Odpocznij
Przestrzeń ma nam przede wszystkim dobrze służyć (fot. Michał Lichtański)
Przestrzeń ma nam przede wszystkim dobrze służyć (fot. Michał Lichtański)

Kasia i Michał mieszkają bardzo blisko Rynku Głównego. Mieszkanie, w którym żyją od trzech lat, ma 54 m2, znajduje się w nowym budynku i należy do rodziny Kasi. Zanim oboje się do niego wprowadzili, było wynajmowane, dlatego zastali w nim wiele gotowych rozwiązań, które stopniowo modyfikowali.*

Mieszkanie to salon z kuchnią i sypialnia, wszystkie okna skierowane są w jedną stronę. Większa zmiana, na jaką zdecydowali się gospodarze, to wykucie dodatkowego otworu między sypialnią a salonem. Zniknął kawałek ściany tuż koło okien, co sprawiło, że wszystkie sześć tworzy jedną długą, szklaną ścianę i światło wpada do wszystkich pomieszczeń. Ta zmiana sprawiła też, że w mieszkaniu nie ma ślepych zaułków i można je obejść dookoła. Otwór został wykuty do samego sufitu, nie pozostawiono nadproża, co sprawiło, że połączone pomieszczenia wydają się większe. Do takiego rozwiązania zainspirowały Michała prace szwajcarskiej architektki Elli Mosayebi, która oprócz projektowania zajmuje się badaniem europejskich systemów mieszkaniowych i zachodzących w nich zmian - od roku 1945 po współczesność.

Kasia i Michał są architektami. Wychowywali się w Krakowie, podczas studiów mieszkali również w Niemczech i Holandii. Po powrocie do rodzinnego miasta otworzyli studio projektowe Mleko Living; najpierw zajmowali się produkcją ceramiki, a obecnie projektują meble. Ich najnowszy projekt to regał złożony z modułów, które można dowolnie zestawiać. Razem z Kasią i Michałem mieszka pies Aalto, nazwany na cześć fińskiego architekta Alvara Aalto, który był jednym z prekursorów skandynawskiego modernizmu. Jedna z jego bardziej znanych wypowiedzi to: "Czuję, że w życiu jest wiele sytuacji, kiedy jego organizacja jest zbyt brutalna. Zadaniem architekta jest nadać życiu bardziej delikatną strukturę".

Kasia i Michał Załuscy (fot. Michał Lichtański)

Co zmieniliście w mieszkaniu, zanim się tu wprowadziliście?

Kasia: Ściany były żółte i fioletowe, przemalowaliśmy je na biało. Przeważały ciemne kolory mebli. To, co zostawiliśmy, to podłoga. Michał ją oczyścił i na nowo zaolejował.

Michał: Zaczęliśmy od rzeczy, które dało się wynieść. Pozbyliśmy się tego, co nie odpowiadało nam estetycznie. Meble, które mamy teraz, to głównie przedmioty przez nas odnowione lub zaprojektowane.

Jaki był pomysł na wnętrze?

K: To jest nasze czwarte wspólne mieszkanie, trzy poprzednie były studenckie, dwa pierwsze w Monachium, a trzecie w Holandii. Kiedy je wspominam, widzę, jak zmieniał nam się sposób myślenia o przestrzeni mieszkalnej. Zawsze wybieraliśmy mieszkania, które były puste, żeby móc je urządzić  po swojemu. Nasze pierwsze lokum było bardzo minimalistyczne, surowe, przeważała czerń i biel. W Holandii stworzyliśmy bardziej przytulne mieszkanie, meble mieliśmy z drugiej ręki. W obecnym mogliśmy pozwolić sobie na więcej, to pierwsze mieszkanie, którego nie wynajmujemy. Pomysł był taki, by korzystać głównie z naturalnych materiałów i jak najwięcej rzeczy zrobić lub zaprojektować samemu.

Salon w mieszkaniu Kasi i Michała (fot. Michał Lichtański)

M: Na przykład stolik kawowy jest zaprojektowany przez nas, wykonał go znajomy kowal, marmur znaleźliśmy w zamykającej się hurtowni kamienia. Zaprojektowaliśmy też biurko i stoliki nocne. Fotele znaleźliśmy na śmietniku przed blokiem mojej babci, miały zieloną tapicerkę i ciemnobrązowe drewno - zmieniłem jego kolor, a tapicer obicie. Kuchenne krzesła pochodzą z mojego rodzinnego domu, zeszlifowałem miodowy lakier i zawoskowałem je na nowo. Regał jako jeden z niewielu mebli jest nowy, to klasyczny szwedzki projekt. Ceramika jest głównie nasza. To między innymi wazon, który zaprojektowaliśmy na kwiaty na własne wesele, i wiele mis.

K: Komoda to duński vintage. Stół w kuchni to pamiątka rodzinna z lat sześćdziesiątych. Dwa obrazy, jeden w salonie, drugi w sypialni, namalował Michał. W salonie wisi też nasz sitodruk i reprodukcja Joana Miró - pamiątka z Barcelony. Chcielibyśmy, żeby mieszkanie nie było przeładowane zbędnymi rzeczami.

Komoda to duński vintage (fot. Michał Lichtański)

Na co radzicie zwracać uwagę przy projektowaniu mieszkania?

K: Na używane materiały. Zdecydowanie lepiej dobierać wszystko sukcesywnie niż kupić dużo przypadkowych rzeczy naraz. Generalnie okazuje się, że mając mniej mebli, mamy mniej przedmiotów, które w nich upychamy. Mniej mebli równa się mniej bałaganu. Staramy się mieć tylko tyle rzeczy, ile używamy na co dzień, wyjątek stanowi ceramika.

(śmiech)

M: Oboje wyznajemy tę zasadę. Lepiej kupować stopniowo droższe meble niż wszystkie jednocześnie, ale gorszej jakości. Rzeczy marnej jakości trzeba częściej wymieniać, dlatego na dłuższą metę jest to droższe rozwiązanie. Dobrze też byłoby nie ulegać chwilowym modom, bo takie rzeczy szybko nam się znudzą.

Jak stwierdzić, czy coś jest jedynie przelotną modą?

M: Istnieje pewien kanon, pewne projekty, które sprawdzają się od lat. Jeśli patrzysz na jakiś mebel i trudno ci stwierdzić, kiedy był zaprojektowany, to znaczy, że będzie wyglądał dobrze również za parę lat.

Lepiej kupować stopniowo droższe meble niż wszystkie jednocześnie, ale gorszej jakości (fot. Michał Lichtański)

K: Wyznacznikiem jest prosty projekt, do którego nie ma potrzeby nic dodawać ani nic od niego ujmować. Materiał musi spełniać swoją funkcję. Lepszy jest stół z litego drewna niż z płyty paździerzowej. Jeśli drewno zarysujemy, możemy zeszlifować górną warstwę i je zaolejować. Jednak wcale nie musimy tego robić, bo uszkodzenia też potrafią dodać uroku. Takie meble mogą być dziedziczone z pokolenia na pokolenie.

Projektujecie przedmioty codziennego użytku. Na co zwracacie uwagę, myśląc o nowym wyzwaniu?

K: Przy projektowaniu wnętrza lub przedmiotu warto pamiętać o różnych zmysłach. Myśleć o tym, jak dany materiał na nas oddziałuje. Na przykład na drewnianym krześle można usiąść komfortowo gołą skórą, z metalowym jest już inaczej. W różnych częściach świata sprawdzają się inne materiały. Na przykład  podłoga z betonu - w naszym klimacie nie byłoby przyjemnie chodzić po niej boso przez cały rok, za to świetnie sprawdzi się na południu Europy, gdzie będzie ochładzać wnętrze. Książki, które pięknie opowiadają o kwestii zmysłów w architekturze, to na przykład "Oczy skóry" Juhaniego Pallasmy lub "Myślenie architekturą" Petera Zumthora.

W domu głównie odpoczywamy. Jak sprawić, by wnętrze nam w tym pomagało?

K: Warto myśleć nie tylko o tym, jak to wnętrze wygląda, ale również o tym, czy jest przytulne. Być może to słowo jest oklepane, ale to ważne, by pamiętać o podstawowych rzeczach, na przykład żeby kanapa była wygodna, żebyśmy siedząc na niej, pod stopami czuli miękki materiał dywanu, aby lampy dawały ciepłe, najlepiej odbite światło. A na koniec pamiętajmy o ważnych drobiazgach, takich jak zieleń, świece, pamiątkowe obrazy czy fotografie, które uczynią wnętrze naszym i niepowtarzalnym.

Przy projektowaniu wnętrza lub przedmiotu warto pamiętać o różnych zmysłach (fot. Michał Lichtański)

M: Podczas studiów spore wrażenie zrobił na mnie szwajcarski projektant Rudolf Olgiati. Projektował domy, które dobrze korespondowały z naturą, ale też dużą wagę przywiązywał do roli, jaką w domu pełni salon. Skupiał się na relacji elementów takich jak kanapa, kominek i widok na zewnątrz. Wykorzystując ją, tworzył atmosferę domu.

Obydwoje myślicie podobnie. Mieszkanie nie musi być ukończonym, perfekcyjnym projektem. Nasza przestrzeń ma nam przede wszystkim dobrze służyć i pozwalać ukoić zmysły.

K: Dobrze opisuje to esej słynnego prekursora modernizmu - Adolfa Loosa - o "przeprojektowanym" domu, pod tytułem "Biedny bogaty człowiek" z 1900 roku. Jego bohaterem jest bogaty człowiek, który zatrudnił najlepszego architekta wnętrz, aby ten urządził mu cały dom od nowa, zgodnie z panującą modą. W nowym domu znalazły się najpiękniejsze meble, najznamienitsza sztuka - wszystko zostało dokładnie przemyślane. Jednak to, co miało być źródłem dumy i radości bohatera, okazało się go unieszczęśliwiać. We własnym domu nie mógł już eksponować rodzinnych pamiątek czy rysunku dziecka, nie mógł chodzić w ulubionych pantoflach, ponieważ te rzeczy nie pasowały do nowego projektu.

M: We wnętrzu, nieważne, czy zaprojektujemy je sami, czy zrobi to dla nas projektant, musimy po prostu czuć się dobrze.

*Fragmenty książki "Odwiedziny. Rozmowy o dizajnie" Aleksandry Koperdy

Autorka książki 'Odwiedziny. Rozmowy o dizajnie' Aleksandra Koperda (fot. Materiały prasowe)