Odpocznij
Bukareszt, Stare Miasto (fot. shutterstock.com)
Bukareszt, Stare Miasto (fot. shutterstock.com)

Bukareszt - wciąż mało znany i mylony z Budapesztem równie często co Polska z Holandią w konwersacjach po angielsku - wibruje świeżym, twórczym fermentem podsycanym wielkim głodem zmian. Kwitnie tu życie towarzyskie, rozwijają się i dojrzewają oferty gastronomiczna oraz rozrywkowa miasta. To wszystko sprawia, że wart jest poznania i wycieczki. Choćby na weekend. Loty z Warszawy do Bukaresztu zaczynają się od 89 złotych w jedną stronę.

Bukareszt (fot. Gabriel / Flickr.com / CC BY 2.0) ()

Ja do Rumunii kursuję od lat. Przyciąga mnie górski krajobraz i unikatowa na skalę Europy przyroda, prostolinijność i serdeczność ludzi, wreszcie bezpretensjonalna, prosta kuchnia. Bukareszt do niedawna omijałam z daleka, koncentrując się na rumuńskiej prowincji. Wolałam oglądać triumf natury nad rządami dyktatora Ceausescu. Przykładów jego okrucieństwa, które odbijało się nie tylko na ludziach, lecz także na architekturze, w Bukareszcie nie brakuje. Przyznam, bałam się konfrontacji ze smutną historią miasta. A widać ją tu na każdym kroku. Nie jest to zatem miejsce dla każdego. Spodoba się kolekcjonującym podróże do byłych demoludów, jak i wrażliwcom, którzy pod warstwą kurzu i brudu potrafią dostrzec nieoczywiste piękno stolicy Rumunii. Tu trzeba się zgubić, dotknąć zmurszałych murów, pchnąć zardzewiałą furtkę. Trafia się wtedy na ślady dawnej świetności miasta, stare, zarośnięte ogrody i rozpadające się pałace - świadków wykwintnych rautów i luksusowych balów. Mnie udało się odkryć rodzące się tu na powrót życie. Wnuki Ceausescu mają na nie wielki apetyt. Ważne jest tu i teraz. Tego można się od nich uczyć.

KUCHNIA

W Klużu czy Sybinie, Sapâncie czy Timisoarze, słowem w każdym zakątku Rumunii, jak i w samym Bukareszcie każdy rumuński stół rozświetla słońce mamałygi. Kasza kukurydziana przeżyła Stalina, który widział w niej synonim biedy - zarówno w portfelu, jak i w głowie. To właśnie o rozlazły, pozbawiony ambicji stan intelektualnej niemocy radziecki dyktator podejrzewał naród rumuński, kiedy określał go mianem mamałygi. Nie wiedział jeszcze, że potrafi wykipieć nawet na Ceausescu.

Mamałyga (fot. Basia Starecka) ()

Do spróbowania:

Mamaliguta cu brânza si smântâna - mamałyga z bryndzą, śmietaną i sadzonym jajkiem. Danie typowe dla kultury pasterskiej kraju, którego ponad 70 proc. powierzchni zajmują Karpaty. Pogłowie owiec w Rumunii, mimo spadającej opłacalności ich chowu, w porównaniu z Polską wciąż jest imponujące. U nas liczy ono ledwie 200 tys. sztuk, w Rumunii - 12 mln. Świetną, ostrą w smaku bryndzę można kupić zarówno w bacówkach, jak i w mieście. W restauracjach w całym kraju podaje się także inne robione na bazie mleka owczego sery: na przystawkę przypominający nieco grecką fetę świeży biały ser telemea, a na danie główne smażony w panierce twardy żółty ser cascaval mający swój odpowiednik we włoskim caciocavallo.

A także:

Ciorba de burta (flaki zabielane śmietaną), mititei/mici (grillowane kiełbaski z mielonego mięsa z dodatkiem czosnku, cebuli, kolendry i anyżu), sarmale (podobne do naszych gołąbków, ale podawane z ostrą papryczką na zagrychę), papanasi (gorące pączki z jagodami i śmietaną), placinte (tłuste faszerowane placki z listkującego się ciasta na słodko lub wytrawnie), clatite (słodkie naleśniki).

Placinta (fot. Basia Starecka) ()

Do wypicia:

Rumunia eksperymentuje i nadąża. W Bukareszcie jest wiele miejsc, w których można się napić zarówno modnej kawy przelewowej z aeropressu, chemexa czy dripa, jak i piw rzemieślniczych. Dominują jednak piwa klasyczne typu lager, takie jak Ciuc, Ursus, Zaganu, Timisoreana i Silva. Wybijają się trunki różowe i białe. Warto zanurzyć usta w treściwych i świeżych feteasca alba i feteasca regala - winach eleganckich i godnych przynajmniej jednego balu w tutejszych pałacach. Poszukajcie koniecznie niebywale aromatycznych lokalnych muskatów: Tamâioasa Româneasca i Busuioaca de Bohotin. A na koniec zamówicie palinkę, mocny, owocowy destylat.

Najlepsze restauracje w Bukareszcie z rumuńską kuchnią tradycyjną:

- Casa Gorjana, Strada Domnita Anastasia 13

- Vatra, Brezoianu, Strada Actor Ion Brezoianu 19

- La Copac, Strada Pitar Mos 23

- Caru'cu Bere, Strada Stavropoleos 5.

ARCHITEKTURA

Na pierwszy rzut oka chaos, kurz i brud. Ale jak dobrze popatrzeć, przyjrzeć się i podrapać, pod plątaniną kabli, łuszczącą się farbą, za zarośniętym ogrodem znaleźć można historyczne pamiątki po Małym Paryżu (Micul Paris) wciśnięte pomiędzy perły modernizmu, międzywojenne wille i brutalny socreal. Micul Paris istnieje, ale w stanie kompletnej ruiny z reguły opatrzonej czerwonym znaczkiem oznaczającym pierwszy stopień zagrożenia sejsmicznego - to budynki, które w razie trzęsienia ziemi są najbardziej narażone na zawalenie.

Wnętrze restauracji Caru'cu Bere (fot. Gaspar Serrano / Flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0) ()

Większość z zachowanej ponad setki pięknych, secesyjnych pałaców osypuje się resztką dawnej świetności. Część pada ofiarą dewastacji lub przeróbek jak neoklasycystyczny pałac Stirbei z 1835 roku przy Calea Victoriei 107. Zaprojektowany przez francuskiego architekta Michela Sanjouand na zlecenie ówczesnego księcia Wołoszczyzny, Barbu Dimitrie Stirbei, był w latach swej znakomitości miejscem spotkań ówczesnej elity towarzyskiej. Pięć lat temu Ministerstwo Kultury wyraziło zgodę na przerobienie go na centrum handlowe. Do pleców zabytkowego budynku, w pięknym niegdyś ogrodzie, miał przylgnąć pięciopiętrowy, przeszklony budynek z czterema poziomami parkingu. Projekt jednak wywołał tak mocne oburzenie społeczne, że w rezultacie się z niego wycofano. Dziś pałac osypuje się dalej, a na jego tyłach, w zapuszczonym, dzikim ogrodzie działa kompleks sezonowych barów Gradina Eden. Jest miło, można wypić browara, odpocząć w hamaku, ale w kontekście całej historii to jednak raj utracony.

Do zobaczenia:

Pałac Parlamentu, Domu Ludowego (Casa Poporului) to najsmutniejszy budynek w całej Rumunii. Pod budowę gigantycznego budynku-pomnika, który skalą dorównał ego dyktatora Ceausescu, zrównano z ziemią część bukareszteńskiej starówki. Kto wie, ile jeszcze zabytkowej tkanki miejskiej pochłonęłyby zapędy dyktatora, gdyby nie zatrzymała go rewolucja w 1989 roku. Ocalałą resztę Lipscanii, czyli starego miasta, w większości przykrywają dziś billboardy reklamowe. Niewiele jest tutaj równie dobrze zachowanych budynków jak osiemnastowieczne zajazdy Hanul Lui Manuc i Cu Tei. W poszukiwaniu zabytków warto więc wyruszyć Calea Victoriei i odbić na wschód od Bulevardul General Gheorghe Magheru lub na północ od Bulevardul Unirii.

Dziedziniec klubokawiarni Dianei 4 (fot. Vlad Plaiasu / Wikimedia.org / CC-BY-SA-3.0) ()

A także:

- Carturesti Carusel - sześciopiętrowa księgarnia w zabytkowej, odrestaurowanej kamienicy z 1903 roku

- Ateneul Român - rumuńskie ateneum w stylu fin de siecle z 1888 roku, ulubione tło zdjęć bukareszteńskich młodożeńców, sala koncertowa i siedziba orkiestry Filharmonii

- Technoimport - okrąglak z 1936 roku zaprojektowany przez Leona Sterna

- Narodowe Muzeum Muzyki George Enescu - pałac Cantacuzino w stylu art nouveau z 1903 roku

- Sąsiadujące ze sobą Muzeul National de Istorie a Românie (muzeum historyczne) oraz secesyjny Palatul CEC przy Calea Victoriei, dziś siedziba banku.

LUDZIE

- Wolimy stawiać wino na stole niż pomniki na ulicach - mówią bukareszteńczycy. Ich stosunek do przeszłości dobrze odzwierciedla stan pomnika odrodzenia przy placu Rewolucji. Pomnik, który miał być triumfem narodu rumuńskiego po obaleniu komunizmu, jest obiektem kpin i ataków wandalizmu. Mieszkańcy miasta pieszczotliwie nazywają go "ziemniakiem rewolucji", a nawet "oliwką na wykałaczce" i nie poświęcają mu zbyt wiele uwagi, no, chyba że mają naście lat i jeżdżą na deskorolce. Jakiś czas temu ktoś wymazał podstawę "ziemniaka" czy też "oliwki" czerwoną farbą, której nie sposób usunąć. Dziwny obiekt nieustannie więc "krwawi", zdając się tylko potwierdzać niedokończony triumf przyszłości nad smutną przeszłością - jest jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, by go ostatecznie ogłosić.

Ateneul Român (fot. fusion-of-horizons / Flickr.com / CC BY 2.0) ()

Rumuni są za to niezmiennie dumni ze swoich łacińskich korzeni. Świadomość posiadania przodków wśród starożytnego ludu Daków zamieszkującego niegdyś skolonizowaną przez Rzymian prowincję Dacja na terenie obecnej Rumunii, jest wysoka i eksponowana. Zresztą, nie tylko rumuński język zdaje się to potwierdzać, gdy melodyjnie pobrzękuje swoimi romańskimi korzeniami, lecz także mentalność - lekkość bytu, skłonność do zabawy i umiejętność cieszenia się życiem. Nawet tu, w stolicy kraju, mieszkańcy otwierają swoje serca i domy szeroko przed obcymi, są niezwykle serdeczni, gościnni i ciekawi ludzi.

Gdzie poznać mieszkańców, czyli nocne życie miasta:

- Control oraz Enter, dwa kluby przy strada Constantin Mille 4, jeden z popularniejszych, ale wciąż bezpretensjonalnych i alternatywnych adresów

- Dianei 4, klubokawiarnia i bistro w zabytkowej, niszczejącej willi z wciąż widocznymi śladami dawnej świetności przy strada Dianei 4

- Linea/Closer to the moon, ukryty na dachu modny klub, restauracja i bar z widokiem na całe miasto.

RUMUNIA DZISIAJ

Pod koniec zeszłego roku ekonomiści mocno przecierali oczy ze zdumienia. Rumunia zanotowała najszybszy wzrost gospodarczy w całej Unii Europejskiej, jak i jeden z najwyższych na świecie. PKB tego kraju przekroczyło 8 procent. Pod tym względem Rumunia przegoniła nawet Chiny. Zaskoczone tym były również międzynarodowe instytucje finansowe. Zarówno Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy we wcześniejszych prognozach nie dawały Rumunii szans na wzrost większy niż 5 procent. Nic dziwnego, że w tej sytuacji Rumunia przyciąga coraz większą liczbę ekspatów. Pracę znajdują tu głównie eksperci, na przykład z branż IT czy marketingu. Przyjezdni chwalą sobie życie w Bukareszcie - ceny są tu niższe niż w Europie Zachodniej, Polsce czy Czechach.

Dynamiczny wzrost gospodarczy, dobre perspektywy zawodowe to jedna tylko część rumuńskiej rzeczywistości. W zeszłym roku na ulicach Bukaresztu miały miejsce wielotysięczne, burzliwe protesty przeciwko uchwalonym przez parlament zmianom w wymiarze sprawiedliwości prowadzącym do ograniczenia niezależności sądów i utrudniającym walkę z korupcją na najwyższych szczeblach władzy. A przecież sytuacja i tak pod tym względem jest kiepska - według organizacji Transparency International Rumunia należy do najbardziej skorumpowanych krajów UE.

Cała nadzieja w młodych, którzy wychodzą na ulice, wracają z emigracji, rozkręcają biznesy. Większość barmanów w tym mieście próbowała sił za granicą. Płynnie mówią po angielsku, opowiadając o Rzymie, Londynie czy Oslo. - Wróciliśmy, bo Rumunia to najfajniejsze miejsce na świecie. Tyle się nasłuchaliśmy o tym Zachodzie, marzyliśmy o nim, ale na miejscu okazało się, że nie było o czym - słyszałam od nich. Pieniądze to nie wszystko, w Bukareszcie życie jest prawdziwe.

Pomnik odrodzenia zwany przez bukareszteńczyków 'Pomnikiem kartofla' i 'Oliwką na wykałaczce' (fot. Basia Starecka) ()

Publikacje na temat Bukaresztu w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Basia Starecka. Dziennikarka, podróżniczka, blogerka. Na łamach "Wysokich Obcasów" prowadzi swój własny cykl "Szkoła Gotowania Stareckiej", a od ponad siedmiu lat bloga kulinarno-podróżniczego Nakarmiona Starecka .