Świat
Donald Trump, Michael Flynn i Steve Bannon (fot. Alex Brandon/AP)
Donald Trump, Michael Flynn i Steve Bannon (fot. Alex Brandon/AP)

Minęły zaledwie trzy dni 2018 roku, a w USA ruszyło polityczne polowanie z nagonką. Kto jest myśliwym? Kto będzie zwierzyną? Kto następny zostanie oskarżony w śledztwie ws. wpływów rosyjskich? - pyta amerykański "Newsweek" i wskazuje dwa potencjalne nazwiska: Mike Pence i Donald Trump Junior.

Donald Trump (fot. Carolyn Kaster/AP Photo)

Trudno o mocniejszy strzał z armaty niż ten wymierzony w wiceprezydenta USA i syna samego prezydenta. Jeśli usłyszą zarzuty, dołączą do ekipy grubych ryb, w której są m.in. były szef kampanii Trumpa Paul Manafort, w przeszłości lobbysta polityczny kremlowskiej pacynki na Ukrainie - jej byłego prezydenta Wiktora Janukowycza, totumfacki Manaforta Rick Gates, kampanijny doradca Trumpa ds. polityki zagranicznej George Papadopoulos.

I niejaki Michael Flynn.

Oczy i uszy amerykańskiej prasy i wymiaru sprawiedliwości skierowały się na Michaela Flynna, gdy na jaw wyszło pewne zdjęcie. Flynn został sfotografowany na raucie z okazji 10. rocznicy powstania telewizji RT (dawnej Russia Today). Siedział przy głównym stole z Władimirem Putinem. Problem w tym, że Michael Flynn jeszcze kilka miesięcy wcześniej był szefem Defense Intelligence Agency, jednej z agend bezpieczeństwa narodowego USA.

Michael Flynn przez kilka dziesięcioleci swojej kariery publicznej pokazał światu dwie twarze.

Wołający na puszczy

Pierwsza to twarz amerykańskiego patrioty i wzorowego pracownika wywiadu wojskowego. Urodzony jako jedno z dziewięciorga dzieci rodziny irlandzkich imigrantów Flynn przez 33 lata służył w armii

Donald Trump (fot. Evan Vucci/AP Photo)

USA, gdzie grał kluczowe role m.in. w tworzeniu amerykańskiej strategii antyterrorystycznej i rozbrajaniu siatek rebelianckich w Afganistanie i Iraku. Powierzano mu ważne misje wywiadowcze, był szefem wywiadu Połączonego Dowództwa Operacji Specjalnych, w historii służby ma misje wywiadowcze w Iraku i Afganistanie. 17 kwietnia 2012 r. prezydent Barack Obama mianował go 18. dyrektorem Narodowej Agencji Obrony (DIA). W tym jednak momencie szczęśliwa gwiazda Michaela Flynna, zamiast rozbłysnąć mocniej, zgasła.

30 kwietnia 2014 r., ponad rok przed końcem kadencji, Flynn odszedł z DIA. Jak twierdził w późniejszych wywiadach , został zmuszony do odejścia, bo w sprawie zagrożenia Ameryki islamskim terroryzmem jego głos był głosem wołającego na puszczy. Flynn uważał, że zagrożenie owo w 2014 r. wcale nie było mniejsze niż w czasie zamachów 11 września 2001 r. Ta konstatacja była bardzo nie na rękę administracji Obamy, budującej wizerunek prezydenta jako skutecznego w walce z terroryzmem, czego kulminacją było wytropienie, osaczenie i zabicie Osamy bin Ladena.

Ale jest też wersja z drugiej strony - mail byłego republikańskiego (!) sekretarza obrony Colina Powella, który wyciekł do sieci , oraz tekst "New York Timesa". Pokazują one Flynna jako człowieka, który popadał w konflikty z przełożonymi co do przyszłości agencji DIA, rządził chaotycznie i źle traktował podwładnych.

Druga twarz

Po odejściu z wojska ujawniła się bowiem druga twarz Michaela Flynna. Były wojskowy założył firmę zajmującą się białym wywiadem i lobbingiem dla korporacji i rządów innych państw. Jak na tak doświadczonego pracownika wywiadu bardzo swobodnie podchodził do kwestii pochodzenia pieniędzy, które dostawał za swoje usługi. Były to m.in. pieniądze linii lotniczych Wołga-Dniepr i amerykańskiego oddziału rosyjskiego potentata antywirusowego Kaspersky Lab. A jego komentarz w uważnie czytanym w Waszyngtonie portalu The Hill , wzywający USA do poparcia autorytarnego rządu prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, zbiegł się w czasie z otrzymaniem przez przedsiębiorstwo Flynna funduszy od firmy powiązanej z tureckim rządem .

To, że 15 października 2015 r. Flynn uczestniczył w galowym przyjęciu w Moskwie, organizowanym przez telewizję RT (dawniej Russia Today), anglojęzyczną stację rosyjską kontrolowaną przez Kreml, nie jest specjalnie dziwne, ponieważ pojawiał się na jej antenie jako analityk. Dziwne jest za to, że siedział tuż obok Władimira Putina. A rosyjski prezydent, pytany o relację z byłym amerykańskim wojskowym, stwierdził, że prawie z nim nie rozmawiał . A teraz spójrzmy na to zdjęcie:

2015 r., Michael Flynn ściska dłoń Władimira Putina na przyjęciu w Moskwie (fot. AP)

Skompromitowany, ale pod ochroną?

Podczas tzw. "transition period" , czyli okresu, gdy nowa administracja zwycięskiego prezydenta jest wprowadzana w tajniki operacji rządowych przez odchodzących urzędników poprzedniej opcji, Barack Obama odradzał Donaldowi Trumpowi zatrudnianie Flynna na wysokich rządowych stanowiskach. Trump nie posłuchał - i z pewnością teraz żałuje.

18 listopada 2016 r. zaproponował Flynnowi fotel szefa Narodowej Agencji Bezpieczeństwa. Po inauguracji prezydentury w styczniu 2017 r. potwierdził tę nominację. 24 stycznia 2017 r. FBI przesłuchało Flynna na okoliczność jego kontaktów z Rosjanami. 8 maja, już po jego dymisji i związanej z nią wizerunkowej katastrofie Białego Domu, ówczesna p.o. prokuratora generalnego USA Sally Yates zeznała przed podkomisją ds. przestępczości i terroryzmu Senatu USA, że Flynn jest "skompromitowany" i może być podatny na rosyjski szantaż.

13 lutego były wojskowy musiał zrezygnować z funkcji doradcy ds. bezpieczeństwa. Jednak, choć Donald Trump poświęcił Flynna po 24 dniach na stanowisku, według notatek ówczesnego dyrektora FBI Jamesa Comeya w dniu odwołania prezydent w rozmowie z nim wyraził "nadzieję", iż dyrektor jest w stanie "odpuścić" śledztwo w sprawie powiązań Flynna . Trump oczywiście wściekle zaprzeczał , ale to po rewelacjach Comeya potencjalny impeachment (odwołanie z urzędu) Trumpa przeszedł w USA z kategorii political fiction do political reality.

Kłamał "świadomie" i "z własnej woli"

Dalszy rozwój wydarzeń zależy od tego, co wie i co powie Flynn. 1 grudnia były narodowy doradca ds. bezpieczeństwa USA poszedł na współpracę z FBI . Przyznał, że okłamał agentów federalnych w sprawie charakteru swoich kontaktów z Rosjanami, a dokładnie z ambasadorem Rosji w USA Siergiejem Kisliakiem. W dodatku rozmawiał z nim w dzień ogłoszenia nowych sankcji USA wobec Rosji , gdy sam był już doradcą prezydenta elekta Trumpa. Przyznał, że "świadomie" i "z własnej woli" w rozmowach z FBI wygłosił stwierdzenia "fałszywe, fikcyjne i niezgodne z prawdą" . Czy i ile o jego kontaktach - i kłamstwach - wiedzieli Donald Trump i Mike Pence, i co z tą wiedzą zrobili?

Nie ma chyba człowieka, który bardziej chciałby usłyszeć wreszcie odpowiedź na te pytania niż Robert Mueller, szanowany Republikanin, doświadczony prawnik i urzędnik najdłużej od czasów J. Edgara Hoovera sprawujący funkcję dyrektora FBI (mianowany przez George'a W. Busha), a teraz specjalny rządowy (tak!) śledczy badający sprawę mieszania się Rosji w amerykańską politykę i zwycięską kampanię Trumpa .

Fot. J. Scott Applewhite / AP PhRobert Mueller (fot.J. Scott Applewhite / AP Photo)oto

Miarą żywotności amerykańskiej demokracji jest to, że Trump, choć mógł, na razie tego nie zrobił. Zamiast tego, jak donoszą amerykańskie media, jego ekipa chce zdyskredytować Michaela Flynna i pokazać go jako niewiarygodnego kłamcę . "W końcu sam przyznał, że kłamał wobec FBI" - cytuje osobę związaną z kształtowaniem strategii Białego Domu "Washington Post" . A skoro kłamał wtedy, to dlaczego wierzyć mu teraz? - oto klucz do planowanej w Białym Domu retoryki. Czy to wystarczy?

Według tej samej gazety, powołującej się na źródła bliskie śledztwu w sprawie wątku rosyjskiego , jest mało prawdopodobne, by zeznania i dowody dostarczone przez Flynna ujawniły i udowodniły spisek Trumpa lub jego najbliższych współpracowników z Rosją, mający na celu pokonanie Hillary Clinton. Otwarte pozostaje pytanie, czy i dlaczego Trump rzeczywiście się tych zeznań boi.

Donald Trump (fot. Evan Vucci/AP Photo)

Sezon polowań

Jeśli jednak nie, to najwyraźniej nie wie, co robić. Flynn ma oficjalnie postawione zarzuty. Gdyby Trump zachował się jak zwykle, czyli impulsywnie i nie bacząc na konsekwencje, po prostu ułaskawiłby Michaela Flynna prezydenckim dekretem. Ułaskawiony Flynn nie musiałby już iść na współpracę z Robertem Muellerem. Ale prezydent USA zapowiedział, że "na razie" nie będzie dyskutował o ewentualnym ułaskawieniu . Trump mógłby też zrobić to, co bardzo lubi - powiedzieć "you're fired!" (ang. "jesteś zwolniony!") Robertowi Muellerowi. Tak, mógłby. Mueller prowadzi przecież śledztwo z polecenia departamentu obrony. Czyli rządu Trumpa! Może zostać odwołany i odsunięty od potencjalnie groźnego dla Białego Domu śledztwa przez samego... prezydenta.

Ale Trump tego nie robi i raczej nie zrobi. Najwyraźniej USA to nie Polska, gdzie prezydent ułaskawia kolegę z partii niezgodnie z prawem , bo może to zrobić tylko po prawomocnym wyroku. Amerykańska demokracja, mimo nieustannych kryzysów generowanych przez nieobliczalny Biały Dom, najwyraźniej działa sprawnie, mimo tego, że w białym budynku przy 1600 Pennsylvania Avenue zamieszkał ktoś taki, jak Donald Trump.

Jak długo to jednak potrwa? Kilkanaście godzin temu amerykańskie media ujawniły słowa byłego zaufanego doradcy prezydenta, znanego prawicowego dziennikarza Steve'a Bannona, który niedawno z hukiem wyleciał po siedmiu miesiącach pracy dla Trumpa jako główny strateg Białego Domu. Bannon, cytowany w książce "Ogień i wściekłość" Michaela Wolffa , określił opisywane przez liczne amerykańskie media spotkanie szefa kampanii - Manaforta, zięcia Trumpa - Jareda Kushnera i jego syna - Donalda Juniora z prawdopodobnie powiązaną z Kremlem prawniczką Natalią Weselnicką jako "zdradzieckie" i "niepatriotyczne" .

Jared Kushner i Ivanka (fot. Evan Vucci/AP Photo)

W Waszyngtonie się zagotowało. Na kilkanaście dni przed pierwszą rocznicą prezydentury Donalda Trumpa w amerykańskiej polityce został otwarty sezon polowań. Do prezydenta powinno zacząć docierać, że nie on będzie myśliwym.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

Zobacz wideo

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku