WEEKEND NA MAJÓWKĘ - Przypominamy najchętniej czytane przez Was teksty
Karolów Wojtyłów jest w Polsce 38*. Ten od "Suchych Żartów" mieszka w Lublinie i w weekendy zarabia jako kelner, a od poniedziałku do piątku studiuje zarządzanie na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Odkąd ekspedientka w sklepie podarła jego wniosek reklamacyjny na czapkę, zawsze ma przy sobie legitymację albo dowód osobisty. Na wypadek, gdyby ktoś znowu powiedział mu, że jest "istnym żartem".
Dowodów na swoje istnienie Wojtyła musiał dostarczać też ze względu na pradziadka. W czwartej klasie szkoły podstawowej jako zadanie domowe dostał rozrysowanie drzewa genealogicznego rodziny. Oddawanie pracy skończyło się telefonem do mamy. Pani od historii nie mogła uwierzyć, że pradziadkiem Karola Wojtyły jest Jan Twardowski. Wezwana do odpowiedzi matka tłumaczyła nauczycielce tak samo jak Karolowi od lat: że imię zaproponował nieświadomy konsekwencji sześcioletni brat, że dzień urodzin Wojtyły juniora jest bliski papieskiemu, bo Karol z Wadowic urodził się 18 maja, a ten z Lublina - 20. Pomysł starszego syna się jej spodobał - dzieci chciała wychować na bliskich Kościołowi. Istnienie pradziadka matka też potwierdziła. Tak, na nazwisko miał Twardowski i na to nie miała żadnego wpływu.
Po lekcjach historii przychodził czas na religię. Tu interwencja matki nie była konieczna, bo katecheci imię i nazwisko Wojtyły brali na wiarę. Nieraz nawet przez całą godzinę lekcyjną Karol odpowiadał na pytania o pokrewieństwo, którego nie ma. Najbardziej denerwowało go, gdy pytali, czy czuje się zobowiązany. - Odpowiadałem, że nie za bardzo. To tylko zbieżność nazwisk. Wtedy słyszałem, że powinienem być. A że muszę brać przykład z papieża - to już koniecznie. A ja uważam, że papież był wspaniałym człowiekiem i każdy powinien go naśladować. Nie tylko ja - mówi.
Z podobieństw do Wojtyły - papieża Karol wymienia: popularność, kontrowersje i sympatyzowanie z wadowickimi kremówkami. Do popularności już się przyzwyczaił, sytuacje, w których ludzie zwracają uwagę na jego imię i nazwisko, stały się codziennością. Niektórzy chcą zrobić sobie z nim zdjęcie, inni chcą go mieć w znajomych na portalach społecznościowych. - Zawsze się zgadzam na zdjęcia, skoro sprawia to ludziom radość. A ja uwielbiam czynić ludzi szczęśliwymi. To mam też z papieża Polaka, że chcę oglądać, jak na twarzach innych maluje się uśmiech - mówi.
Kontrowersje Karol wzbudza, bo ludzi, którzy uważają go za chodzącą zniewagę Jana Pawła II, też jest całkiem sporo. Pytają go wprost: "Jak można było nazwać tak swojego syna? Przecież to obraza dla papieża Polaka!". - Nie wiem sam do końca, co ludzie mają wtedy na myśli. Pomysł, bym nazywał się, jak ktoś znany na całym świecie, nie miał na celu nikogo urazić - odpowiada. Kremówki Wojtyła jadł w Wadowicach kilka lat temu. Bardzo mu smakowały. Żałuje, że nie udało mu się pójść do domu Wojtyłów na Kościelnej 7. Chciałby, żeby więcej ludzi zapoznawało się z biografią Ojca Świętego. Sam zna ją dosyć dobrze. Wiedzę czerpie z filmów biograficznych o Wojtyle - papieżu. Karol Wojtyła pamięta też doskonale dzień śmierci papieża Polaka. Jego rodzice mieli wtedy imprezę z okazji rocznicy ślubu. Ale nikt z nimi nie świętował - telewizje przerwały program, radio nie nadawało tego co zwykle, goście mówili tylko o śmierci papieża.
Karol Wojtyła II
Kwestionariusz z 28 listopada 2017 przeprowadzony z Karolem Wojtyłą z Chełma. Wynika z niego, że Wojtyła jest konkretny i nie lubi tracić czasu.
Czyj był pomysł, by dać mu na imię Karol?
Wojtyła: - Mam starszego brata. Gdy się urodził, rodzice pojechali na kontrolę do miejscowej doktorki. To ona zapytała, dlaczego nie nazwali syna Karol. Odpowiedzieli, że jeśli będą mieli jeszcze jednego syna, to dadzą mu tak na imię.
Czy spotkały go niestandardowe sytuacje związane z imieniem i nazwiskiem?
W.: - Tak. Kiedy się gdzieś rejestruję i podaję swoje dane, ludzie pukają się w czoło. Muszę szukać jakiegoś dokumentu.
Jak w szkole reagowano na jego dane osobowe?
W.: - Zanim ja zdążę kogoś poznać, wszyscy już mnie kojarzą. Katecheci zawsze więcej wymagają. Chcieliby, żebym nadto przewyższał wiedzą innych.
Jak go nazywają?
W.: - W szkole mówią na mnie "Papież" albo "Święty". Większość znajomych zwraca się: "Papież".
Czy zechciałby odpowiedzieć na więcej pytań teraz?
W.: - Nie.
Czy znajdzie czas, żeby odpowiedzieć w wolnej chwili?
W.: - OK.
Czy czuje się związany z Karolem Wojtyłą papieżem?
W.: - Ciężko mi się porównać do kogoś takiego.
Czy pamięta dzień śmierci papieża?
W.: - Tak.
Czy oglądał jego kanonizację?
W.: - Niecałą.
Czy oglądał filmy o papieżu?
W.: - Tak, dość mocno mnie interesowały.
Jadł kremówki w Wadowicach?
W.: - Byłem i jadłem. Lubię je.
Fauka, Fausta, Fausti
Siostra Ignacja ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach wyjmuje ostrożnie kości św. Faustyny ze szkatuły i pociera nimi o materiał. Następnie dzieli go na cząstki i wkłada do różańców, medalików i laminowanych obrazków. Taką relikwię trzeciego stopnia w postaci poświęconego medalika z krzyżykiem przez lata nosi na szyi Faustyna Kowalska z Poznania, doktorantka pracująca w wydawnictwie. Medalik z wizerunkiem świętej dostała od sąsiada, który w Łagiewnikach był kiedyś na pielgrzymce. - Jest dla mnie bardzo ważny, niemal jak "talizman" - mówi.
Do relikwii pierwszego stopnia, czyli do dużych kości - nóg, rąk, czaszki i miednicy - które zaplombowane w trumience stoją na ołtarzu w sanktuarium w Łagiewnikach, Faustyna dotarła w ramach wymiany studenckiej. Pół roku mieszkała i uczyła się w Krakowie. Przyjechała tam z miejscowości, która leży niedaleko Świnic Warckich, miejsca urodzin świętej Faustyny. Modlitwę przed relikwiami wspomina jak wielkie przeżycie. Chociaż była jeszcze przed pierwszą komunią, zapamiętała też bardzo dobrze kanonizację Faustyny. Oglądała ją w skupieniu w domu chrzestnej.
Faustyna z Poznania o swoim imieniu: - Mama chciała, żebym miała tak na imię. Sama ma tak na bierzmowanie i uważa, że to piękne imię. Kiedyś przedstawiała mnie znajomemu i zapytała go, czy wie, kim była Faustyna Kowalska I. Pan powiedział, że oczywiście, że wie, że to była piosenkarka. Osobiście bardzo się cieszę z mojego imienia. Pierwszego i drugiego. Bo drugie to Maria.
Od Faustyny Kowalskiej świętej różnią ją ksywki i zdrobnienia. Najwięcej osób mówi do niej Fauka i Fausta. W pracy inaczej: Fausti. Tylko rodzina nie skraca. Mówią albo Faustyna, albo Faustynka. Mama uważa, że imię córki jest tak ładne, że skracanie go jest nie na miejscu. W trzech sprawach związanych ze świętą Faustyna Kowalska ma wątpliwości. Po pierwsze, kłóciłaby się co do wizualnego podobieństwa między nią a pierwowzorem. A kilkoro znajomych już szukało cech wspólnych. Druga kwestia dotyczy filmu o świętej z Dorotą Segdą w roli głównej. Kowalska oglądała i uważa, że potrzebna jest nowa ekranizacja. Trzecia sprawa: Koronka do Bożego Miłosierdzia. Choć darzy ją dużą sympatią, nie porywa jej aż tak jak nowenna pompejańska. Odmawia ją tylko, jeśli ma za mało czasu na różaniec.
Spokojna jak imienniczka
Oprócz Faustyny z Poznania w Polsce żyje jeszcze 15 kobiet nazywających się jak Siostra Faustyna. Dwie z nich chodzą po korytarzach tego samego Uniwersytetu Rzeszowskiego. Słyszały o sobie, ale jeszcze nigdy się nie spotkały.
Pierwsza opowiada o dziewczynce ze zdjęcia, które gdzieś się zawieruszyło. Była na nim w centralnym miejscu, wokół stał tłum dzieci, a rzecz działa się kilkanaście lat temu w krakowskich Łagiewnikach. Szkolną wycieczkę po sanktuarium Bożego Miłosierdzia oprowadzała siostra zakonna. Opowiadała o świętej Faustynie, kiedy nagle przerwał jej obecny na sali ksiądz: "Tutaj, wśród nas jest Faustyna Kowalska". Skonsternowana zakonnica nie chciała uwierzyć, kiedy wskazywał palcem na jedną z dziewczynek. Faustyna z Rzeszowa wstała z krzesła i pokazała legitymację. Grupowe zdjęcie zrobiono kilka minut później.
Do braku wiary Faustyna Kowalska jest przyzwyczajona. Szczególnie kiedy się przedstawia. - Mówię, że mam na imię Faustyna i słyszę odpowiedź: "No, jeszcze powiedz, że Kowalska". Ja odpowiadam: "Owszem, Kowalska". Nie wiem, czy imię szczególnie wpływa na moje życie, ale to, co mogę stwierdzić, to że często miałam "łatwiej" niż inni. W szkole i na studiach moje imię i nazwisko były tak bardzo charakterystyczne, że wystarczyło, jeśli raz się przedstawiłam, a nauczyciele i księża od razu okazywali mi z tego powodu sympatię.
Wśród znajomych nikt nie widzi w Faustynie podobieństwa do świętej ani z wyglądu, ani usposobienia. - Słyszę, że jestem jej przeciwieństwem, bo za dużo gadam i jestem szalona. A powinnam być spokojna jak imienniczka - mówi.
O nadaniu jej imienia zadecydowała babcia. Faustyna w pierwotnej wersji miała być Sylwią, ale na fali beatyfikacji siostry Faustyny w 1993 roku babcia zapragnęła mieć wnuczkę o "świętym" imieniu. Rodzice ulegli namowom. Doszli do wniosku, że imię będzie idealnie pasować do nazwiska.
Faustyna przechowuje w domu dwie pamiątki po świętej: różaniec z wizerunkiem Faustyny Kowalskiej i książkę z fragmentami słynnego "Dzienniczka", którą podarowała jej babcia. Czytaniu książki nie poświęciła jednak tyle czasu co filmowi z Dorotą Segdą. Ten widziała już kilka razy. Zawsze ogląda go z ochotą, tak samo jak inne filmy religijne, które pojawiają się w programie tv. Biografie Jana Pawła II widziała więcej niż pięć razy.
Kolejna Faustyna Kowalska z Rzeszowa zna dwie wersje pochodzenia swojego imienia. Przez 21 lat myślała, że została Faustyną, bo kiedy akurat rodzice zastanawiali się nad łóżeczkiem, jakie imię nadać córce, w telewizji zapowiedziano film o świętej Faustynie. Wersja po aktualizacji: sąsiad przyniósł kasetę VHS z filmem z Dorotą Segdą. Decyzję podjęła mama ze swoją siostrą. Problemy z nazwiskiem? Nie zauważyła. Może raz się jej zdarzyło w banku, kiedy zakładała konto, że panie z okienka się zaśmiały. Szczególnie że adres też ma święty: ulica św. Jana z Dukli. - Z religii zawsze miałam piątkę, a nie musiałam się starać. Na egzaminach ustnych zamiast o konkretach to o imieniu i nazwisku - mówi. Zdarza się też, że nowo poznani znajomi wpisują ją w wyszukiwarkę Google i porównują urodę Faustyny do obrazów świętej. Podobno największe podobieństwo widać w twarzy.
Kim siostra Faustyna była, Faustyna Kowalska dowiaduje się dopiero teraz. Nie chce czytać o świętej tylko dlatego, że nazywa się tak samo: - Do takich rzeczy trzeba dojrzeć. "Dzienniczek" św. Faustyny leży w domu i czeka. Mówię sobie, że się w końcu za niego zabiorę .
Kłos
Karolin Kózek jest w Polsce osiem. Może ich przybywać, podobnie jak po filmie o świętej Faustynie, bo w zeszłym roku powstał o błogosławionej Kózkównie pierwszy film fabularny produkcji Telewizji Trwam pt. "Zerwany kłos". Opowiada o życiu Karoliny Kózki (Kózkówny), która zginęła w 1914 roku od szabli rosyjskiego żołnierza, broniąc swego dziewictwa.
Jedna ósma wszystkich Karolin Kózek z Polski jest studentką ASP w Warszawie. Urodziny obchodzi dokładnie tego samego dnia co błogosławiona. Najwyżej trzy razy w życiu zdarzyło się jej, aby ktoś skojarzył jej imię i nazwisko. - Raz tylko ktoś zapytał wprost, czy rodzice nazwali mnie tak umyślnie. Wątpię, by miało to dla nich jakieś znaczenie - mówi.
Filmu o Karolinie Kózkównie jeszcze nie widziała. Ma jednak w rodzinie wierzące osoby, które cieszą się, że nazywa się jak wyniesiona na ołtarze. Popularność błogosławionej dopiero przed nią.
Rekordowy
Gdyby stworzyć listę Polaków, którzy nazywają się jak święci i błogosławieni, to najwięcej, bo 149, byłoby wśród nich Stanisławów Kostków. Można takie dane znaleźć na listach ministerstw, które od lat 70. monitorują rejestry PESEL. Jeśliby policzyć, których imienników świętych najwięcej umarło, to też wygraliby Kostkowie (w liczbie 82).
Wyniki te jednak nie są zaskoczeniem, bo kult Stanisława Kostki jest wciąż w Polsce żywy, a trwa przecież od 1570 roku, kiedy dwa lata po jego śmierci otwarto trumnę, a ciało w niej miało nie być tknięte rozkładem. Na liczbę Stanisławów Kostków mógł mieć też wpływ kult błogosławionego Stanisława Kostki Starowieyskiego, który zginął śmiercią męczeńską w Dachau w 1941 roku.
Ze Stanisławami Kostkami ciężko jest nawiązać kontakt. Tyko jeden z nich daje znak, że żyje. Imię dla Staszka było przygotowane z góry przez ojca, który czekał na narodziny upragnionego syna. Wcześniej rodziły mu się tylko córki. Ojciec był wierzący i praktykujący, chciał, żeby syn nosił imię świętego. Dzisiaj nikogo nie dziwi imię i nazwisko Staszka. - Myślę, że jest to związane z mniejszym zainteresowaniem ludzi w kwestii Kościoła i świętych - mówi.
Jedynie jego kuzyn miał problemy na lekcji religii, bo na pytanie księdza, czy zna Stanisława Kostkę, odpowiedział zgodnie z prawdą, że owszem, bo to jego rodzina. Biedak dostał dwóję, a sprawa wyjaśniła się o wiele później.
* Dane o liczbie osób nazywających się tak samo jak święci i błogosławieni pochodzą z rejestru PESEL z 5 grudnia 2017 roku udostępnionych mi przez Ministerstwo Cyfryzacji.
CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU
Piotr Idem. Fotograf. Z aparatem nie rozstaje się nigdy. Zdobywca Grand Prix PUOT Expo 2013. Dotąd publikował zdjęcia i teksty w "Gazecie Wyborczej", "Dużym Formacie", "Tygodniku Powszechnym", "Newsweeku", "Wprost" i "Doc! Photo Magazine". Jego zdjęcia można oglądać na Instagramie .