Odpocznij
Bogatka (fot. Shutterstock)
Bogatka (fot. Shutterstock)

To ten śmiały ptaszek z białymi polikami i mocnym, czarnym krawatem na neonowo żółtej piersi. Gdyby nie bez powodu tak nazywane bogatki były rzadsze, stałyby się jednymi z ptaków najbardziej pożądanych tak przez fotografów, jak i ptasiarzy i estetów. Na szczęście są całkiem pospolite – od 4,5 do 5,1 miliona par. To najliczniejsze, największe i najbardziej rozpoznawalne z naszych sikor.*

Najłatwiej zobaczyć je zimą, gdy w parach lub małych grupach przeczesują parki i ogrody, szukając czegoś do zjedzenia – i zawsze można na nie liczyć przy karmnikach. Sikorki to główni beneficjenci zimowego dokarmiania. Wiosną i latem też możemy się cieszyć ich kolorową obecnością. Normalnie gnieżdżą się w dziuplach, ale że o te coraz trudniej, zajmują budki lęgowe oraz wszelkie zakamarki, które mogą dziuple zastąpić. Trudno chyba o bardziej pomysłowego ptaka w tym zakresie, ale i większego ryzykanta.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Ekstrawertyk czy introwertyk?**

Gniazda bogatek znajdziemy w szczelinach murów i ścian, pod dachówkami, w wywietrznikach, wentylatorach, w słupkach ogrodzeniowych oraz słupach sygnalizacji świetlnej, w budkach telefonicznych, lampach ulicznych, hydrantach, długo zaparkowanych lub porzuconych maszynach i samochodach, czajnikach, kaloszach i gdzie tylko znajdą odpowiednio dużą szczelinę, pęknięcie, dziurę, a nawet norę. Każde miejsce i każdą okazję warto sprawdzić! Pionierskie, kreatywne podejście do otaczającej rzeczywistości to chyba kluczowe cechy bogatkowego charakteru. Ale nie wszystkie sikorki są tak samo skore do tego, żeby eksperymentować.

Tak jak my, one też różnią się osobowością i temperamentem. Jedne są ekstrawertywne i otwarte na nowe doświadczenia, inne mniej lub bardziej powściągliwe, nieśmiałe i wysoko reaktywne – unikają wyzwań, nieznanych sytuacji, nadmiaru bodźców. To te pierwsze najczęściej odkrywają alternatywne miejsca na gniazda i rozpoznają nieznane wcześniej źródła jedzenia. Gdzie diabeł nie może, tam sikorkę pośle. Przez ich ciekawską i proaktywną naturę w XVII i XVIII wieku bogatki i modraszki trzymano w domach i uczono różnych sztuczek. W końcu zaczęto budować dla nich specjalne labirynty z wymyślnymi zasadzkami, gdzie ptaki mogły za swój błąd zapłacić głową. Gilotynki stały się szczególnie popularne w czasach rewolucji francuskiej. Jedno szczęście, że sikorki szybko się uczą i od metody prób i błędów wolą uczenie się przez wgląd. Co więcej, uczą się od siebie nawzajem, a przydatne informacje i umiejętności przekazują swoim ziomkom. Widziano też, jak używały narzędzi (do wyciągania owadów z inaczej niedostępnych zakamarków kory). Brytyjskie sikorki zdążyły już nawet wyewoluować dłuższe dzioby, żeby było im łatwiej korzystać z bardzo tam popularnych tubowych i siatkowych karmników.

Tak jak my, one też różnią się osobowością i temperamentem (fot. Shutterstock)

Bogatka to prawdziwa pogromczyni owadów. Są okresy, kiedy w ciągu dnia zjada tyle, ile sama waży, czyli około 20 gramów, co przekłada się na 130–200 owadów. Jedna rodzina, mama, tata i kilkoro lub nawet kilkanaścioro rodzeństwa, zjada w sezonie około 75 kilogramów owadów – jakieś 3 miliony sztuk. (Jak wszystkie dziuplaki, sikorki znoszą wiele jaj – nierzadko tuzin, a nawet mendel, czyli 12 albo 15!) Młode ptaki karmione są przede wszystkim gąsienicami. Ich rodzice też je lubią i potrafią w ciągu dnia przeszukać nawet tysiąc drzew, pokonując łącznie sto kilometrów. W jednym z badań sikorki zjadły połowę wszystkich gąsienic, które pojawiły się w monitorowanym sadzie jabłkowym. Mogą nawet przeciągać składanie jaj oraz ich inkubację, byleby tylko zsynchronizować przyjście na świat piskląt z wysypem gąsienic. Te przed podaniem są pozbawiane wnętrzności. Prawdopodobnie ptaki chcą w ten sposób usunąć taninę – cierpki, trudno strawny, a w większych ilościach nawet lekko trujący garbnik, którego pełno jest w liściach, łodygach i łyku, a który odkłada się w ciele pałaszujących je robaków. (Pisklęta przechodzą też krótką fazę, kiedy z jakiegoś powodu są karmione głównie pajęczakami).

Silny dziób pozwala bogatkom nie tylko chwytać i filetować gąsienice, ale też dobierać się do owadów ukrywających się pod korą, w szyszkach, próchnie lub w ziemi, podobnie jak rozłupywać twarde nasiona, a nawet orzechy, które bogatki klinują w zagłębieniach kory lub rozwidleniach gałęzi i rozłupują jak dzięcioły. Z tą różnicą, że sikorce otwarcie orzecha laskowego może zająć blisko 20 minut. Czy ją to zniechęca? Nie.

Czas na polowanie

Co jednak, gdy nadchodzi zima i orzechy się kończą, a owady chowają? Bogatki robią to, co wszystkie prawdziwe drapieżniki – szukają padliny albo… ruszają na polowanie. Głodne i zdesperowane dobierają się do schowanych w dziuplach i piwnicach oraz pogrążonych w zimowym śnie nietoperzy, np. karlików malutkich. (…) Współczesne bogatki wydają się bardziej cywilizowane. Zamiast żerować na słabszych i mniejszych, łączą się z nimi w zimowe stadka i wspólnie koczują po okolicy, ostrzegają się przed niebezpieczeństwem, szukają czegoś do zjedzenia, a na koniec dnia zacisznego noclegu. (Chyba że o czymś nie wiemy…)

Naprawdę niebezpieczne robią się wiosną, kiedy zabiegają o deficytowe miejsca lęgowe. Niejedna modraszka zginęła na gnieździe od uderzenia dziobem w głowę. W walkach o dziuple giną też muchołówki żałobne – tym razem samczyki. I owszem, ich mózgi też się nie zmarnują… Rywalizujące ze sobą na śmierć i życie mniejsze i większe dziuplaki to jeszcze jeden powód, żeby zachować stare drzewa w lasach, parkach i ogrodach. Jeśli jednak już się ich pozbyliśmy, szybko posadźmy nowe. Dziupli w nich za naszego życia raczej się nie doczekamy, ale za kilkanaście lat mogą się stać dobrym łowiskiem dla bogatek i nie tylko.

Silny dziób pozwala bogatkom nie tylko chwytać i filetować gąsienice, ale też dobierać się do owadów ukrywających się pod korą, w szyszkach, próchnie lub w ziemi, podobnie jak rozłupywać twarde nasiona (fot. Shutterstock)

Gdy role się odwracają i sikorka staje się celem, będzie walczyć do samego końca. Jeśli to możliwe, zaczyna od małej maskarady. Na przykład zaskoczona w dziupli samiczka wie, że ma tylko jedną drogę ucieczki, i gdy się zorientuje, że zbliża się do niej wróg, zaczyna syczeć jak żmija. (Dając przy okazji dobry przykład tzw. mimikry batesowskiej). Większość ptaków i ssaków reaguje lękiem na węże i nie zaryzykuje wejścia do ciemnej dziupli (rozpadliny czy nory), z której dochodzi syczenie. Sikorki w swoim repertuarze mają jeszcze kłapanie dziobem, strzelanie z ogona i skrzydeł, przyjmowanie dziwnych póz, wytrzeszczanie oczu i konwulsyjne kręcenie głową. Szokują. To często wystarczy, żeby zniechęcić napastnika. Podobnych technik używają opierzone już, podrośnięte pisklęta. I jak mówią obrączkarze i badacze ptaków, którzy regularnie łapią sikorki, nikt nie dziobie tak jak one! Jeśli na palcach jest jakieś zadrapanie albo skaleczenie, sikorka na pewno to wykorzysta. Ale im też nie jest łatwo. W niektórych rejonach nawet połowa dorosłych może nie doczekać kolejnego sezonu.

Gdzie patrzeć?

Sikorki trzymają się żywych parków i ogrodów, starych alei, sadów, zadrzewień i lasów, najlepiej dojrzałych i z solidnym podszytem. Zimą na pewno przylecą do karmnika.

Czego wyglądać?

Odważnego, pewnego siebie ptaszka z czarną, zachodzącą na oczy czapeczką, wyrazistymi, białymi, czarno obrzeżonymi polikami i mocnym, czarnym krawatem, który ciągnie się przez środek soczyście żółtej piersi i brzuszek aż pod ogon. U samiczek ów krawat jest nieco węższy, i to jest najlepszy sposób, żeby odróżnić je od samczyków. Grzbiet bogatki jest pięknie zielonoszaroniebieski. Ptaki młode, do pierwszego, jesiennego pierzenia, wyglądają jak mocno spłowiałe wersje swoich rodziców.

Gdy role się odwracają i sikorka staje się celem, będzie walczyć do samego końca (fot. Shutterstock)

Czego nasłuchiwać?

Dwusylabowego, trochę monotonnego, za to dźwięcznego, metalicznego pogwizdywania, które przypomina sygnał karetki albo angielskie Tea-cher! Tea-cher! Tea-cher!. Taka prosta melodia, a każda bogatka, a właściwie bogatek, śpiewa ją po swojemu. Do tej pory udało się zarejestrować 240 różnych jej wariacji. Terytorialne wołania sikorek to jeden ze zwiastunów wiosny, który w miastach zaczyna się nieść już pod koniec lutego. Przez cały rok usłyszymy przypominające miniaturową srokę albo grzechotkę "Czeki-Czeki-Czek!", którym bogatki zaznaczają swoją obecność albo okazują zaciekawienie. Zdenerwowane wołają głośno:

"Pink! Pink!". To tylko kilka najczęstszych ich głosów, bo z natury bardzo wokalne i kontaktowe bogatki odzywają się cały czas, na wiele sposobów.

Kiedy?

Cały rok.

(…)

Jak i czy dokarmiać?

Przeciwnicy dokarmiania mówią, że naraża ono ptaki na choroby, a nawet częstsze ataki drapieżników, że faworyzuje gatunki pospolite i synantropijne (czyli takie, które mieszkają po sąsiedzku z nami), że zaburza instynkt wędrowny oraz procesy naturalnej selekcji, zgodnie z którymi przetrwają najlepiej przystosowani, i że w ogóle uzależnia dzikie ptaki od ludzi. Myślę, że jeszcze sto lat temu niektóre z tych tez mogłyby mieć sens, ale nie dzisiaj, nie w erze rozpędzonego antropocenu i całkowitego podporządkowania Ziemi naszym kaprysom. Argumenty te brzmią szczególnie słabo w Polsce, w jednym z najgęściej zaludnionych krajów na najgęściej zaludnionym kontynencie, w którym urbanizacja i dewastacja naturalnych lub półnaturalnych krajobrazów oraz zanik bioróżnorodności postępują w nieznanym dotąd tempie.

Przeciwnicy dokarmiania mówią, że naraża ono ptaki na choroby, a nawet częstsze ataki drapieżników (fot. Shutterstock)

(…)

Czy dokarmiać ptaki? Odkąd pozbawiliśmy je naturalnej przestrzeni i siedlisk, które zaspokajały ich wszystkie potrzeby życiowe, jesteśmy im to winni! Poza tym ptaki łagodzą obyczaje. Obserwowanie ich i kontakt z nimi koją nerwy, poprawiają nastrój i odporność, uczą kreatywności i empatii. To tylko niektóre z długiej listy usług i wartości, które zapewniają nam ptaki. Karmnik za oknem jest lepszy od komputera i telewizora. Potwierdzi to każdy, kto go ma. Zamiast hamletyzować, przejdźmy więc do naprawdę ważnych pytań…

Czym dokarmiać? Najbardziej uniwersalne i dobre niemal na każdą okazję jest tłuste, wysokokaloryczne ziarno słonecznika. Zaspokoi głód tak samo wegetarian, jak i tych, którzy na co dzień wolą białko zwierzęce. Przekonują się do niego nawet ptaki, które normalnie nigdy po słonecznik nie sięgają – na przykład szczygły. Między innymi ze względu na nie najlepsze będzie ziarno łuskane. Delikatne szczygły albo czyże nie poradziłyby sobie z twardymi, zamkniętymi na trzy spusty łupinami. Nawet jeśli nasi goście mają odpowiednie narzędzia przy sobie (słuszny dziób i silne stopy), obróbka niełuskanych nasion zajmuje dużo czasu, a w krótki zimowy dzień czas to życie. Poza tym niektórzy lubią zostawiać po sobie, delikatnie mówiąc, bałagan, a słonecznikowe łupiny mogą być prawdziwym utrapieniem.

Co jeszcze? Wszystko zależy od tego, kogo chcemy u siebie widzieć. Im bardziej urozmaicone będzie karmnikowe menu, tym większy ruch i tym bardziej kolorowo będzie w naszym ogrodzie.

*Fragmenty książki "Zobacz ptaka. Opowieści po drodze" Jacka Karczewskiego. Książka do kupienia w Publio >>>

**Śródtytuły pochodzą od redakcji

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl