Odpocznij
Kemping Solar (fot: Ewa Jankowska)
Kemping Solar (fot: Ewa Jankowska)

Sobota przed południem. Wąskie gardło między Władysławowem a Chałupami zakorkowane. Stoją wszyscy: mieszkańcy Trójmiasta, którzy odwiedzają Półwysep często tylko na jeden dzień, turyści zmierzający do hoteli i kwater w Jastarni, Juracie i w Helu, i wczasowicze jadący na kempingi, najczęściej mieszkańcy dużych miast. Miejscowi mówią, że na tym krótkim odcinku, liczącym niecałe 8 km, w godzinach szczytu trzeba stać co najmniej godzinę.

>>>Ten tekst został napisany przed pandemią. Pamiętajcie, by podczas podróży zachowywać środki bezpieczeństwa<<<

Małe Morze i Kaper to pierwsze kempingi na odcinku Władysławowo - Chałupy. Według wczasowiczów pamiętają czasy świetności przeboju Zbigniewa Wodeckiego "Chałupy welcome to" z połowy lat 80. "Nieco" inaczej jest na tzw. "Trójce", trzecim w kolejności kempingu od Władysławowa.

Kempingi na Półwyspie Helskim (grafika: Marta Kondrusik)
Korek między Władysławowem a Chałupami (fot: Ewa Jankowska)
Kemping Chałupy 3 (fot: Ewa Jankowska)

Chałupy III to prawdziwe miasteczko i, jak przekonują stali bywalcy Półwyspu, trafiają tu "ci najzamożniejsi". - Wystarczy przyjrzeć się samochodom, jakie tu wjeżdżają - najnowsze bmw, volvo, porsche, jest też całoroczna tawerna, gdzie tanio nie jest - mówi 33-letnia Julia, która na kempingi na Helu przyjeżdża od 8 lat. W Surf Tawernie Chałupy za jajecznicę z masłem i pieczywem zapłacimy 13 zł, za domowy rosół - 12 zł, za de volaille'a - 29 zł, za piwo półlitrowe - 9 zł. Na terenie kempingu działają też markowe sklepy, jak Femi Pleasure, gdzie bluza kosztuje średnio 300 zł. W jedynym na kempingu sklepie spożywczym ceny są również wywindowane. Za paczkę chipsów Lays zapłacimy 6 zł (cena w dyskoncie to ok. 4 zł), za 1,5-litrową coca-colę - 7 zł (cena w dyskoncie - ok. 4 zł). Na "Trójce"  swój osobny "ogródek" ma też marka Finlandia. Dla najmłodszych przygotowano place zabaw z kolorowymi tunelami, zjeżdżalniami i domkami.

Koniec balangi

Jak zaznacza Julia, jeszcze kilka lat temu "Trójka" nie była tak ekskluzywna i rodzinna. - Kiedyś odbywały się tu hardcore'owe imprezy dla nastolatków. Wciąż pamiętam, jak poszłam pewnej nocy do łazienki i zastałam tam grupę ryczących szesnastek. Łazienka była cała zarzygana i zakrwawiona, nigdy nie widziałam tak zasyfiałej toalety. Gdy jednak rano tam weszłam, wyglądała jakby ktoś ją wyczyścił szczoteczką do zębów - opowiada.

Kemping Chałupy 3 (fot: Ewa Jankowska)
Kemping Chałupy 3 (fot: Ewa Jankowska)

Czasy epickich imprez jednak minęły. Ze wszystkich kempingów zniknęły tzw. beach bary, kluby na plaży, gdzie odbywały się imprezy do samego rana. Jeden z ostatnich, który mieścił się na kolejnym po "Trójce" kempingu - Solarze, został przeniesiony do Władysławowa kilka lat temu. Teraz na Solarze od godziny 23 obowiązuje cisza nocna. Podobnie jest na pozostałych, z wyjątkiem Chałup 6, gdzie w weekendy do północy odbywają się koncerty.

- Czasy się zmieniły. Jest spokojniej. Nie dlatego, że na kempingi zaczęli przyjeżdżać nowi ludzie, choć pewnie też, ale w większości to ci sami ludzie, którzy się postarzeli, założyli rodziny. Oni nie mają już tyle siły, żeby imprezować. Wracają ze swoimi dziećmi, rodzicami, dziadkami, ale teraz, zamiast pić do rana, wolą posiedzieć ze znajomymi przy winku koło przyczepy. I wspominają te legendarne imprezy w beach barach - opowiada Marta, która prowadzi jedną z firm wynajmujących przyczepy na Półwyspie Helskim.

O ile na Solarze jest bardziej kameralnie niż na "Trójce", to na pewno nie jest taniej. W restauracji Checz Rybacka, która znajduje się na terenie kempingu, za makaron z owocami morza zapłacimy 45 zł, za zupę rybną - 18 zł, za burgera - 30 zł.

Likwidacja beach baru i wzrost cen to niejedyna zmiana, jak zaszła na Solarze w ciągu ostatnich kilku lat. - W zeszłym roku wyremontowali łazienki i wprowadzili kontrolę dostępu na wzór kempingów zagranicznych, żeby mieć pewność, że zawsze będzie czysto i nie zabraknie ciepłej wody dla gości kempingu - tłumaczy Marta. 

Jak jednak opowiadają goście, nagminnie dochodziło do sytuacji, w której w sanitariatach na Solarze kąpali się mieszkańcy sąsiedniego Polarisa - największego kempingu na Helu i jednego z niewielu, na którym wciąż można rozbijać namioty. - Tam spotkać można każdego. Przy namiocie zobaczymy zaparkowanego malucha, a przy przyczepie - porsche. Większe są również odstępy między przyczepami, ale nie chciałabym tam wracać po kilku godzinach ulewnego deszczu - wszędzie błoto, wszystko pływa - dodaje Julia.

Kemping Solar (fot: Ewa Jankowska)
Kemping Polaris (fot: Ewa Jankowska)
Kemping Polaris (fot: Ewa Jankowska)

Największą metamorfozę w ciągu ostatnich lat przeszedł jednak kemping Chałupy 6, którym zarządza 31-letni Tadeusz Elwart młodszy [syn Tadeusza Elwarta - przyp. red.], nazywany przez wczasowiczów - "miejscowym celebrytą". - Ludzie przenoszą się z innych kempingów na "Szóstkę", bo tam wypada być - przekonuje Marek, mieszkaniec sąsiadującego z Chałupami 6 kempingu Albatros. Wystarczy minąć szlaban "Szóstki", żeby poznać odpowiedź na pytanie - dlaczego?

Miasteczko surferów

- Tylko robić fotki i wrzucać na Instagram - mówi Julia. Po "Szóstce" przechadzają się i młodzi, i starsi - większość ubrana w modne, sportowe ciuchy znanych surferskich marek, jak Roxy czy Quicksilver, wokoło biegają ich równie stylowo ubrane dzieciaki. Wczasowiczom towarzyszą rasowe psy. "Szóstkę", jak opowiadają goście, nierzadko odwiedzają również osoby z polskiego show biznesu - wakacje spędzali tu Aleksandra Szwed, Antoni Królikowski czy Jessica Mercedes.

Wejście na kemping Chałupy 6 (fot: Ewa Jankowska)
Restauracja Karma, kemping Chałupy 6 (fot: Ewa Jankowska)
Strefa muzyki, relaksu i food trucków na kempingu Chałupy 6 (fot: Ewa Jankowska)

Na głównym placu, w drewnianym domku w stylu skandynawskim, działa sklep z markowymi ubraniami. Tuż obok jest okrągły budynek, pokryty białymi deskami, w którym mieści się restauracja Karma. Wnętrze jest urządzone minimalistycznie. Uwagę przykuwają doniczki z roślinkami przymocowane do sufitu do góry nogami. Wybór dań i napojów jest szeroki - od schabowego, różnych rodzajów ryb, przez pizzę po kalmary czy ośmiorniczki. Margherita kosztuje 20 zł, schabowy - 22 zł, dorsz smażony - 34 zł, zestawy śniadaniowe - od 19 zł. Pół litra piwa - 10 zł z własnym kubkiem, bez - 15 zł.

Obok restauracji znajduje się strefa relaksu i muzyki, gdzie co tydzień w sezonie odbywają się darmowe koncerty. W tym roku grali tu Tomek Makowiecki, L.U.C, Reni Jusis, Mazolewski czy Novika & LEX. W strefie można odpocząć na leżakach lub skonsumować to, co mają w ofercie sprzedawcy w dizajnerskich food truckach - zdrowe koktajle, wyciskane soki, lody naturalne. - Wszystko ma być z założenia jakościowe. Tu nie uraczysz budki z frytkami i kebabem jak we "Władku" - komentuje Julia. Kilkanaście metrów dalej stoją prześliczne małe domki, tzw. Tiny House, o wiele bardziej komfortowe niż zwykła przyczepa. Cena za wynajem domku - 600 zł za dobę. Mogą w nim zamieszkać cztery osoby.

Tiny House (fot: Ewa Jankowska)
Widok od Zatoki Puckiej (fot: Ewa Jankowska)

- Cały kolejny sezon mamy już zarezerwowany - mówi Tadeusz Elwart i podkreśla, że jego celem było stworzenie prawdziwego miasteczka surferów. I mimo że wielu dostrzega tu przede wszystkim lans, Tadeusz zaprzecza, jakoby to miejsce było szyte na miarę "ludzi z Warszawy". - W tej chwili to Chałupy 6 są jednym z najtańszych kempingów. W tzw. pierwszym rzędzie, czyli przy samej wodzie, koszt zajęcia przestrzeni wynosi 16 tys. zł za sezon [trwa od początku maja do połowy września - przyp. red.] - opowiada Tadeusz. Podkreśla, że gdyby myślał tylko o pieniądzach, mógłby mocno podnieść ceny i zwiększyć liczbę wynajmowanych przyczep na krótkie okresy - weekendy i tygodnie, ale tego nie zrobi. - Najważniejsi są dla mnie ci, którzy przyjeżdżają tu od dziesiątków lat. To oni mają pierwszeństwo rezerwacji. Na "Szóstce" 80 proc. przyczep to te prywatne, należące do osób, które są tu przez większą część sezonu. To one są duszą tego miejsca. Bez nich straciłoby ono swoją magię - dodaje.

Przyczepy na kempingu Chałupy 6 (fot: Ewa Jankowska)

Warunki polowe za krocie

Magię, za którą trzeba słono zapłacić. I to właśnie ceny, jak twierdzi Julia, decydują o tym, kto przy magicznym punkcie - sklepie Biedronka - gdzie zakupy robią wczasowicze z całego Półwyspu Helskiego, zawija do Władysławowa (ceny za nocleg w pensjonacie zaczynają się już od 30 zł za osobę), a kto maszeruje w stronę kempingów na Półwyspie (średnio 100 zł za osobę za noc w przyczepie).

Jak opowiada jej koleżanka Hanka, która od 8 lat dzieli przyczepę z siostrą, szwagrem i dwójką dzieci na Solarze, w ubiegłym roku ceny za zajęcie terenu znacząco wzrosły. - W zeszłe wakacje w czwartym rzędzie od wody płaciliśmy 9 tys. zł za sezon, w tym już 12 tys. - mówi.

I kwituje: - Nie są to tanie wakacje. Z rozmów z gośćmi na kempingach wynika, że zajęcie terenu w najdroższych lokalizacjach, nad samym morzem, może kosztować nawet 25 tys. zł. Na kempingu Małe Morze cena za zajęcie terenu w ostatnim rzędzie (3. lub 4. w zależności od tego, jak układa się pole), czyli najdalej od morza, to 10 900 zł za sezon. Na Kaperze - 10 tys. zł. Na sumę końcową, oprócz lokalizacji, mają również wpływ wielkość przyczepy oraz rodzaj przedsionka. Właściciele przyczep poza sezonem muszą również zapłacić za ich zimowanie. - Można zabrać je ze sobą, postawić np. na działce, i w kolejnym sezonie przywieźć z powrotem na Hel. Ale dla wielu to problem - opowiada Hanka. Są więc inne opcje: przyczepę można zostawić na jednym z kempingów - koszt zimowania na Solarze wynosi 900 zł. Są również firmy, które zajmują się transportem przyczep z i na kemping oraz ich przechowywaniem poza sezonem. Koszt transportu z zimowaniem to ok. 1,3-1,5 tys. zł.

- Za takie pieniądze spokojnie można pojechać z całą rodziną do pięciogwiazdkowego hotelu za granicę, gdzie wszystko jest w cenie i ma się gwarancję ładnej pogody - zauważa Hanka.

A tu: pogoda jak w kalejdoskopie. W przyczepach nie ma klimatyzacji, często również wody, kiedy jest zimno, trzeba grzać się farelką. Osoby, które mieszkają w dalszej części kempingu, do ogólnodostępnej łazienki muszą dojść nawet kilkaset metrów. Na kempingu nie ma też gwarancji spokoju. Przyczepy w wielu miejscach są tak ciasno ustawione - czasem zaledwie metr od siebie - że nie sposób nie słyszeć, jak swoje wczasy spędza sąsiad. 

Kemping Chałupy 6 (fot: Ewa Jankowska)
Wnętrze przyczepy z toaletą turystyczną (fot: Ewa Jankowska)
W 2015 r. do sądu trafił akt oskarżenia w sprawie dzierżawców kilku pól kempingowych, którzy rzekomo nazwozili piachu i powiększali swoje działki nawet o kilka hektarów, żeby pomieścić jak najwięcej turystów. Nie zapadł jeszcze wyrok w tej sprawie.

Hanka: - Moja znajoma co roku zachodzi w głowę, jak to możliwe, że chce mi się płacić takie pieniądze za takie warunki.

Glamping

Wielbiciele kempingów nie mają problemu z wytłumaczeniem tego fenomenu. - To nie są żadne slumsy. Trzeba na to spojrzeć inaczej - przekonuje Monika, mieszkanka Solara. - W domu masz własną łazienkę wyłożoną pięknymi kafelkami, tutaj przyjeżdżasz po coś zupełnie innego. Stajesz się częścią przyrody. Budzisz się rano, wskakujesz w klapki, rozciągnięte gacie i tak sobie funkcjonujesz. Nie myślisz o tym, jak wyglądasz, czy masz makijaż.

Kemping Solar (fot: Ewa Jankowska)
Dzieci na 'Solarze' (fot: Ewa Jankowska)
Domki do wynajęcia na kempingu Solar (fot: Ewa Jankowska)

I, jak się okazuje, polowe warunki tak naprawdę nie są tak bardzo polowe. To, co dzieje się na kempingach na Helu, wpisuje się w światowy trend zwany glampingiem. To połączenie kempingu, życia blisko natury, z komfortem mieszkania.

Do niektórych kempingów doprowadzono kanalizację, więc goście mogą korzystać z toalet turystycznych, które są w przyczepach. Na wielu polach można również wynająć holenderskie domki na kółkach w różnym standardzie - od podstawowego do luksusowego (ceny w sezonie - od 200 do 600 zł za dobę).

Wakacyjne życie tak naprawdę nie toczy się jednak w przyczepie, ale w tzw. przedsionku. Wczasowicze i właściciele przyczep starają się, aby było w nim jak w domu. W wielu jest podłoga z drewnianych desek, są meble - stolik, kanapy z poduszkami, lampy. Niektórzy zainwestowali nawet w pralkę. 

Wnętrze przedsionka na kempingu Solar (fot: Ewa Jankowska)
Wnętrze przedsionka jednego z wczasowiczów (Ewa Jankowska)

Czasem padało

Ale, jak przekonuje Asia, matka dwóch chłopców w wieku 7 i 9 lat, ludzie nie przyjeżdżają na kempingi, aby pławić się w luksusach, najeść się i napić. - Uprawiają tu sport i spędzają czas ze znajomymi, których tutaj mają mnóstwo. Co jeden wyjedzie, zaraz zjawia się następny - przekonuje. Wtóruje jej mąż Stefan: - W jakim hotelu masz pięć metrów do morza z jednej i z drugiej strony i brak tłumów na plaży? Stawianie przyczepy na cały sezon jest opłacalne, nie wszyscy zajmują też miejsce przy samej wodzie. Asia spędza tu z dzieciakami nawet dwa miesiące. Gdybym miał wysłać rodzinę na całe wakacje do hotelu za granicę, wydałbym fortunę.

Pusta plaża - wyjście na plaże od kempingu Solar (fot: Ewa Jankowska)

I dodaje, że dla synów to istny raj: - Dla nich kemping to coś na kształt podwórek z mojego dzieciństwa. Teren jest ogrodzony, oni wiedzą, że nie mogą wychodzić na zatokę ani za szlaban. Całe dnie spędzają na powietrzu z kolegami.

Ale kemping to nie tylko wakacyjna opcja dla młodych surferów. To wielopokoleniowa zabawa. Dzieci, z którymi rodzice przyjeżdżali, jak te były małe, dziś wpadają tu ze swoimi znajomymi. Przyjeżdżają też dziadkowie z wnukami. Od trzech lat stałym gościem kempingu jest także... 80-letnia pani Maria. 30 lat temu była na kempingu w Chałupach i postanowiła, że przed śmiercią chce pokazać swojemu mężowi, jak się żyje w przyczepie. Wczasowicze często wynajmują swoje przyczepy znajomym - dzielą jedną przyczepę na kilka osób, żeby się bardziej opłacało i każdy mógł skorzystać z dobrodziejstw Helu. 

Nikt tu nie narzeka na brak wygody, że wieje (bo ma wiać!), oraz, jak opowiada Marta, że "nagle temperatura potrafi spaść do 10 stopni Celsjusza". Bo, jak podsumowuje, percepcja pogody, jak się mieszka w przyczepie, jest zupełnie inna, niż jak się mieszka w pensjonacie czy w hotelu: - Ten, kto był w hotelu, po tygodniowym pobycie powie ci, że cały tydzień lało. Ten, kto był w przyczepie, powie, że czasem padało, a czasem świeciło słońce.

Kemping Solar (fot: Ewa Jankowska)
Widok na Zatokę Pucką (fot: Ewa Jankowska)
Kempingi znajdują się na terenie gminy Władysławowo, która rozciąga się od Chałup po Karwię i ma 25-kilometrową linię brzegową. Co roku podczas sezonu letniego gminę odwiedza 500-800 tysięcy turystów. Gmina jest właścicielem ziemi, na której mieści się sześć spośród ośmiu kempingów znajdujących się na odcinku od Władysławowa do Chałup. Gmina dzierżawi teren prywatnym przedsiębiorcom. Czynsz wynosi obecnie łącznie 662 352,55 zł netto za rok. Ziemie, na których działają pola kempingowe Albatros i Polaris, są w rękach prywatnych.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.