Odpocznij
Rumiane naleśniki z kremem twarogowym, skórką pomarańczową i różą (fot. Materiały prasowe)
Rumiane naleśniki z kremem twarogowym, skórką pomarańczową i różą (fot. Materiały prasowe)

Śniadanie to mój ulubiony posiłek w ciągu dnia, ale nie zawsze tak było. W dzieciństwie mieliśmy dość skomplikowaną relację. Zdecydowanie nie mogę powiedzieć, że byłem niejadkiem, ale codzienne śniadania były udręką. Rodzice pilnowali, abym nie wyszedł z domu głodny, więc budzili mnie o morderczych godzinach, wcześniej, niż normalnie by było trzeba, bo spędzałem wieki nad talerzem, nie mogąc wcisnąć w siebie czegokolwiek.*

Jednak kiedy przychodziły weekendy wraz leniwymi śniadaniami, sytuacja diametralnie się zmieniała. Nikt się nie spieszył, a jedzenie nagle zaczynało smakować lepiej. Pojawiały się najróżniejsze rodzaje pieczywa grubo posmarowanego masłem, słodkie owoce i jędrne warzywa, twaróg i jajka ze wsi przyrządzane na miękko lub jako kremowa jajecznica. Aksamitne kaszki manny z sosem malinowym, złociste tosty francuskie nazywane w tamtym czasie chlebem w jajku, puszyste omlety obsmarowane czekoladą. Placki twarogowe, rumiane racuszki i kanapki uginające się od obfitości przykrywających je składników. Kiedy trochę podrosłem, zdałem sobie sprawę, że nie cieszy mnie jedzenie z przymusu, obowiązku czy fizjologicznej potrzeby. Radość daje mi celebracja smaku, wspólnych posiłków i rozmów im towarzyszących.

W Polsce mamy do tego predyspozycje - tradycyjnie do stołu zasiadamy już od rana. W przeciwieństwie do zwyczajów panujących w krajach romańskich - Francji, Włoszech czy Hiszpanii - gdzie śniadanie jada się w przelocie i raczej symbolicznie zanurza croissanta bądź cornetto w kawie, nad Wisłą pierwszy posiłek musi być solidny i sycący. Polskie śniadaniowe zwyczaje budziły niedowierzanie mojej francuskiej przyjaciółki, z którą kiedyś dzieliłem mieszkanie. "Jesz jajka na śniadanie?" - pytała zszokowana Ma?lys. "C'est bizarre! To jak mój lunch!" Trochę mi zajęło, aby zainteresować ją porannym weekendowym ucztowaniem, tak odmiennym od jej utartego zwyczaju: kawa, papieros, jogurt naturalny. Dźwięk skwierczącego masła i zapach smażonych crepes okazały się kluczami do sukcesu, dzięki nim można przekonać nawet najbardziej oporną Francuzkę na świecie. Następnie naleśniki przepastnie faszerowałem twarogiem wymieszanym z kandyzowaną skórką pomarańczową i wyperfumowanym wodą różaną. Można było zasiadać do stołu.

Istnieje powiedzenie, którego lubię się trzymać: "Śniadanie zjedz jak król, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi" - chociaż stosuję się jedynie do tej pierwszej części.

RUMIANE NALEŚNIKI z kremem twarogowym, skórką pomarańczową i różą

W piątki zawsze były naleśniki. Po szkole. Po całym tygodniu. Nigdy nie mogłem wysiedzieć spokojnie tych ostatnich godzin w szkolnej ławce, myśląc, z czym je zjem. Albo z konfiturą truskawkową babci, albo z kremem czekoladowym, który wtedy wyjadałem ze słoika na potęgę, albo nafaszerowane serem i owocami. Brałem ze sobą przyjaciół, a tata smażył nieprzebrane ilości. I chyba odziedziczyłem to właśnie po nim, bo uwielbiam smażyć naleśniki dla bliskich. To najprostsza, bezsłowna forma okazywania miłości. W końcu trzeba chwilę postać przy rozgrzanej patelni i nawet czasami się podenerwować, jeśli jakiś nie wyjdzie, ale to naprawdę nic przy uśmiechach, które naleśniki potrafią wywołać na twarzach pałaszujących.

Najbardziej lubię naleśniki cienkie, ale jednocześnie puszyste - takie najlepiej smakują odgrzane na maśle następnego dnia (co robię często). Aby uzyskać tę pożądaną konsystencję, dodaję do nich wody gazowanej, nadającej bąbelkowej struktury ciastu. Na weekendowe śniadanie najczęściej serwuję naleśniki nafaszerowane lekkim kremowym twarogiem bajkowo pachnącym różą i skórką pomarańczową.

Zawinięte w rulon dodatkowo zarumieniam na maśle i posypuję płatkami róży. Ten dodatek nie jest obowiązkowy, ale zawsze sprawia, że wszystkim gościom zapiera dech w piersiach. A to tylko naleśniki.

By uzyskać tę pożądaną konsystencję, dodaję do nich wody gazowanej, nadającej bąbelkowej struktury ciastu (fot. Materiały prasowe)

ILE? 6-8 naleśników

CZAS PRZYGOTOWANIA 10 minut

CZAS SMAŻENIA 30 minut

NALEŚNIKI

3/4 szklanki (100 g) mąki pszennej

uniwersalnej

1/4 łyżeczki soli

1/2 łyżeczki cukru

1/2 szklanki (130 ml) mleka

1/2 szklanki (130 ml) wody gazowanej

1 duże jajko

2 łyżki oraz 1 łyżeczka (35 g) masła, roztopionego

1 łyżka (15 g) masła

NADZIENIE

1 i 1/2 szklanki (250 g) twarogu ze sklepu lub domowego

1/2 szklanki (110 g) serka homogenizowanego lub kwaśnej śmietany 18% oraz więcej do podania

2 żółtka

1/4 szklanki (około 50 g) miodu

2 łyżki drobno posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej

1 łyżka wody różanej

szczypta soli

suszone płatki róży

1. Aby przygotować ciasto naleśnikowe, do blendera kielichowego wsyp mąkę, sól, cukier, wlej mleko i wodę, dodaj jajko i 1 łyżeczkę roztopionego masła. Miksuj pulsacyjnie do połączenia składników. Gotowe ciasto odstaw na 15 minut (jeśli masz czas).

2. Na ogniu nieco większym niż średni rozgrzej nieprzywierającą patelnię (o średnicy 23 cm). Posmaruj ją 1 łyżką roztopionego masła. Wlej na patelnię 3-4 łyżki ciasta i poruszając patelnią, rozprowadź je równomiernie po dnie. Smaż naleśnik, aż na powierzchni powstaną bąbelki, a brzegi zrobią się złote i chrupiące - 2-3 minuty. Podważ brzeg naleśnika gumową łopatką, po czym ostrożnie i szybko go odwróć. Smaż, aż po drugiej stronie pojawią się brązowe plamki - mniej więcej minutę. Przełóż na talerz. To samo zrób z resztą ciasta, w razie potrzeby smarując patelnię  roztopionym masłem.

3. Aby przygotować nadzienie, w średniej misce rozgnieć razem twaróg i serek homogenizowany lub śmietanę, aż dokładnie się połączą. Dodaj żółtka, cukier, skórkę z pomarańczy, wodę różaną i sól. Wymieszaj.

4. Ułóż naleśnik na płaskiej powierzchni. Na środku umieść 2 łyżki nadzienia i złóż boki do środka. Zwiń naleśnik, zaczynając od dołu, owijając nadzienie. To samo zrób z pozostałymi naleśnikami i nadzieniem.

5. Na małym ogniu na żeliwnej patelni roztop 1 łyżkę masła. Smaż naleśniki z nadzieniem na złotobrązowy kolor, aż będą chrupkie z obu stron - mniej więcej 2 minuty z każdej strony. Przed podaniem udekoruj płatkami róży.

Wskazówka: Zamiast twarogu możesz użyć ricotty, dzięki której nadzienie będzie bardziej kremowe, ale bez przyjemnie orzeźwiającego posmaku.

GRYCZANE BLINY z kwaśną śmietaną, kaparami i piklowaną czerwoną cebulą

Moim największym śniadaniowym marzeniem jest jadanie codziennie blinów w całym ich feerycznym entourage'u. Jednak na razie nie żyję jak rosyjski oligarcha, więc pozostaje mi traktować je jako danie na specjalne okazje. Jest to rzecz pracochłonna, ale warta każdej cierpliwie wyczekanej minuty.

Gryczane ciasto najpierw rośnie na drożdżach, a potem tuż przed smażeniem mieszane jest z białkami ubitymi na puszystą pianę. Takie podwójne napowietrzanie ciasta skutkuje lekkością blinów, które aż się proszą o towarzystwo bąbelków, finalnie unoszących nas do nieba.

Tradycyjnie bliny podaje się z tłustym kawałkiem wędzonej ryby lub kawiorem, ale ta wersja - z kaparami i słodko-ostrą piklowaną czerwoną cebulą smakującą goździkami i zielem angielskim - wcale nie ustępuje oryginałowi. Jedno pozostaje niezmienne: kwaśna śmietana, bez której nie ma udanych blinów.

Gryczane ciasto najpierw rośnie na drożdżach, a potem tuż przed smażeniem mieszane jest z białkami ubitymi na puszystą pianę (fot. Materiały prasowe)

ILE? około 14 dużych blinów

CZAS PRZYGOTOWANIA 15 minut

CZAS CHŁODZENIA 2 godziny

CZAS WYRASTANIA 1-1 i 1/2 godziny

CZAS SMAŻENIA 15 minut

PIKLOWANA CEBULA

2 średnie czerwone cebule (razem około 300 g) pokrojone w bardzo cienkie plastry

1/4 szklanki (60 ml) octu jabłkowego

1/4 szklanki (około 50 g) miodu

4 ziarna ziela angielskiego

2 goździki

DO PODANIA

kwaśna śmietana 18%

kapary

posiekany świeży koperek

BLINY

1 szklanka (140 g) mąki gryczanej

1 szklanka (130 g) mąki pszennej uniwersalnej

1 opakowanie (7 g) drożdży suszonych

1/2 łyżeczki soli

1/2 łyżeczki cukru

1 szklanka (240 ml) letniego mleka

2 łyżki kwaśnej śmietany 18%

3 łyżki (45 g) masła, roztopionego, oraz więcej do smażenia

3 duże jajka, żółtka oddzielone od białek

1. Aby przygotować piklowaną cebulę, włóż cebulę do wyparzonego słoika. W małym rondlu wymieszaj ocet jabłkowy, cukier, ? szklanki (120 ml) wody, ziele angielskie i goździki. Zagotuj, mieszając, by rozpuścić cukier. Wlej marynatę do słoika, zalewając całą cebulę. Wystudź do temperatury pokojowej, a następnie schłodź w lodówce.

2. Aby przygotować ciasto na bliny, kiedy cebula się chłodzi, w dużej misce wymieszaj mąkę gryczaną, mąkę uniwersalną, drożdże, sól i cukier. Dodaj mleko, śmietanę, masło i żółtka. Mieszaj trzepaczką do uzyskania gładkiej konsystencji.

Przykryj ciasto i odstaw w ciepłe miejsce do czasu, aż podwoi objętość - potrwa to od 1 do 1? godziny.

3. W średniej misce ubij białka na miękką pianę i delikatnie wymieszaj z ciastem.

4. Rozgrzej piekarnik do temperatury 100°C. Na blasze do pieczenia umieść kratkę i włóż do piekarnika.

5. Na dużej nieprzywierającej patelni na średnim ogniu rozprowadź odrobinę roztopionego masła. Wlewaj po dwie łyżki ciasta, formując bliny o średnicy 8 cm i zachowując między nimi spore odstępy. Smaż, aż powstałe na powierzchni bąbelki zaczną pękać - 2-3 minuty. Przewróć bliny i smaż na złotobrązowy kolor z drugiej strony, mniej więcej 2 minuty. Przełóż je na kratkę w piekarniku, by utrzymały temperaturę. To samo zrób z resztą ciasta, w razie potrzeby dodaj więcej masła.

6. Przed podaniem ułóż bliny na półmisku. Na każdy blin nałóż mniej więcej łyżeczkę śmietany. Na wierzch wyłóż piklowaną cebulę i kapary, udekoruj koperkiem.

Wskazówka: Możesz przygotować ciasto wcześniej (do końca kroku 2), przykryć i wstawić do lodówki na 8-12 godzin. Przed smażeniem ogrzej je do temperatury pokojowej.

Piklowaną cebulę można przechowywać w lodówce do 2 tygodni.

*Fragmenty książki "Rozkoszne. Wegetariańska uczta z polskimi smakami" Michała Korkosza

Michał Korkosz, autor książki 'Rozkoszne. Wegetariańska uczta z polskimi smakami' (fot. Karo Ramos)