Reportaż
Gala WCB (fot. Łukasz Chmielewski)
Gala WCB (fot. Łukasz Chmielewski)

Stoję w drzwiach sali treningowej Knockout Gym. Nie muszę nawet naciągać na głowę kaptura mojej szarej bluzy, by czuć się jak filmowy Rocky. Jeden rzut oka, jeden oddech wystarczają, żeby zrozumieć, czym jest boks. W ringu sparuje Rafał Jackiewicz, przygotowując się do walki o pas mistrza UE wagi średniej. Obok trener Zbigniew Raubo, który prowadził kadrę Polski w boksie olimpijskim, daje wycisk jakiemuś młodzikowi. Chłopak ćwiczy z kijkiem, który trzyma za plecami na wysokości barków. Pomaga to właściwie ułożyć sylwetkę podczas zadawania ciosu, żeby nie bić tylko samą ręką, a ze skrętu, całym ciałem, mocniej. Chwilę później to samo robią na przemian ojciec z dorosłym synem. Już w parze ćwiczą walkę z cieniem. Ojciec wydaje się szybszy... Na sali robi się coraz ciaśniej. Na jej środku jest ring. Z lewej strony rozłożono maty, z prawej wiszą worki, na ścianach są lustra. Jackiewicz skończył sparować. Za chwilę poprowadzi trening w ramach drugiej edycji White Collar Boxig (WCB), czyli gal białych kołnierzyków, które organizuje. Dziś przyszło dwóch chłopaków, którzy przygotowują się do występu - Łukasz i Michał. Dla Łukasza będzie to już druga gala, pierwszą edycję wygrał, na drugą też ma taki plan. Michał startuje pierwszy raz, ale też chce zatriumfować. W drogę sobie nie wejdą, bo wystartują w różnych kategoriach wagowych. Oprócz nich jestem ja i jeszcze jeden dziennikarz. Jackiewicz śmieje się, że chyba stworzy ligę dla dziennikarzy, bo ostatnio ciągle ma takich gości.

Gala WCB (fot. Łukasz Chmielewski)

Zakładam rękawice, zaczynam uderzać w worek. Jackiewicz podchodzi, pokazuje, jak ułożyć rękę, jak ustawić stopy. To trudne. - Nie wychodzi? - pyta retorycznie i dodaje: - Nie przejmuj się, uderz i zabierz stopę. Próbuję to zrobić. Trzy ciosy, odejście. Powtarzamy konkretne akcje. Niektóre nawet z powodzeniem. Dwie bomby i unik. Kiedy zaczyna mnie boleć nadgarstek, dociera do mnie, że instynktownie biję z całej siły. Obok chłopaki też walą ostro. Charakterystyczne odgłosy uderzenia rękawicy o worek zagłuszają muzę. Robimy dłuższą przerwę przed sparingami zadaniowymi. Ich celem jest przećwiczenie określonych akcji bokserskich w warunkach walki.

Jackiewicz nie dopuszcza mnie jednak do ringu, nie mam szczęki (ochraniacza na górne zęby), ale nawet z nią nie byłbym gotowy. Chłopaki są w połowie obozu przygotowawczego do gali. Są w gazie. Pewnie nie dałbym rady zadać im choć jednego celnego ciosu... Samo uderzanie w worek wystarczy mi jednak, żeby zrozumieć, dlaczego ci faceci chcą walczyć na galach białych kołnierzyków.

Z Brooklynu na Bielany

Gleason's Gym w Nowym Jorku to legendarna sala bokserska. Tam trenowały największe gwiazdy zawodowego boksu, jak Jake LaMotta i Mike Tyson. Tam do roli LaMotty we "Wściekłym Byku" przygotowywał się Robert De Niro. Gym został założony w 1937 roku na Bronxie przez Bobby'ego Gleasona, byłego pięściarza. Klub zmieniał lokalizację, aż w końcu osiadł na Brooklynie. Nie jest wyłącznie salą dla zawodowców, trenują tam zwykli ludzie, których przyciągają znane nazwiska. Właśnie tam pod koniec lat 80. XX wieku narodziły się walki białych kołnierzyków. Wtedy właścicielem nowojorskiego Gleason's Gym był Bruce Silverglade, który zorientował się, że około 2/3 jego klientów stanowili zwykli ludzie, często z wyższych sfer, wykonujący pracę umysłową czy biurową. W krajach anglosaskich zaczęto określać ich mianem białych kołnierzyków, bo białe koszule wkładają do pracy. Silverglade zaczął więc organizować nieformalne turnieje dla nich. Szybko takie walki stały się regularnymi, comiesięcznymi wydarzeniami, na które przychodzili rodzina i znajomi walczących.

Gala WCB (fot. Łukasz Chmielewski)

Boom przyszedł ponad dekadę później, kiedy Alan Lacey i Adrian King zaczęli urządzać gale charytatywne, na których walczyli maklerzy i bankowcy. Do historii przeszła ta z 2002 roku, kiedy do hotelu Marriott w Londynie przylecieli pracownicy Wall Street, którzy trenowali głównie w Gleason's Gym, żeby bić się z chłopakami na co dzień pracującymi w City. Sprzedano 900 biletów. Zebrane pieniądze przeznaczono dla Silver Shield Foundation, która ufundowała stypendia dla sierot po ofiarach ataku terrorystycznego na WTC z 11 września 2001 roku. Od tamtej pory boks białych kołnierzyków cieszy się dużą popularnością w Wielkiej Brytanii i USA.

Potencjalnym uczestnikom Brytyjczycy reklamują wydarzenie obietnicą podobnych uczuć, jakie towarzyszą zawodowym pięściarzom. White Collar Boxing London oferuje 10-tygodniowe przygotowania do gali, WCBE - o dwa tygodnie krótsze. Walki trwają trzy rundy po dwie minuty. Pięściarze amatorzy zakładają kaski dla dodatkowej ochrony.

Knockout Gym przy Petofiego w Warszawie to taki polski Gleason's Gym. W sali na Bielanach trenowali byli mistrzowie świata Krzysztof "Diablo" Włodarczyk i Krzysztof "Główka" Głowacki czy Europy - Grzegorz Proksa i właśnie Jackiewicz, który ciągle jest aktywnym zawodnikiem. Do dziś ćwiczy na Bielanach do swoich walk i prowadzi treningi, na których ludzie przygotowują się do jego gal White Collar Boxing. Zainicjował cykl imprez w formie turnieju, w którym zwycięzcy dostają biały pas WCB (przypominający prawdziwe pasy mistrzowskie w zawodowym boksie), oferuje też treningi przygotowawcze do turnieju.

Pomysł na drugie życie

Rafał Jackiewicz to zawodowy pięściarz, były mistrz Europy EBU wagi półśredniej. Tytuł zdobył jako drugi w historii Polak, po Przemku Salecie. Jako jedyny bronił go dwukrotnie. Nie stoczył żadnej walki w boksie amatorskim, był jednak utytułowanym kickbokserem (dwukrotnie zdobył puchar świata). Teraz ma 40 lat i chce zawiesić rękawice na kołku.

 

- Od kilku lat prowadzę treningi. Wielu moich uczniów, dorosłych facetów, którzy robią różne rzeczy w życiu, powtarzało mi, że treningi są fajne, ale brakuje im prawdziwej walki i atmosfery gali. Trochę chcieliby poczuć się bokserami - mówi Jackiewicz. Do organizowania gal białych kołnierzyków namawiał go też znajomy, który miał mu pomagać w realizacji pomysłu, ale - jak mówi pięściarz - "wykruszył się". Jackiewicz został sam z pomysłem.

- Miałem obawy, bo to całkiem inne podwórko - wcześniej biłem się, nigdy nie organizowałem gali od strony technicznej, finansowej itd. Zdopingowała mnie jednak żona, później pomogła przy organizacji, włączyła się w to także moja siostra... Udało się, pierwsza gala w maju 2017 w warszawskim Championie wyszła fajnie. Ludziom się podobało - opowiada pięściarz.

Pakiet startowy kosztuje 1500 złotych. W kwocie tej zawiera się opłata za koszulkę, spodenki i rękawice oraz możliwość samego występu. Droższy o 1000 zł pakiet turniejowy obejmuje koszt odżywek i treningów w danym mieście (Jackiewicz współpracuje w wieloma klubami w Polsce).

Walczy się w trzech kategoriach wagowych. Zawodnicy do 70 kg biją się w mniejszych rękawicach, 10-uncjowych, do 80 kilo - w "dwunastkach", a powyżej 90 kg, czyli najciężsi, w "czternastkach". - Większe rękawice są bezpieczniejsze, bo dają w obronie większą zasłonę, a w ataku trudniej nimi trafić. Im wyższa waga, tym tradycyjnie cięższe też rękawice - wyjaśnia Jackiewicz.

W pierwszej gali WCB, w maju 2017 roku, wzięło udział 18 zawodników, czterech w kategorii fighter, która została stworzona dla trenujących regularnie, a pozostałych 12 to właśnie klasyczne białe kołnierzyki. Ci ostatni bili się o biały pas. Zwycięzcy w kategorii fighter dostawali puchar i gwarancję występu na jednej z gal Andrzeja Wasilewskiego, właściciela największej grupy promotorskiej w kraju, w której ćwiczą "Diablo", "Główka", Artur Szpilka czy Maciej Sulęcki. Puchary dla fighterów wygrali Sebastian i Łukasz. Pierwszy niedługo zawalczy na profesjonalnej gali w gronie zawodowców. Drugi nie chce być zawodowcem. Wystarczą mu gale białych kołnierzyków, teraz przygotowuje się do drugiej edycji WCB.

Trening. Z prawej siedzi Rafał Jackiewicz (fot. Łukasz Chmielewski)

Kto chce być prawdziwym bokserem?

Łukasz* na co dzień pracuje jako przedstawiciel handlowy w dużym koncernie. Od dziecka interesował się sportami walki, chciał trenować, ale dopiero pięć lat temu udało mu się regularnie wziąć za boks. Na sali jest zwykle dwa-trzy razy w tygodniu. Ale teraz, przed drugą galą, nawet sześć razy! Zawodowcem jednak nie zamierza być.

- Mam 28 lat i jestem za stary, żeby zająć się teraz boksem na poważnie, lubię to jednak rekreacyjnie - mówi. - W pierwszej edycji WCB wystartowałem w kategorii fighter, bo namówił mnie trener. Miało być trudniej. Wygrałem. Choć przeciwnik był wyższy, to sporo szczuplejszy. Nie czułem jego ciosów, on po walce powiedział mi, że kopałem. Teraz nie ma innej opcji, żebym nie wygrał. Nie po to tak ciężko zasuwam. No i chcę biały pas, bo jest kozacki.

Michał** jest młodszy od Łukasza, ma 20 lat. Boks trenuje od liceum. Miał jednak półtoraroczną przerwę, zoperował wtedy nos, żeby lepiej oddychać. Na co dzień studiuje i pomaga mamie prowadzić salon masażu. - Oczywiście, że chciałbym być zawodowym bokserem. To chyba marzenie każdego chłopaka, który przychodzi na salę bokserską - mówi. - Gale WCB będą świetnym przetarciem, możliwością sprawdzenia się, złapania doświadczenia. W Polsce są podobne walki, ale u Jackiewicza jest pas do wygrania! To jest mega! Już nie mogą się doczekać, kiedy założę swój!

Do drugiej edycji WCB, która odbyła się 25 listopada 2017 roku, zgłosiło się 16 facetów. Znów żadnej kobiety. Zupełnie inaczej jest w Wielkiej Brytanii, gdzie kobiety regularnie biorą udział w takich galach. Tym razem nie było kategorii fighter, bo Jackiewicz chciał wyraźnie rozgraniczyć boks białych kołnierzyków, czyli czysto rekreacyjny, od zawodowego. W przyszłym roku najprawdopodobniej zobaczymy go w roli promotora bokserskiego, który będzie szukał w Polsce talentów.

 

Zawodowcy też tak mają

Zawodowi bokserzy twierdzą, że porażka wpisana jest w ten zawód. Dopiero kiedy przegrywasz, pokazujesz swój charakter. Możesz się załamać albo wrócić silniejszym. Smak przegranej poczuł Mariusz. Pracuje jako doradca podatkowy. Mieszka w Poznaniu. Bieganie było dla niego za nudne, ale potrzebował ruchu. Jest fanem boksu, ogląda walki w TV, więc postanowił spróbować pięściarstwa. Zaskoczyło.

- Ktoś, kto nigdy nie był na sali bokserskiej, może sobie wyobrażać, że to jakieś straszne miejsce, gdzie tłucze się banda osiłków, od razu dostanie się w ryj i trafi do szpitala. Rzeczywistość jest zupełnie inna - przekonuje. - Trenują normalni ludzie. Moja żona była początkowo sceptyczna, ale zabrałem ją na trening i zmieniła zdanie, przestała się martwić, że coś mi się stanie. Do przygotowań podszedł Mariusz bardzo profesjonalnie, ale praca nie pozwoliła mu w stu procentach skupić się na boksie. - Musiałem odpuścić sparingi w końcowej fazie przygotowań, czyli gdy są najbardziej przydatne. Akurat wtedy prowadziłem szkolenia podatkowe w całej Polsce i musiałem uważać. Nie mogłem pozwolić sobie, żeby mieć śliwkę pod okiem czy opuchniętą twarz - tłumaczy. Przed galą walczył też z wagą, żeby zmieścić się w limicie, który dawał mu szansę na zwycięstwo. Przewaga warunków fizycznych robi różnicę nawet wśród amatorów. - Przegrałem pierwszą walkę i odpadłem. Szkoda, ale i tak było to niesamowite doświadczenie - opowiada. - Nie sądziłem, że otoczka - wyjście do ringu z szatni, tłum ludzi, samo wejście do ringu - tak wpływa na dyspozycję. Spaliłem się psychicznie. Podczas sparingów robiłem spokojnie po sześć rund, a na gali po pierwszej rundzie skończyło mi się paliwo. Nie słuchałem też trenera, ale nie dlatego, że wiedziałem lepiej, co robić - po prostu zupełnie do mnie nie docierały jego słowa. Nic nie słyszałem. Emocje wzięły górę. Pokazałem może 30 proc. tego, co robię na sparingach. Rafał Jackiewicz powiedział mi jednak po gali, że to normalne - zawodowcy też tak mają.

Gala WCB (fot. Łukasz Chmielewski)

Mariusz deklarował, że weźmie udział w drugiej edycji WCB. Do Warszawy jednak nie przyjedzie. - Odpuściłem drugą galę, bo nie byłbym w stanie się przygotować - przyznaje. - Trenuję dwa-trzy razy w tygodniu jedynie rekreacyjnie - nie sparuję, bo znów mi praca nie pozwala. Przed pierwszą galą dwa ostatnie tygodnie ostro się katowałem, żeby zrobić wagę. Teraz ważę więcej i trzeba by to zrobić rozsądniej. Z kolei w wyższej kategorii nie miałbym szans. Ale pewnie wezmę udział w którejś kolejnej edycji i myślę, że wypadłbym lepiej niż za pierwszym razem, bo teraz mam więcej doświadczenia, wiem, jak to wygląda. To powinno zaprocentować w ringu.

Najważniejsze są emocje

Łukasz przyznaje, że nie spodziewał się, że wyjście do ringu może być tak stresujące. - Ludzie patrzą na każdy mój ruch - mówi. - Starałem się o tym nie myśleć. Na szczęście po gongu ta presja zeszła. Nie podpaliłem się, nie rzuciłem na przeciwnika, rozłożyłem siły, boksowałem swoje.

Na pierwszej gali WCB Dariusz Sęk, czołowy polski zawodowy pięściarz kategorii półciężkiej, skwitował zmagania amatorów: - No to może teraz poczują, jak to jest w ringu. Jackiewicz zapewnia, że właśnie o to chodzi w jego projekcie boksu białych kołnierzyków.

- Taka walka daje możliwość poczucia i doświadczenia tego, co przeżywają zawodowi pięściarze. Kiedy trenują, kiedy wychodzą do ringu prowadzeni przez ochroniarzy i hostessy, kiedy stają twarzą w twarz z przeciwnikiem, kiedy dotykają się rękawicami, a sędzia mówi "boks". Siedząc przed telewizorem, tylko to widać - mówi.

Zobacz wideo