Reportaż
Lila Kalinowska przy pracy nad zniszczoną tablicą (fot. Jadwiga Sawicka)
Lila Kalinowska przy pracy nad zniszczoną tablicą (fot. Jadwiga Sawicka)

Naciąga kaptur, rękę zaciska na trzonku młotka. 

Zamach musi być mocny, miejsce, gdzie wyląduje cios - dobrze dobrane.

Ile razy uderza? Za mało, by zniszczyć całą - na ścianie zostają dwa duże fragmenty.

Wystarczająco, by jedna trzecia tablicy, cała jej środkowa część, spadła na bruk.

Odwraca się i biegnie do samochodu.

Trzy kobiety

Lato 2020 roku. Jadwiga Sawicka i Lila Kalinowska dopinają szczegóły zaplanowanego na wrzesień festiwalu "Centrum światów jest tutaj". Ważnym punktem programu ma być odsłonięcie tablicy na budynku przy ulicy Rynek 26. Tablica będzie duża: 120 na 70 cm, skromna, bez zbędnych złoceń i ornamentów. Upamiętni trzy pochodzące z Przemyśla kobiety, które na przełomie XIX i XX wieku mieszkały w tej kamienicy. Projekt jest już gotowy, treść opracowana, pieniądze na jej przygotowanie – zebrane w zbiórce społecznościowej.

Tablica na kamienicy Rynek 26, w czasie montażu; Jadwiga Sawicka z kompletem pozwoleń na jej instalację (Katarzyna Komar-Macyńska) , Tablica na kamienicy Rynek 26 (Agata Mikrut)

 - Chciałyśmy przywołać nazwiska trzech ważnych dla miasta kobiet, bo ich historii, pomników i śladów jest w mieście w naszym odczuciu za mało – mówi mi Lila Kalinowska, działaczka Towarzystwa Ulepszania Miasta, które organizuje festiwal. W jego ramach odbywają się wystawy, dyskusje, performance i wykłady. Ich punktem wyjścia zawsze jest Przemyśl – zakorzeniony w wielokulturowej przeszłości, zamieszkany przez liczną mniejszość ukraińską, mierzący się z wyzwaniami teraźniejszości – miasto pustoszeje, czuć w nim napięcia między polskimi i ukraińskimi sąsiadami. 

W końcu treść i projekt tablicy są gotowe.

Na szarym piaskowcu wykuto w trzech językach: polskim, ukraińskim i hebrajskim:

"W tej kamienicy – mikrokosmosie wielokulturowej Galicji – na przełomie XIX i XX w. mieszkały wybitne przemyślanki

Wincenta Tarnawska (1854–1943), działaczka niepodległościowa,

Ołena Kulczycka (1877–1967), ukraińska malarka i graficzka,

Helena Deutsch (1884–1982), amerykańska psychoanalityczka, Polka żydowskiego pochodzenia".

Oglądam ich portrety. Profil, półprofil, plecy proste lub lekko pochylona sylwetka, kołnierzyk ciasno zapięty pod szyją albo sznur pereł. Żadna nie wdzięczy się do aparatu. Młoda Wincenta na zdjęciu twarz ma jeszcze po dziewczęcemu zaokrągloną, patrzy łagodnie, z całą swoją dwudziestokilkuletnią powagą. Fotografii Heleny Deutsch jest najwięcej – na tym z młodości zerka spod szerokiego ronda kapelusza, gdy jest starsza, lubi pozować z podbródkiem wspartym na dłoni. Portretów Ołeny znajduję w sieci kilka. Na jednym siedzi wyprostowana jak struna, na innym patrzy pewnie w obiektyw, nie wypuszcza łatwo z tego spojrzenia. I jeszcze jedno zdjęcie – na zamarzniętym Sanie Ołena i jej siostra Olga pędzą na łyżwach: splecione ręce, na głowach eleganckie kapelusze, prawie słychać rytmiczne uderzenia płóz o taflę i śmiech rozpędzonych na lodzie kobiet.

Helena Deutsch (1884-1982), amerykańska psychoanalityczka, Polka żydowskiego pochodzenia (Jewish Women's Archive) , Ołena Kulczycka (1877-1967), ukraińska malarka i graficzka (Domena Publiczna)

Ponad swoją rolę

Były jednocześnie bardzo podobne i bardzo od siebie różne.

Wincenta jako mała dziewczynka oświadczyła: "Wyjdę tylko za powstańca!". Słowa dotrzymała, choć niezamożny kawaler Leonard Tarnawski budził początkowo opór rodziców dziewczyny, był – podobnie jak jej ojciec – weteranem powstania styczniowego. I tak jak jej ojciec został wybitnym adwokatem, politykiem i działaczem społecznym Galicji. Ona sama do czterdziestki zajmowała się głównie rodziną. Gdy zaczęła działać, energią i życiorysem mogłaby obdzielić kilka osób.

Współtworzyła Związek Polek, wspierała kobiety z niższych warstw społecznych, organizowała dla nich kursy zawodowe. Podczas I wojny światowej przemycała pod ubraniem broń i dokumenty. Uwielbiała Piłsudskiego (mając za ojca i męża zagorzałych endeków!), podczas walk o Przemyśl organizowała kuchnię polową i opiekę dla rannych żołnierzy. Po 1918 roku była już uważana za pierwszą damę Przemyśla. Zapraszana na rauty i uroczystości, odbierała zaszczyty – jako pierwsza kobieta została honorową obywatelką miasta. Doczekała II wojny, choć nie wiadomo, ile rozumiała z tego, co się działo. Przed śmiercią bowiem cierpiała na demencję. Umarła we Lwowie.

Helena Deutsch, z domu Rosenbach, pochodziła z zasymilowanej żydowskiej rodziny. Miała 16 lat, gdy zdecydowała, że będzie się dalej uczyć. Chciała studiować prawo, tak jak ojciec, ale ten wydział był jeszcze dla kobiet zakazany. Wybrała medycynę w Wiedniu, na studiach trafiła na teorie Freuda, po ich ukończeniu blisko z twórcą psychoanalizy współpracowała. Kierowała Wiedeńskim Instytutem Szkoleniowym, zajmowała się seksualnością kobiet, poznała męża. Felix Deutsch, wybitny lekarz, szczególnie zainteresowany psychoanalizą i medycyną psychosomatyczną, jako internista przez wiele lat leczył Freuda.

W autobiografii Helena dużo pisała o młodości w Przemyślu i o domu przy Rynku: "Kamienica tworzyła mikrokosmos polsko-żydowskiego Przemyśla z tamtych lat". Jej książka to głęboka autoanaliza – Deutsch opisała w niej dzieciństwo, więzi z ojcem (uwielbiała go) i matką (nie było im ze sobą po drodze), dorastanie, edukację, relację z Freudem, fascynacje polityczne. Umarła w Cambridge. Podobno w ostatnim tygodniu życia mówiła tylko po polsku.

Ołena Kulczycka urodziła się we Lwowie, ale prawie trzy dekady spędziła w Przemyślu. Uczyła rysunku w przemyskich szkołach średnich i tworzyła akwarele, grafiki, ilustracje do książek, przedmioty sztuki użytkowej. Mieszkanie dzieliła z matką i ukochaną siostrą Olgą, również artystką, z której przedwczesną śmiercią nigdy się nie pogodziła. Kulczyckie były kolorowymi ptakami – same projektowały i szyły swoje suknie, ich dom był salonem artystycznym i intelektualnym Ukraińców. Nigdy nie wyszły za mąż, nie miały dzieci.

Ołena była patriotką – tę cechę dzieliła z Wincentą Tarnawską, choć stały po przeciwnych stronach barykady. Kiedy w 1918 roku przez Przemyśl przetaczały się polsko-ukraińskie walki o to, po której stronie granicy znajdzie się miasto, Kulczycka wierzyła w prawo Ukrainy do tych ziem. Dzięki jej staraniom w mieście powstało Ukraińskie Regionalne Muzeum "Strywihor".

Oglądam reprodukcje jej prac: wyraźna kreska, mocne sylwetki, postaci w tradycyjnych ukraińskich strojach, elementy architektury, portrety. Ilustrowała bajki dziecięce, projektowała przedmioty codziennego użytku, malowała akwarele, tworzyła grafiki, obrazy o tematyce religijnej. Jej twórczość – czy to malarstwo, czy sztuka użytkowa – była silnym elementem ukraińskiej tożsamości narodowej.

Na emeryturze wróciła do Lwowa. Z komunistami nie chciała mieć nic wspólnego, nie wstąpiła do partii, mimo to, będąc już po siedemdziesiątce, kandydowała na prośbę ukraińskiej inteligencji do Rady Najwyższej Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej. Spotykały ją zaszczyty, o które, zdaje się, nie dbała. Stawała w obronie ukraińskich więźniów politycznych, co w czasach stalinowskich niewątpliwie było aktem wielkiej odwagi. Nigdy nie poszła ze swoją sztuką na ugodę z komunistycznymi władzami, co było solą w oku sowieckich władz.

- Kulczycka i Tarnawska miały bardzo wiele wspólnego - mówi mi Tomasz Pudłocki, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który współtworzył treść tablicy. - Obie były wielkimi patriotkami, każda z nich dawała temu wyraz w inny sposób. Trudno przecież wymagać od Ukrainki Kulczyckiej, by swojej miłości do narodu nie wyrażała w twórczości, która była przecież sensem jej życia - dodaje.

Tomasz Pudłocki (Agata Mikrut)

W kamienicy przy Rynku nie mieszkały nigdy wszystkie trzy naraz. Helena, jako młoda panna, i Wincenta – wtedy jeszcze bardziej żona swojego męża niż aktywistka - dzieliły sąsiadujące ze sobą mieszkania na pierwszym piętrze. Helena minęła się z Ołeną - pierwsza wyjechała z Przemyśla do Wiednia studiować medycynę, druga skończyła wiedeńską Akademię Sztuk Pięknych i przeniosła się do Przemyśla. Czy się znały osobiście? Na pewno wiedziały o swoim istnieniu. 

- Te trzy kobiety niosły w swoim życiorysie fragment biografii całego miasta: trudnej, złożonej, naznaczonej zarówno sąsiedzkim, wielokulturowym współistnieniem, jak i konfliktami – mówi Lila Kalinowska. – Kamienica, pod której dachem osobiście lub symbolicznie się spotkały, była idealna, by o nich przypominać mieszkańcom miasta.

Taniec wokół tablicy

Tablica była już prawie gotowa, kiedy miejscowe środowiska kresowe podniosły larum – jak to, nazwisko komunistki obok pierwszej damy Przemyśla? Wtedy prezydent miasta zwrócił się do Instytutu Pamięci Narodowej z prośbą o wydanie opinii na temat Ołeny Kulczyckiej. Wcześniej objął festiwal patronatem, organizatorom życzył powodzenia. Teraz wolałby, żeby tablica w takiej formie nie zawisła. Festiwal się rozpoczął, tablica była gotowa, sprawa nierozwiązana.

Jadwiga Sawicka: - Jeszcze się wahałyśmy: montować czy nie? Uznałyśmy w końcu, że cała dotychczasowa praca nie może się zmarnować. Postanowiłyśmy, że tablica zawiśnie, ale do czasu rozwiązania wątpliwości zasłonimy ją czarnym workiem.

Lila Kalinowska: - Jednocześnie program festiwalu był już opublikowany, odsłonięcie było jednym z jego punktów. 13 września przyszłyśmy więc pod tę zafoliowaną tablicę, a zgromadzonym na miejscu ludziom rozdaliśmy pocztówki z wydrukowaną treścią. Zrobił się z tego performance.

Jadwiga: - Zaczynałyśmy wtedy patrzeć na cały ten proces jak na działanie artystyczne, rzeźbę społeczną. I czekałyśmy na opinię z IPN-u, same również się o nią zwróciłyśmy. Tylko że tablica, jako działanie artystyczne, nie powinna podpadać pod ustawę o dekomunizacji. Ale tego nikt z naszych oponentów już nie przywołał. Nikt też – a wiemy to od pracowników muzeum Kulczyckiej we Lwowie - nie pofatygował się, by przeprowadzić tam rzetelną kwerendę.

Zasłonięta tablica (Jadwiga Sawicka) , Tablica (Jadwiga Sawicka)

Od 13 września 2020 roku aż do nocy z 1 na 2 lutego 2021 wokół zakrytej tablicy dużo się działo. Ktoś zrywał folię, ale za każdym razem czyjeś ręce szczelnie zakrywały ją z powrotem, oklejały taśmą wzdłuż i w poprzek, jakby chciały ten kawałek kamienia schować za kratami.

W przemyskich środowiskach kresowo-patriotycznych buzowało. Nazwisko Kulczyckiej odmieniane było przez wszystkie przypadki. Opinię o niej wydało Przemyskie Towarzystwo Historyczne: "Umieszczenie nazwiska Kulczyckiej na tablicy nie przyczyni się do wzbogacenia wizerunku Przemyśla". Dokument był niepodpisany. – Nie miał żadnej mocy formalnej – podkreśla Lila Kalinowska.

W styczniu 2021 roku przyszła odpowiedź z Instytutu Pamięci Narodowej – sztuka sztuką, ale Kulczyckiej nie należy miastu przypominać.

- Zastanawiam się, jakich wyborów po tej artystce spodziewaliby się jej przeciwnicy – mówi Tomasz Pudłocki. - To oczywiste, że jako Ukrainka chciała, by Przemyśl był ukraińskim miastem. To prawda, że była za to internowana na przełomie 1918 i 1919 roku, ale potem wróciła do Przemyśla i pracowała tu jeszcze przez blisko 20 lat, zatrudniona i akceptowana przez polskie władze. W tym czasie nie prowadziła żadnej antypolskiej działalności. Uczyła w przemyskich szkołach średnich i tworzyła własną sztukę - mówi. 

Pudłocki dodaje, że gdyby polski Instytut Pamięci Narodowej dobrze poszukał, to wiedziałby, że Kulczycka swoją działalność skupiała na pomocy więźniom politycznym i prawdopodobnie dlatego została namówiona przez przyjaciół, również ukraińskich artystów, do wejścia w politykę. Była już wtedy w zaawansowanym wieku, miała pozycję i szacunek, Rosjanie nie odważyli się jej ruszyć.

Lwów przed 1924 r. (Domena publiczna) , Lwów ok. 1930 roku (Domena publiczna)

- Lwów w tym czasie został "odarty" z inteligencji polskiej i ukraińskiej, ktoś musiał reprezentować interesy miejscowych wobec ogromnego napływu Rosjan do miasta. Kulczycka mogła pomóc rodakom prześladowanym przez rosyjski reżim i skorzystała z tego – dodaje Pudłocki.

Do lutego 2021 roku nic się nie zmieniło. Aż w nocy z 1 na 2 pod żółtą kamienicę podjechał samochód. Wysiadła z niego zakapturzona postać. W ręce ściskała młotek.

Sprawca

Miesiąc później na prywatny numer Lili Kalinowskiej przychodzi wiadomość: "Proszę o kontakt w sprawie tablicy. Chciałbym zrekompensować szkodę. Czy możemy się umówić na kawę lub obiad i zwyczajnie o tym porozmawiać?". Kalinowska odpowiada: "Jesteśmy gotowe na szukanie porozumienia drogą mediacji sądowych" – tylko w takiej formie zgodzi się z nim spotkać. Mężczyzna odpisuje: "To ja zniszczyłem tablicę (...). Nigdy nie byłem karany, dlatego zależy mi, by wynagrodzić to w sposób rzetelny i uczciwy. Nie mam nic na swoją obronę. Po prostu się pomyliłem".

Policja znajduje go dzięki nagraniom z miejskiego monitoringu. W jego domu jest ubranie, w którym dokonał zniszczenia tablicy. Policjanci sprawdzają samochód, w samochodzie – młotek i łom.

Ma trzydzieści kilka lat, jest wojskowym, służył w Afganistanie. Zniszczył tablicę, bo ktoś – "kolega" – powiedział mu, że jest na niej nazwisko osoby, którego nie powinno tam być. Kto to był? Nie zdradzi. Ani policji, ani prokuraturze. Miejscowemu dziennikarzowi powie tylko, że nie chce mieć kłopotów.

Tydzień po wymianie SMS-ów z Lilą Kalinowską przysyła wiadomość mailem. - Widać, że pisał ją z prawnikiem – mówi Lila. "Nie jestem złym człowiekiem", "czynu bardzo żałuję", "mam szacunek do wszelkich inicjatyw popierających poszanowanie wartości ogólnoludzkich, takich jak przyjaźń, tolerancja czy prawo do posiadania odmiennych poglądów". Chce pokryć koszt naprawy tablicy. Bardzo nie chce zostać skazany prawomocnym wyrokiem.

Jadwiga Sawicka: - To wszystko kosztowało nas po prostu bardzo dużo stresu. Traktowałyśmy już tę sytuację jak działanie artystyczne, rzeźbę społeczną. Wiedziałyśmy, że nie chcemy już, by tablica wróciła na elewację.

Głośna mniejszość

- Zniszczenie tej tablicy to jasny komunikat: w przestrzeni publicznej nie ma dla was miejsca - mówi Katarzyna Komar-Macyńska, działaczka Domu Ukraińskiego w Przemyślu i Związku Ukraińców w Polsce, redaktorka tygodnika mniejszości ukraińskiej "Nasze Słowo". - Chodziło o pokazanie polskim Ukraińcom, że swoją tożsamość i historię mają trzymać za zamkniętymi drzwiami własnych domów i instytucji. Że wielokulturowy Przemyśl to przeszłość - dodaje.

Przed wojną ta wielokulturowość była niezaprzeczalna: oprócz Polaków mieszkali tu Żydzi, stanowiący prawie jedną trzecią ludności miasta, i Ukraińcy. II wojna światowa zabrała przemyskich Żydów, lata powojenne zmusiły do wyjazdu tutejszych Ukraińców, wśród nich – artystów, naukowców, przedstawicieli ukraińskiej inteligencji. W Przemyślu, jednym z ważniejszych ośrodków Galicji, było ich wielu. Nieliczni Ukraińcy, którzy zdecydowali się zostać, nie wychylali się ze swoją tożsamością.

Po śmierci Stalina zaczęły się powroty – do Przemyśla zaczęli zjeżdżać ci, którzy nie umościli się w poniemieckich domach i nie przestali z tęsknotą spoglądać na wschód. Nie zawsze byli to dawni mieszkańcy miasta, przyjeżdżali tu po prostu polscy Ukraińcy, których domy zostały gdzieś we wschodnich wsiach. W Przemyślu czuli się najbardziej u siebie, bo wciąż znajdowali tu ślady ukraińskiej kultury, do których dokładali własne w nadziei na odbudowę społeczności. – Ja sama jestem z takiej rodziny. Tylko że ja przyjechałam tu cztery lata temu, z miasta na zachodzie Polski, w którym moja rodzina przez te kilkadziesiąt lat po wojnie mieszkała – mówi Katarzyna.

Pytam ją, co czuła, kiedy trwała walka o nazwisko Kulczyckiej na tablicy. - Uważam, że w całym tym wydarzeniu wokół tablicy wcale nie chodziło o Kulczycką. Chodziło o pokazanie, że w Przemyślu nie ma miejsca na upamiętnianie osób, które nie wpisują się w tę martyrologiczno-wojenno-niepodległościową opowieść – mówi. - Czy wszyscy Polacy w Przemyślu byli jej przeciwni? Na pewno nie, przecież Lila Kalinowska i Jadwiga Sawicka to Polki, które ze środowiskiem ukraińskim łączą tylko relacje towarzyskie czy zawodowe, nie tożsamościowe. Ludzi niechętnych polskim Ukraińcom w Przemyślu nie jest dużo. Ale to bardzo wpływowa mniejszość, ma w mieście swoich radnych. I bardzo głośna.

Przemyśl (Waldek Sosnowski/ Agencja Gazeta)

Dzień po naszej rozmowie Rosjanie bombardują Ukrainę. Wojciech Bakun, prezydent Przemyśla, zapowiada, że miasto jest gotowe na przyjęcie obywateli Ukrainy uciekających przed wojną. Na swoim profilu w mediach społecznościowych na bieżąco relacjonuje działania pomocowe, w których bierze też bezpośredni udział. W samym centrum działań są też Lila Kalinowska i Kasia Komar-Macyńska. Do Domu Ukraińskiego w krótkim czasie zgłasza się ponad 200 wolontariuszy chcących pomagać na przejściu granicznym i dworcu w Przemyślu.

Jadwiga Sawicka: - Powodem ataku Putina jest ukraińska tożsamość, niezależność, pragnienie niepodległości. To są również wartości, które w swojej sztuce podkreślała Ołena Kulczycka, które za pomocą tej sztuki umacniała. Patrzymy, jak walczą Ukraińcy, i widzimy, że patriotyzm to nie jest tylko domena Polaków. Może patrzymy  też właśnie na moment zwrotny w polsko-ukraińskich relacjach w Przemyślu?

Epilog

27 sierpnia 2021 roku Sąd Rejonowy w Przemyślu uznał oskarżonego Antoniego J. za winnego zniszczenia tablicy poprzez rozbicie jej młotem i łomem. Zasądził grzywnę, nakazał zapłacić Towarzystwu Ulepszania Miasta 3000 zł rekompensaty. 

Niedługo potem Przemyśl zyskał nową tablicę, odsłoniętą na ścianie kamienicy przy Grodzkiej 19 – pod tym adresem mieszkali Tarnawscy po wyprowadzce z Rynku. Na ciemnym tle mocno odbijają się złote litery. Wincenta Tarnawska jest na niej upamiętniona w towarzystwie swojego męża Leonarda, syna Władysława i szwagra Apolinarego. Tablicę ufundowało przemyskie Centrum Kulturalne i Towarzystwo Przyjaciół Nauk, jej odsłonięcie współorganizował Instytut Pamięci Narodowej.

Na elewacji kamienicy przy ulicy Rynek 26 wciąż widać ślad po tablicy z jasnego piaskowca – to blizna po miejscu, w którym Wincenta, Ołena i Helena nie musiały występować wsparte autorytetem mężczyzn. Tak jak wtedy, gdy żyły i działały.

Miejsce po tablicy (Jadwiga Sawicka)


Korzystałam m.in. z książek: "Będziemy działać. Wincenta Tarnawska w służbie niepodległości Polski" Tomasza Pudłockiego, autobiografii Heleny Deutsch pt. "Konfrontacja z samą sobą" oraz artykułu "Rynek 26 – kulturowy mikrokosmos niegdysiejszego Przemyśla" Olgi Heleny Solarz ("Przemyski Przegląd Kulturalny", nr 1 (20) 2011).

Dorota Borodaj. Absolwentka kulturoznawstwa oraz Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Grand Prix na Festiwalu Twórczości Wrażliwej Społecznie, członkini zarządu Towarzystwa Krajoznawczego Krajobraz.

Pomoc dla Ukrainy

Rosja dokonała inwazji na Ukrainę. Sytuacja jest bardzo trudna do przewidzenia i zmienia się szybko. Jedno jest jasne - mieszkańcy Ukrainy jak nigdy potrzebują pomocy w różnych formach. Dlatego Gazeta.pl wspólnie z Polskim Centrum Pomocy Międzynarodowej pracuje nad zapewnieniem pomocy humanitarnej.

Sprawdź, jak możesz pomóc