Świat
Centrum Skopje po antykizacji w myśl idei czyniącej z dzisiejszych Macedończyków spadkobierców starożytnej greckiej Macedonii (fot. Mateusz Skwarczek/ Agencja Wyborcza.pl)
Centrum Skopje po antykizacji w myśl idei czyniącej z dzisiejszych Macedończyków spadkobierców starożytnej greckiej Macedonii (fot. Mateusz Skwarczek/ Agencja Wyborcza.pl)

Czy Macedończycy lubią Greków? - Ależ my ich kochamy! Zwłaszcza latem. W długie weekendy można pojechać nad morze i są promocje w sklepach w Salonikach - śmieje się Marija, gdy pytam o jej uczucia względem sąsiadów z południa.

Ale potem ta Macedonka z twardym słowiańskim akcentem i jeszcze bardziej słowiańskim nazwiskiem poważnieje, bo dla jej kraju dogadanie się z Grekami to kluczowy proces, który na zawsze może zmienić przyszłość Macedończyków. Narodu, który będzie musiał się zdecydować, czym właściwie jest. Chcą tego nie tylko sami Macedończycy. W tle tego sporu majaczą także interesy światowych graczy - Unii Europejskiej, USA i Rosji.

Centrum Skopje z nowymi budynkami nawiązującymi do antycznej Macedonii (fot. Mateusz Skwarczek/AG)

Zarówno Marija, jak i jej znajomi - młodzi, wykształceni, ze stolicy kraju - Skopja, jak również obecny lewicowy rząd Macedonii, Grecja i cała Europa wiedzą doskonale, że Macedończycy na pewno nie są potomkami i dziedzicami Aleksandra Wielkiego, co przez mniej więcej dekadę próbowała światu udowodnić poprzednia macedońska władza. Nacjonalistyczny, populistyczny rząd Nikoły Gruewskiego doprowadził tym do wściekłości Greków, którzy w odwecie od 2008 r. blokują Macedończykom drogę do negocjacji akcesyjnych z UE i członkostwa w NATO. Spór o dziedzictwo starożytnej Macedonii trwał od rozpadu Jugosławii w 1991 roku, ale najtrudniejsze było ostatnie dziesięciolecie. Teraz pojawiła się realna szansa na jego rozwiązanie.

Na nagłówki mediów konflikt grecko-macedoński wrócił, gdy Bruksela 6 lutego 2018 r. opublikowała strategię potencjalnego przyjęcia krajów Bałkanów Zachodnich - m.in. Serbii i Czarnogóry - do Unii Europejskiej do 2025 roku. Zamysł Unii jest oczywisty - albo była Jugosławia i całe Bałkany wejdą pod parasol unijnego prawa, pieniędzy i wspólnej polityki, albo znów, jak przez wiele ubiegłych stuleci, będą poletkiem politycznej i gospodarczej ekspansji Turcji i Rosji. Do grupy kandydatów do UE bardzo chciałaby dołączyć także Była Jugosłowiańska Republika Macedonii (FYROM), jak oficjalnie nazywa się obecnie to państwo.

Premier Macedonii Zoran Zaev, szefowa dyplomacji UE Federica Mogherini i były premier Macedonii Nikoła Gruevski (fot. Pool/Valentina Petrova/AP/Sławomir Kamiński/AG)

Dla UE wygodnie byłoby, gdyby kandydaci na kandydatów mieli rozwiązane wszelkie spory międzynarodowe z sąsiadami. Dla Macedonii oznacza to konieczność dogadania się z Grecją, bo Ateny uczyniły z tego warunek swojej zgody na rozpoczęcie przez Skopje negocjacji z Brukselą. Od niespełna roku rządy Zorana Zaewa w Skopju i Alexisa Tziprasa w Atenach próbują się dogadać. Problem w tym, że gdy w Grecji gruchnęła wieść o tym, że Tzipras "coś kombinuje z Macedończykami", na ulice Aten i Salonik wyszło po sto kilkadziesiąt tysięcy ludzi z prostym przekazem: Macedonia musi odejść. W niebyt.

Premier Grecji Alexis Tsipras (fot. Petros Giannakouris/AP)
- Problem na dobre zaczął się w 2008 roku. Sekwencja zdarzeń jest następująca: w 2006 r. do władzy dochodzi prawicowa partia WMRO-DPMNE, premierem zostaje jej szef Nikoła Gruewski. Macedonia jest w tym czasie najszybciej rozwijającym się krajem na Bałkanach w zakresie dostosowania do prawa UE. Pierwsi wprowadzają Zintegrowany System Ochrony Granic, paszporty biometryczne, mają dobre, 33 miejsce na świecie w kategorii wolności prasy. Tuż po objęciu władzy Gruewski ogłasza, że lotnisko w Skopju, zostanie nazwane imieniem Aleksandra Wielkiego. Tak samo, jak główna autostrada Macedonii, biegnąca przez Skopje do greckich Salonik. Doprowadza tym Greków do szału. Do tej pory Ateny były skłonne akceptować kolejne kroki Macedonii na drodze do UE (każdy kraj musi zgodzić się na zaproszenie nowego kandydata do członkostwa). Ale tego już nie wytrzymali. W 2008 r. w Bukareszcie jest szczyt NATO, na którym do Sojuszu mają zostać zaproszone Albania, Chorwacja i Macedonia. Ostatecznie Grecja blokuje Macedonię

 - wyjaśnia Tomasz Żornaczuk, analityk w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, kierownik programu Europa Środkowa i badacz procesów politycznych na Bałkanach.

- Niedługo po nieudanym szczycie NATO Gruewski ogłosił plan antykizacji Macedonii. Co to w praktyce oznaczało? Z zewnątrz - przebudowę miasta na antyczną modłę z budynkami w klasycystyczno-barokowo-bałkańskim bombastycznym stylu. Powstały pomniki, place, kolumny. Do tego w telewizji pojawiły się programy o podbojach Aleksandra Macedońskiego. Nastąpiła pełna inkorporacja dziedzictwa kulturowego starożytnej greckiej Macedonii do oficjalnego dyskursu dzisiejszej republiki

- dodaje ekspert. I podkreśla, że dzisiejsi Macedończycy z Grekami nie mają nic wspólnego. Są Słowianami. Macedonię zamieszkuje także znacząca mniejszość albańska. Jak zaznacza, jest "niepodważalnym faktem historycznym", że przed 6 wiekiem naszej ery nie było Słowian na południe od Dunaju. A na tereny dzisiejszego państwa macedońskiego dotarli jakieś 1000 lat po Aleksandrze Wielkim.

Centrum Skopje z nowymi budynkami nawiązującymi do antycznej Macedonii (fot. Mateusz Skwarczek/AG)

Narodowa świadomość dzisiejszych Macedończyków - tak jak wielu innych narodów - zaczęła się wykuwać od pod koniec XIX wieku. Natomiast w wyodrębnieniu się państwowości macedońskiej udział miały wojny bałkańskie, I wojna światowa i powstanie Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców, w którego granicach znalazła się dzisiejsza Macedonia.

- Całe to szaleństwo z Aleksandrem to efekt działań rządu Nikoły Gruewskiego. Stworzył narrację, w myśl której nie jesteśmy Słowianami, ale pochodzimy od antycznych Macedończyków, potomków Aleksandra. Ludzie wykształceni, a zwłaszcza moja, młodsza generacja Macedończyków, głęboko nie zgadza się z tymi pomysłami, z przebudową Skopja, z nazywaniem lotniska czy autostrady imieniem Aleksandra, z uzurpowaniem sobie wyłącznego prawa do czerpania z jego dziedzictwa

- mówi Marija. Ale dopytywana, co jest ważniejsze dla Macedończyków: trwanie przy nazwie Macedonia czy wejście do UE i NATO, przyznaje, że to nieco bardziej skomplikowane.

- Mieliśmy słowo "Macedonia" w nazwie republiki nawet, gdy była składową Jugosławii. Mamy teraz to słowo w nazwie. Wątpię, czy ludzie zaakceptowaliby nową nazwę kraju bez słowa "Macedonia". To nie tylko nazwa. To jest nasza tożsamość, to jest nasz język. Premier Zaew stanowczo stwierdził, że coś takiego nie może podlegać negocjacjom i uważam, że takie przekonanie podziela większość moich krajanów. Ale równocześnie przecież bardzo chcemy wejść do UE. To będzie długi proces, ale nie możemy przedłużać w nieskończoność ani dysputy o nazwie, ani procedury akcesyjnej

- kończy Macedonka.

Żornaczuk zgadza się, że dzisiejsi wykształceni wielkomiejscy Macedończycy zdają sobie sprawę, iż spuścizna grecka nie jest częścią ich tożsamości, ale sytuacja na wsiach i w mniejszych ośrodkach wygląda inaczej: narracja "grecko-aleksandryjska" nie dość, że istnieje, to rozprzestrzeniała się oddolnie, a nie tylko przez propagandę władz.

- Pierwsza moja wizyta w Macedonii, rok 2006. Jadę pociągiem z Salonik do Skopja. Dosiada się para 60-latków. Pan zaczyna opowiadać: Aleksander Macedoński był największym wodzem w historii świata, a dowodem jest to, że do dziś w Indiach jest kilka wiosek, w których mówi się po macedońsku! Kilka lat później telewizja emituje program o "księciu" z Indii czy Pakistanu, który przedstawiał się jako dziedzic macedońskich zdobywców. Nie mówił niestety po macedońsku. Ale to, co paręnaście lat temu było opowieścią ludową, folklorem, stało się oficjalną, państwową narracją.

- opisuje analityk i podkreśla, że ze strony nowych władz macedońskich jest silna wola, żeby jak najszybciej, nawet za cenę ustępstw wobec Grecji, zakończyć bezsensowny spór. Z nazwania lotniska i autostrady imieniem Aleksandra premier Macedonii już zrezygnował. Lewica, która umocniła się u władzy po ubiegłorocznej klęsce partii Gruewskiego także w wyborach lokalnych, otwarcie zapowiada odejście od polityki antykizacji.

Centrum Skopje z nowymi budynkami nawiązującymi do antycznej Macedonii (fot. Mateusz Skwarczek/AG)

Tylko, czy to wystarczy Grekom? Przypomnijmy - dziesiątki tysięcy ludzi na ulicach Aten i Salonik protestowały m.in. także przeciw jakiemukolwiek wykorzystaniu słowa "Macedonia" w nazwie państwa ze stolicą w Skopju. Jak rozwiązać ten konflikt tak, by wszyscy byli zadowoleni?

Zdaniem Tomasza Żornaczuka nie ma odwrotu od polityki dealeksandryzacji i dehellenizacji Macedonii.

- Nazwa państwa to najbardziej medialny element pakietu zmian. W tym pakiecie jest deklaracja o powstaniu mieszanej grecko-macedońskiej komisji do weryfikacji podręczników szkolnych. Trzeba też pamiętać, że zmiany nazwy państwa może nieść ze sobą zmianę nazwy języka czy nazwy obywatela! 

- mówi ekspert PISM.

To, że propaganda rządu Gruewskiego trafiła na tak podatny grunt, pokazuje, jak bardzo społeczeństwo Macedonii poszukuje własnej tożsamości. Identyfikacja etniczna i narodowa Chorwatów czy Serbów jest jasna - a kim są Macedończycy?

- Nie miejmy złudzeń - mówi Żornaczuk. - W codziennym obiegu ludzie nadal będą mówili o sobie "Macedończycy" - to oczywiste i z punktu widzenia najnowszej historii Bałkanów uzasadnione, ale w rządowych dokumentach być może będzie trzeba to zmienić, w konstytucji też. Obie strony rozumieją, że stabilna, bezpieczna Macedonia jako północny sąsiad Grecji opłaca się i Atenom, i Skopju. Ale konia z rzędem temu, kto przewidzi, jak to się skończy - kwituje.

Jedno jest pewne. Macedończycy będą musieli po raz kolejny w ciągu ostatnich stu lat określić, kim są. Będą musieli, bo takiej szansy dla ich kraju na umocnienie się w Europie, jak teraz, nie było jeszcze nigdy. A kolejna pewnie nieprędko się nadarzy.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz i redaktor magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU