacofanie. Przez 11 lat poprzedzających 1974 rok mieszkali w zamkniętych osiedlach! Dla tureckich Cypryjczyków ten rok to niejako moment wyzwolenia, koniec życia w strachu i prześladowań.

Nie zapominajmy, że tureckie wojska uderzyły na wyspę po puczu inspirowanym przez Ateny. Ankara bała się mordów politycznych i czystki etnicznej. Po 1974 roku konflikt został zaimpregnowany, pomiędzy podzielonymi terytoriami nie można było się przemieszczać. Przez 30 lat nie było żadnej płaszczyzny dialogu. Urazy rosły, bo druga strona była nazywana wrogiem, a traumy w żaden sposób nie przepracowano. Między innymi dlatego w 2004 roku po greckiej stronie odrzucono w referendum plan pokojowy Kofiego Annana.

Rozumiem, że takie miejsca jak Dom Współpracy, o którym piszesz, spełniają swoją funkcję?

Jest wyjątkowy. Znajduje się w ONZ-owskiej strefie buforowej, rozdzielającej obie części wyspy. Przychodzą do niego zarówno greccy, jak i tureccy Cypryjczycy. Odniosłem jednak wrażenie, że działania – na przykład kursy greckiego i tureckiego – adresuje się tam do już przekonanych, którym zaszczepiono chęć porozumienia. Brakuje wyjścia na prowincję.

W Nikozji istnieje Büyük Han Coffee Club. Organizowane są tam cyklicznie spotkania. Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu, gdy jeden grecki Cypryjczyk zaczął szukać turecko-cypryjskich kolegów z lat szkolnych, od początku spotykali się właśnie w tej kawiarni. Dzisiaj do Büyük Han Coffee Club mogą też przychodzić osoby z zewnątrz. W nieformalnej atmosferze, przy kawie próbują prowadzić dialog. Bywałem na takich spotkaniach. Ludzie rozmawiali o sprawach błahych, jak jedzenie, ale też poważnych, jak perspektywy rozwiązania problemu cypryjskiego.

Czym zajmują się Cypryjczycy? Żyją z turystyki?

Infrastruktura turystyczna jest znacznie lepiej rozwinięta na bogatszym południu. Ale tureccy mieszkańcy próbują gonić pod tym względem greckich.

Na Cyprze oprócz turystów zadeptujących plaże są też nowi mieszkańcy. Dlaczego wybierają tę malutką wyspę?

Pierwsi to bogacze. Chodzi na przykład o Rosjan, którzy inwestując na Cyprze, dostawali obywatelstwo Unii Europejskiej. Mówiąc inaczej: kupowali je sobie. Mówię o tym w czasie przeszłym, bo przez różne patologie ten program w końcu zawieszono. Drugą grupą są migranci, na przykład z Filipin. Opiekują się na wyspie starszymi osobami. Gdy rozmawiałem z Cypryjczykami, często po domu krzątała się Azjatka. Zwróciło to moją uwagę, dlatego w "Wyspie" opisałem historie kilku z nich.

Grecka Cypryjka Tula Liasi. Obok niej stoi pudełko, w którym pani Liasi trzyma rzeczy po bracie: spodnie, metalowe cze?s?ci paska, cztery guziki i ziemie? z miejsca, gdzie go znaleziono. Brat pani Liasi zaginął w 1974 roku, gdy turecka armia wkroczyła na wyspę (Thomas Orchowski) , Grecka Cypryjka Lela Schiza-Kokinidu w swoim rodzinnym domu, gdzie ukrywano bojowników EOKA (organizacji, która w 1955 roku wznieciła narodowo-wyzwoleńcze powstanie przeciwko Brytyjczykom) (Thomas Orchowski)

Na północy natomiast uczy się bardzo wielu studentów z całego świata, przede wszystkim na uczelniach prywatnych. Władze Republiki Cypryjskiej uważają je za nielegalne, bo działają na podstawie prawa Tureckiej Republiki Północnego Cypru, czyli państwa nieuznawanego przez świat.

Jak długo byłeś na Cyprze?

Cały cypryjski projekt, którego efektem jest książka, trwał dwa lata. Na samej wyspie byłem przez trzy miesiące i starałem się sprawiedliwie dzielić czas na południe i północ. Pierwszy miesiąc spędziłem w podzielonej Nikozji, kursując po zielonej linii.

Czyli czym?

De facto granicy, chociaż greccy Cypryjczycy nie używają tego określenia, bo przecież wyspa jest jedna, tylko jej północna część jest obecnie okupowana.

Kolejne miesiące spędziłem w innych częściach kraju. Mimo angielskiego imienia dodawałem, że jestem z Polski. Miało to swoje plusy, ponieważ nasz kraj nie jest w ogóle zaangażowany w ich konflikt. Więc nikt nie robił mi wyrzutów, że przyczyniłem się do podziału.

Łaziłem, zagadywałem ludzi, dużo czytałem, wiecznie czegoś szukałem. Kiedy wchodziłem do kawiarni, siadałem sam przy stoliku, wyłapywałem ludzi mówiących po angielsku, zagadywałem ich, potem dosiadały się kolejne osoby, piliśmy kawę, paliliśmy papierosy i rozmawialiśmy.

Mówisz po grecku?

Nie.

A po turecku?

Też nie. Korzystałem z pomocy tłumaczy. Cypryjczycy są bardzo otwarci, często ci mówiący po angielsku tłumaczyli mi rozmowy z innymi. Znaleźć ich nie jest trudno, ze względu na historię wyspy wiele osób posługuje się tym językiem.

Nie bałeś się, że coś pominiesz, czegoś nie zrozumiesz, przeinaczysz fakty?

Paradoksalnie brak znajomości greckiego i tureckiego sprawiał, że byłem bardziej obiektywny. Wyobrażasz sobie, co by się stało, gdybym na greckim południu powiedział, że mówię po turecku, a nie po grecku? I na odwrót? Oczywiście najlepiej by było, gdybym mówił w obu językach. Ale takich dziennikarzy praktycznie nie ma.

Przed wyjazdem na Cypr solidnie się przygotowałem: poznałem historię wyspy, rozmawiałem z ekspertami, przeczytałem mnóstwo analiz konfliktu. Pomysł na tę książkę był taki, żeby skonfrontować naukową wiedzę z doświadczeniami mieszkańców wyspy. To się chyba udało. Dotarłem do naprawdę wielu osób. I opisałem ich historie.

Jakie są szanse na zjednoczenie wyspy?

Wielka Brytania musiałaby podjąć decyzję w sprawie dwóch baz wojskowych, które do dzisiaj ma na Cyprze. Grecy i Turcy musieliby wreszcie zakończyć wojnę zastępczą, która trwa tam od lat 70. Co do samych Cypryjczyków, to mam wrażenie, że politycy z greckiej części wyspy nie wyobrażają sobie sytuacji, w której musieliby podzielić się władzą z turecką stroną. A ta nie pozwoli sobie na ograniczenie suwerenności. Z kolei zwykli ludzie boją się powtórki z przeszłości: wojny, prześladowań, mordów i przesiedleń. Za dużo tych demonów. 

Książka Thomasa Orchowskiego "Wyspa trzech ojczyzn. Reportaż z podzielonego Cypru" dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl.

Thomas Orchowski. Ur. 1992. Dziennikarz Radia TOK FM specjalizujący się w tematyce zagranicznej. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Krytyce Politycznej" i "Tygodniku Powszechnym". Autor książki reporterskiej "Rzeź na Tarlabasi. Opowieść o nowej Turcji". Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu.