Świat
Oskar Groening, były SS-man, 'księgowy z Auschwitz' (fot. Tobias Schwarz/AP)
Oskar Groening, były SS-man, 'księgowy z Auschwitz' (fot. Tobias Schwarz/AP)

Siwiuteńki, sędziwy Oskar Gröning to były esesman, uznany za współwinnego zamordowania co najmniej 300 tys. osób. Podczas procesu przyznał, że służył w obozie Auschwitz-Birkenau, gdzie odpowiadał za selekcję rzeczy i pieniędzy odebranych ofiarom - i okazał skruchę. W lipcu 2015 sąd w Lüneburgu skazał go na cztery lata więzienia, we wrześniu 2016 r orzeczenie się uprawomocniło, ale aż do wczoraj oprawca cieszył się wolnością.

29.11.2017 r. Wyższy Sąd Krajowy w Celle w Niemczech orzekł, że starzec jest zdolny do odbycia kary i skierowanie go do więzienia nie narusza jego praw podstawowych. Ta decyzja oznacza, że przełomowy dla niemieckiego prawa wyrok z 2015 r. zostanie wykonany. Obrona usiłowała to wykonanie zablokować. Powód? Oczywiście wiek i stan zdrowia oskarżonego.

Obrońcy twierdzili, że Gröning nie przeżyje więzienia. Ale wygląda na to, że czas bezkarności byłych funkcjonariuszy hitlerowskiego reżimu przed niemieckimi sądami się skończył. Sąd podkreślił, że szczególne potrzeby 96-latka mogą zostać uwzględnione także w zakładzie karnym.

"Obowiązkiem państwa jest zapewnienie bezpieczeństwa jego obywateli i ochrona ich zaufania do państwowych instytucji" - napisano w orzeczeniu. Co więcej, dawny zbrodniarz ma ponieść koszty procesu - kilkaset tysięcy euro.

Oskar Groening wysłuchuje wyroku skazującego go na więzienie, 15.07.2015 (fot. Axel Heimken/AP)

Zwrot po procesie Demjaniuka

W 2011 roku nastąpił w Niemczech zwrot w orzecznictwie ws. nazistowskich zbrodniarzy. Monachijski Sąd Krajowy skazał Johna Demjaniuka, byłego strażnika obozu zagłady w Sobiborze, na 5 lat za pomoc w morderstwie co najmniej 28 tys. osób . Jego indywidualnej winy nie trzeba było udowadniać - wystarczyło, że pracował jako strażnik w obozie. Wyrok ten umożliwił wdrażanie nowych postępowań.

- Ścigani mają po 90, 100 lat, ale to nie zmienia ich z morderców w dżentelmenów. [...] Ci ludzie nie mieli żadnego współczucia dla swoich ofiar. [...] Niech się pan nie da zwieść siwej głowie, bladości i słabości. Niech pan pomyśli o kimś, kto w wiośnie swojego życia, gdy był silny i zdrowy, spędzał czas, mordując masowo ludzi

- komentował wówczas dla Gazeta.pl dr Efraim Zuroff , dyrektor ścigającego nazistów po całym świecie biura Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie.

Wyrok na Gröninga pochwaliła gremialnie niemiecka prasa. Oto po raz pierwszy w historii RFN sąd najwyższej instancji potwierdził wyrok w sprawie o pomoc w ludobójstwie. Decyzja Trybunału Federalnego oznacza, zdaniem ekspertów, rewizję dotychczasowego orzecznictwa otwierając możliwość ścigania ostatnich jeszcze żyjących sprawców. 

W dzienniku "Frankfurter Rundschau" czytamy: 

"Uprawomocnieniem tego wyroku niemieckie sądownictwo po ponad półwieczu uznało, że także strażnicy i inni pomocnicy nazistowskiego reżimu byli częścią aparatu śmierci> a tym samym mieli bezpośredni związek ze zorganizowanym aparatem zabijania> w obozach zagłady. Opóźnienie to jest skandalem. Trudno przyjąć, by skazania doczekało jeszcze tych niewielu pomocników, których by to dotyczyło. Równie mało prawdopodobnym jest, by ze względu na wiek, ktoś z nich miał odbyć jeszcze karę więzienia".

"Rhein-Neckar-Zeitung" podkreślił m.in. , że z ponad 6 tys. esesmanów w Auschwitz skazanych zostało tylko 49. A "Hessische Niedersächsische Allgemeine" podsumowuje:

"Dawno już był czas na definitywne zakończenie chyba najbardziej skandalicznego rozwoju w niemieckim wymiarze sprawiedliwości. Teraz, dopiero teraz, po ponad siedmiu dziesięcioleciach, Trybunał Federalny jako najwyższa instancja orzekł, że w obozach zagłady nazistowskiego reżimu nikt nie był pozbawiony indywidualnej winy. Wyrok dla Gröninga nie pozostawia wątpliwości: każdy, kto znalazł się tam dla reżimu, jest zbrodniarzem nazistowskim, bo wniósł wkład w utrzymanie i funkcjonowanie nazistowskiej fabryki śmierci. Każdy ponosi odpowiedzialność, także wówczas, gdy to nie on uruchamiał strumień gazu i nie przykładał broni do skroni ofiar. Nikt z oprawców służących w hitlerowskich obozach koncentracyjnych nie może już po cichu usunąć się w cień tłumacząc, że spełniał tylko rozkazy>. Nie ma powodu, by nad prawo przedkładać miłosierdzie: dlaczego współczuć ponad dziewięćdziesięciolatkom, którzy pomagali wówczas mordować dzieci, kobiety, mężczyzn i starców, z których niektórzy byli starsi niż dziś sprawcy? Mord i ludobójstwo nie ulegają przedawnieniu, nigdy".

Wsadzenie 96-letniego SS-mana do wiezięnia, szeroko komentowane w niemieckiej prasie, jest tym bardziej istotne, że według najnowszych sondaży tylko 47 proc. niemieckich nastolatków w wieku 14-16 lat wie, czym był Auschwitz-Birkenau - niemieckim nazistowskim obozem zagłady. Skąd tak słaba wiedza? Autorzy raportu - renomowany niemiecki instytut Forsa, który wykonał badanie na zlecenie Fundacji Körbera, wskazuje na mniejszą liczbę lekcji historii w niemieckich szkołach. Wśród starszych uczniów, w wieku 17 lat i więcej, świadomość ta jest większa - ponad 70 proc. wiedziało, czym był ów obóz.

Brama niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau (fot. Jakub Ociepa/AG)

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

embed

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU