Reportaż
Napisy ''White Power" i "Polska dla Polaków" na murze (/zdjęcie poglądowe/fot. Grzegorz Dąbrowski/ Agencja Wyborcza.pl)
Napisy ''White Power

- Po prostu mnie zatkało. Nie znam się na polityce, ale znam się na ludziach. Nastroje bardzo się zmieniły - mówi.

To nie tak, że w Konstantynowie Łódzkim wszyscy kochają Romów. Z młodości pamięta, jak sąsiadki oskarżały ją o kradzież kur z podwórka. A potem przepraszały, gdy kurki wróciły do domu. Odtąd z sąsiadami tak się lubią, że ci przychodzą nawet na cygańskie święta. Ale jak się jedzie dalej, do Łodzi na przykład - to już strach.

Po raz pierwszy od lat boją się chodzić po ulicach. Dawni przyjaciele wyzywają ich od złodziei, obcy ludzie krzyczą na ich widok takie rzeczy jak ta dziewczyna na Piotrkowskiej. Romowie spod Łodzi mają dość narastającej w Polsce ksenofobii i niechęci do Innego. Mówią, że różnie bywało, ale tak źle jeszcze nie było.

Polscy Romowie z woj. łódzkiego (fot. Centrum Doradztwa i Informacji dla Romów w Polsce)

- Ludzie mylą nas z uchodźcami. Jakbyśmy przyjechali z obcej krainy. A przecież my jesteśmy Polska Roma. Krzyczą, żebyśmy wracali do domów. Gdzie niby mamy wracać? - denerwuje się Krystyna.

W Pabianicach i Konstantynowie Krystyna szefuje stowarzyszeniu Romów. Najbardziej zabolało ją, jak z dziesiątką dzieciaków pojechała na wakacje do Jastrzębiej Góry. Wchodzi do pensjonatu, a portierka od progu mówi, że miejsc już nie ma. Rezerwacja Krystyny sprzed dwóch tygodni wyparowała. Żadne prośby nie działały. Pan remontujący pokoje nie mógł wyjść ze zdziwienia - przecież jest mnóstwo wolnych miejsc, o co chodzi? No i jak to dzieciom wytłumaczyć?

Jej teściowa również poczuła zmianę nastrojów, gdy gorzej się poczuła. Rodzina wezwała karetkę. Jeden z ratowników zaczął szarpać jej wnuczkę, wydzierać się, pytać, kiedy się urodziła. Na co teściowa odpowiedzieć nie mogła. Daty swojego urodzenia nie zna, podobnie jak miejsca. W taborze takich rzeczy nie zapisywano. - Wychodzi na to, że pani nic nie wie. Na jakim świecie wy żyjecie? - denerwował się pan z ambulansu. Pytał Krystynę: Zna pani w ogóle prawo polskie? Odpowiedziała, że zna, bo jest Polką.

Takie incydenty zdarzają się coraz częściej. Statystyki policyjne pokazują, że od początku roku w woj. łódzkim stwierdzono 35 przestępstw na tle rasistowskim. Mało? Nie, to nie jest mało. To jest o 35 za dużo. To jest niemal o jedną trzecią więcej niż w tym samym okresie rok temu. W jednym tylko województwie. I tylko tych zgłoszonych na policję.

Na razie Romów ta agresja ominęła, a łódzcy nacjonaliści mówią mi, że do tutejszej społeczności romskiej "nic nie mają".

- Ta grupa nie stanowi w naszym regionie żadnego kłopotu. Nie słyszeliśmy, by odpowiadali np. za zwiększenie przestępczości. Wiem, że mają z Romami problem we Wrocławiu, gdzie zajmują nielegalnie miejski teren. U nas na szczęście takich sytuacji nie ma - mówi Krzysztof Szałecki z łódzkiego oddziału ONR.

Krystyna Markowska i tancerki zespołu Rada Dance (fot. Centrum Doradztwa i Informacji dla Romów w Polsce)

Ale Zdzisław Florianowicz ze Zgierza boi się, że to tylko kwestia czasu, aż coś się stanie.

- Jak słyszę pochwały władz państwowych dla nacjonalistów, to łapię się za głowę. To jest przyzwolenie na przemoc. Nie wystarczy, że prezydent Duda zapewni, że władze szanują polskich Romów. A skąd wiadomo, którzy są "nasi"? Na ulicy nie widać przecież, czy jestem Arabem, czy jestem stąd - dziwi się. - Nigdy Romom nie było dobrze, ale teraz jest znacznie gorzej niż kiedykolwiek wcześniej.

Wille zamienione w magazyny

A wcześniej było tak, że Romowie osiedlili się na stałe w okolicy Łodzi w latach 60., gdy władza zabroniła im wędrować w taborach. Część klanów zasłynęła w całej Polsce wystawnymi pałacami, których pełno na przedmieściach Pabianic i Zgierza. Do dziś okoliczni mieszkańcy pytają: skąd oni mieli na to pieniądze? I sami sobie odpowiadają: Na pewno ukradli!

W latach 90. okoliczne gazety pisały o cygańskich wyścigach luksusowymi mercedesami, o garażach pełnych kradzionych samochodów, o stacjach benzynowych, które Romowie kupują, by sprzedawać chrzczoną benzynę.

Zdzisław Florianowicz ma inne tłumaczenie, skąd wzięły się wille. Klany z tych okolic jako pierwsze wyjeżdżały za granicę. W czasach, gdy było to bardzo trudne, Romowie podróżowali do Stanów, Kanady i Niemiec. Zapraszali kuzynów, zakładali biznesy. Co zarobili - wysyłali do starszyzny, która została w Polsce. W wolnej Polsce wyjeżdżali na Zachód, pracowali po kilka miesięcy i wracali do Polski. I tak w kółko.

Jedna z romskich willi na przedmieściach w łódzkiem (fot. Jakub Golewski)

Dla Romów, tłumaczy Krystyna Markowska, liczy się dzisiaj. Co będzie jutro, to się zobaczy. Dlatego Cyganie nie oszczędzali, każdy pieniądz przeznaczali na domy, złote zegarki, mercedesy. Trzeba było pokazać, że się ma pieniądze. Jeszcze niedawno jak Romka wychodziła za mąż, jej całym posagiem była biżuteria, którą miała na sobie. Z tymi domami jest trochę podobnie. Często to jedyne majątki, jakie mają. Tradycja jednak się zmienia. Romowie wyprowadzają się do mniejszych domów, które łatwiej utrzymać. Pałace wynajmują na szwalnie, hurtownie tkanin. Wiele stoi pustych.

Oferta nieaktualna

Duże domy budowali dla tradycyjnych cygańskich rodzin, gdzie wiele pokoleń żyje razem. To już przeszłość. Łódzcy Romowie rozjechali się po całej Europie. W całym województwie jest 1500 Romów. W Zgierzu zostało 200 osób, w Pabianicach - 150, w Konstantynowie - 200. Jeszcze dziesięć lat temu było ich dwukrotnie więcej. Niechętnie wracają.

Sandra Dąbrowska połowę życia spędziła w Anglii. Mama co chwilę wyjeżdżała dorobić na Wyspy. Małą Sandrę zabierała ze sobą. Dziewczynka do szkoły chodziła raz w Konstantynowie, a raz w UK. W Londynie studiowała na uczelni teatralnej.

Wróciła do męża i siedmioletniego syna. Mąż jest mechanikiem samochodowym. Ona szuka pracy, co dla Cyganów nie jest łatwe. Przykładem jest jej wujek, który umówił się przez telefon na rozmowę o posadzie w firmie przewozowej. Gdy tylko wszedł na spotkanie, okazało się, że propozycja nieaktualna. Tak było dwa razy.

Krystyna Kozłowska pomaga romskim dziewczynom przygotować się do pracy. Dziewczyny uczą się szyć, ale nawet najlepsze z nich szybko zderzają się z rynkiem pracy. Tak było z ogłoszeniem o poszukiwanych szwaczkach, które wisiało na płocie zakładu w Konstantynowie. Przez telefon szefowie firmy mówili, że owszem, poszukują pracownika. Ale już na miejscu jedna z dziewczyn usłyszała, że oferta już nieważna. Billboard wisiał jednak dalej, poszła więc jej koleżanka. I znowu to samo. To ogłoszenie wisiało jeszcze bardzo długo.

Jedna z niedokończonych rezydencji romskich (fot. Bartosz Józefiak)

Dziewczyny z Konstantynowa dostały inne zlecenie. Przygotowują kosmetyki w swoich domach. Problemy zaczęły się, gdy ich szef zebrał w internecie cięgi, że daje pracę Cyganom, a Polakom zabiera. Na szczęście nie zerwał współpracy.

W Zgierzu prawie żaden Rom nie pracuje.

- No bo kto im da pracę? A Romowie chcą pracować! Kto mówi inaczej, ten zwyczajnie kłamie - denerwuje się Zdzisław Florianowicz.

Niedawno Sandra bawiła się na urodzinach przyjaciela. Kilka dni temu przeczytała na jego Facebooku, że od dzisiaj zostaje rasistą, bo właśnie okradziono mu mieszkanie. Nie ma wątpliwości, że zrobili to Cyganie. I dalej długa lista rasistowskich wyzwisk. Sandra usunęła go ze znajomych. Pisał do niej: "Wiesz, nic do ciebie nie mam, ale rozumiesz moją sytuację?". No właśnie nie rozumiała.

31-letnia Sandra ma męża Polaka i polskich przyjaciół jeszcze z podstawówki. Od zawsze po podwórku dzieci polskie i cygańskie biegały razem. Jak to jest, że w Konstantynowie Łódzkim Romowie żyją od dziesięcioleci, a rasistowskie komentarze pojawiły się teraz? Zwłaszcza na Facebooku - od osób, po których by się tego nie spodziewała. Ludziom się wydaje, że teraz więcej można - myśli Sandra. Wypada powiedzieć rzeczy, które niedawno były nie do pomyślenia.

- W Londynie nikogo nie interesowało, że jestem Romką. Tutaj nie brak osób, które chętnie pokażą mi, że jestem inna. Zwłaszcza teraz. Dlatego młodzi nie chcą wracać. I dlatego też nie wiem, czy zostanę - dodaje Sandra.

Co to za porwanie?

Starszyzna martwi się: Co z tradycją? Coraz mniej po niej zostaje. Krystyna tłumaczy, że dla Cyganów - tak o sobie mówią, nie wszyscy wymagają nazywania się Roma - wciąż ważne są pogrzeby. Zmarły pozostaje w domu przez trzy dni czuwania. Zjeżdża rodzina z całej Polski. Są wspominki, anegdoty. Przez całe życie nie dowiesz się o kimś tyle, co na jego pogrzebie. Kondukty przez środek miasta to już przeszłość, ale okazałe groby z wizerunkiem zmarłego to wciąż częsty widok na okolicznych cmentarzach.

Wesela wyglądają za to bardziej jak polskie. Kiedyś to były tygodnie przygotowań! Wszyscy brali udział. Spędzali czas na gotowaniu, sprzątaniu i ozdabianiu sali. Przy okazji - na zabawie. Dziś jedzenie jest z cateringu, sale wynajęte, a wszystko dopięte na ostatni guzik. Bardziej profesjonalnie, ale wbrew zwyczajom. Rodziny wynajmują też sale weselne na wigilie. Wtedy z całej Europy zjeżdża się kuzynostwo. Tak ze 200 osób.

Romka w tradycyjnym tańcu (fot. Centrum Doradztwa i Informacji dla Romów w Polsce)

Sandra twierdzi, że jest mocno postępowa, ale po Konstantynowie będzie chodzić tylko w długiej spódnicy. Tego wymagają starsi. Pamięta wciąż opowieści dziadka o taborze, historie babci o duchach, legendy o prababci z mocą uzdrawiania. Dla Romów to niemożliwe, żeby młody pyskował starszemu, przerwał mu w pół zdania.

To jedna z ostatnich zasad, które się zachowały. Czasami młody Cygan porwie jeszcze dziewczynę, ale to nie to, co kiedyś. Sprawa jest umówiona wcześniej. Rodzice o wszystkim wiedzą, więc co to za porwanie?

Nigdzie nie pójdziemy

W Konstantynowie przybyło mieszkańców, którzy przeprowadzili się tu z Łodzi. Nowe dzieciaki prawie nie mają już kolegów Romów w klasie. Zdzisław Florianowicz prowadzi w gimnazjum warsztaty o tolerancji. Pyta uczniów: Powiedzcie wszystko, co u was w domu mówi się o Cyganach. Nie bójcie się! Więc dzieci mówią: że to brudasy, złodzieje, że nie wiadomo, skąd wzięli na mercedesy i wille. I Zdzisław dalej pyta: A kto zna osobiście Roma? Widzieliście, by u niego było brudno? I okazuje się, że Roma nie zna żadne dziecko.

- Mam przyjaciół Polaków, mój chrzestny jest Polakiem. Jesteśmy na tych ziemiach od setek lat, tu są nasi przodkowie pochowani - mówi mi pan Zdzisław. - Zostajemy. Żadni narodowcy tego nie zmienią. Ale moi bracia wyjechali.

Wielu Romów niedługo może do nich dołączyć.

Romska młodzież z woj. łódzkiego (fot. Centrum Doradztwa i Informacji dla Romów w Polsce)

Bartosz Józefiak. Mieszka w Łodzi. Pracował w gazetach lokalnych w Łodzi, Wrocławiu i Pabianicach, współpracował z "Dużym Formatem" i "Tygodnikiem Powszechnym". Jest studentem Polskiej Szkoły Reportażu i swoją przyszłość wiąże właśnie z reportażem.