Reportaż
Bojowniczki YPJ (fot. Kurdishstruggle / Flickr.com / CC BY 2.0)
Bojowniczki YPJ (fot. Kurdishstruggle / Flickr.com / CC BY 2.0)

Timav jest najmłodsza i najczęściej się uśmiecha. Ma 22 lata. Miała 19, gdy wstąpiła do YPJ, kurdyjskiej bojówki Kobiece Jednostki Ochrony. - Dla mnie mundur to duma, bo każdego dnia czuję, że zrobiłam coś nie tylko dla siebie, ale też dla rodziców, społeczeństwa i przyjaciółek, które ze mną służą - mówi.

Na jej oczach bojownicy z tzw. Państwa Islamskiego wycofują się z kolejnych terytoriów, w dużym stopniu na skutek ofensywy: z jednej strony - kurdyjskich i arabskich bojówek, a z drugiej - sił reżimu prezydenta Baszara al-Asada. Samozwańczy kalifat utracił 98 procent terenów z tych, które kontrolował w 2014 roku, gdy Timav zaczynała służbę. Dziś około trzech tysięcy bojowników wciąż walczy na pustyni we wschodniej Syrii i w enklawach w zachodniej części kraju.

Pracownicy Międzynarodowego Czerwonego Krzyża podczas ewakuacji Aleppo (fot. archiwum prywatne Pawła Krzyśka)

Ze świecą jednak szukać kogoś, kto uważa, że upadek samozwańczego kalifatu to koniec walki. A na pewno trudno taką osobę znaleźć w szeregach Kobiecych Jednostek Ochrony, częściej znanej pod akronimem YPJ (od kurdyjskiej nazwy Yek?ney?n Parastina Jin ). Obok Powszechnych Jednostek Ochrony (YPG) stanowi ona trzon sił syryjskich Kurdów. Kobiece bojówki brały udział we wszystkich kluczowych bitwach w północnej Syrii. Według danych Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF; koalicja kurdyjskich i arabskich bojówek) YPJ liczy 24 tysiące bojowniczek, a YPG 60 tysięcy bojowników. Gdy walki w końcu ustaną, członkinie YPJ chcą wyzwalać kobiety na całym świecie.

Tylko ja i moja broń

- Nim wstąpiłam do YPJ, moje życie było nijakie - przyznaje bez ogródek Zilan. Ma 24 lata i mocny, pewny głos. Jest z Hasaki, gdzie przed wojną mieszkało około 200 tysięcy osób. W YPJ służy od trzech lat. - Nigdy nie chciałam takiego szablonowego życia: dorastanie, ślub, rodzenie dzieci, a potem śluby moich dzieci. To nie ma dla mnie sensu. Widzę go natomiast w walce, ona daje mi dumę - mówi.

To właśnie o swoje rodzinne miasto i prowincję o tej samej nazwie przyszło jej walczyć. Najpierw z siłami reżimu al-Asada.

W 2011 roku, na początku wojny domowej w Syrii, która pochłonęła już ponad 400 tysięcy ofiar, to właśnie syryjska armia była głównym wrogiem Kurdów. Pozycja al-Asada słabła i wydawało się, że kwestią czasu jest jego upadek. Przez dziesięciolecia reżim dyskryminował Kurdów i prowadził politykę arabizacji - przymusowo uczono ich języka arabskiego, zabraniano nadawania kurdyjskich imion i wymazywano z kultury wszystko, co kurdyjskie. Teraz Kurdowie skorzystali z okazji, by wreszcie to zmienić i zacząć samodzielnie się rządzić. Po siedmiu latach wojny domowej kontrolują około jednej piątej terytoriów Syrii i obok reżimu są kluczową siłą w tym kraju.

Bojowniczki YPG w Syrii (fot. Kurdishstruggle / Flickr.com / CC BY 2.0)

Wśród syryjskich Kurdów powszechne jest poparcie dla ideologii Abdullaha Öcalana, lidera Robotniczej Partii Kurdystanu (PKK), który od 19 lat znajduje się w tureckim więzieniu. Turcy oskarżają go i organizację, którą stworzył, o działalność terrorystyczną i obarczają odpowiedzialnością za śmierć ponad 400 tysięcy osób w trwającym od lat 80. konflikcie turecko-kurdyjskim. PKK za organizację terrorystyczną oficjalnie uważają też Stany Zjednoczone i Unia Europejska.

Öcalan po początkowym okresie fascynacji marksizmem-leninizmem stworzył ideę demokratycznego konfederalizmu. Zakłada ona pokojową koegzystencję federalnych państw na Bliskim Wschodzie, które będą się opierać na demokracji, feminizmie i ekologii. Owocem tej idei jest właśnie powstała w 2012 roku YPJ.

- Dla mnie nie ma innej drogi do wolności niż walka zbrojna - mówi Zilan. Przekonuje, że dzięki YPJ zyskała nie tylko umiejętność walki, ale też świadomość polityczną, poznała swoje prawa i oczekiwania. Bojowniczki przechodzą bowiem nie tylko trening militarny, ale i ideologiczny, w ramach którego wykładane są idee Öcalana. - Na moje życie składam się ja, moja broń, mój lud i moja ziemia - twierdzi dziś Zilan.

Nie cofamy się

O YPJ stało się głośno w trakcie walk o Kobane w latach 2014-2015. Kurdyjskie miasto leżące tuż przy tureckiej granicy, w którym do momentu wybuchu wojny mieszkało do pół miliona osób, zostało zaatakowane przez tzw. Państwo Islamskie. Walka wydawała się z góry przegrana. Dżihadyści zdobywali kolejne przyczółki w Iraku i Syrii bez większych przeszkód. Stopniowo wkraczali do Kobane, a Turcy uniemożliwiali przedarcie się na miejsce kurdyjskim jednostkom. ISIS było bliskie zwycięstwa. I odniosłoby je, gdyby nie wsparcie, jakiego mieszkańcom Kobane udzieliła z powietrza koalicja międzynarodowa ze Stanami Zjednoczonymi na czele.

Syryjski uchodźca na przedmieściach Homs, lipiec 2014 r. (fot. Chaoyue PAN / Flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)

Sama pochodzi właśnie z Kobane. Jest cicha i spokojna, wydaje się ciągle skupiona. Włosy ma ścięte krótko, nosi okulary. Ma 35 lat. W YPJ jest od samego początku, czyli od 2012 roku. Pierwsze bojowe doświadczenie zdobywała w prowincji Hasaka. Walczyła w wielu kluczowych bitwach z siłami reżimu, ale przede wszystkim z tzw. Państwem Islamskim. Ostatnio w Rakce, którą w połowie października 2017 roku zajęły bojówki SDF. Jak mówi, najtrudniej było jednak w Kobane. - Nie potrafię opisać słowami tego, co wówczas czułam - przyznaje. - To była strasznie trudna bitwa. Tu było mnóstwo bojowników Daesz [arabski akronim tzw. Państwa Islamskiego - przyp. autora.], mieli czołgi i artylerię. My w zasadzie tylko kałasznikowy. Najgorsze było jednak to, że moi przyjaciele, którzy walczyli ze mną ramię w ramię i marzyli o tym, by zobaczyć wolne Kobane, nie dożyli tego momentu.

Twierdzi, że ani przez chwilę nie wątpiła w zwycięstwo nad tzw. Państwem Islamskim. - Nie stawiamy kroków wstecz, walczymy do końca - albo giniesz, albo zwyciężasz. Gdy widziałam swoich przyjaciół, którzy tyle co zginęli, to miałam jeszcze większą motywację do walki - mówi Sama.

Oczekując na atak

Timav, podobnie jak Sama i Zilan, nie miała wcześniej żadnego doświadczenia militarnego. Teraz mówi, że broń stała się częścią jej ciała, jak oko czy ręka. Obsługuje radziecki karabin DSzK, który jest używany przez różne armie świata od 1938 roku i waży ponad 35 kilogramów. - Jeśli lubisz swoją broń, to w ogóle nie zauważasz, gdy jest głośno czy dużo dymu. Chociaż oczywiście nie jest łatwo. Ale broń chroni mnie, więc ja chronię ją - mówi.

Timav pierwsze sznyty bojowe zdobywała w Aleppo pod koniec 2015 roku. Miasto i przedmieścia do dzisiaj są podzielone między różne grupy. Większość Aleppo kontrolują siły reżimu, ale północna część znajduje się pod nadzorem SDF. Z kolei na północny wschód od miasta zaczynają się pozycje fundamentalistycznych grup Tahrir asz-Szam (powiązana z al-Kaidą) i Ahrar asz-Szam.

Bojowniczka YPJ w Syrii (fot. Kurdishstruggle / Flickr.com / CC BY 2.0)

Gdy była tam Timav, walczyła z oddziałami Wolnej Syryjskiej Armii. Konflikt w Aleppo był zacięty, a linia frontu nie istniała. - Walczyliśmy w domach. Wróg mógł się znajdować tuż za ścianą. Czasami dochodziło do sytuacji, że wpadaliśmy na siebie i walczyliśmy w tym samym pomieszczeniu - wspomina Timav. Było to dla niej bardzo wyczerpujące. Musiała być czujna przez całą dobę. Inaczej łatwo można było stracić życie.

Sojusze w syryjskiej wojnie domowej często się zmieniały. Przyjaciele stawali się wrogami. Tak właśnie było z YPG-YPJ i Wolną Syryjską Armią. Najpierw stanęli ramię w ramię przeciwko reżimowi, a teraz toczą bój między sobą. Szczególnie że Wolna Syryjska Armia w znacznym stopniu została wsparta i zreorganizowana przez Turcję, która w sierpniu 2016 roku interweniowała w północnej Syrii, by uniemożliwić Kurdom połączenie zajmowanych terytoriów. Kontrolowane przez turecką armię, turkemńskie bojówki i WSA terytorium w kształcie kieszeni rozdziela kantony Kobane i Dżazira od Afrinu. To właśnie z tego ostatniego pochodzi Timav.

Afrin od północy i zachodu graniczy z Turcją. Na południowym zachodzie i wschodzie znajdują się tureckie wojska i wspierane przez nią bojówki. Pozostały odcinek kontrolowany jest przez siły reżimu i Ahrar al-Szam. Bojownicy SDF i ludność cywilna mogą przemieszczać się między terytorium dzięki porozumieniu z wojskami al-Asada. Walka o Afrin może być kolejną trudną bitwą w wojnie domowej w Syrii.

Kobiecy kontyngent pokojowy

Zilan dopiero niedawno wróciła do służby. Do "urlopu" zmusił ją samochód pułapka. Stało się to w październiku 2016 roku w Hasace, gdzie po pokonaniu reżimu Kurdom i Kurdyjkom przyszło mierzyć się z tzw. Państwem Islamskim. Często stosowaną przez nich metodą były właśnie samochody wypełnione ładunkami wybuchowymi prowadzone przez zamachowców samobójców. Jeden z nich wjechał w bazę, w której znajdowała się Zilan. Straciła przytomność, obudziła się dopiero w szpitalu. W jej lewą rękę trafiły odłamki. Wracała do zdrowia przez dziesięć miesięcy. Teraz czuje się dobrze. Nie pomyślała nawet o możliwości powrotu do cywila. - Walczyłam i przelewałam swoją krew. Powrót do życia cywilnego byłby dla mnie poniżający. Jestem na szczycie i nie chcę z niego schodzić - mówi.

Bojowniczki YPJ i YPG w Syrii (fot. Kurdishstruggle / Flickr.com / CC BY 2.0)

Podobnego zdania są Timav i Sama. Poprzednie życie po prostu dla nich nie istnieje. YPJ walczy o wolność kobiet. Nie tylko kurdyjskich, ale również tych z całego świata. - Mężczyzna zawsze uchodził za tego ważniejszego. My to zmieniamy. Takie są relacje między YPG i YPJ. Nasza walka o równość może trwać 80 czy 100 lat, ale najważniejsze, że stoi za nią idea - przyznaje Sama.

Zilan, Sama i Timav nie są pewne, czy i kiedy wojna w Syrii się skończy. Jeśli jednak tak się stanie, one wciąż będą miały co robić.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Paweł Pieniążek. Dziennikarz. Relacjonował protesty na kijowskim Majdanie, wojny w Donbasie, Iraku i Syrii, a także kryzys uchodźczy. Autor książek "Wojna, która nas zmieniła" (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2017), za którą został nominowany do Nagrody im. Beaty Pawlak, i "Pozdrowienia z Noworosji" (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2015), która w listopadzie ukaże się w Stanach Zjednoczonych. W 2014 roku za relacje z Ukrainy został nominowany do nagrody MediaTory.