Odpocznij
Zanieczyszczenie światłem to poważny problem, o którym niewiele się mówi (fot. Shutterstock)
Zanieczyszczenie światłem to poważny problem, o którym niewiele się mówi (fot. Shutterstock)

Materiał genetyczny w naszym ciele jest zaprojektowany tak, aby pomóc nam w niebezpieczeństwie - a w przeszłości ciemność, zawrotne wysokości i jadowite pająki były czymś, czego należało się bać. Respekt do nocy był wtedy całkiem praktyczny. Dzięki strachowi przed ciemnością jaskiniowiec nie kręcił się nocami na zewnątrz, co chroniło go przed atakami dzikich zwierząt i innymi niebezpieczeństwami nocy. Lepiej było siedzieć przy ognisku, uspokoić się, zasnąć. Bo kiedy nasz wzrok ulega osłabieniu, tracimy kontrolę i ogląd rzeczywistości, nasze ciało daje sygnał, że musimy być czujni, a inne zmysły, jak węch i słuch, wyostrzają się.*

Dziś lęk przed ciemnością nie jest ważny dla przetrwania, dostał za to własną nazwę: achluofobia to lęk przed ciemnością lub w ciemności. Jeśli lęk przeszkadza w życiu codziennym, można zdiagnozować fobię. Fobia to irracjonalny, intensywny i trwały strach przed zwykłymi sytuacjami, aktywnościami, przedmiotami, zwierzętami lub ludźmi.

Achluofobia to lęk przed ciemnością (fot. Shutterstock)

Profesor psychologii Asle Hoffart wyjaśnia, że achluofobia to przesadny strach przed ciemnością. - Tracisz ogląd rzeczywistości, który masz, gdy jest jasno - mówi. - Ludzie z tą fobią mają poczucie utraty kontroli i narażenia na niebezpieczeństwo. Jeśli ktoś w dodatku zaczyna wyobrażać sobie niebezpieczne rzeczy, które mogą się zdarzyć, strach rośnie.

A kiedy się boimy, zaczyna działać ciało migdałowate. Jest to struktura w mózgu, która pobudza nasz układ współczulny - część autonomicznego układu nerwowego, którym nie możemy świadomie sterować. Uruchamia się on, gdy jesteśmy w niebezpieczeństwie, odpowiada za mobilizację organizmu, by był gotowy radzić sobie z zagrożeniami, sytuacjami kryzysowymi i Bóg wie czym. Następnie hormon adrenalina jest wydzielany do krwi i uruchamia serię reakcji: oddech przyspiesza, serce bije szybciej, pocisz się, mięśnie się rozciągają. Ciało przygotowuje się do ucieczki lub walki. Ponadto mogą wystąpić myśli katastroficzne. (...)

Za dużo światła

Krążą historie o ludziach, którzy oszaleli na Svalbardzie, ale nie w czasie długiej nocy, tylko właśnie wtedy, gdy światło wróciło wiosną. A także latem. Już od 19 kwietnia w Longyearbyen słońce świeci cały dzień. Na początku jest jeszcze nieźle, gdy niemal znika w morzu, maluje niebo na różowo i fioletowo, ale powoli staje się krążącą wysoko po niebie białą jaśniejącą kulą, która wymazuje wszystkie kolory, oświetla wszystko.

To była jedna z pierwszych rzeczy, których się tam nauczyliśmy. Posmarować okna w sypialni płynem do mycia naczyń, przymocować folię aluminiową, aby ograniczyć dostęp do łóżka nieustannego letniego światła. Aby móc spać. Słyszałam też historie z północnej Norwegii o tym, że podczas wojny wiosną i latem, gdy przyszło światło, wielu Niemców wysyłano do domu. Nie mogli znieść wielkiego białego światła. W takim wiecznym świetle i w wielkiej zimowej ciemności nasz rytm dobowy może zostać zakłócony.

Svalbard, Norwegia (fot. Shutterstock)

Choroba afektywna sezonowa była przez długi czas diagnozą wyłącznie psychologiczną: depresją sezonową. Ostatnie badania pokazują, że kwestia ta jest nieco bardziej skomplikowana, ważna jest między innymi "historia światła" danej osoby.

Ale zasadnicza prawda jest jedna: człowiek do efektywnej pracy potrzebuje zarówno światła, jak i ciemności - najlepiej w odpowiednich dawkach. Jakie są więc odpowiednie dawki i jak sztuczne światło działa na ten rytm?

Sztuczne światło

Na początku ludzie palili ogniska i pochodnie. Dziesięć tysięcy lat temu zaczęli palić olej w naczyniach. Przez lata jako paliwa używali zarówno tłuszczu zwierzęcego, jak i roślinnego, a później także nafty. Kaganek był głównym źródłem sztucznego światła aż do momentu, gdy na poważnie zaczęliśmy używać elektryczności. Próbowano również używać gazu jako źródła światła, ale szybko wyparła go elektryczność. Około 1850 roku pojawiła się pierwsza lampa łukowa, która dawała ostre światło i była stosowana głównie w latarniach ulicznych. Następnie pojawiły się lampy z włóknem węglowym, które były lepsze do powszechnego użytku. Wkrótce potem znany amerykański wynalazca Thomas Alva Edison wynalazł lampę żarową, która miała dłuższą trwałość. Rozwinął także sposoby dostarczania elektryczności do domów.

Skien było pierwszym w Norwegii miastem z elektrycznym światłem dostępnym dla zwykłych ludzi. W 1885 roku Hammerfest było pierwszym miastem na świecie ze sztucznym oświetleniem ulic zainstalowanym po pożarze w 1889 roku. Szpital Valen w Sunnhordland był pierwszym szpitalem na Północy, w którym zainstalowano elektryczność w 1910 roku. Pośród budynków publicznych tylko zamek i jeden kościół w Oslo miały elektryczność wcześniej.

Ale dopiero od 1950 roku elektryczność zagościła w większości norweskich domów. Było to ważne święto w kraju ciemnej zimy. Odkąd pamiętam, był to najbardziej omawiany problem. Znaczy to, że zimą mamy za mało światła.

Kiedy pojawiła się żarówka, czas snu uległ skróceniu średnio o półtorej godziny. W 2012 roku zwykłe żarówki zostały zakazane w Unii Europejskiej. Żarówki ledowe zużywają o wiele mniej prądu, nie ma więc co na nich oszczędzać, teraz wszystko jest oświetlone całą dobę, cały rok, wewnątrz i na zewnątrz. W 2017 roku w Norwegii zużyto najwięcej prądu w historii, a problemy ze snem są coraz częstsze.

Longyearbyen, Norwegia (fot. Shutterstock)

W okolicach Longyearbyen w czasie nocy polarnej mogłam dojść do najbliższej góry zarówno nocą, jak i w dzień bez latarki czołowej dzięki bardzo silnie oświetlonemu miastu z jego latarniami ulicznymi. W moim bloku w Oslo nigdy nie jest całkowicie ciemno niezależnie od pory roku.

Kiedy uda mi się oderwać dzieci od ekranów, chętnie znikają w altance. Lubią tam spać. Mimo że nie jest całkowicie ciemno, mimo że nie widzimy Drogi Mlecznej, możemy zobaczyć kilka gwiazd. Tuż przed zaśnięciem widzimy Wielki Wóz nad sąsiednim blokiem. Mój najstarszy syn nazwał jedną z gwiazd swoim imieniem. Każdego ranka dzieci siedzą tam z czerwonymi policzkami nad miską płatków, po tym jak przespały cały hałas z okolicy, szczekanie psów, imprezę w sąsiednim bloku.

W ostatnim roku jednak w sąsiedztwie pojawiło się o wiele więcej światła. Bardzo silne lampy uliczne, które świecą prosto do altany. Gwiazdy są mniej widoczne i im więcej się o tym dowiaduję, tym bardziej niepokoi to moje mamine serce.

Na świecie nie ma już zbyt dużo miejsc wolnych od zanieczyszczenia sztucznym światłem. Zdjęcia satelitarne zrobione przez NASA pokazują, że zanieczyszczenie to zwiększyło się dramatycznie w ostatnich dwudziestu latach. Zanieczyszczenie światłem definiuje się jako niechciane lub przesadne sztuczne światło, a badacze odkrywają coraz więcej jego negatywnych skutków.

W Norwegii niemal wszystkie typy zanieczyszczenia są regulowane prawnie: zarówno zanieczyszczenie powietrza, jak i hałas, to, co można wypuścić do morza, do słodkich wód i do gleby. Zgodnie z paragrafem szóstym, punkt trzeci Ustawy o zanieczyszczeniach światło jest uważane za zanieczyszczenie w takim zakresie, w jakim zadecyduje o tym odpowiedni urząd do spraw zanieczyszczeń. Od 1981 roku, gdy przyjęto ustawę, nie podjęto żadnych działań w tej kwestii - przynajmniej zdaniem norweskiego prawnika Erlinga Fjeldaasa. Walczy on z prawem, które - poza nielicznymi wyjątkami - właściwie każdemu w Norwegii umożliwia dowolne zanieczyszczanie środowiska światłem. W swojej nagrodzonej pracy magisterskiej zajął się norweskim ustawodawstwem w tej dziedzinie i odkrył zarówno zaskakujący brak przepisów, jak i przerażająco niską liczbę przypadków, w których przyznano rację ludziom skarżącym się na uciążliwe światło.

Zdjęcia satelitarne pokazują, że zanieczyszczenie światłem to coraz większy problem (fot. NASA)

W Ustawie o projektowaniu i budownictwie oraz w rozporządzeniu dotyczącym techniki budowlanej nie zawarto żadnych wymogów uzyskania pozwoleń, które dotyczyłyby bezpośrednio światła. Wiele gmin rozumie to błędnie jako brak konieczności uzyskania pozwolenia na budowę słupów oświetleniowych.

Kiedy zainstalowano trzy ogromne reflektory oświetlające stok w Rjukan, jedna z sąsiadek poskarżyła się na odbite światło padające na jej działkę. Przedstawiła sprawę jako "naruszenie jej spokoju psychicznego wywołane przez to przedsięwzięcie, a także przez to, że nie miała możliwości wypowiedzieć się w kwestii, która ma tak ogromny wpływ na jej życie i zdrowie psychiczne".

Fylkesmann Telemarku uważał, że reflektory nie wymagały pozwolenia. Fjeldaas znalazł zarówno w Ustawie o procesie sądowym między sąsiadami, jak i w Ustawie o zdrowiu publicznym przepisy, które można zastosować do ochrony ludzi przed zanieczyszczeniem światłem. W paragrafie 14, ustęp pierwszy Ustawy o zdrowiu publicznym, czytamy między innymi: "Gmina może narzucać warunki prawne dotyczące nieruchomości lub działalności w gminie w okolicznościach, które mogą mieć bezpośrednio lub pośrednio negatywny wpływ na zdrowie".

W Arendal złożono skargę na ogromny ekran z reklamami i informacjami o mieście. Światło ekranu odbijało się w morzu, a sąsiedzi po drugiej stronie fiordu odczuwali problemy ze snem. W tym przypadku można było zastosować przepisy dotyczące zdrowia publicznego, ale skarżącym nie przyznano racji w sądzie.

Lekarze w całym kraju wysłuchują skarg na użycie ostrego drażniącego światła w nocy. Wielu zgłaszających problemy słyszy odpowiedź, że mogą przecież po prostu zaciągnąć zasłony. Ale władze mogłyby coś zrobić. Jednym z takich wyjątkowych działań był zakaz używania oświetlenia po godzinie dziewiątej wydany w 2009 roku przez gminę Alesund klubowi sportowemu Herd. Gmina ustaliła też dopuszczalną moc oświetlenia.

Oslo (fot. Shutterstock)

W innych krajach władze poważniej zajęły się kwestią widoku nocnego nieba. Organizacja znana pod nazwą Stowarzyszenie Ciemnego Nieba (Dark Sky Association) walczy w tej sprawie, dzięki jej działaniu 18 amerykańskich stanów przyjęło przepisy mające na celu ograniczenie zanieczyszczenia światłem. W Nowym Meksyku na przykład wszystkie lampy o mocy powyżej 150 watów muszą być osłonięte lub wyłączane po godzinie 23 i włączane najwcześniej o świcie. W niektórych stanach dzięki tym gruntownym działaniom zauważono znaczny napływ turystów i obserwatorów gwiazd.

Organizacja walczy także o ochronę naturalnej ciemności w parkach i na innych obszarach naturalnych. Wydała do tej pory 35 certyfikatów państwom z całego świata, a jesienią 2018 roku Park Narodowy Cévennes we Francji otrzymał status Międzynarodowego Rezerwatu Ciemnego Nieba (International Dark Sky Reserve), stając się tym samym największym parkiem w Europie z tym statusem.

W Niemczech również zaczęła się dyskusja na ten temat, wprowadzono powszechne ściemnianie oświetlenia miast. Hiszpańska wyspa La Palma wprowadziła ustawę zwaną "prawem nieba", która reguluje użycie świateł. Tutaj motywacja była przede wszystkim naukowa, gdyż na wysokiej górze na wyspie znajduje się obserwatorium astronomiczne - praca zaczyna się tu tak naprawdę nocą i wymaga naturalnej ciemności.

Zdarzało się, że obserwatoria w różnych częściach świata stawały się bezużyteczne właśnie z powodu zanieczyszczenia światłem, którego nie można było wyłączyć. Niebo nocą lśni żółtawo i odbija wszystkie sztuczne światła. Ale w La Palma za złamanie prawa nieba grozi grzywna. Moc wszystkich lamp ulicznych jest tu redukowana o 50 procent o północy, staje się ono także miększe i bardziej pomarańczowe. Wszystkie latarnie skierowane są w dół, na ziemię.

Dark Sky Association podaje konkretne rady dotyczące tego, jak porozmawiać z sąsiadem i lokalnymi władzami, by pozbyć się niechcianego światła. Organizacja nawołuje do globalnej mobilizacji na rzecz nocnego nieba. Jej działacze twierdzą, że prawo do oglądania prawdziwej nocy i rozgwieżdżonego nieboskłonu jest prawem człowieka. To piękna myśl.

Erling Fjeldaas walczy o ustanowienie takich przepisów także w Norwegii. Wypracował konkretne propozycje zmian w prawie i dąży do regulacji oświetlenia obiektów sportowych i hodowli ryb, szklarni i dróg, a także wpisania wymogów dotyczących oświetlenia do rozporządzenia o technice budowlanej. "Powinno się uregulować kąt padania światła, jego siłę i czas oświetlenia [...] Niestety widok na nocne niebo do tej pory nie był dyskutowany w parlamencie. Partie powinny się tym zająć" - pisze.

Londyn (fot. Shutterstock)

Naturalna ciemność

Inny Norweg, dziennikarz Erlend Christian Lysvag, obawia się o to, co tracimy w nadmiernie oświetlonym świecie: "sztuczne światło sprawia, że noc, ciemność i wszystkie nieskończone niuanse w naturalnym świetle stają się dla nas niedostępne. Nie widzimy gwiazd, zwierząt, cieni, szczegółów, które pojawiają się w ciemności. Dobrowolnie zgodziliśmy się, by nasze zmysły stały się bezużyteczne. Bez prądu kompletnie nie dalibyśmy sobie rady. Nie moglibyśmy nawigować, orientować się w położeniu, nie moglibyśmy żyć" - pisze.

A czas ucieka. Dwie trzecie Norwegów nie widuje Drogi Mlecznej. Nowe badania wykazują, że 60 procent Europejczyków i 80 procent mieszkańców Ameryki Północnej także jej nie widuje. Wielu turystów przybywa do Norwegii właśnie po to, by doświadczyć nocy polarnej, zorzy i gwiazd - i ciszy. My, Norwegowie, jesteśmy dumni z dzikiej natury, gór i fiordów, ale w dużej części naszego kraju to, co mamy najpiękniejszego do zaoferowania, przykryte jest szarożółtą zasłoną.

Samorządność daje możliwość działania każdej gminie w kraju bez oglądania się na władze centralne. Można uregulować oświetlenie, zastanowić się, co wymaga iluminacji, a także kiedy i jakiego światła należy użyć. A może dałoby się wyznaczyć miejsca, które staną się pierwszymi norweskimi Miastami Gwiezdnymi albo Wioskami Nocnego Nieba? Miejsca, w których za zgodą wszystkich, przy pogodzie sprzyjającej zorzy polarnej, rozbrzmi alarm gwiezdny - i światła (poza niezbędnymi) zostaną wyłączone na chwilę, tak by wszyscy mogli spojrzeć w niebo, prosto w kosmos. Może to być zarówno piękne, jak i praktyczne - bo oszczędzimy nie tylko pieniądze i prąd. Jak się okazuje, naturalna ciemność daje nam o wiele więcej niż tylko doświadczenia. Naukowcy znajdują coraz więcej dowodów na to, że nadmiar sztucznego światła wpływa na nasze ciało, rytm dobowy i samopoczucie. Może oddziaływać nie tylko na nas, ale także na zwierzęta, ekosystem, naturę samą w sobie. Potrzebujemy naturalnej ciemności.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Mova (mat. prasowe)

*Fragmenty książki Sigri Sandberg "Ciemność. W obronie mroku" w przekładzie Joanny Barbary Bernat. Możecie ją kupić w Publio.pl >>>