Świat
Boogaloo dali się poznać władzom USA jeszcze przed falą antyrasistowskich protestów (Fot. Michael Dwyer / AP Photo)
Boogaloo dali się poznać władzom USA jeszcze przed falą antyrasistowskich protestów (Fot. Michael Dwyer / AP Photo)

Oakland, okolice sądu federalnego przy Clay Street. 29 maja 2020 roku o godzinie 21.45 pod gmach sądu podjeżdża biała furgonetka marki Ford. Jak wynika z raportu policji opartego na miejskim monitoringu, ktoś otwiera tylne drzwi samochodu i oddaje strzały z karabinu maszynowego. Kule ranią dwóch ochraniających gmach oficerów federalnych. Jeden z nich - 53-letni David Patrick Underwood - umiera na miejscu. Mężczyzna jest Afroamerykaninem, tak samo jak George Floyd, zabity podczas brutalnej interwencji policji. O okolicznościach śmierci Underwooda, który zmarł kilka przecznic od protestów ruchu Black Lives Matter, Ameryka usłyszy dopiero w połowie czerwca. Tyle czasu potrzebowali federalni śledczy, by ustalić, że Underwood padł ofiarą nowego ruchu ekstremistów Boogaloo. Do tej pory aktywni głównie w Internecie, ochoczo dołączali do demonstracji po śmierci George'a Floyda. Podczas protestów m.in. w Minneapolis, Salt Lake City, Dallas, Atlancie i Filadelfii można ich było poznać po hawajskich koszulach i wojskowych strojach. Niektórzy mieli przy sobie karabiny maszynowe. To dość wybuchowa mieszanka jak na ruch, którego nazwa kojarzy się ze stylem tańca.

Hawajska uczta

Nazwa ruchu w rzeczywistości nawiązuje do tytułu filmu z 1984 roku "Breakin' 2: Electric Boogaloo". Popularna produkcja o tancerzach breakdance od dekad jest przedmiotem żartobliwych przeróbek w sieci. I tak miłośnicy broni i wojskowości film ochrzcili mianem "Civil War 2: Electric Boogaloo". Początkowo niewinny żart stał się hasłem dla ekstremistycznego ruchu, który narodził się w serwisie 4chan. Portal z założenia poświęcony dyskusji na temat mangi i anime stał się wylęgarnią prawicowych trolli.

Członków Boogaloo, którzy coraz chętniej komunikują się przez Facebooka i Twittera, połączyły dwie rzeczy: miłość do broni palnej i niechęć do amerykańskich władz. Wśród ekstremistów dominuje przekonanie, że rząd federalny zawiódł Amerykanów, a podsycana przez media polaryzacja społeczna doprowadzi do brutalnej wojny domowej. Niechęć do władz dodatkowo pogłębił kryzys spowodowany epidemią koronawirusa i wprowadzane w większości stanów nakazy pozostania w domu.

Boogaloo dość trudno zaszufladkować. Choć większość sympatyzuje z suprematystami i różnej maści bojówkami, nie brakuje też antysystemowców wspierających ruch Black Lives Matter. Ci, którzy brali udział w demonstracjach, nie bez powodu wkładali hawajskie koszule. Niekiedy nazywają swój ruch: "Big Igloo" lub "Big Luau". Jak twierdzą eksperci z Middlebury Institute of International Studies, to drugie sformułowanie jest grą słów: "luau" oznacza tradycyjne hawajskie przyjęcie, podczas którego piecze się prosiaka. W angielskim slangu "świnia" to obraźliwe określenie na policjanta.

Jak podkreśla w rozmowie z "New York Times" Kathleen Belew z University of Chicago , "członkowie Boogaloo starają się złagodzić swój wizerunek, nosząc hawajskie koszule lub udostępniając w Internecie żartobliwe memy. W rzeczywistości to jednak brutalny ruch". Jak dodaje: "Ekstremiści nie chcą tysiąca swoich zwolenników na ulicach. Wolą zwerbować sześciu ochotników, którzy skonstruują i zdetonują bombę". 

Sierżant Carrillo

Jak wynika z analizy organizacji Avaaz opublikowanej przez Washington Post , tuż po śmierci George'a Floyda internauci sympatyzujący z Boogaloo wzywali w sieci do przemocy zbrojnej i ataków na funkcjonariuszy policji. Niektórzy szerzyli dezinformację, udostępniając memy sugerujące, że to policja przyczyniła się do podsycania zamieszek. Nie brakowało też teorii spiskowych, że za przemoc na ulicach odpowiedzialny jest miliarder i finansista  George Soros.

To, jak tragiczne skutki mogą mieć internetowe posty, pokazuje strzelanina przed sądem federalnym w Oakland. Zarzut morderstwa w tej sprawie usłyszał Steven Carrillo, sierżant sztabowy stacjonujący w kalifornijskiej bazie sił powietrznych Travis. Jak ustaliło śledztwo FBI, 32-letni członek elitarnej grupy antyterrorystycznej w Air Force nawoływał w sieci do podsycania przemocy. Jak podaje  ABC7 News , na facebookowych grupach zrzeszających zwolenników Boogaloo pisał: "Wykorzystajcie ich gniew do realizacji naszej misji. Myślcie nieszablonowo. Mamy do dyspozycji tłumy wściekłych ludzi, a to tylko może sprzyjać naszym działaniom". 

Z treści zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa wynika, że na dzień przed strzelaniną w Oakland Carrillo zachęcał na Facebooku do ataków na funkcjonariuszy federalnych. W swoim poście zamieścił link do filmiku na YouTube, na którym widać tłum atakujący wozy kalifornijskiej drogówki. Na facebookowy apel Carrillo odpowiedział sympatyzujący z ruchem Boogaloo Robert Alvin Justus Jr. 30-latek sam zgłosił się później na policję i przyznał, że prowadził furgonetkę, z której oddano strzały. Justus usłyszał zarzut pomocnictwa oraz podżegania do morderstwa. Carrillo oskarżony jest o morderstwo Davida Patricka Underwooda i próbę usiłowania zabójstwa drugiego oficera federalnego. Obu mężczyznom grozi kara śmierci.

"Straciłem rozsądek"

FBI wpadło na trop w sprawie Stevena Carrillo osiem dni po tragicznej strzelaninie. Posterunek policji z kalifornijskiego miasteczka Ben Lomond otrzymał wówczas anonimowe zgłoszenie o furgonetce, w której znajduje się broń i materiały wybuchowe. Jak się potem okazało, samochód był zaparkowany pod domem Carrillo. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, otworzył do nich ogień. W wyniku starcia zmarł 38-letni zastępca szeryfa Damon Gutzwiller, a czterech funkcjonariuszy zostało rannych.

 

Federalni śledczy wskazują, że biała furgonetka z Ben Lomond to prawdopodobnie samochód użyty przez Carrillo podczas strzelaniny w Oakland. Tuż po aresztowaniu mężczyzny policja znalazła w jego domu kamizelkę kuloodporną z naszywką opatrzoną symbolami Boogaloo: hawajskim wzorem i igloo. Funkcjonariusze przeszukali  też samochód, którym Carrillo uciekał przed pościgiem. Na masce wozu wypisano dwa hasła: "Straciłem rozsądek" i "Koniec z duopolem". Pierwsze z nich nawiązuje do słów Marvina Heemeyera, przedsiębiorcy z Granby w Kolorado, który w 2004 roku zniszczył buldożerem 13 budynków. Desperackie działanie było odpowiedzią na trwający od lat konflikt z lokalnymi władzami. W pobliżu jego sklepu chciały wybudować betoniarnię. Mężczyzna, który wkrótce popełnił samobójstwo, został bohaterem amerykańskich ekstremistów.

"Koniec z duopolem" to z kolei krytyka amerykańskiej sceny politycznej. Boogaloo zarzucają demokratom i republikanom, że nie dopuszczają do dyskusji innych ugrupowań, jak np. znani z niechęci do władzy publicznej libertarianie. Jak podaje "Washington Post" , członkowie ruchu udostępniają na Facebooku memy krytykujące zarówno Donalda Trumpa, jak i Joe Bidena, kandydata Partii Demokratycznej na prezydenta. Niektórzy sympatyzują z Jo Jorgensen, startującą w wyścigu o Biały Dom z ramienia Partii Libertariańskiej.

"Mam ochotę zapolować"

Zwolennicy Boogaloo dali się poznać amerykańskim władzom jeszcze przed falą antyrasistowskich protestów. W połowie kwietnia w Teksasie aresztowano 36-letniego Aarona Swensona, który groził na Facebooku przygotowaniem zasadzki na funkcjonariuszy policji. Podczas zatrzymania  miał kamizelkę kuloodporną, a w jego samochodzie znaleziono dwa naładowane pistolety i strzelbę. Kilka godzin wcześniej napisał na Facebooku, że "ma ochotę zapolować na tych, co polują na innych". Usłyszał zarzut usiłowania popełnienia morderstwa funkcjonariusza policji. Grozi mu za to kara dożywocia.

Zasadzkę na mundurowych planował też Christian Ferguson, 20-latek z Cleveland w Ohio. Zgodnie z informacjami na stronie amerykańskiego Ministerstwa Sprawiedliwości , wpadł w ręce FBI po tym, jak zorganizował z kolegami symulację ataku w pobliskim parku narodowym. Okazało się, że jego towarzysze współpracowali z policją. 

Boogaloo podłączali się też pod protesty przeciwko stanowym restrykcjom w dobie epidemii. W maju głośno było o Bradleyu Bunnie z Kolorado, który zachęcał w sieci, by na demonstracje przychodzić z karabinami maszynowymi. Policja znalazła w jego domu materiały wybuchowe. Do aresztu w West Odessie w Teksasie trafiło z kolei sześciu uzbrojonych mężczyzn, którzy "ochraniali" bar, otwarty wbrew obowiązującym restrykcjom.

Już podczas protestów po śmierci Floyda szerokim echem w USA odbiło się aresztowanie członków Boogaloo w Las Vegas. Jak podaje NBC News , dwóch weteranów i rezerwista w amerykańskiej armii - Stephen Parshall, William Loomis i Andrew Lynam - przyszli na demonstrację z bronią i koktajlami Mołotowa. Jak wynika z zeznań informatora, chcieli wykorzystać sytuację do podsycania przemocy, m.in. planowali atak na podstację elektryczną w centrum Las Vegas. Federalni śledczy postawili im m.in. zarzut "terroryzmu wewnętrznego". 

 

Walka Facebooka

Aresztowani w Las Vegas mężczyźni należeli do facebookowej grupy "Nevada Boogaloo Facebook Group". O jej działalności już w kwietniu alarmowali członkowie Tech Transparency Project (TTP) , organizacji badającej aktywność ekstremistów w serwisach społecznościowych. Jak wynika z raportu TTP, aż 60 proc. spośród 125 zidentyfikowanych grup Boogaloo na Facebooku powstało w tym roku. 

W walce z rosnącym w siłę ruchem władze serwisu społecznościowego wprowadziły w maju restrykcje. Zakazano używania terminu "boogaloo", jeśli towarzyszy temu publikowanie zdjęć broni i treści nawołujących do walki zbrojnej. Serwis usunął też ostatnio dwie grupy, w których do przemocy nawoływał Steven Carrillo. Jak informuje "Washington Post" , do połowy czerwca serwis zlikwidował co najmniej 11 stron skupiających zwolenników ruchu. 

Katie Paul z Tech Transparency Project w rozmowie z dziennikiem ostrzega, że takie działania wcale nie rozwiązują problemu. Fani likwidowanych stron szybko przenoszą się do prywatnych grup na Facebooku lub innych serwisów społecznościowych. Tak było w przypadku białych suprematystów, gdy po zamachu w Christchurch w Nowej Zelandii Facebook zakazał publikowania treści o charakterze ekstremistycznym. To, jak mało skuteczne okazały się te zasady, pokazują statystyki z początku czerwca. W ciągu zaledwie tygodnia Facebook zlikwidował około 900 kont użytkowników sympatyzujących z białymi suprematystami. Większość z nich zagrzewała do przyjścia z bronią na protesty po śmierci Floyda. 

Marta Zdzieborska. Dziennikarka. Mieszka w Kalifornii, skąd pisze reportaże i teksty o bieżącej sytuacji w USA. Współpracuje m.in. z "Tygodnikiem Powszechnym" i magazynem "Press". Publikowała też w "Wysokich Obcasach", "Polityce" i "Tygodniku Warszawa". Autorka książki "Tamtego życia już nie ma" (Świat Książki, 2019), zbioru reportaży o uchodźcach w Polsce. Laureatka honorowego wyróżnienia Nagrody im. Adolfa Bocheńskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (2016) oraz Nagrody Młodych Dziennikarzy im. Bartka Zdunka (2017). Jest na Twitterze: @MartZdzieborska