Świat
Donald Trump wsiada do Air Force One (fot. Andrew Harnik/AP)
Donald Trump wsiada do Air Force One (fot. Andrew Harnik/AP)

1. Trump w małym mieście

Miami, wymawiane w lokalnym żargonie "MajaMUU", liczy kilkaset osób i jest jedynym ośrodkiem miejskim w liczącym mniej niż tysiąc osób hrabstwie Roberts w Teksasie. Donald Trump zdobył tu największą przewagę w wyborach prezydenckich.

1500 mil na południowy zachód od Białego Domu, nikogo nie obchodzi, czy Donald Trump zdradzał żonę Melanię z gwiazdą porno.

Donald Trump w okularach przeciwsłonecznych Melanii Trump (fot. AP Photo/Pablo Martinez Monsivais)

A według Wall Street Journal prawnik Trumpa Michael Cohen miał zapłacić aktorce Stormy Daniels 130 tys. dolarów za jej milczenie w trakcie kampanii wyborczej. W Roberts County nie ma znaczenia, czy Trump lub jego świta mieli konszachty z Rosjanami w trakcie kampanii prezydenckiej , czy lubi Władimira Putina i czy tłum, który był na jego inauguracji, był największy w historii.

Nie, tu ludzi bardziej obchodzi, czy podatki, które płacą bogaci ranczerzy od dochodów ze swoich stad bydła, zmniejszą się, czy nie. Żartobliwe "MajaMUU" to przecież od krów. I nawet jeśli miejscowi, jak cytowany przez ABC News Steve Porter , kierują się w życiu wiarą i niezłomnymi zasadami, to na ich łamanie przez prezydenta machają ręką. Bo nie on pierwszy i nie on ostatni je w Białym Domu łamał. Za to, tak jak obiecał, są wzrosty - gospodarczy i zatrudnienia. Obiecał też zająć się kwestią imigracji - i się zajmuje. Muru na granicy z Meksykiem jak nie było, tak nie ma, ale udało mu się wprowadzić prawne obostrzenia przyjmowania obcokrajowców. A nawet jak go wsadzą do pudła, to czemu ludzie w Roberts County mieliby się tym przejmować? Najwyżej wybiorą kogoś nowego. Niektórzy wprost uznają Trumpa za bufona i fanfarona, ale na kogo mieliby głosować? Na tę lewaczkę Clinton? Jeszcze by prawo do broni chciała zabrać. Powiedzcie Teksańczykowi, że ma oddać broń. Prędzej z niej do was wypali.

A Clinton wypaliła w kampanii z jeszcze gorszej broni - chciała zwiększyć podatek od nieruchomości. Dla cytowanej przez ABC News rodziny Locke, żyjącej ze swojej ziemi i ogromnych stad bydła, oznaczałoby to większe wydatki. Wybór był prosty - Trump. I dziś, po roku prezydentury, Miami nie zmieniło zapewne zbytnio preferencji wyborczych.

Aktorka porno Stormy Daniels i prezydent USA Donald Trump (fot. Evan Vucci/AP/Glenn Francis, www.PacificProDigital.com/CC BY-SA 4.0)

2. Rekordowo niskie poparcie

Ale mieszkańcy małego światka Roberts County to tylko część tzw. "big picture" - czyli tego, jak prezydent radzi sobie w całych Stanach Zjednoczonych. A fakty są takie, że - wbrew temu, co sam Trump twierdzi - poparcie dla jego prezydentury nigdy nie osiągnęło poziomu akceptacji dla Baracka Obamy w tym samym momencie prezydentury. Mało tego - jak wynika z danych renomowanego amerykańskiego instytutu badawczego Gallupa, przez cały pierwszy rok urzędowania poparcie dla Trumpa oscylowało między 45 a 35 procent. To najgorszy rezultat ze wszystkich siedmiu (!) ostatnich prezydentów .

Donald Trump słucha pytania podczas spotkania z liderami biznesu w Waszyngtonie (fot. Evan Vucci/AP)

Tygodnik TIME wskazuje, że, patrząc wstecz aż do prezydentury Jimmiego Cartera (urzędował w latach 1977-1981), przez pierwsze 365 dni sprawowania urzędu Trump niemal zawsze plasował się na końcu stawki w wyścigu o poparcie Amerykanów.

A przecież, jak zauważa Gallup, powinno być zupełnie inaczej. Bo prawdopodobnie najważniejszy czynnik wpływający na poparcie amerykańskich wyborców przemawia na korzyść prezydenta USA. Jaki? Zacytujmy Billa Clintona:

3. "Gospodarka, głupcze"

Amerykańska gospodarka pod rządami Donalda Trumpa kwitnie. Wzrost PKB USA w trzecim kwartale ubiegłego roku wyniósł więcej, niż się spodziewano - aż 3,2 proc. - wskazuje "The Economist" i podkreśla, że obraz Trumpa, rysowany przez liberalne media, w którym prezydent jest małpą z brzytwą, dużym dzieckiem bawiącym się guzikiem atomowym, rozkapryszonym egomaniakiem, a jego zachowania prowokują pytania, czy jest w pełni władz umysłowych, to tylko jedna strona medalu. Druga jest taka, że wzrosły płace "błękitnych kołnierzyków", czyli klasy robotniczej, bezrobocie wciąż spada, a giełda rośnie. I te trendy utrzymują się od dłuższego czasu.

Ile w tym zasługi Trumpa?

Donald Trump na spotkaniu z szefem Intela, Brianem Krzanichem (AP Photo/Pablo Martinez Monsivais)

Amerykański prezydent przepchnął przez Senat ustawę podatkową. Zakłada ona obniżenie podatku dochodowego od osób fizycznych z 39,6 do 38,5 proc. Znacznie mniej fiskusowi będą też oddawać wielkie korporacje. Ustawa obniża im podatek z 35 do 20 proc. "The Independent" wskazuje, że w dłuższej perspektywie reforma fiskalna doprowadzi, owszem, do faktycznego zmniejszenia obciążeń zwykłych Amerykanów w latach 2019-2025, ale długoterminowe prognozy nie są tak optymistyczn e. Zaś największe ulgi dotyczyć będą nie najuboższych, a najbogatszych. W tym samego Trumpa.

Amerykańska gospodarka rośnie - to prawda. Ale rośnie także cała gospodarka światowa. Ba, rośnie najlepiej od 2010 roku! Indeks Dow Jones Industrial Average, grupujący 30 największych firm amerykańskich, gdy Trump wygrał, był na poziomie 18,589 pkt. Dziś wynosi ponad 26000. Wzrosty notują też giełdy europejskie - a UE to przecież kluczowy gospodarczy partner Ameryki. Trump chwali się, że pod jego rządami rośnie zatrudnienie.

Tak - rośnie od listopada 2010 roku przez pół pierwszej i całą drugą kadencję Obamy, który wpompował w amerykańską gospodarkę pakiet stymulacyjny 787 miliardów dolarów, wydając je m.in. na ochronę zdrowia, infrastrukturę, edukację, ulgi podatkowe i bezpośrednią pomoc pojedynczym osobom oraz restrukturyzację upadających producentów aut. Efekt? Gospodarka USA za Obamy rosła szybciej niż wszystkich innych członków-założycieli NATO  (Belgia, Kanada, Dania, Francja, Islandia, Włochy, Luksemburg, Holandia, Norwegia, Portugalia, Wielka Brytania, USA) od zakończenia II wojny światowej.

W efekcie dziś średnio co miesiąc w USA pojawia się 170 tysięcy nowych miejsc pracy. Stopa bezrobocia spadła do 4.1 proc - najmniej od 2000 r. Prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego przewidują, że wzrost PKB USA w 2018 r. osiągnie 2,3 proc - najwięcej z rozwiniętych krajów.

Więc skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle? Jak podkreśla Gallup, z tak rozpędzoną gospodarką Trump - jak wynika z porównania notowań innych prezydentów - powinien mieć poparcie sięgające 50 procent:

4. Fake news

Po pierwsze, Trump ma po prostu ogromny elektorat negatywny. Przypomnijmy - gdyby wybór prezydenta w USA następował w głosowaniu powszechnym, a nie w wyniku decyzji kolegium elektorów, Hillary Clinton wygrałaby w cuglach. A dla wyborców Demokratów chyba każdy prezydent republikański byłby łatwiejszy do strawienia - nawet George Bush - niż Trump. Po drugie - rok po zaprzysiężeniu nowa administracja jeszcze nie została ukształtowana. Wciąż są wakaty na ważnych pozycjach. "Amerykanie oczekują od wybranego kandydata, że po wyborze przestanie prowadzić kampanię, a zacznie rządzić" - pisze były szef personelu Białego Domu (w praktyce druga po prezydencie osoba w rządzie USA) za Clintona, Mark McLarty.

Tymczasem karuzela stanowisk w USA trwa, i to tych ważnych dla bezpieczeństwa narodowego. Z kolei głos z prawej strony, z konserwatywnego "Washington Examiner", dodaje do tego legislacyjną niemoc Kongresu , zdominowanego przez Republikanów, ale wcale nie palącego się do przyklepywania inicjatyw własnego prezydenta.

Donald Trump z podpisanym przez siebie dekretem (fot. Andrew Harnik/AP)

Po trzecie - jak pisze w USA Today Mark McLarty - wyborcy oczekują spójnej wizji kraju, na której mogą się oprzeć.

A takiej wizji Trump Amerykanom nie dał. Potrafił ich za to skutecznie podzielić i skłócić. On sam zapewne powie, że to wynik działań wrogich liberalnych mediów, które produkują fake newsy na jego temat. Właśnie przyznał swoje nagrody dla jego zdaniem najmniej rzetelnych telewizji i gazet . Kogóż tam nie ma! New York Times, CNN, Washington Post, Time, Newsweek. To był rok "nieustępliwej stronniczości, nieuczciwego przekazywania informacji, a nawet ordynarnie fałszywych newsów" - ocenił prezydent USA .

Z fake newsami Trump powinien jednak uważać. W końcu badania wskazują, że to on sam jest mistrzem w ich produkowaniu. Rok prezydentury miliardera to dla amerykańskiej opinii publicznej dokładnie 365 dni jazdy bez trzymanki, której lokomotywą był profil Trumpa na Twitterze. Pierwsze kłamstwo padło już dzień po zaprzysiężeniu prezydenta, gdy jego ówczesny rzecznik Sean Spicer stwierdził, że tłum na uroczystości ślubowania Trumpa był największy w historii. Otóż nie był - co sprawdził rzetelny serwis sprawdzający prawdomówność polityków - Politifact . Za to tego samego dnia odbył się w Waszyngtonie największy protest w historii - protest kobiet przeciw seksizmowi i szowinizmowi nowego prezydenta

Przez 365 dni Trump zaliczał dyplomatyczne gafy, obrażał polityków i krytycznych dziennikarzy . Oskarżył Baracka Obamę, że jego służby założyły mu podsłuch w trakcie kampanii - czego nie potwierdził potem Departament Sprawiedliwości. Wprowadził zakaz wjazdu do USA dla osób z grupy muzułmańskich krajów, który to zakaz obalił niezależny sędzia. Zamiast potępić rasistowskie incydenty w Charlottesville, mówił o błędach "po obu stronach", na co czarnoskóra społeczność zareagowała furią. Mianował doradcą do spraw bezpieczeństwa Michaela Flynna, człowieka, który stracił to stanowisko niecały miesiąc później wobec podejrzeń o kontakty z Rosjanami. Trump usiłował też wpłynąć na szefa FBI, żeby odpuścił śledztwo w sprawie Flynna. Niedługo potem zdymisjonował tegoż szefa FBI, gdy ten mu się postawił i ujawnił tę próbę ukręcenia sprawie łba.

W międzyczasie amerykański prezydent nakazał zbombardować syryjskie lotnisko w odwecie za użycie broni chemicznej i zrzucić największą nie-nuklearną bombę na pozycje islamistów w Afganistanie . Wygadał się z tajnych informacji dotyczących sojuszników USA na Bliskim Wschodzie ambasadorowi Rosji w USA, przepchnął premiera Czarnogóry na szczycie NATO, żeby być widocznym na zdjęciu, wycofał USA z paryskiego porozumienia klimatycznego, wdał się w pyskówkę na oświadczenia z dyktatorem Korei Północnej Kim Dzong Unem, pisząc że ma "większy guzik nuklearny niż on".

Jakby tego było mało, najważniejszy polityk na świecie publikował na Twitterze ciągi znaków, których znaczenia do tej pory usiłują domyślić się dziennikarze i obraził gwiazdy futbolu amerykańskiego, które klękając w trakcie hymnu USA na meczach protestowały przeciwko brutalności policji wobec czarnoskórych. Zraził do siebie nawet weteranów - gdy w rozmowie z wdową po amerykańskim żołnierzu, który zginął na służbie, stwierdził, że jej tragicznie zmarły mąż "wiedział, na co się pisał". I cały czas konsekwentnie zaprzecza jakimkolwiek powiązaniom swojej kampanii z rzekomymi próbami Rosji wpłynięcia na wynik wyborów , choć czterech jego byłych najbliższych współpracowników usłyszało już w tej sprawie zarzuty, śledztwo specjalnego prokuratora Roberta Mullera trwa, a niedawny bliski doradca - Flynn - zdecydował się zeznawać .

Donald Trump (Fot. Evan Vucci / AP Photo)

5. Stabilny geniusz, ogień, furia i trzęsienie ziemi

Ogień i furia, jakich świat nie widział, czyli "fire and fury like the world has never seen", to groźba, jaką posłużył się Donald Trump wobec Kim Dzong Una , na wypadek gdyby dyktator Korei Północnej usiłował grozić USA. To także tytuł książki "Fire and Fury", której autor Michael Wolff dotarł do byłych i obecnych pracowników administracji Trumpa i wyciągnął od nich historie, które złożyły się na obraz chaosu i niekompetencji ekipy rządzącej obecnie Ameryką . W książce padły też sugestie o niestabilności psychicznej Trumpa. Ten w odpowiedzi napisał na Twiterze , że jest "stabilnym geniuszem", i do tego "całkiem bystrym".

W 2017 roku 35 psychiatrów, psychologów i pracowników sektora zdrowia psychicznego podpisało się pod opublikowanym przez "New York Times" listem w którym alarmowali, że prezydent może nie być zdrowy psychicznie.

Premier Wietnamu Nguyen Xuan Phuc, prezydent USA Donald Trump i i prezydent Filipin Rodrigo Duterte (fot. Andrew Harnik/AP Photo)
"Wypowiedzi i działania pana Trumpa wskazują na niezdolność do tolerowania poglądów odmiennych od jego własnych, prowadzącą do wściekłych reakcji. Jego słowa i zachowanie sugerują głęboką niezdolność do empatii. Osoby z takimi cechami zniekształcają rzeczywistość, by odpowiadała ich stanowi psychicznemu, atakując fakty i tych, którzy je przekazują"

- cytowała list "Gazeta Wyborcza" . Psychiatrzy kwitowali, że działania i wypowiedzi prezydenta wskazują na niestabilność emocjonalną. Na tyle poważną, że "czyni go niezdolnym do sprawowania urzędu prezydenta" .

Kolaż: Donald Trump i dyktator Korei Północnej Kim Jong Un (fot. Fot. Ahn Young-joon/AP Photo)

6. Obiecanki-cacanki

Wszystko powyższe było oczywiście smaczną pożywką dla mediów. Ale prawda wygląda tak, że to nie media zwolnią Trumpa z urzędu. Zdecyduje o tym albo Kongres w procedurze impeachmentu, jeśli do takiej dojdzie, albo wyborcy za trzy lata, rozliczając prezydenta z realizacji obietnic wyborczych . Politifact, który monitoruje działania kolejnych prezydentów, policzył, że na 101 obietnic, jakie złożył obecny prezydent jako kandydat, udało mu się na razie dotrzymać dziewięciu, a siedem już złamał . Starania o realizację kolejnych sześciu skończyły się wypracowaniem kompromisowego rozwiązania, 31 jest "w zastoju", zaś 47 - "w robocie". Pytanie oczywiście, ile warte są obietnice człowieka, który jest laureatem nagrody Kłamstwa Roku w plebiscycie Politifact, i którego wyniki w statystykach kłamstw wyglądają tak:

Na 494 wypowiedzi Trumpa, które sprawdził Politifact, 269 było "w większości nieprawdą" lub "zupełną nieprawdą", a aż 74 zostały zaliczone do kategorii "płonące portki". O co chodzi?

- Jest taka rymowanka dla dzieci: "Liar, liar, pants on fire" (w dosłownym tłumaczeniu: "kłamca, kłamca, płonące portki" - przyp. red.)

- tłumaczył nam w trakcie kampanii wyborczej w USA Jon Greenberg z PolitiFact .

Swoje podsumowanie nieprawdziwych bądź wprowadzających w błąd stwierdzeń przywódcy USA kilka dni temu przygotował również "Washington Post". W 355 dni wypowiedział ich 2000. Słownie: dwa tysiące . Jak brzmiało dwutysięczne? Nie było zaskoczeniem. Trump po raz kolejny stwierdził, że "może w ciągu roku wybudować mur na granicy z Meksykiem, taniej, niż inni utrzymują". Otóż nie może. Koszt budowy muru został wyceniony na ponad 25 miliardów dolarów, a czas niezbędny do budowy to kilka lat.

Na realizację wszystkich obietnic wyborczych Trump ma jeszcze trzy lata. Jeśli, oczywiście, nie będzie impeachmentu. Wówczas amerykańskie media oszaleją. Jedne z radości, inne z wściekłości, wszystkie - z rosnących słupków oglądalności i czytalności. Show musi trwać. I trwać będzie, dopóki jego gwiazda zasiada w Białym Domu.

Zobacz wideo
Donald Trump (fot. Manuel Balce Ceneta / AP Photo)

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz i redaktor magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU