„Życzliwi przyjaciele”, którzy co jakiś czas informują prasę o uczuciach i przemyśleniach członków rodziny królewskiej, ujawnili, że William nie miał najlepszego zdania o gwiazdorskich manewrach Harry’ego i Meghan, które miały ukryć przed światem narodziny ich syna w maju 2019 roku. Pogłoski te znalazły potwierdzenie, gdyż William i Kate odwiedzili swego nowo narodzonego krewniaka dopiero po ośmiu dniach. Z kolei królowa, książę Filip, Karol i Camilla już po kilku godzinach zjawili się u świeżo upieczonych rodziców, by zachwycać się noworodkiem. Wydaje się dość dziwne to, że gdy książę i księżna Cambridge po tygodniu wybrali się w końcu do Frogmore, nie zabrali ze sobą George’a, Charlotte i Louisa, by ci mogli poznać nowego kuzyna.*
Harry wygrał jednak następną rundę. 8 maja pojawił się wraz z Meghan, trzymając na rękach dwudniowego Archiego Harrisona Mountbattena-Windsora, w olśniewającym wnętrzu sali zamkowej św. Jerzego w Windsorze. Towarzyszył im tylko jeden fotograf, którego sami wybrali do tego zadania, oraz mała grupka dziennikarzy i kamer telewizyjnych, z którymi rozmawiali o swojej radości.
– To prawdziwa magia, coś zdumiewającego – mówiła Meghan. – Mam teraz dwóch najwspanialszych facetów na świecie, więc jestem naprawdę szczęśliwa.
– Ma cudowny charakter – zwierzał się Harry. – Jest bardzo spokojny. Nie wiem, po kim to odziedziczył!
Znajomi Harry’ego z Sandhurst twierdzili, że dał synowi na imię „Archie” na cześć swojego mentora z wojska – majora Toma Archera-Burtona – lecz matka dziecka przedstawiła bardziej wyrafinowane wyjaśnienie.
Księżna Sussex tłumaczyła, że słowo arche pochodzi z klasycznej greki i oznacza tyle co „początek” lub „źródło działania” (Meghan lepiej poznała kulturę antyku w szkole w Los Angeles niż Harry w Eton). Później książęca para nazwała tak również swoją fundację dobroczynną. Jeśli zaś chodzi o imię Harrison, to można uznać, że był to swego rodzaju żart – „Harry’s son” – choć niektórzy komentatorzy zastanawiali się, czy ma to coś wspólnego z mistyczną, medytacyjną aurą otaczającą George’a Harrisona, ulubionego beatlesa Meghan.
Otulony białym kocem, z delikatną włóczkową czapeczką na głowie mały Archie przespał smacznie swoją całą pierwszą oficjalną sesję zdjęciową, co oczywiście odpowiadało oczekiwaniom jego rodziców.
– Dziękuję wszystkim – mówiła Meghan – za serdeczność i życzenia. To wiele dla nas znaczy. (…)
Kolejna, jeszcze serdeczniejsza uroczystość rodzinna odbyła się, gdy dumni rodzice pokazywali Archiego królowej, księciu Filipowi i Dorii. Zdjęcie z tego spotkania było na pierwszych stronach wszystkich brytyjskich gazet – i wielu innych na całym świecie – wszyscy mogli więc zobaczyć, jak dwie babcie – biała i czarnoskóra – uśmiechają się do pierwszego w brytyjskiej rodzinie królewskiej dziecka z mieszanego małżeństwa. (…)
"Sekretny sponsor"**
Później jednak pojawił się pierwszy poważny problem i pierwszy zgrzyt, czyli kwestia rodziców chrzestnych. Ich obecność podczas chrztu w kościele anglikańskim jest oczywista i nieodzowna, mają oni prowadzić dziecko przez życie, wspierając je duchowo, moralnie i często również materialnie, a wybór tych osób ma szczególne znaczenie w przypadku członka rodziny królewskiej. W Kościele Anglii rodziców chrzestnych określa się również formalnie „sponsorami”. (…)
W pałacu Buckingham wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że nie każdy z potencjalnych kandydatów na rodziców chrzestnych może uczestniczyć w tej organizowanej pospiesznie uroczystości. W lipcu 2019 roku Elżbieta II jak co roku wyjeżdżała do Szkocji na Holyrood Week, co oznaczało, że ani ona, ani książę Filip nie będą na chrzcinach Archiego zaplanowanych na 6 lipca. Zmiana terminu nie wchodziła w grę, gdyż i tak z wielkim trudem dopasowano go do licznych obowiązków i podróży Karola, Camilli, Williama i Kate – nie wspominając już o arcybiskupie Canterbury, który miał przewodzić ceremonii. Jednakże zarówno monarcha, pałac, jak i praktycznie wszyscy uczestnicy tej gry wiedzą, że świat powinien poznać, kim będą „sponsorzy” nowego członka królewskiej rodziny. Jak można ocenić, czy funkcję powierzono odpowiednim osobom, skoro ich tożsamość pozostaje nieznana? Określenie „sekretny sponsor” nie kojarzy się zbyt dobrze. Poza tym zgodnie z niepisanymi regułami funkcjonowania monarchii Zjednoczonego Królestwa Brytyjczycy mają prawo wiedzieć, kto jest duchowym przewodnikiem ich potencjalnego króla czy królowej. Jednak w tym przypadku precedensy, protokół i praktyka przegrały w starciu z uporem Harry’ego i Meghan, którzy chcieli przede wszystkim chronić prywatność swoją oraz ich nowo narodzonego dziecka.
„Archie Harrison Mountabatten-Windsor zostanie ochrzczony przez arcybiskupa Canterbury podczas skromnej rodzinnej uroczystości, która odbędzie się w prywatnej kaplicy królewskiej w zamku Windsor w sobotę 6 lipca” – informował pałac Buckingham w oświadczeniu wydanym 3 lipca. „Książę i księżna Sussex chętnie udostępnią niektóre ze zdjęć wykonanych tego dnia przez fotografa Chrisa Allertona. Rodzice chrzestni zgodnie z ich życzeniem pozostaną anonimowi”.
Potwierdzając oświadczenie Buckingham, królewskie biuro Sussex dało jasno do zrozumienia, że kwestia „sponsorów” nie podlega negocjacji. Nazwiska rodziców chrzestnych nie zostaną ujawnione.
„W trakcie mojej kariery relacjonowałem pięć lub sześć królewskich chrztów – komentował redaktor naczelny czasopisma „Majesty” w programie telewizyjnym Today – i nigdy nie zetknąłem się z tak daleko posuniętą dyskrecją”.
Czy brat Harry’ego, William, był oburzony? Czy tylko zirytowany? A może jedynie skonsternowany?
„Przyjaciele” starali się studzić emocje, wskazując tę ostatnią możliwość. Sugerowali, że przyszły król, który w sukcesji do tronu wyprzedza Archiego zaledwie o pięć miejsc, nie może pojąć, jak doszło do zignorowania tak jednoznacznej i podstawowej zasady. Jak to możliwe, by którykolwiek z nowych członków rodziny królewskiej został należycie ochrzczony bez ujawnienia tożsamości jego sponsorów?
Gdy rankiem w sobotę 6 lipca William pojawił się na chrzcinach swojego bratanka Archiego w prywatnej kaplicy królowej w Windsorze, a potem pozował do zdjęcia w nienagannym wnętrzu Zielonego Salonu, uśmiech ani na moment nie schodził mu z twarzy. Był to jednak cierpki i tajemniczy uśmiech, a komentatorzy szeroko rozwodzili się nad tym, jaki podtekst mógł się kryć za tym grymasem oraz mową ciała młodego księcia. Ale także za uśmiechem i postawą jego żony. Kate celowo założyła na tę okazję perłowe kolczyki po swej zmarłej teściowej – te same, które podobno wybrała Diana na chrzest Harry’ego w 1984 roku. – Siedziała jednak „dziwnie wyprostowana”, zauważyła Judi James, ekspertka od mowy ciała. Księżna pochylała się sztywno do przodu, jakby „gotowa do ucieczki”.
Jeszcze ciekawiej brzmiała analiza zachowania Williama przedstawiona przez James. Książę stał na baczność obok żony z „dłonią jak liść figowy” osłaniającą jego krocze, a przy tym „trzymał wysoko głowę niczym policjant na krótką chwilę przed zatrzymaniem podejrzanego”.
Niektórzy komentatorzy internetowi w pełni zgadzali się z ekspertką. „William wygląda tak, jakby wolał być gdzie indziej” – tweetował jeden z nich, podczas gdy inny „fan rodziny królewskiej” twierdził, że „William powinien był się znacznie szerzej uśmiechać”.
"Dyskretne wskazówki"
Och, jakże ciężki jest los przyszłego króla! Czy na takie właśnie życie, pełne małostkowości i krytyki, pracował książę William – drugi w kolejce do tronu – kiedy pod koniec lat 90. spotykał się podczas lunchów w zamku Windsor ze swoją babką, królową? Trzynastoletni wówczas książę jesienią 1995 roku zaczął właśnie naukę w Eton College, ekskluzywnej szkole dla chłopców założonej w 1440 roku i położonej po drugiej stronie Tamizy, naprzeciwko Windsoru. Mijały wtedy trzy lata, odkąd jego rodzice ogłosili separację – za dwa lata Diana zginie w wypadku – a królowa martwiła się o stan psychiczny swojego wnuka. Czy Karol był zbyt pochłonięty własnymi problemami, związkiem z Kamilą Parker Bowles i całą resztą, by należycie wypełniać ojcowskie obowiązki? W tym czasie Diana wdawała się w kolejne romanse, głównie z cudzoziemcami, celowo przybierając pozę wywrotowej, antykrólewskiej „latawicy”. Królowa naprawdę się obawiała, że wszystko to może doprowadzić chłopca do załamania nerwowego, z czego zwierzyła się jednemu ze swych doradców, tym bardziej że matka Williama najwyraźniej już przechodziła przez tego rodzaju załamanie.
Interweniował książę Edynburga. Filip podzielał obawy żony, sugerował jej również, by na przekór swym zasadom zaangażowała się w trudne rodzinne sprawy i spróbowała zbliżyć do tego wrażliwego chłopca, który był nie tylko jej wnukiem, ale i przyszłym następcą tronu. Może dzieciak mógłby co jakiś czas wpadać do ich zamku w niedziele, gdy uczniom Eton wolno było wychodzić do miasta? I tak zaczęły się ich regularne spotkania przy lunchu. Co kilka niedziel – wyłączając weekendy, które William mógł spędzić ze swą matką lub ojcem – nastolatek śledzony dyskretnie przez ochroniarza wybierał się na spacer wzdłuż Eton High Street i przechodził przez most do Windsoru, by zjeść smaczny i pożywny posiłek w towarzystwie królowej i księcia Edynburga.
Po puddingu Filip szedł do innej części zamku, by zostawić żonę i wnuka samych w Oak Room, pokoju o wykładanych dębowym drewnem ścianach, z wielkim sześcioramiennym żyrandolem wiszącym nad stołem i pięknym arrasem królowej Wiktorii zatytułowanym „Polowanie” stworzonym we francuskiej manufakturze gobelinów. W tym olśniewającym, przesyconym historią, ale i onieśmielającym otoczeniu babcia i wnuk – monarchini i jej dziedzic – przechodzili do sedna, prowadząc szczerą i bezpośrednią rozmowę.
„Cechuje ją ogromna pogoda ducha” – ujawnił dziesięć lat później William, udzielając w 2011 roku wywiadu biografowi babki Robertowi Hardmanowi i wyjaśniając, jak królowa zachęcała go, by zachował spokój w obliczu wszystkiego, czym może go kiedyś zaskoczyć świat: „Myślę, że kiedy już osiągniesz dojrzały wiek, kierujesz się w życiu staromodną wiarą, codziennie robisz wszystko, co w twojej mocy, i modlisz się co wieczór. Cóż, nawet jeśli ktoś cię za to krytykuje, i tak nie osiągniesz o wiele więcej, choćbyś nie wiem jak się starał. Dlaczego więc miałbyś się tym przejmować?”.
To właśnie podczas tych rozmów w Dębowym Pokoju książę William dowiedział się od babki, dlaczego należy utrzymywać i szanować instytucję monarchii, a także dlaczego warto walczyć – być może z wielkim zaangażowaniem – by ją zachować. W końcu było to dziedzictwo Williama należne mu w takim samym stopniu jak jej. Szczególne wrażenie robiły na księciu opowieści królowej o pierwszych latach jej panowania. O tym, jak w 1952 roku, w wieku zaledwie dwudziestu pięciu lat, musiała zastąpić swego ojca króla Jerzego VI i pełnić funkcję, którą chętnie przejęłoby wielu mężczyzn przekonanych, że poradziliby sobie lepiej niż ona.
„To musiało być bardzo trudne i przytłaczające – mówił William Hardmanowi. – Ogromna większość dwudziestopięciolatków, choćby ja, mój brat i wielu innych, nie musiała zmagać się z takim obciążeniem. Nikt nie wywierał na nas takiej presji, gdy byliśmy w podobnym wieku. To zdumiewające, że jednak się nie poddała. Znosiła wszystko dzielnie i parła naprzód. To chyba właśnie jej najważniejsza cecha. Stawiasz przed nią wyzwanie, a ona je pokonuje. I robi to od sześćdziesięciu lat – to nieprawdopodobne”.
W wywiadzie udzielonym BBC w 2005 roku, gdy kończył już studia na Uniwersytecie w St Andrews, William ponownie wyraził wdzięczność za osobiste wsparcie i rady, jakich udzielała mu babka. „Zawsze służy mi pomocą, gdy mam jakieś trudności czy problemy – mówił. – Jest wspaniałym człowiekiem, prawdziwym wzorem”.
Podczas rozmów w Dębowym Pokoju William poznał także historię szkandeli i Rewolucji Chwalebnej oraz dowiedział się, jaką rolę w jego przyszłości będą musiały odegrać siły zbrojne. Mówiono wówczas jeszcze o monarszych obowiązkach związanych z Kościołem Anglii. Żadnej z tych informacji nie przekazano mu jednak w formalny sposób.
„Mam wrażenie, że [królowa] nie wierzy szczególnie w skuteczność oficjalnych szkoleń” – tłumaczył William w 2016 roku, omawiając szerzej styl osobistych kontaktów i pouczeń królowej, które opisywał jako „dyskretne, wyważone i rzeczowe wskazówki”. (…)
Jak sam później opowiadał, William miał wrażenie, że słuchając wszystkich tych nauk swojej babki, w pewnym sensie się z nią jednoczy, tworzy poczucie ciepłej bliskości – silną i niezwykłą międzypokoleniową więź, którą opisał jako „wspólne zrozumienie tego, co konieczne”.
Rozmowy prowadzone w Dębowym Pokoju pomogły przemienić kruchego i wrażliwego chłopca, któremu groziło załamanie nerwowe, w odpornego na przeciwności losu młodzieńca, który niegdyś zostanie porównany do „ochroniarza z nocnego lokalu” broniącego standardów i dostępu do swego ekskluzywnego królewskiego klubu. Książę nie zamierzał pozwolić, by ktokolwiek – a już z pewnością nie jego brat i jego amerykańska celebrycka żona – zagroził cennemu dziedzictwu powierzonemu mu przez babcię.
„Nie dba o sławę i splendory, to pewne – mówił o królowej w 2011 roku. – Nie to jest istotą monarchii. Tą istotą jest dawanie przykładu. Wypełnianie swoich obowiązków, jak by to ujęła. Używanie swej pozycji dla większego dobra. Służenie krajowi – właśnie o to w tym wszystkim chodzi”.
Brat Harry mógł sobie bujać w obłokach, lecz brat William przygotowywał się do roli króla.
Coraz bardziej oddaleni
„Przez całe nasze wspólne życie stałem u jego boku” – powiedział książę przyjacielowi, wyjaśniając, dlaczego zachowanie Harry’ego i Meghan oraz ich dziwne decyzje związane z narodzinami i chrztem Archiego – szczególnie niezrozumiałe ukrywanie tożsamości rodziców chrzestnych – doprowadziły braci do punktu, w którym, jak to określił nieco później Harry, „ich drogi się rozeszły”.
„Dłużej nie mogę już tego robić” – dodał William.
Oczywiście tożsamość tajemniczych rodziców chrzestnych nie pozostała zbyt długo tajemnicą. W ciągu kilku miesięcy od chrzcin świat poznał nazwiska sponsorów Archiego. Tiggy Pettifer, z domu Legge-Bourke, była ukochaną nianią zarówno Williama, jak i Harry’ego. Mark Dryer miał równie znaczący wpływ na dzieciństwo młodych książąt. – „Były koniuszy księcia Walii”, jak opisywał go „The Times”, „który stał się mentorem i bliskim przyjacielem obu synów Karola”. W uroczystości brał również udział Charlie van Straubenzee, jeden z najbliższych kolegów Harry’ego z dzieciństwa i ze szkolnej ławki w Eton. Meghan i Harry byli na jego ślubie w sierpniu 2018 roku.
Dzięki dociekliwości dziennikarzy i kontaktom w wyższych sferach do końca 2019 roku udało się ustalić przynajmniej te trzy tożsamości. Kiedy już je ujawniono, nikt nie próbował dementować doniesień prasy – ani pałac Buckingham, ani królewskie biuro Sussex, ani też sami zainteresowani. Pozostawało jednak pytanie, kim byli inni sponsorzy. Trzy brytyjskie nazwiska wskazywały jednoznacznie na preferencje Harry’ego, skupiono się więc na tym, kogo mogła wybrać Meghan.
Skoro na chrzcinach pojawiło się troje brytyjskich sponsorów, to należało przypuszczać, że towarzyszyło im też dwoje lub troje Amerykanów. Podejrzenia skupiały się głównie na gwiazdach: tenisa, Serenie Williams, i filmu, George’u Clooneyu, a także jednej z dwojga gwiazd polityki, byłym prezydencie Baracku Obamie i jego żonie Michelle. Wszyscy czworo przyjaźnili się z Meghan, która latem 2019 wybrała się na mecz tenisowy Sereny podczas Wimbledonu. George Clooney już wcześniej z właściwym sobie poczuciem humoru zbył wszelkie plotki, wygłaszając dowcipny i wymijający komentarz. „Na pewno nie chcielibyście, żebym był czyimkolwiek rodzicem chrzestnym – powiedział po narodzinach Archiego. – Ledwie radzę sobie z rolą zwykłego rodzica. To przerażające”.
Z kolei Obamowie byli bliskimi przyjaciółmi zarówno Meghan, jak i Harry’ego. Barack Obama spotkał się z księciem w 2017 roku podczas zawodów sportowych Invictus Games, w których brali udział niepełnosprawni weterani wojenni. Harry jest twórcą tej imprezy i traktuje ją bardzo poważnie. Z kolei Michelle napisała we wrześniu 2019 roku artykuł do brytyjskiego wydania „Vogue” współredagowany przez Meghan (…). Niektórzy amerykańscy komentatorzy zastanawiali się nawet, czy Obamowie nie zachęcają świeżo upieczonej księżnej, by przejęła kiedyś ich polityczną schedę na fali dziecięcego marzenia, by zostać pierwszą czarnoskórą prezydent Ameryki.
Tego rodzaju fantastyczne spekulacje pokazują, co może się wydarzyć, gdy ktoś próbuje zataić lub zniekształcać prawdę, a celem tej książki jest właśnie jej ujawnienie. Przedstawiam w niej opowieść o dwóch dzielnych młodzieńcach, których życie naznaczone było nie tylko niezwykłymi przywilejami i luksusami, ale i ogromną tragedią. Od urodzenia musieli stawiać czoło wyzwaniom i realizować cele, które wyznaczała im ich pozycja w królewskiej rodzinie. Przez wiele lat współpracowali ze sobą i wspierali się wzajemnie w trudnych czasach. Jednak w miarę, jak zmieniały się i czasy, i okoliczności, zmieniali się również oni sami, i – co nieuniknione – coraz bardziej się od siebie oddalali.
W ostatnich miesiącach – gdy powstawała ta książka – widzieliśmy, jak młodszy z braci na nowo kształtuje swoją tożsamość i próbuje podążać wraz ze swą żoną nową drogą. Odwołując się do dzieł i języka Szekspira, można powiedzieć, że książę Harry postanowił odrzucić burzliwą przeszłość – rozwiązły świat Falstaffa i własnej młodości – by odrodzić się w nowej, chwalebnej roli króla Henryka V, bohaterskiego i modelowego monarchy Brytyjczyków: „Och, szczęśliwy krąg, gromadka braci…”.
Problem w tym, że jego brat William już zajął to miejsce.
*Fragment książki „Bitwa braci. William, Harry i historia rozpadu rodziny Windsorów”. Autor: Robert Lacey. Tłumaczenie: Janusz Ochab
**Śródtytuły pochodzą od redakcji
Robert Lacey. Kronikarz współczesnych losów rodziny królewskiej, historyczny konsultant słynnego serialu „The Crown”.
Ebook w promocji
Ebook "Bitwa braci. William, Harry i historia rozpadu rodziny Windsorów" w promocyjnej cenie do 13 kwietnia. Oszczędzisz 10 zł