Odpocznij
Jazda konna to sport dla wszystkich. Każdy w miarę sprawny amator dość szybko opanuje podstawy jeździectwa (Fot. Shutterstock)
Jazda konna to sport dla wszystkich. Każdy w miarę sprawny amator dość szybko opanuje podstawy jeździectwa (Fot. Shutterstock)

Przed urlopem chciałam sobie kupić toczek w sportowej sieciówce. Zazwyczaj sekcja "jeździectwo" była dobrze zaopatrzona, bez względu na porę roku. Kiedy wpadłam do sklepu na dzień przed wyjazdem, do kupienia od ręki był tylko jeden kask, w dodatku XS, model dziecięcy. A później okazało się, że na jazdę udało mi się dostać wyłącznie dzięki wieloletniej znajomości mojej przyjaciółki z właścicielem stajni.

W 2020 roku sprzedaliśmy ponad 450 tys. artykułów jeździeckich. Rekordy sprzedaży padły po wiosennym lockdownie, a w wakacje – mimo wielu obostrzeń – dobrze sprzedawały się akcesoria jeździeckie głównie kaski, sztyblety [buty do jazdy konnej – przyp. red.], bryczesy dla kobiet i dzieci. Ze sprzętu dla koni najczęściej kupowane są szczotki do pielęgnacji, kantary i czapraki – mówi Klaudia Paszkowska, krajowy lider jeździectwa Decathlon Polska.

W ubiegłym roku sprzedaż artykułów jeździeckich w tej sieci znacząco wzrosła, a zapotrzebowanie na sprzęt do jazdy konnej jest najwyższe od lat. I nie zanosi się na to, żeby 2021 rok miał być pod tym względem gorszy.

Klęska urodzaju

W niewielkiej wsi Dąbrówka na Pomorzu Mariusz Grzywacz ma stajnię Grzywa, a w niej dziewięć koni. Grzywacz przyznaje, że jest z ostatniego sezonu bardzo zadowolony. Choć ma poczucie, że gdzie się nie obejrzy, tam konie. – Niedaleko mojej stajni jest siedem innych, niektóre po 20 koni. I wszędzie tak samo duże obłożenie. Wzrost liczby jazd w porównaniu z 2019 rokiem to około 70 proc. Najwięcej pojawiło się dzieci, ale byli też dorośli, którzy nie lubią siedzieć w domu i szukają aktywności – mówi.

Częścią przyjemności z jeździectwa są wyprawy na koniach w teren - do lasu, nad morze (Fot. Shutterstock)

 – Doszło do tego, że odmawialiśmy jazd ze względu na dobrostan koni i gorsze umiejętności jeźdźców. Osoby, które dopiero uczą się jeździć, walą łydkami w boki konia, inne po nerkach się obijają, jeszcze inne szarpią konia za pysk. Mógłbym zrobić więcej jazd, ale szkoda mi zwierząt – tłumaczy Grzywacz, dodając, że odmawiał także osobom roszczeniowym, wymądrzającym się. – Takim, które wszystko wiedzą najlepiej, nie stosują się do moich poleceń, chcą rządzić w mojej stajni.

W tym momencie może pojawić wam się w głowie myśl, że ktoś tu przesadza, że przecież klient nasz pan. A w ogóle to chyba należy docenić, że dziecko – zwłaszcza otyłe – chce jeździć, a nie je zniechęcać. Nie do końca.

Dr Sue Dyson, światowa ekspertka w leczeniu koni, opublikowała w 2019 roku wyniki pilotażowego badania, którego celem była ocena, jak masa ciała jeźdźca oraz jego umiejętności wpływają na sposób poruszania się konia. Pod jeźdźcem "ciężkim" i "bardzo ciężkim" (ważącym nawet 25 proc. masy zwierzęcia) u wszystkich koni pojawiły się kulawizna lub oznaki poważnego przemęczenia mięśni i kręgosłupa. Nawet zdrowemu koniowi zbyt ciężki jeździec może zaszkodzić, wywołując na przykład przejściową kulawiznę. A dobrostan koni jest równie ważny jak zadowolenie osób, które ich dosiadają.

Coś dla dzieci – i wysiłek, i dyscyplina

Jan Sołtysiak, prezes Polskiego Związku Jeździeckiego, zauważa, że w pandemii w stajniach pojawiło się więcej dzieci. – Rodzice chętnie przywożą synów i córki na jazdy konne, bo dobrze im robi taki kontakt, zwłaszcza w tym świecie oderwanym od dawnej rzeczywistości. Głaskanie, czyszczenie, siodłanie, luzowanie. Konie pozytywnie wpływają na psychikę dzieci – wymagają od najmłodszych pewnej samodyscypliny, uporządkowania – mówi.

Sołtysiaka wcale nie dziwi, że w wakacje nie mogłam kupić kasku, a na jazdę trudno się było zapisać. – Ośrodki jazdy konnej wokół miejsc wakacyjnych były obłożone. Godzina jazdy konnej kosztuje tyle co lekcja korepetycji z angielskiego – między 40 a 100 zł. Cena wzrasta, kiedy zaczynamy uprawiać jeździectwo profesjonalnie – opłaty za start w zawodach, za hotel, wpisowe – ale to jest wspólne dla wszystkich dyscyplin sportowych na pewnym poziomie. Jeździectwo uprawiane amatorsko nie jest tak drogie – twierdzi prezes PZJ.

Zdaniem specjalistów od jeździectwa konie inaczej traktują małe dzieci - są dla nich łagodniejsze i bardziej spokojne (Fot. Shutterstock)

Premiery, ale i powroty po latach

Mariusz Grzywacz mówi, że dorośli, którzy dopiero zaczynają jeździć, czują powagę sytuacji: że to koń, wielkie, ale płochliwe zwierzę, że może się potknąć, jeździec może spaść. – To środek lokomocji, który myśli za kierowcę – tłumaczy właściciel stajni. I dodaje, że strachu nie czują dzieci:

Tak jak na nartach jadą na krechę bez lęku, tak i tu nie myślą o konsekwencjach. Młodsza klientela ma więcej luzu, dorośli są rozsądniejsi.

A jak na to reagują zwierzęta? – Moje konie, jak czują, że siedzi na nich dziecko, to zachowują się inaczej, spokojniej – twierdzi Grzywacz.

Dla Julii, która już od dawna dzieckiem nie jest, jazda konna to aktywność wymarzona od dzieciństwa, ale realizowana dopiero od jakiegoś czasu. – Jako dziecko rozkładałam sobie deskę do prasowania, układałam na niej stos poduch, który obwiązywałam sznurkiem, robiłam uzdę ze smyczy dla psa, strzemiona z pasków taty, podstawiałam krzesło i siadałam na tej konstrukcji. Potrafiłam bawić się w ten sposób godzinami – wspomina Julka.

Dzieci na kucykach (Fot. Shutterstock)

30 lat temu próby zamiany deski do prasowania na żywego konia kończyły się fiaskiem. – To były czasy, kiedy masztalerz na gazie mówił: "tu masz ogłowie, tam leżą siodła, przygotuj sobie Styksa na jazdę". Nikt mnie nie uczył techniki, komunikacji z koniem, sadzali mnie w siodle i patrzyli, czy się utrzymuję. Jeśli się utrzymywałam, to jechaliśmy w teren. Jak nie – to trudno. Ewentualnie instruktor pytał, czy "galopuję z góry" – opowiada Julia.

Efekt: upadek z konia, szpital, punkcja i noga w usztywnieniu przez kilka tygodni. Na długie lata Julia odstawiła jazdę konną, ale marzenie pozostało.

Maria, także dojrzała amazonka, jeździć rekreacyjnie zaczęła rok temu, wiosną. – Bez sportu nie żyję, muszę coś robić – tłumaczy. – Jak w kwietniu 2020 roku zamknięto mi lasy, umówiłam się na jazdy konne i wsiąkłam. Do tej pory, kiedy zbliża się godzina 16 w sobotę, czuję lęk podszyty ekscytacją. Za każdym razem, idąc w stronę stajni, mam tremę. Konie to żywe istoty, mają swoje fumy, sympatie, antypatie. Poza tym to ogromne, ciężkie i silne zwierzęta. Jak mi klacz niechcący nadepnęła na stopę, to krwiak na paznokciu po ośmiu miesiącach wciąż jest – śmieje się.

Maria opowiada, że w stajni, w której jeździ, są same klacze. – Patrzę na nie jak na ludzi w korporacji: są stare wygi, które tylko markują robotę, są młode ambitne, które pracują jak złoto, są złośliwe koleżanki, które kopią i gryzą. Czasem kładą uszy po sobie i w boksie na widok siodła odwracają się demonstracyjnie zadem. Mam do koni ogromny respekt podszyty wielką sympatią i wymieszany z rozbawieniem. Jestem małomówna, a do koni trajkoczę jak najęta, w ogóle w stajni jestem nakręcona, czujna, uważna – opowiada o swoich emocjach Maria.

Konie mają swoje sympatie i antypatie, fumy, humory, przyzwyczajenia. (Fot. Shutterstock)

Jak pisze w książce "Konie. Pasja od pokoleń" Karolina Ferenstein-Kraśko: Te zwierzęta mają ogromny wpływ na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne. Wyzwalają emocje, od strachu po miłość. Uczą wrażliwości i opiekuńczości, ale także stanowczości i podejmowania szybkich decyzji. Motywują do działania, uczą pokonywać słabości i skłaniają do zmagania się z przeciwnościami losu.

Jeździectwo, tenis, golf, kajakarstwo

Siłownie zamknięte, niebo w kolorze szmaty, smog w miastach, koronawirus na każdym kroku. Bycie aktywnym fizycznie w czasie pandemii do najłatwiejszych nie należy. – Uprawianie jeździectwa jest przy dzisiejszym reżimie sanitarnym bardzo bezpieczne – uważa Jan Sołtysiak. – Przeciętna ujeżdżalnia zewnętrzna ma cztery tysiące metrów kwadratowych, czyli nawet jeśli ćwiczy 10 koni jednocześnie, to mamy 400 metrów kwadratowych na jednego jeźdźca. Hale jeździeckie mają między dwa a cztery tysiące metrów. Obiekty jeździeckie – poza nielicznymi wyjątkami – nie są ogrzewane, są przewiewne, w stajni boksy mają szerokość trzech metrów – wylicza.

Inne równie bezpieczne w obecnych czasach dyscypliny sportowe to tenis, kajakarstwo, golf. – Z tą różnicą, że w tenisa pogramy i na koniach pojeździmy cały rok – wiosną, latem i jesienią po łąkach i lasach, zimą, jak zamarzną parkury, w zamkniętych halach – dodaje prezes PZJ.

W stajni jest zazwyczaj chłodno i przewiewnie. Nie ma w nich tłoku i łatwo zachować dystans społeczny (Fot. Shutterstock)

I jeszcze jedno: by jeździć konno, nie trzeba mieć magicznych umiejętności, wybitnej sprawności, określonego wieku. Karolina Ferenstein-Kraśko pisze, że siedmiolatek pod opieką instruktora poradzi sobie ze spokojnym kucem i może zacząć naukę samodzielnego kierowania koniem. Ośmioletnie dzieci uczą się kłusować, a nawet galopować. Współwłaścicielka stadniny w Gałkowie uważa, że w jeździectwie bardzo ważna jest cierpliwość, bo tutaj nic nie przychodzi od razu. Ale jej zdaniem 90 proc. średnio sprawnych osób do czterdziestki po dwóch tygodniach codziennych kilkugodzinnych treningów jest w stanie samodzielnie galopować.

Efekty nauki widać błyskawicznie. Co więcej, zdarza się, że debiutant robi postępy trzy razy szybciej niż osoby jeżdżące od wielu lat, ale powielające złe nawyki. Każdy może z konia spaść, koń może zrzucić, może bryknąć, ponieść. Sama zaliczyłam wszystkie cztery ewentualności. Złe doświadczenia mogą jeźdźca zblokować, nawet na dziesiątki lat, tak jak Julię.

Przygotowanie konia do jazdy to czyszczenie go, zakładanie ogłowia i siodła. Taki kontakt uspokaja i relaksuje (Fot. Shutterstock)

Jeździectwo jest urazowe, owszem, ale na pewno mniej tu kontuzji niż w innych sportach wyczynowych, w których zrywa się więzadła, łamie ręce – mówi prezes PZJ. – Nie powie mi pani, że nie ma kolegów po czterdziestce, którzy po treningach piłki nożnej kończyli na stole operacyjnym. Jeśli w jeździectwie rekreacyjnym dochodzi do wypadków, to przez niechlujstwo po stronie pracowników stajni i brak odpowiedniej opieki. Na koniach jeżdżą dzieci, drobne dziewczyny, ważące po pięćdziesiąt kilo, i radzą sobie wyśmienicie – podkreśla Jan Sołtysiak.

Płeć zdaniem Karoliny Ferenstein-Kraśko nie ma w jeździectwie znaczenia. Pisze: Mężczyźni są na pewno szybsi, bardziej sprawni, silniejsi fizycznie. Ale w jeździectwie liczy się w równym stopniu technika, empatia, opanowanie, porozumienie ze zwierzęciem.

Jeździectwo na bogato

Można jeździć w wytartych legginsach i kasku po starszej siostrze, a można ulec wrażeniu, że to sport wyłącznie dla bogaczy. Mariusz Grzywacz zna stajnie, w których liczy się przede wszystkim to, kto jak jest ubrany i czym przyjechał.

Kapelusze, kreacje, znane twarze - to tylko jeden z elementów otoczki związanej z jeździectwem (Fot. Arkadiusz Stankiewicz/Agencja Gazeta) , Spotkania podczas imprez w stajni w Gałkowie to zawsze duże wydarzenia towarzyskie (Fot. Arkadiusz Stankiewicz/Agencja Gazeta) , Goście Gałkowo Masters 2018 w stadninie koni Karoliny Ferenstein-Kraśko (Fot. Arkadiusz Stankiewicz/Agencja Gazeta)

Jan Sołtysiak potwierdza, że gale, hubertusy, zdjęcia gwiazd we wspaniałych kapeluszach i długich sukniach od projektantów mogą onieśmielać. I sprawiać wrażenie, że jeździectwo jest elitarne, bardzo drogie i ekskluzywne. – Nie odpowiadam za to, jak w pismach dla kobiet pokazywany jest ten sport. Zamożnych rodziców stać na zakup konia dla dziecka i utrzymanie go w stajni. Ale jeśli 14-latka z uciułanym kieszonkowym będzie chciała nauczyć się jeździć konno, to znajdzie sposób, by za pracę przy koniach, pomaganie w stajni, dostać w rewanżu lekcje i najeździć się do woli – twierdzi.

Jan Sołtysiak chciałby, żeby w Polsce jeździło konno tyle osób co w Holandii, w której co siódmy mieszkaniec żyje z koni. Na razie, jak twierdzi, "dynamika wzrostu zainteresowania jest u nas duża". 

Wiele osób, które do mnie przychodzą na jazdy, mówi, że w 2020 roku zmieniło tok myślenia. Chcą zwolnić, żyć chwilą, obcować z naturą, odkleić się od rzeczywistości. Na koniu w terenie to się udaje – twierdzi Mariusz Grzywacz.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda, a od niedawna kierowcy F1 Daniela Ricciardo.