Odpocznij
Oskar Dawicki, 'To nie jest flaga', 2014 (fot. dzięki uprzejmości galerii Raster, Warszawa. Autor: Oskar Dawicki)
Oskar Dawicki, 'To nie jest flaga', 2014 (fot. dzięki uprzejmości galerii Raster, Warszawa. Autor: Oskar Dawicki)

W Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie otworzyła się właśnie imponująca rozmachem wystawa "Późna polskość. Formy narodowej tożsamości po 89 roku". Jej  kuratorzy: Ewa Gorządek i Stach Szabłowski, przyglądają się, z pomocą artystów i dzieł powstałych od 1989 roku do dziś, jakie formy przybiera polskość o zmierzchu, w momencie schyłku epoki, kryzysu starych wzorców, na progu niewiadomego.

Drażliwe miejsca

Chociaż w minionym ćwierćwieczu brakowało wielkich wystaw poświęconych naszej narodowej tożsamości, to jednak współczesna sztuka, zwłaszcza w pierwszej dekadzie XXI wieku, wadziła się z rzeczywistością, dotykając nierzadko tematów dotyczących szeroko pojętej polskości. Czasem budziła wręcz silne reakcje sprzeciwu, obnażając tym samym najbardziej drażliwe miejsca narodowego konstruktu, nawet jeśli twórcy czynili to niejako niechcący. Jak wówczas, kiedy mieszkający w Stanach artysta wizualny Piotr Uklański powiesił w Zachęcie "Nazistów" (2000), czyli serię filmowych portretów aktorów polskich i amerykańskich wcielających się w hitlerowskich oficerów, zwracając uwagę na estetyczną gloryfikację faszyzmu przez popkulturę. O meandrach polskości najwięcej mówiła wtedy reakcja, z jaką wystawa się spotkała - czyli "ułańska szarża" z szablą Daniela Olbrychskiego na fotosy, które uznał za atak na swój aktorski wizerunek i polski patriotyzm. Reperkusje były daleko idące - wystawę decyzją ministra kultury zamknięto, a seria awantur, która nastąpiła później, doprowadziła do dymisji dyrektorki galerii Andy Rottenberg.

Grudzień, 2012 r. Wystawa ''Naziści'' w warszawskiej Zachęcie (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta) ()

Uklański wielokrotnie odnosił się w swoich dziełach, także wprost, do polskiej mitologii (wystawa "Biało-czerwona" w nowojorskiej Gagosian Gallery, 2008) czy polskości podszytej mrocznymi fascynacjami, jak w oprotestowanej przez prawicowe media rzeźbie "Deutsch-Polnische Freundschaft" (2011) przedstawiającej polskiego orła niebezpiecznie zlewającego się z nazistowskim i wskazującej na uwiedzenie ruchów narodowych estetyką hitlerowską.

Można się też zastanawiać, co o polskości i jej związkach z religią katolicką mówi reakcja na "Pasję" (2001) Doroty Nieznalskiej. Artystkę na wniosek prawicowych posłów postawiono przed sądem za obrazę uczuć religijnych i uniewinniono w kolejnej instancji dopiero po 8 latach (w pracy zestawiła współczesny kult męskiego ciała katowanego na siłowni z pasją - cierpieniem na krzyżu; częścią instalacji było zdjęcie męskich genitaliów umieszczone na greckim krzyżu). Czy wielokrotnie podpalana "Tęcza" (2012), postawiona tuż obok kościoła na warszawskim placu Zbawiciela przez Julitę Wójcik jako symbol przymierza i nadziei, ale będąca także międzynarodowym znakiem ruchów LGBT i tak interpretowana przez przeciwników - nie mówi więcej o tym, kogo chcemy, a kogo nie chcemy widzieć w narodowej wspólnocie niż wielostronicowe dysertacje?

Pożar tęczy na pl. Zbawiciela (fot. Max Pollo / zdjęcia nadesłane na kontakt stoleczna@agora.pl) ()

Biało-czerwony szum

Na warszawskiej wystawie "Późna polskość. Formy narodowej tożsamości po 89 roku" w Centrum Sztuki Współczesnej można zobaczyć wybrane prace wymienionych wyżej artystów, a także wielu, wielu innych: prezentowana jest ponad setka dzieł autorstwa kilkudziesięciu współczesnych twórców sztuk wizualnych, kina i teatru z trzech pokoleń, aktywnych na polskiej scenie po upadku komuny. - Przyjęliśmy cezurę 89 roku, bo to moment, w którym zmieniają się parametry, w jakich funkcjonuje polskość - wyjaśnia Stach Szabłowski, kurator wystawy. - Polska konfrontuje się wtedy ze zglobalizowanym, ponowoczesnym światem, z najróżniejszymi niepolskościami, od których w dobie PRL była izolowana. Pojawia się kwestia przebudowy konstruktu narodowej tożsamości w kontekście wolnego rynku, kapitalizmu, budowy społeczeństwa konsumpcyjnego, a także w związku z europeizacją, aspirowaniem do tzw. zachodnich standardów. W sztuce kwestia polskości staje się jednak ważnym tematem dopiero w pierwszej dekadzie XXI wieku, kiedy pierwszy szok transformacji minął i nadeszła refleksja, że zmieniamy się, a właściwie "stajemy" na nowo, również na poziomie narodowym. A kolejny etap to zwrot, który trwa obecnie, zresztą nie tylko w Polsce, czyli renesans narodowych tożsamości. Powrót do przeszłości, ale też szukanie alternatywy - nawet ucieczki - przed postępującą globalizacją w zamknięciu się w tożsamościach narodowych.

Częścią wystawy są też: esej filmowy pomysłu krytyka Jakuba Majmurka oraz esej teatralny, za który odpowiada teatrolog i kurator Tomasz Plata. To drugie dzieło złożone jest z fragmentów wyselekcjonowanych spektakli teatralnych - od "Dziadów" w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego, przez "(A)pollonię" Krzysztofa Warlikowskiego, po "Konstytucję" w wykonaniu Chóru Kobiet.

Igor Omulecki, 'Maria Janion', 2002, dzięki uprzejmości Artysty. Autor: Igor Omulecki / Michał Budny, Granice, 2006 ()

Sam tytuł wystawy zaczerpnięty został z książki "Akteon. Pornografia późnej polskości" Tomasza Kozaka - malarza, pisarza, autora filmów. Kozak już u progu XXI wieku drążył "ciemne jądro polskości", by przywołać choćby jego przewrotny film pt. "Klasztor Inversus" (2003), w którym przemontował fragmenty "Potopu" tak, by stworzyć alternatywną: perwersyjną i mroczną wizję życiorysu Kmicica. W wydanej w 2012 roku "Pornografii późnej polskości" artysta próbuje, jak mówi, "przebić się przez biało-czerwony szum", by skonstruować nowy wzorzec polskości. Tam pojawia się właśnie kategoria późnej polskości, po którą sięgnęli twórcy wystawy.

- Rozumiemy ją jako wyczerpywanie się energii z pewnych narodowych toposów, jak np. Polak katolik - tłumaczy Ewa Gorządek, kuratorka wystawy. Stach Szabłowski zaś dodaje: - Termin "późna polskość" przywołuje wyobrażenie zmierzchu. Ten obraz kłóci się pozornie z renesansem tradycyjnych postaw narodowych. Zastanawiamy się jednak, czy to narodowe wzmożenie, które obecnie obserwujemy, jest rzeczywiście symptomem odzyskania mocy przez polskość, czy raczej rozrzutnym trwonieniem resztek energii, które tkwią w jej tradycyjnym kształcie. Jeżeli te energie nie zostaną wykorzystane do tworzenia nowych, aktualnych form, możemy zostać z formami, które okażą się puste, jak znaczek Polski Walczącej na zderzaku samochodu czy masowo produkowana koszulka z wyklętym wilkołakiem.

Irena Kalicka, Bez tytułu z serii 'Smoka pokonać trudno ale starać się trzeba', 2016 / Maurycy Gomulicki, Kompozycja z Toporłów, 2017 ()

Tożsamość to nie religia

Dotykanie tematu polskości przez artystów oznacza dekonstruowanie pojęć i symboli, rozrywanie starych form i oglądanie tego, co jest w środku. A to boli i wywołuje intensywne, wręcz histeryczne, reakcje. Wystarczy przywołać niedawną burzę wokół "Klątwy" Olivera Frljicia w Teatrze Powszechnym w Warszawie, która wychodząc od tekstu Wyspiańskiego, w drastycznych obrazach ukazywała morderczy splot przemocy i religii, na której według twórców ufundowana jest polskość.

- Widzimy, jakie poziomy osiąga dziś dyskusja wokół narodowych tematów, więc zdajemy sobie sprawę, że być może nasza wystawa zostanie odebrana jako kontrowersyjna. Nie spodziewamy się jednak takich reakcji jak w wypadku "Klątwy" - mówi Ewa Gorządek. - Chcemy pokazać, że tożsamość, w tym wypadku polska, nie jest dana raz na zawsze. To nie święty ogień, który buzuje od zarania dziejów i do dnia dzisiejszego jawi się w tym samym kształcie. To nie religia - zmienia się wraz z kolejnymi przełomami w historii i cały czas musimy ją negocjować. Kiedyś polskość utożsamiana była ze stanem szlacheckim, potem romantyzm szukał autentycznej polskości w ludowości, co kontynuował PRL, kładąc nacisk na ludowy aspekt narodu. A Polska wydarza się właśnie w tym nieustannym sporze, zderzeniu różnych tradycji i czegoś nowego, co nabywamy gdzieś "po drodze".

Fragment pracy ''Prywatka'' Moniki Drożyńskiej (fot. dzięki uprzejmości autorki) ()

Gorządek dodaje, że opowiada o tym emblematyczna praca Janka Simona obecna na wystawie, która pierwotnie miała się nazywać "Prawdziwi Polacy", a teraz "Polyethnics". Simon drukuje na drukarce 3D figurki człekopodobne złożone z wielu warstw i kolorów, które się na siebie nakładają i tworzą wielobarwną strukturę. Tożsamość składa się właśnie z wielu takich warstw.

W poszukiwaniu nowej formy

Jeśli stare formy polskości słabną, to co w zamian? Kuratorzy przyznają, że nie udało się polskiej kulturze po 1989 roku, w zetknięciu z wejściem do Europy, wypracować zbioru ponowoczesnych form polskości, które byłyby akceptowane przez większość. - Nie są one tak mocne i wyraziste, jak chociażby te mesjanistyczno-ofiarnicze, do których nastąpił powrót po katastrofie smoleńskiej - mówi Ewa Gorządek. - Na przykład okrągły stół - nie znaleźliśmy wielu dzieł, które by się do niego odwoływały. Jest "Solidarność" - choćby w twórczości gdańskiego artysty Grzegorza Klamana, ale to mit, który się posypał, działania polityki historycznej sprawiły, że ta forma przestała być jasnym, świecącym znakiem, tylko zaczęła blednąć, zmurszała.

Stach Szabłowski twierdzi, że tę bezradność świetnie ilustruje dokument Artura Żmijewskiego o katastrofie smoleńskiej, pokazywany na wystawie. - Autor już pierwszego dnia po tragedii był na Krakowskim Przedmieściu z kamerą i przychodził przez następne tygodnie - mówi. - W filmie widać, że katastrofa to zdarzenie, które nie zmieściło się w porządku symbolicznym postpolitycznego, ponowoczesnego kraju z Unii Europejskiej. Wydarzyło się coś, co zdawało się pochodzić bardziej z porządku symbolicznego Wernyhory - i ludzie nie wiedzą, jak wyrazić swój stosunek do takiego zdarzenia. Próbują intuicyjnie, reaktywują dyskurs mesjanistyczny, śpiewają stare pieśni, układają krzyże z kwiatów i zniczy; szukają czegoś na pograniczu stanu wojennego, Katynia i powstania styczniowego. Polskość odnajduje się w formach anachronicznych.

I te coraz bardziej puste formy wyrywają dziś sobie obie strony politycznego sporu, walcząc o ten sam biało-czerwony sztandar, Mazurka Dąbrowskiego i piosenki Kaczmarskiego.

Paweł Susid, Bez tytułu /NUDA/, 2007 ()

Polskość hybrydalna

- My, jako kuratorzy, dostrzegamy potencjał w formach polskości, która zamiast uciekać przed Innością w tradycyjny kształt, otwiera, poszerza i zmienia swoje granice - stwierdza Szabłowski. - Pokazujemy więc na wystawie polskości hybrydalne i fantazmatyczne, polskości tropikalne i postkolonialne. Jak u Radka Szlagi, który w swoich obrazach przeprowadza symbolicznie Polskę w okolice Konga, w pobliże Conradowskiego jądra ciemności. Czy jak w instalacji Karola Radziszewskiego, który wątki historii polskiej kultury queer zaplata z rytuałami afrobrazylijskiego kultu Candomblé.

Jest też szukanie polskości, która wynika nie z narracji historyczno-politycznych, ale z tożsamościowego i osobistego myślenia, na przecięciu publicznego i prywatnego, zaznacza Ewa Gorządek: - Pojawia się np. pytanie nasuwające się po przemyśleniu pracy Daniela Rycharskiego "Krzyż": czy gej może być "prawdziwym" Polakiem, czy może być zaakceptowany przez wspólnotę katolicką w Polsce. Bo wiadomo, że jeżeli przyjmujemy za pewnik kanoniczne myślenie o polskości, to mamy jedyną opcję: Polak-katolik-heteroseksualny-biały. Dla mnie także "Tęcza" Julity Wójcik stała się takim wyrazistym symbolem walki o to, kogo dopuszczamy do wspólnoty, co się może zmieścić w polskości, a co nie. Co zrobić z kimś, kto jest Polakiem, urodził się w Polsce i jest np. niewierzącą osobą czy gejem? Czy to wyklucza go automatycznie ze wspólnoty? Kto ma o tym decydować? Te pytania warto zadać, żeby uświadomić sobie konsekwencje takiego myślenia, do czego ono prowadzi - analogie historyczne są znane.

Karol Radziszewski, O mocnym chłopaku, 2016 (fot. dzięki uprzejmości galerii BWA Warszawa) ()

Trochę Słowianin, trochę Indianin

A może dla Polaka ucieczką od "katolickiej Polski" jest pogaństwo? Dla twórców wystawy inspirujące okazuje się pytanie, które zadała Maria Janion w "Niesamowitej słowiańszczyźnie" - o to, czy wiara katolicka nie skolonizowała pogaństwa, które było u podstaw tego, co nazywamy prapolskością i czy nie jest to rodzaj opresji? Artyści próbują znaleźć miejsca, w których pogaństwo "przebija spod spodu". Tak właśnie jest z twórczością Stanisława Szukalskiego, swoistego patrona "Późnej polskości", który jako jedyny wykracza swoim życiem poza ramy czasowe ekspozycji (urodził się w 1893 roku, zmarł w 1987). Ta twórczość, we współczesnej interpretacji artysty Maurycego Gomulickiego i badacza Jacka Staniszewskiego, jest punktem wyjścia dla całej wystawy. Szukalski - malarz, rzeźbiarz, wizjoner oraz przywódca Szczepu Rogate Serce, sięgający do pogaństwa, ale i sztuki indiańskiej, szukający sarmackich korzeni na Wyspach Wielkanocnych (!), był twórcą poszukującym nowoczesnej formuły sztuki narodowej po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku.

- Jednym z podstawowych założeń wystawy jest konstatacja, że polskość nie jest obiektywnym bytem, lecz projektem, który jest stale przebudowywany, wymyślany od nowa - mówi Szabłowski. - I Szukalski jest ważny, jako człowiek, który u progu nowej Polski - tu widzimy analogię do sytuacji po 89 roku - intuicyjnie to rozumie. To nacjonalista z tendencją do skrajnych poglądów, ale traktujący przedmiot swej miłości, polskość, jako konstrukcję otwartą, którą można zmieniać. I kiedy słyszy, że chrześcijaństwo jest nieusuwalnym elementem polskiej tożsamości, mówi: "Nie! Jest odwrotnie, chrześcijaństwo przesłania polskość. Trzeba ją odsłonić, bo inaczej będzie zdeformowana przez ten obcy element". Potem robi kolejny ruch, czyli zaczyna konstruować polskość jako pewną fikcję - przepisuje historię ludzkości, umieszczając fantazmatycznych pra-Polaków u jej źródła, na drugim końcu świata.

Honorata Martin, rysunki z instalacji 'Wejście w Polskę', 2013 ()

Szukalski sięga po archaiczne wzorce, ale tworzy z nich zaskakująco nowoczesną, działającą na wyobraźnię formę. - Wychodzi z pogańskich polskich i słowiańskich mitów - jest tu Światowid, smocza jama, Krak, ale inspirujące źródła wizualności znajduje również wśród Indian, Azteków i w tym duchu projektuje np. pomniki polskich wieszczów narodowych, Słowackiego czy Mickiewicza - zauważa Ewa Gorządek.

Gombrowicz czy Wyszyński? Gombroszyński!

Czy jednak w dobie ostrych sporów światopoglądowych o kształt polskości możliwa jest, postulowana przez wspomnianego Tomasza Kozaka "polskość dialektyczna", czyli trzecia droga wychodząca poza jałowy spór pomiędzy krytykami narodowej idei a zanurzonymi w martyrologii konserwatystami? Próbą tego rodzaju może być projekt realizowany na zamówienie Centrum Sztuk Współczesnych przez Jakuba Woynarowskiego, który powstał we współpracy z krakowskim kwartalnikiem "Pressje", skupiającym młodych, konserwatywnych intelektualistów. Artysta zaprosił do kooperacji Pawła Rojka, autora książki o awangardowym konserwatyzmie. Powstała z tego intrygująca instalacja pt. "Epoka błękitu", której współautorem jest też artysta wizualny Jakub Skoczek

- Jądrem pomysłu było połączenie wody z ogniem, czyli Gombrowicza z kardynałem Wyszyńskim, w oparciu o dzienniki jednego i zapiski z więzienia drugiego - mówi Ewa Gorządek. - Odnosi się on też w dalszym planie do tekstu "Kłopot", napisanego przez Adama Michnika w 87 roku, w którym prorokował on wizję nowej Polski, odwołując się do dwóch perspektyw: perspektywy Gombrowicza, czyli indywidualnej, krytycznej, emancypacyjnej i liberalnej, oraz perspektywy Wyszyńskiego, czyli światopoglądu uformowanego na katolicyzmie, odwoływaniu się do tradycji chrześcijańskiej, a zatem dość zachowawczego. Michnik twierdził, że tych dwóch dróg nie da się połączyć, natomiast Rojek uważa, że jest to możliwe. Wybrał z obu tekstów źródłowych wypowiedzi i ułożył z nich kolaż sprawiający wrażenie takiej spójności, jakby mówiła to jedna osoba.

Radek Szlaga, Kolonie, 2016 (fot. dzięki uprzejmości artysty i galerii LETO) ()

"Epoka błękitu" pokazuje, jak szeroko pomysłodawcy "Późnej polskości" pojmują tożsamość narodową. - Polskość nie jest dla nas oblężoną twierdzą; wyobrażamy ją sobie raczej jako przestrzeń o zmiennych, elastycznych granicach, które mogą tworzyć zbiory wspólne z innymi tożsamościami - mówi Stach Szabłowski, a Ewa Gorządek dodaje: - Późna polskość nie odżegnuje się od tradycji, raczej wskazuje na jej szerokie spektrum. Obok chrześcijańskich, Polska ma przecież także tradycje wolnomyślicielstwa, tradycje laickie czy też dziedzictwo wielokulturowe. Jest z czego wybierać.

Anna Sańczuk. Z wykształcenia historyczka sztuki, z zawodu dziennikarka, czasem zajmuje się również PR-em kultury. Razem z Maciejem Ulewiczem prowadzi program "Kultura do kwadratu" na antenie Polsat News 2. Mieszka w Warszawie na Starej Ochocie.