Odpocznij
(fot. Wikimedia.org / Domena publiczna / Bart Everson / Wikimedia.org / CC BY 2.0)
(fot. Wikimedia.org / Domena publiczna / Bart Everson / Wikimedia.org / CC BY 2.0)

Mówi się, że Nowy Orlean jest najbardziej nawiedzonym miastem, a tamtejszy Cmentarz Świętego Ludwika - najbardziej nawiedzonym miejscem w Ameryce. Dlaczego? Bo znajduje się na nim grób Marie Laveau - Królowej Voodoo, która prawdopodobnie urodziła się w 1794 roku, zmarła w 1881 i rzekomo nigdy się nie zestarzała. Mówi się, że jej duch regularnie krąży po okolicy. Bywa widziany w pobliżu krypty i nad jeziorem Pontchartrain, nad którym położony jest Nowy Orlean. Marie jest też częstą bohaterką powieści (ma swój epizod m.in. w "American Gods" Neila Gaimana), piosenek i filmów. W 2013 roku Angela Bassett odegrała jej postać w serialu "American Horror Story".

Po prawej portret Marie Laveau autorstwa Franka Schneidera, po lewej Angela Basset wcielająca się w rolę kapłanki w filmie ''American Horror Story'' (fot. Wikimedia.ogr / Domena publiczna)

O Laveau krążą różne plotki; prawdę trudno oddzielić od fałszu. Badacze jej biografii podają, że była nieślubną córką bogatego kreolskiego właściciela plantacji, Charlesa Laveau, i jego haitańskiej niewolnicy i kochanki.

Ale Marie urodziła się jako wolna kobieta. Dwa razy wychodziła za mąż. Trudno powiedzieć, czy pierwszy partner, Jacques Paris, ją porzucił, czy uczynił wdową. Wątpliwości budzi też informacja, że drugiemu mężowi, arystokracie Louisowi Christophowi Deuminy de Glapion, urodziła piętnaścioro dzieci. Między jedną a drugą ciążą Marie pracowała jako fryzjerka. Czesała bogate Kreolki. Jednak kiedy poznała wytatuowanego doktora znanego jako Bayou John, który w swoim gabinecie praktykował voodoo, sama postanowiła zgłębić te rytuały. Od tej pory eleganckim paniom i zamożnym panom zaczęła oferować rozmaite mikstury, talizmany chroniące przed nieszczęściem i laleczki voodoo. Klienci w zamian przekazywali jej plotki. Biograf Laveau, Charles Gandolfo, twierdzi, że Marie znała najintymniejsze szczegóły z życia mieszkańców miasta, bo panie przychodzące do salonu mówiły jej więcej niż księdzu na spowiedzi. Podobno Laveau miała też sieć informatorów wśród służących pracujących w domach najbogatszych nowoorleańczyków. Zdaniem Gandolfo dzięki temu znała sekrety sędziów, prawników, lekarzy, architektów, oficerów policji, polityków i wszelkiej maści lokalnych celebrytów. Wykorzystywała niedyskrecję jednych klientów do przepowiadania przyszłości drugim i szantażowania tych, którzy ośmieliliby się twierdzić, że jej zaklęcia i talizmany nie działają.

Przedmioty pozostawione przy grobie Marie Laveau, 2011 r. (fot. Derek Bridges / Wikimedia.ogr / CC-BY-2.0)

Królowa Voodoo

W jaki sposób voodoo trafiło do Nowego Orleanu? Ten kult religijny łączący elementy katolickie z dawnymi wierzeniami afrykańskimi i magicznymi rytuałami zaczął się rozwijać na Haiti na początku XVII wieku. W tym okresie europejscy kolonizatorzy zaczęli sprowadzać na wyspę niewolników z Afryki i siłą narzucać im katolicyzm. Andreas Gössling w książce "Voodoo. Bogowie, czary, rytuały" tłumaczy, że "od samego początku handlarze niewolników, a także posiadacze kopalń złota i plantacji trzciny cukrowej podejmowali znaczne, nie hamowane żadnymi skrupułami wysiłki, by zatrzeć pamięć niewolników o ich ojczyźnie i w ten sposób całkowicie złamać ich wolę oporu. (...) Zdani całkowicie na łaskę i niełaskę swoich świeckich panów, wykluczeni z kręgu łaski białego Boga, [niewolnicy] podjęli rozpaczliwą próbę ożywienia własnych tradycji". Swoje rdzenne wierzenia połączyli z religią katolicką, by w ten sposób ukrywać afrykańskie praktyki, których w europejskich koloniach nie aprobowano i próbowano wykorzenić.

Voodoo w Nowym Orleanie, mieście założonym przez francuskich osadników w 1718 roku, pojawiło się wraz z uciekinierami z Haiti i innych francuskich kolonii oraz niewolnikami przywiezionymi przez Francuzów z Afryki.

Nowy Orlean w pierwszej połowie XX w. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Nowoorleańską Królową Voodoo w wieku 35 lat została Marie Laveau. Jej koronację poprzedziło pozbycie się kilkunastu innych miejscowych kapłanek, które zagrażały jej pozycji. Gandolfo opowiada, że Laveau, która była postawną kobietą, nie patyczkowała się z koleżankami po fachu. Ich siła woli ustępowała sile jej mięśni. Marie po prostu biła swoje rywalki. Te, które uparcie nie akceptowały jej pozycji, wypędzała z miasta.

W realizacji marzeń o władzy pomagał Laveau fakt, że chociaż voodoo u swoich korzeni, podobnie jak katolicyzm, jest religią zdominowaną przez mężczyzn, w Nowym Orleanie czczono przede wszystkim ducha bogini Aidy Wedo - czyli kobiecy pierwiastek stawiano w hierarchii ponad męskim. Wierzono, że Wedo pomogła swoim wyznawcom przedostać się przez ocean i dopłynąć do brzegów Ameryki.

Laveau odprawiała rytuały voodoo przez ponad sześćdziesiąt lat. Schedę oraz imię miała po niej przejąć córka - jedyna z dzieci Laveau, która dożyła dorosłego wieku. Kobiety wyglądały jak dwie krople wody. Młodsza Marie stała się znana nie tylko dzięki pielęgnowaniu rytuałów voodoo. Popularność zdobyła również jako właścicielka domu uciech i rozkoszy, w którym bogaci mężczyźni mogli zaznać przyjemności w ramionach młodych Mulatek.

Rytuał voo doo odprawiany podczas Wigilii św. Jana (fot. Bart Everson / Wikimedia.org / CC BY 2.0)

Rytualne orgie organizowane przez Marie-matkę nie miały nic wspólnego z prostytucją. Mężczyźni i kobiety zatracali się w alkoholu i tańcu, by dać się opętać rozmaitym loa - duchom, bóstwom i duchowym przewodnikom obdarzonym rozmaitymi mocami i atrybutami. Raz w roku, w noc z 23 na 24 czerwca zwaną St. John's Eve - Wigilią św. Jana (czyli w Polsce nocą świętojańską), odbywał się rytuał o szczególnej sile. Wedle opowieści regularnie uczestniczyły w nim setki osób (każda z nich wnosiła za owo uczestnictwo sowitą opłatę); wspólnie składano ofiary, tańczono i grano na bębnach. Laveau nie brała aktywnego udziału w uroczystościach, ale bacznie wszystkich obserwowała i reżyserowała wydarzenie wedle ustalonego scenariusza. W trakcie rytuału przywoływano bóstwa. W pierwszej kolejności pojawiał się Legba - pośrednik między loa a ludźmi, strażnik bramy do nieziemskiej krainy zamieszkiwanej przez duchy - Le Guinée. Niektórzy porównują ją do chrześcijańskiego nieba.

Przejęte z katolicyzmu elementy, takie jak modlitwy, chrzest, znak krzyża, ceremonialne użycie świec i dzwonów, stały się częścią kultu. Wyznawcy voodoo "przygarnęli" także chrześcijańskich świętych. I tak Święty Patryk, który według legendy uwolnił Irlandię od plagi węży i do dziś jest jej patronem, wśród praktykujących voodoo nosi imię Damballah i jest bogiem-wężem. Odpowiednikiem Świętego Piotra jest Legba, wspomniany łącznik między ludźmi a bogami. Centralną postacią religii voodoo w Nowym Orleanie stała się zaś Czarna Madonna z Częstochowy. Jak twierdzi Troy Taylor w książce "Voodoo in New Orleans & The Legacy of Marie Laveau" ("Voodoo w Nowym Orleanie i dziedzictwo Marie Laveau"), za wyniesienie jej na ołtarze odpowiadała sama Marie Laveau.

Po lewej ikona Matki Bożej z Jasnej Góry, zwana Czarną Madonną. Po prawej obraz w ujęciu ołtarzowym w Kaplicy Matki Bożej (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna / Andrzej Otrębski / Wikimedia.org / CC BY-SA 4.0)

Rewolucja ma twarz kobiety

Jak Czarna Madonna z Jasnej Góry trafiła najpierw na Haiti, a potem do Nowego Orleanu? Na San Domingo (francuskiej kolonii na Haiti istniejącej w latach 1659 -1804) obraz Matki Boskiej pojawił się razem z polskimi legionistami. Napoleon wysłał ich na karaibską wyspę, by spacyfikowali powstanie niewolników. Rewolucja haitańska wybuchła w 1790 roku. Jej bezpośrednią przyczyną był napływ wieści z ogarniętej rewolucją Francji o uchwaleniu przez Konstytuantę równości praw dla wszystkich mieszkańców kolonii. Właściciele plantacji nie zamierzali jednak respektować tych ustaleń, a idee głoszone przez przywódców Wielkiej Rewolucji Francuskiej, takie jak wolność, równość i braterstwo, puszczali mimo uszu. Wbrew rozkazom Napoleona polscy legioniści stanęli po stronie Haitańczyków, a wielu z nich potem osiedliło się na wyspie.

Haitańscy rewolucjoniści zauważyli, że polscy legioniści noszą przy sobie wizerunki Czarnej Madonny z bliznami na policzku. Rozpoznali w niej wcielenie wojowniczego ducha voodoo - Erzulie Dantor. Według Andrzeja Węgłowskiego, autora tekstu "Święci przejęci" opublikowanego przez magazyn "Focus"21 czerwca 2010 roku, rewolucja antykolonialna na wyspie rozpoczęła się od sekretnej ceremonii. "W trakcie uroczystości, na oczach zebranych, kapłanka została opętana przez Erzulie Dantor, jedno z najważniejszych bóstw w woduistycznym panteonie. Ustami kobiety bogini wezwała niewolników do walki z Francuzami, która ciągnęła się latami, ale dała Haiti wolność".

Symbole voo doo (fot. itskatjas / iStockphoto.com)

Haitańscy wyznawcy voodoo uwierzyli, że Erzulie Dantor wcielona w Czarną Madonnę zesłała im polskich legionistów i pomogła odzyskać wolność. W Nowym Orleanie wizerunek Czarnej Madonny dostał się w ręce Marie Laveau, która wyniosła ikonę Matki Boskiej Częstochowskiej do rangi najważniejszego symbolu wyznawców voodoo. Ta decyzja nie powinna nikogo dziwić. Marie Laveau, mimo odprawiania rytuałów voodoo, według niektórych źródeł była też gorliwą katoliczką. Mówi się, że zyskała nawet przychylność nowoorleańskich księży, bo zachęcała wyznawców swoich tradycyjnych praktyk do uczestnictwa w niedzielnych mszach świętych.

Zgodnie z haitańską tradycją uosobiona w postaci Czarnej Madonny Erzulie Dantor była boginią miłości, płodności i pożądania. Należała do agresywnych i mściwych duchów. Matka Boska z bliznami na policzku miała za zadanie karać mężczyzn, którzy używają przemocy wobec kobiet i krzywdzą dzieci. Patronowała kobietom zdradzonym przez swoich partnerów, lesbijkom oraz nowo wyświęconym kapłankom voodoo. Erzulie wcielona w Czarną Madonnę opiekowała się też kobietami interesu i dbała o ich finanse.

A wszystko wskazuje na to, że to właśnie interes (a nie haitańskie bóstwa) był dla Marie Laveau wartością nadrzędną. I to jemu nowoorleańska Królowa Voodoo była gotowa podporządkować nie tylko ludzi, ale nawet mściwe i złośliwe duchy oraz katolickich świętych.

Anna Bielak. Konsultantka scenariuszowa, selekcjonerka Krakowskiego Festiwalu Filmowego i dziennikarka współpracująca z Weekend Gazeta.pl, Dwutygodnikiem i Magazynem Świątecznym Gazety Wyborczej. Fanka mocnej kawy, dobrej literatury, długich podróży, niezależnego kina i rozmów z twórcami, których (jeszcze!) nikt nie zna.

Według Andrzeja Węgłowskiego, autora tekstu "Święci przejęci" opublikowanego przez portal magazynu "Focus" 21 czerwca 2010 roku rewolucja antykolonialna na wyspie rozpoczęła się od sekretnej ceremonii.