Odpocznij
W Polsce kiła nazywana też była chorobą francuską - francą ('Au Salon de la Rue des Moulins', 1894; Henri de Toulouse Lautrec)
W Polsce kiła nazywana też była chorobą francuską - francą ('Au Salon de la Rue des Moulins', 1894; Henri de Toulouse Lautrec)

Hideyo Noguchi w wieku półtora roku miał tragiczny wypadek. Ledwo chodzący malutki chłopczyk upadł na rozgrzany do czerwoności kominek i ciężko poparzył sobie lewą dłoń. Do tego stopnia, że miała pozostać na zawsze zdeformowana i niesprawna. Nic dziwnego, zdarzenie to miało miejsce w 1878 roku w niewielkiej miejscowości na japońskiej wyspie Honsiu. Nikt nie wiedział, jak prawidłowo i skutecznie leczyć tak głębokie oparzenia u malutkiego dziecka. Dopiero kilka lat później małego Hideyo obejrzał profesjonalny medyk i podjął się operacji zbliznowaceń. Dzięki temu chłopiec odzyskał aż 70 proc. władzy w ręce.

Na zdjęciu Hideyo Noguchito, któremu zawdzięczamy odkrycie krętek bladych, przenoszących syfilis (fot. commons.wikimedia.org)

I to spotkanie małego Hideyo z utalentowanym lekarzem zmieniło nie tylko jego losy, ale też dzieje całej ludzkości. Dorastający chłopiec zapragnął bowiem zostać lekarzem, który niósłby pomoc podobną, jaką sam otrzymał. Kilkanaście lat później skończył medycynę, ale jak się okazało, japońskich pacjentów wciąż odstraszał wygląd jego ręki. Chcąc nie chcąc, Noguchi porzucił praktykę lekarską, wyjechał do Stanów i tam zajął się rozkwitającą nauką - bakteriologią. Pracował w słynnym dziś Rockefeller Institute for Medical Research i tam, w 1913 roku, wypatrzył w mózgu osoby zmarłej na kiłę dziwne mikroby - poskręcane jak sprężynki i niemal białe. Zasugerował, że to właśnie one są odpowiedzialne za zachorowania na kiłę. I miał rację. Mikroby te to krętki blade, Treponema pallidum , przenoszące tę jedną z najgroźniejszych chorób świata. Noguchi stał się sławny jeszcze za życia i w Japonii wciąż jest bohaterem narodowym. 21 maja minęła 90. rocznica jego śmierci i aż trudno uwierzyć, ale my z odkrytymi przez niego mikrobami wciąż nie umiemy sobie raz na zawsze poradzić.

Od penisa do mózgu

Dzięki odkryciu Noguchiego choroba ta mogła stać się na zawsze pieśnią przeszłości. Nieco mitycznym reliktem mrocznych czasów, w których nie znano prezerwatyw, antybiotyków, a ludzie nie mieli żadnego pojęcia o tym, jak przenoszone są choroby weneryczne, a co gorsza, jak je leczyć. Dzisiaj wiemy jedno i drugie. Mamy świadomość, że seks z każdym nowym partnerem może być ryzykowny, na wyciągnięcie ręki są też środki, które mogą nas przed tym zagrożeniem zabezpieczyć. A jednak kiła powraca - jak alarmują lekarze, przypadków zachorowania na tę chorobę jest w Polsce coraz więcej.

Krętki blade pod mikroskopem elektronowym (fot. commons.wikimedia.org)

Jak ją rozpoznać? Zaczyna się niewinnie, od niewielkiego, twardego wrzodu, u mężczyzn najczęściej umiejscowionego na członku. Nie zawsze go widać, u kobiet potrafi umiejscowić się w pochwie lub na szyjce macicy, a u osób uprawiających seks analny - wewnątrz odbytnicy. W środku wrzodu rozmnażają się jak szalone krętki blade. A sam wrzód i towarzysząca mu paskudna wysypka na różnych częściach ciała oraz gwałtowne łysienie to dopiero początek kłopotów, jakie zakażony człowiek ma z rozwijającą się w jego ciele kiłą. Pierwszy etap choroby trwa około dwóch lat, następnie przechodzi ona najczęściej do postaci utajonej. Krętki blade rozprzestrzeniają się już jednak po całym organizmie i czynią podstępne szkody w narządach wewnętrznych i mózgu.

Jeśli kiła zaatakuje przede wszystkim układ nerwowy, dochodzi do ciężkich stanów zapalnych mózgu, porażeń kończyn, a także obniżenia intelektu, zmian psychicznych i osobowościowych. Chory cierpi na ataki agresji, omamy i urojenia, wyglądające wypisz wymaluj jak ciężkie zaburzenie psychiczne. Objawy pogłębiają się aż do całkowitego zniszczenia mózgu przez chorobę. Jeśli zaś kiła przybierze tak zwaną postać sercowo-naczyniową, niszczy przede wszystkim duże tętnice, prowadząc do powstania groźnych dla życia tętniaków i zmian zwyrodnieniowych aorty. Niegdyś wskutek nieleczenia kiły powszechnym widokiem były dzieci z kiłą wrodzoną - o charakterystycznych "kwadratowych" czaszkach, wygiętych łydkach, często ślepych i głuchych, z wystającą żuchwą i dziurami w kości podniebienia. Zmiany kiłowe mogą być tak poważne, że dziecko umiera jeszcze przed narodzeniem.

Kiła może przybrać sercowo-naczyniową i niszczy wtedy tętnice, prowadząc do powstania groźnych dla życia tętniaków i zmian zwyrodnieniowych aorty (fot. pixabay.com)

Franca zaczyna zabijać

Kiła nie jest chorobą towarzyszącą ludziom od zawsze. Dzisiaj mówi się, że być może została przywleczona na Stary Kontynent przez Kolumba i jego żeglarzy powracających z Ameryk - już wcześniej bowiem u mieszkańców Ameryki Północnej i Południowej krętek był obecny, ale wywoływał kiłę w łagodnej formie. Źródła europejskie wspominają po raz pierwszy o chorych na kiłę pod koniec XV wieku, ale istnieją poszlaki wskazujące na to, że choroba mogła występować wcześniej. Na przykład na słynnym ołtarzu Wita Stwosza jedna z postaci ma tak zwany nos siodełkowaty, charakterystyczną zmianę wywoływaną przez kiłę wrodzoną. Zniekształcenia przypominające tę chorobę znajdowano też w szkieletach wydobytych z ruin Pompejów. Doktor Douglas Owsley ze Smithsonian Institution stawia nawet tezę, że wiele przypadków, które w Średniowieczu opisywane były jako trąd, w rzeczywistości były kiłą. Całkiem możliwe więc, że choroba była obecna w Europie od tysiącleci, ale nigdy nie wywołała epidemii na taką skalę, jak w okresie od XVI do XIX wieku, począwszy od słynnej bitwy o Neapol w 1495 roku, kiedy na kiłę jednocześnie zachorowały niemal całe oddziały wojsk francuskich. To był bardzo zjadliwy szczep krętków - doprowadził do śmierci chorych wojaków w zaledwie kilka miesięcy od pojawienia się objawów. W czasie całego Renesansu kiła była jednym z głównych zabójców w Europie, a w połowie XVI wieku liczba zakażonych w Europie sięgnęła miliona.

Na ołtarzu Wita Stwosza jedna z postaci ma tak zwany nos siodełkowaty, charakterystyczną zmianę wywoływaną przez kiłę wrodzoną (fot. commons.wikimedia.org)

Ludzie bardzo szybko zorientowali się, że ta paskudna, sącząca się wysypka i ropiejące wrzody przenoszone są drogą płciową (dziś wiadomo dodatkowo, że u zdrowego partnera musi istnieć choćby mikroskopijne uszkodzenie naskórka, przez które przenikną bakterie). Nic więc dziwnego, że jedna z pierwszych nazw dla tej choroby - syfilis - pochodzi z greki i jest pochodną słowa  "brudny". Z kolei łacińska nazwa - lues - oznacza pokutowanie. I tę pokutę widać było na pierwszy rzut oka, bo jedną z tkanek atakowanych przez kiłę była chrząstka nosa, która szybko gniła i odpadała, a ziejąca dziura po nosie była bardzo krępującym stygmatem (swoją drogą, stało się to jednym z pierwszych impulsów do rozwoju transplantologii, bo lekarze już w XVII wieku nauczyli się wykonywać przeszczepy skórne kształtujące utracony nos). Kiła zbierała żniwo przez kilka stuleci, nawet jeszcze w XX wieku. Wśród osób, które mogły chorować na syfilis, wymienia się Lwa Tołstoja, Władimira Lenina, pisarkę Karen Blixen, poetę Charles'a Baudelaire'a i wielu innych.

Z kiłą zmagał się m.in widoczny na zdjęciu francuski poeta Charles Baudelaire (fot. commons.wikimedia.org)

Od kiedy choroba zaczęła zbierać żniwo w Europie, medycy próbowali leczyć ją na różne sposoby. Przez stulecia w użyciu był ołów - leczono jego oparami, iniekcjami, próbowano egzotycznego ziela kolcorośli oraz naparów z fiołka trójbarwnego. Nietrudno się domyślić, że wszystko to było na nic. Prawdziwy przełom nastąpił dopiero w połowie XX wieku, po wynalezieniu penicyliny. Okazała się ona bardzo skutecznym zabójcą krętków bladych, a lekarze w euforii odtrąbili rychłe odejście kiły do historii.

Nie do pobicia

Tak się jednak nie stało. Choć dzisiaj kiła w większości przypadków nie jest chorobą śmiertelną i w porę wykryta daje się w miarę łatwo leczyć, to krętki blade wciąż krążą wśród ludzi, wywołując zakażenia. Niestety, wysoka zakaźność choroby i nasza uśpiona czujność wobec niej skutkują ponownym wzrostem zachorowań. Donosili już o tym przed kilku laty naukowcy z Poznania. W 2012 roku zespół wenerologów, dermatologów, biologów molekularnych i psychologów z Katedry i Kliniki Dermatologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Poznaniu sprawdził zachorowalność na kiłę w Polsce w 1996 i 2010 roku. Okazało się, że choć badań w kierunku kiły w 2012 roku robiono o połowę mniej niż w 1996 roku, to liczba potwierdzonych przypadków kiły wzrosła aż dwukrotnie! Zdaniem prof. Teresy Rzepy z poznańskiego SWPS, współautorki tego badania, przyczyną wzrostu zachorowań na kiłę jest łatwy dostęp do seksu, w tym usług prostytutek, częste migracje i podróże Polaków, a także brak państwowej kontroli nad chorobami wenerycznymi.

W 2016 roku w Polsce na kiłę zachorowały 1593 osoby (fot. pixabay.com)

Mimo tych alarmujących danych tendencja wzrostowa trwa - jak poinformował na początku tego roku Państwowy Zakład Higieny. W 2000 roku mieliśmy średnio 2,5 przypadku na 100 tys. Polaków, a w 2015 - aż 4,17 na 100 tys. osób. Łącznie w 2016 roku na kiłę zachorowały 1593 osoby. Wśród przyczyn tego stanu rzeczy lekarze wymieniają brak dostępu do szybkiej opieki wenerologicznej (w 1998 roku zlikwidowano darmowe, całodobowe poradnie skórno-wenerologiczne), coraz rzadsze używanie najskuteczniejszego leku przeciwko krętkom bladym - penicyliny prokainowej. Przede wszystkim jednak wciąż niedostatecznie zabezpieczamy się w trakcie seksu. Choć w przypadku kiły prezerwatywa nie daje stuprocentowej skuteczności, lepszej ochrony przed przenoszeniem krętków bladych (oprócz stuprocentowej wierności jednemu, zaufanemu partnerowi) nikt dotąd nie wymyślił.

Dr Paweł Grzesiowski z Instytutu Profilaktyki Zakażeń Jeszcze do niedawna najwięcej przypadków kiły notowaliśmy wśród narkomanów, bo wśród nich najpowszechniejsze były zachowania ryzykowne. Jednak od kilkunastu lat obserwujemy odwrócenie się tej tendencji i ponowny wzrost liczby zachorowań wśród mężczyzn, najczęściej korzystających z usług prostytutek. Wiele z kobiet świadczących usługi seksualne jest w Polsce nielegalnie, nie są objęte żadną opieką zdrowotną i w związku z tym przypadków kiły i innych chorób zakaźnych jest wśród nich niemało, zwłaszcza że na początku choroba ta nie zawsze daje wyraźne objawy. Kiła wciąż jest bardzo niebezpieczna. Penicylina jest bowiem skuteczna w leczeniu tylko pierwszej fazy tej choroby, niewykryta w porę kiła mimo zastrzyków z penicyliny będzie nawracać i czynić spustoszenie w narządach wewnętrznych, w tym w mózgu. A o tym, czy mamy w swoim organizmie krętki blade, najłatwiej przekonać się, robiąc sobie w laboratorium test WR (odczyn Wassermanna - badanie w kierunku istnienia w organizmie przeciwciał przeciwko krętkowi blademu - przyp. redakcja).

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU