Gdy Agata powiedziała mężowi, że ich koleżanka wyprowadza się do Torunia, zrobił wielkie oczy: Do Torunia? A kto by chciał tam mieszkać?
Koleżanka pracuje w Toruniu i codziennie dojeżdża z Bydgoszczy 50 kilometrów. Przeprowadzka jest więc logiczna. Ale dla męża Agaty, bydgoszczanina z dziada pradziada - rzecz nie do pomyślenia. - Ale co cię tak dziwi? Przecież lubisz Toruń, jeździmy tam na starówkę - zapytała. - Nie potrafił odpowiedzieć. W Toruniu się nie mieszka i już - opowiada Agata. - Tak się mówi.
"Tak się mówi", od lat. Toruń i Bydgoszcz, dwie stolice Kujawsko-Pomorskiego, rzekomo toczą wyniszczającą wojnę od stuleci. Ostatnia odsłona to walka o nowy port. Inwestycja ma powstać w pobliżu Bydgoszczy, ale toruńskim radnym to nie w smak.
- Pytałam rodziców, rodzinę, znajomych, z czego ten konflikt się niby bierze. Nikt nie wiedział - mówi Agata.
Kto dostanie Ikeę?
- Brudasy, tyfusy, nie myją się. Trzeba się szczepić, zanim wjedziesz do Bydgoszczy. Tego typu żarty opowiadamy - mówi Michał, dopijając piwo nad toruńskim bulwarem przy Wiśle.
Jego kolega Jacek dodaje: - W Warszawie na imprezie poznałem chłopaka z Bydgoszczy. Uśmiechnęliśmy się pod nosem. Każdy wiedział, o co chodzi. Ale nie dogryzaliśmy sobie. A jak ostatnio byłem samochodem w Bydgoszczy, to znajomi żartowali, żebym zakrył rejestrację - wspomina.
Michał dorzuca jeszcze, że Toruń ma piękną starówkę, której Bydgoszcz może tylko zazdrościć.
50 kilometrów dalej takie stwierdzenie może wywołać oburzenie. Zwłaszcza na bydgoskiej Wyspie Młyńskiej, turystycznym centrum miasta przeciętym siecią kanałów. W upalny dzień wypoczywają tu tłumy. Jacek z kumplem spacerują po nabrzeżu, szukają koleżanek. - Jest takie forum "Bydgoszczanie" na Facebooku. Spróbuj tam napisać, że Toruń ma ładniejszą starówkę. Człowieku! Zaraz się wielka gównoburza zaczyna - opowiada.
"Tyfusy" to najczęstsze w Toruniu określenie na mieszkańców Bydgoszczy - genezą są epidemie, które nawiedzały miasto w przeszłości. Bydgoszczanie nie pozostają dłużni. Przybyszów z Torunia nazywają "krzyżakami", nawiązując do genealogii miasta.
Agata wspomina, że jej znajomym zdarza się też rzucić: Toruń? A, to taka wieś pod Bydgoszczą. To aluzja do wielkości miast - Bydgoszcz liczy sobie 350 tysięcy mieszkańców. Toruń "raptem" 200 tysięcy.
- Od dzieciaka się śmialiśmy, że ci w Bydgoszczy to tyfusy, a my jesteśmy lepsi. Według mojej babci tak się mówiło jeszcze przed wojną. Tylko dla żartu - opowiada Agnieszka, obecnie mieszkająca w Warszawie. - Pamiętam rywalizację o sklep Ikea. W obu miastach mieszkańcy trzymali kciuki: żeby tylko zbudowali u nas, nie u nich! Wygrała Bydgoszcz. No i jeszcze z dzieciństwa wspominam bijatyki kibiców żużla. A to u nas na stadionie, a to u nich.
- Tomasz Gollob był lokalnym bohaterem, jego rodzinny klub to Polonia Bydgoszcz. Obiecywał, że nigdy nie przejdzie do Torunia. Słowa nie dotrzymał i w 2012 roku poszedł do Unibaxu Toruń. To był szok. Wszyscy mówili o zdradzie - wspomina Agata z Bydgoszczy.
Rafał, obecnie warszawski menadżer, pamięta, jak w młodości dojeżdżał na angielski do Bydgoszczy. W dni meczowe bał się wychodzić z samochodu, bo rejestrację miał toruńską. Fani Apatoru Toruń i Polonii Bydgoszcz toczyli ze sobą boje, jakich nie powstydziliby się najbardziej agresywni piłkarscy kibole. Ale to już przeszłość, bo dzisiaj drużyny są w dwóch różnych ligach. - Mam w Bydgoszczy wielu znajomych. Czasami ktoś dla żartu powie: krzyżak, tyfus. Ale to tyle. Sporu nie ma - dodaje Rafał.
Przypadek? Nie sądzę
- Jak to nie ma! - denerwuje się Piotr Cyprys, prezes stowarzyszenia Metropolia Bydgoska. Przytacza historyczne argumenty: Bydgoszcz dostała prawa miejskie z rąk Kazimierza Wielkiego, Toruń - wiadomo - z rąk zakonu krzyżackiego. Już tu widać zarzewie przyszłego konfliktu. Potem było tylko gorzej. Podczas oblężenia zamku Złotoria pod Toruniem ranny został Kaźko Słupski, wnuk Kazimierza Wielkiego. Zmarł w ulubionym zamku w - a jakże - Bydgoszczy. Wbrew temu, co twierdzą historycy z Torunia, już w Średniowieczu miasta rywalizowały ze sobą. W XV wieku Toruń, bojąc się konkurencji, zakazał sprzedaży bydgoskiego piwa. Przypomnijmy też, że Krzyżacy w XIV wieku zrównali z ziemią Wyszogród, dziś jedną z dzielnic Bydgoszczy.
Można by tę wyliczankę ciągnąć, ale ważne jest to, że skutki widoczne są do dzisiaj. Chociażby w tym, że na mapach pogody niektóre telewizje pokazują Toruń, a nie - większą przecież - Bydgoszcz! Toruń turystycznie potrafi się sprzedać, Bydgoszcz nie.
Gdy pod koniec lat 90. dzielono kraj na nowe województwa, Bydgoszcz miała trafić do Poznania. To właśnie bydgoszczanie wywalczyli nowe województwo, czego Toruń - zdaniem Cyprysa - za bardzo docenić nie umie. Urząd marszałkowski trafił do Torunia, a to tam dzielony jest tort unijnych dotacji. Marszałek tak dzieli środki, że więcej pieniędzy trafia do Torunia.
- Ale pieniądze unijne są dzielone poprzez konkursy, procedury - mówię.
- Tak, ale konkursy są rozpisywane pod Toruń - przekonuje Cyprys.
Nawet władze krajowe faworyzują Toruń. Jak inaczej wyjaśnić, że autostrada A1 z Łodzi do Gdańska przebiega obok Torunia, a nie pomiędzy oboma miastami? Dlaczego Bydgoszcz tyle lat czeka na ekspresówkę S5? Przypadek? A może zakulisowe gry torunian? Cyprys apeluje do polityków z Torunia: żyjcie i dajcie żyć innym!
Brzydgoszcz kontra inteligencja
- Nie doszukiwałbym się źródeł konfliktu w Średniowieczu. Wtedy Toruń był silnym miastem hanzeatyckim, a Bydgoszcz - lokalnym ośrodkiem. O rywalizacji raczej nie mogło być mowy - opowiada doktor Michał Targowski, historyk z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
Po pierwszym zaborze Bydgoszcz trafiła do Prus, Toruń jeszcze przez 20 lat pozostał polski. O rywalizacji możemy mówić od tego czasu, bo z władz pruskich do Bydgoszczy popłynął strumień pieniędzy. Efektem była m.in. budowa kanału bydgoskiego, który otwiera szlak wodny na zachód. Dla Torunia pierwsze 20 lat między zaborami to okres regresu.
Gdy oba miasta trafiają już do Prus, wciąż wygrywa Bydgoszcz. Jest bliżej Berlina, i to tutaj najpierw położone zostaną tory kolejowe. Toruń na pociągi poczeka kolejne 20 lat. W tym czasie Bydgoszcz szybko urośnie.
- Począwszy od czasów napoleońskich to właśnie Bydgoszcz jest ważniejsza jako stolica rejencji - pruskiej jednostki administracyjnej średniego szczebla. Toruń to miasto powiatowe. W dodatku Toruń dostaje cięgi w okresie wojen napoleońskich. Miasto dwukrotnie było oblegane. Władze pruskie zadecydowały, by zamienić je w graniczną twierdzę. Zakazano rozbudowy przedmieść, nie budowano fabryk. W tym czasie położona dalej od granicy z Rosją, świetnie skomunikowana Bydgoszcz witała inwestorów z otwartymi ramionami. W XIX wieku prześcignęła byłe krzyżackie miasto - opowiada dr Targowski.
W okresie międzywojennym znacznie mniejszy od Bydgoszczy Toruń został siedzibą województwa pomorskiego, zaś większą i nowocześniejszą Bydgoszcz zdegradowano do rangi miasta powiatowego. Po wojnie role się odwróciły. Bydgoszcz została stolicą województwa. Miała więcej zakładów przemysłowych: rowerowy Romet, chemiczne Zachem i Pollena. Dla władz komunistycznych to był wystarczający argument. Torunianie odebrali decyzję jako karę dla miasta, które stało się domem "nieprawomyślnej" inteligencji z Lwowa i Wilna. Ale Toruń zyskał coś innego - komuniści pozwolili założyć Uniwersytet Mikołaja Kopernika.
- O tej Bydgoszczy, która była dwukrotnie większa od Torunia, mówi się do dziś Brzydgoszcz, bo rzekomo jest mniej urodziwa niż Toruń, przemysłowa, z robotniczym wizerunkiem i osiedlem sypialnią, czyli Fordonem. Podział robotnicza Bydgoszcz - inteligencki Toruń okazał się trwalszy niż poprzedni system. Echa tego rozróżnienia nie słabną, ponieważ zmiany tożsamości społecznej dokonują się powoli - mówi doktor Magdalena Mateja, medioznawczyni z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
Ekspertka podkreśla: tożsamość społeczna to struktura dynamiczna i wyobrażona. - Konflikt między Bydgoszczą a Toruniem trzeba dziś postrzegać jako mit, mało aktualny, a przede wszystkim szkodliwy.
O co chodzi?
Fordon to największa sypialnia Bydgoszczy. Na ogromnym blokowisku przy wjeździe od Torunia mieszka 70 tysięcy osób.
Remigiusz spaceruje z córką. Wojna z Toruniem? Myśli. Chyba tylko żużlowa. - Pracowałem tam parę razy, budowałem place zabaw. Piękne miasto. Nic do Torunia nie mam - mówi.
Karolina codziennie dojeżdża do pracy w Toruniu. - Wielu moich znajomych tak robi. Nie ma żadnego sporu - zapewnia.
W centrum Bydgoszczy, na Wyspie Młyńskiej też się od konfliktu odżegnują. - Ładną mają starówkę, fakt. Ale co z tego, jak poza centrum oba miasta tak samo brzydkie? Nie widzę różnicy - mówi Łukasz, który razem z Jackiem spaceruje po nabrzeżu.
Agata wyznaje, że na spacery jeździ do Torunia. - Lubię pochodzić po starówce, bulwarach nad Wisłą. Może to nielojalne, ale prawda jest taka: architektonicznie Toruń wygrywa. Ale z drugiej strony jest już tak zadeptany przez turystów, że lepiej chyba żyje się w Bydgoszczy. Spór? Nie ma. Mój tata ma firmę przy trasie Bydgoszcz - Toruń. W godzinach szczytu sznur aut ciągnie się w obie strony. Ludzie z jednego miasta jeżdżą do pracy do sąsiadów. I na odwrót - mówi.
50 kilometrów dalej, dopijając piwo na nadwiślańskich bulwarach, Michał przyznaje, że Bydgoszcz z Toruniem czasami wygrywa. Mają sklep Ikea, więc tam jedzie się na zakupy. - Ostatnie CV zawiozłem do Bydgoszczy. Dział IT. Tam mają lepsze oferty pracy. W Toruniu z tym cienko - dodaje.
- A ja w weekend rodzinę odwoziłem tam na lotnisko. Sam zajrzałem na zawody w triatlonie, bo mają fajną, dużą imprezę. Wiadomo, że są więksi, więc wiele rzeczy tam można załatwić - mówi Jacek, kolega Michała.
Dominika, bydgoszczanka z dziada pradziada, pracuje w centrum kulturalnym. Jej szef dojeżdża z Torunia. - Koledzy rzucają mu żartami typu: "Co robią dzieci w Toruniu? Bawią się w miasto". Ale to takie męskie dogryzanie. A poza tym to na imprezy kulturalne raz jedzie się do Torunia, a raz do Bydgoszczy - dodaje.
- Kulturalnie jest pełna zgoda - mówi Adam Kempa z internetowej wytwórni płytowej Plexus of Infinity z Bydgoszczy. - Zespoły z Torunia grają u nas w klubie Mózg, nasze zespoły jeżdżą do nich do klubu NRD. Pełna współpraca.
Konflikt bydgosko-toruński, nawet jeśli kiedyś gorący, dziś zdaje się ledwo tlić. Skoro w kulturze jest zgoda i mieszkańcy też nie wojują, to o co chodzi?
Trauma polityków
- To jest śmieszna propozycja. To jest dążenie do stawiania znaku równości między naszymi metropoliami. Zyska na tym wyłącznie Toruń. To jest wielki ukłon za marne judaszowskie srebrniki na rzecz Torunia - grzmiał na antenie Radia ESKA prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski. Prezydenta rozwścieczyła propozycja rozszerzenia nazwy lotniska w Bydgoszczy do nazwy "Bydgoszcz - Toruń".
Właścicielem lotniska jest marszałek województwa do spółki z miastem Bydgoszcz. Niewielką część udziałów ma też Toruń. W czerwcu 2016 roku miasto Kopernika chciało dokupić akcje i wpompować w lotnisko 5 milionów złotych. Warunkiem było właśnie dodanie słowa "Toruń" do nazwy. Propozycja wywołała polityczno-medialną burzę. Nazwy ostatecznie nie zmieniono.
To kolejna odsłona wojny, której aktorami są prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski, Torunia Michał Zaleski i marszałek województwa Piotr Całbecki. Co prawda Całbecki i Bruski są razem w PO, a Zaleski jest politykiem bezpartyjnym, ale akurat w tym wypadku nie ma to znaczenia. Takich wojen było w ostatnim dwudziestoleciu więcej. Zaczęło się już przy powstaniu województwa, kiedy ważyły się losy najważniejszych urzędów. Ostatecznie wojewoda trafił się Bydgoszczy, a marszałek - Toruniowi. Uczestnik negocjacji, senator Jan Wyrowiński, w rozmowie z "Polityką" w 2014 roku chwalił się, że władze Torunia wyrolowały Bydgoszcz, bo marszałek jest ważniejszą politycznie figurą.
Poczucie traumy już nie opuściło polityków z Bydgoszczy. Co chwilę wracają rytualne oskarżenia, że marszałek z Torunia przy podziale unijnych pieniędzy faworyzuje rodzinne miasto. Piotr Całbecki już trzecią kadencję tłumaczy, że jako marszałek nie przyznaje pieniędzy według "widzimisię", tylko na podstawie konkursów i unijnych przepisów. W 2016 roku pokazywał na łamach "Wyborczej", że z Regionalnego Programu Operacyjnego do Bydgoszczy trafiło 641 mln zł, a do Torunia 467 mln zł. Krytyków to jednak nie zastopowało.
Lista konfliktów jest dłuższa.
Włodarze obu miast do spółki z marszałkiem przez 10 lat debatowali o utworzeniu metropolii bydgosko-toruńskiej. Do porozumienia nie doszło. Bydgoszcz na osłodę założyła z ościennymi gminami stowarzyszenie, które szumnie nazwała "Metropolia Bydgoszcz" (nie mylić ze stowarzyszeniem Metropolia Bydgoska).
W 2006 roku Toruń wystartował w rywalizacji o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Wspierały go inne miasta regionu, w tym Bydgoszcz, która na ostatniej prostej... wysunęła swoją kandydaturę. W końcu ESK przypadła Wrocławiowi.
Podczas kampanii w 2015 roku bydgoscy posłowie, tak z PiS, jak i z PO, przekonywali, że uczelnia Collegium Medicum znajdująca się na terenie Bydgoszczy powinna odłączyć się od Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, do którego formalnie należy. W Bydgoszczy powstał komitet namawiający do oderwania uczelni, w Toruniu ruszyło zbieranie podpisów, żeby nic nie zmieniać. Pomysł upadł.
W 2017 roku okazało się, że festiwal filmowy Camerimage, który narodził się i miał siedem edycji w Toruniu, ale potem odbywał się w Łodzi i - ostatnio - w Bydgoszczy, zostanie tu jeszcze przez cztery lata. Później wróci do Torunia, gdzie dla tego celu powstanie nowe centrum kongresowe. Oburzony prezydent Bydgoszczy stwierdził, że "Bydgoszcz nie może być przechowalnią".
W tym samym roku okazało się, że w pobliżu Bydgoszczy powstanie duży port przeładunkowy, gdzie trafią kontenery z Gdyni i Gdańska. Reakcją radnych Torunia był list do rządu, by port ulokować jednak w Toruniu.
I tak dalej...
A pan bywa częściej w Toruniu?
- Żenada - podsumowuje Rafał, rodowity torunianin, od lat w Warszawie. W telewizji oglądał debatę o wyłączeniu Collegium Medicum ze struktur UMK Radni przekonywali, że to hańba dla Bydgoszczy. - Poziom dyskusji posłów poniżej krytyki. Jak słucham tych sporów politycznych, to się wstydzę.
- To czysto polityczne zagrywki. A mogliby się dogadać i zrobić porządną drogę między oboma miastami - mówi Agata z Bydgoszczy.
- Bydgoszcz ma świetną operę, to w Toruniu też musieli zbudować salę koncertową. Po co? Jedna nie wystarczy na oba miasta? - wtóruje jej Agnieszka z Torunia.
Doktor Magdalena Mateja z UMK nie ma wątpliwości: w interesie Bydgoszczy i Torunia byłoby utworzenie dwumiasta. Ale problemem jest to, że przeszłość dominuje w konstruowaniu tożsamości wspólnoty. Nie myśli się o przyszłości. - Na kreowaniu mitu konfliktu zyskują politycy, dla których jest to narzędzie do mobilizowania wyborców. Nic tak nie integruje grupy, jak konflikt z drugą grupą. W interesie jednostek, ale i różnych organizacji, jest podtrzymywanie pamięci o konflikcie, dolewanie oliwy do ognia - dodaje.
- Od Wyspy Młyńskiej po nadwiślańskie bulwary słychać: ten spór to politycy sobie wymyślili - mówię do Piotra Cyprysa ze stowarzyszenia Metropolia Bydgoska, który był także kandydatem na prezydenta Bydgoszczy.
Ale on nie daje się przekonać.
- Jacy mieszkańcy? A gdzie pan z nimi rozmawiał? Chyba jacyś źle zorientowani w sprawach miasta. A pan to przypadkiem Torunia nie odwiedza częściej? - pyta.
CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU
Bartosz Józefiak. Mieszka w Łodzi. Pracował w gazetach lokalnych w Łodzi, Wrocławiu i Pabianicach, współpracuje z "Dużym Formatem" i "Tygodnikiem Powszechnym". Jest absolwentem Polskiej Szkoły Reportażu i swoją przyszłość wiąże właśnie z reportażem.