Reportaż
Radom, ul. Żeromskiego (fot. Anna Jarecka/AG)
Radom, ul. Żeromskiego (fot. Anna Jarecka/AG)

Reportaż Mateusza Witkowskiego o Radomiu poruszył wielu naszych Czytelników, w tym radomian, którzy bardzo kochają swoje miasto. Ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Oto, co powiedzieli nam o Radomiu.

Anna Orzeł, dziennikarka Polskiego Radia i Informacyjnej Agencji Radiowej:

- Moja mama jest radomianką, mój ojciec pochodzi ze Lwowa. Poznali się, pobrali i zamieszkali w Legnicy, tam się urodziłam. Pobierając się, zapisali się na mieszkanie w Radomiu. Dostali je po 16 latach i zabrali mnie ze sobą. W Radomiu poszłam do szkoły średniej. Oczywiście ani nie byłam zachwycona, ani nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Na zachodzie Polski wszystko jest inne, nawet architektura i urbanistyka: centrum miasta to rynek, miejsce zwykle bardzo zadbane, cieszące się duża popularnością. W Radomiu centrum miasta to jedna główna ulica, wszystko jest inaczej zorganizowane.

Anna Orzeł (fot. Andrzej Michalik/AG)

Teraz czuję się radomianką. Bardzo lubię to miasto, bo jest idealne do życia. Odległości są przyjazne, dosyć łatwo można się przemieszczać, choć oczywiście są korki, jak wszędzie. Ale mam tu swojego fryzjera, swojego pana "pod kasztanami", który mi każdą torbę naprawi, swojego pana szewca. Tu łatwo można oswoić przestrzeń, czuć się dobrze, bo u siebie.

Radom ma też wady. Tam, skąd pochodzę, mieszkają ludzie ze Wschodu, którzy mają inny temperament, inaczej się do siebie odnoszą, są przyjaźni, bardziej otwarci. W Radomiu - nie. Często się zdarza, że ktoś, kto jest ponad przeciętną, nie budzi podziwu, tylko zazdrość i zawiść i to jest ten problem. Może dlatego, że wszyscy jesteśmy za blisko siebie, bo się znamy.

Oczywiście mogłoby być ładniej, mogłoby być czyściej, ale tak jest w każdym mieście. Cudowny Londyn, który tak chętnie odwiedzamy, każdego letniego dnia jest tak brudny, że trudno sobie to wyobrazić. Ludzie zostawiają puszki, papiery tam. gdzie stoją. W porównaniu z Legnicą brakuje mi bardzo zieleni. Tam jest wielohektarowy park, gdy wjedziesz do niego rowerem, otacza cię cisza. A park Kościuszki? Wchodzisz i już widzisz jego drugi koniec, dookoła w korkach stoją samochody, dymią.

Kiedyś dostałam propozycję z RMF FM. Usłyszałam: wybierz miasto, jakie chcesz. Miałam przez chwilę taką pokusę. Dolnośląskie jest mi bliskie, więc pomyślałam o Wrocławiu, który uwielbiam. To duże miasto, które żyje inaczej niż Warszawa, wolniej. Pomyślałam też o Gdańsku. Ale stwierdziłam, że mi tu dobrze. Po co będę sobie demolować życie? Miałam już dzieci, mogłabym ze względu na nie - gdybym była bardzo zdeterminowana - uciekać. Większe miasto, lepsze perspektywy. Ale uznałam, że tu się fajnie żyje, jestem zakorzeniona i nie czuję potrzeby radykalnych zmian typu przeprowadzka nawet do ukochanego Wrocławia. Tam mogę teraz polecieć.

Wydaje mi się, że moi synowie [15 i 18 lat - red.] w ogóle się jeszcze nie zastanawiają, czy wyjechać z Radomia, czy tu zostać. Wydaje mi się, że im tu dobrze. Nie skarżą się i nie narzekają - jak często robią młodzi ludzie, co jest przykre - że w tym mieście nic się nie dzieje, a jak już się dzieje, to jest tego jak na lekarstwo. Po prostu usprawiedliwiają w ten sposób, że nie korzystają z tego, co w mieście jest organizowane i to, że samym nie chce im się niczego zorganizować. Dla mnie dzieje się tu wystarczająco dużo.

Borysław Szlanta, adwokat, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Radomiu:

- Urodziłem się w Radomiu, tu kończyłem szkołę podstawową i Liceum im. Tytusa Chałubińskiego. Studiowałem na Uniwersytecie Łódzkim na Wydziale Prawa, ale wróciłem do Radomia po studiach, bo widziałem tu szanse rozwoju zawodowego.

Borysław Szlanta (fot. Marcin Kucewicz/AG)

Wielu osobom spoza Radomia opowiadam o zaletach dnia codziennego tutaj. Jestem związany z Warszawą od kilku lat, mam tam filię swojej kancelarii adwokackiej. Gdy rozmawiam z kolegami adwokatami z Warszawy, to często słyszę: jeżeli jedną sprawę dziennie załatwię, to już jest dużo, bo muszę się przemieszczać 20 km tam, 15 tam. Mówię wtedy: a Radom to takie fajne miasto, że ja w ciągu 15 minut jestem w stanie być w trzech, czterech miejscach i załatwić wszystko, co jest absolutnie niezbędne. To po pierwsze. Po drugie: Radom w relacji do znacznie większych miast jest o tyle lepszy, że mam poczucie, że jestem u siebie. Dlaczego? Znam mniej więcej połowę mieszkańców Radomia, a druga połowa zna mnie [śmiech]. Mam przekonanie, że mógłbym gdzieś wejść bez pieniędzy i dostać towar czy usługę. Bo przecież przyjdę jutro i zapłacę. To w sferze emocjonalnej ogromna wartość. W takim środowisku dobrze się żyje. Kojarzy mi się to z Austrią, Niemcami, krajami skandynawskimi. Tam ludzie znają się od pokoleń i czasem nie trzeba dokumentu - zaufanie jest najważniejsze. I to mi w Radomiu bardzo odpowiada. Podróżuję dużo, zawodowo występuję przed różnymi urzędami w Polsce. Mam poczucie, że w Radomiu ludzie są bardziej uprzejmi, grzeczniejsi, bardziej uczynni. A sprawy są załatwiane szybciej niż np. w Warszawie.

A wady? Jak w jednym filmie powiedziano: nikt nie jest doskonały. Po drugie: ludziom się wydaje, że tam gdzie ich nie ma, jest lepiej. Byłem w paru miejscach na świecie i zawsze marzyłem o tym, żeby w Polsce, w Radomiu, było tak ładnie, czysto, żeby relacje międzyludzkie były bliskie, żeby swoją wartość miało ludzkie zaufanie, a nie tylko dokument, papier. Gdy spaceruję przez to miasto, czuję się bezpiecznie. Mam poczucie, że nie jestem anonimowy. To czasem jest wada, ale po prostu trzeba zachowywać się zawsze przyzwoicie i wtedy nie ma się problemów wynikających z braku anonimowości.

Są w Radomiu miejsca, które mi się nie podobają. Ale można pojechać do Rzeszowa, Torunia, Bydgoszczy - to bardzo ładne miasta - wejść w różne uliczki i znaleźć ruiny. Dlatego, że my podnosimy całe państwo polskie i poszczególnie miasta i miasteczka z ruin. A w zasadzie budujemy od nowa. Nie ma się co dziwić - i ja się nie dziwię, choć czasem się denerwuję - że w Radomiu przy rynku są dwie czy trzy kamienice w bardzo złym stanie. Ale obok widzę dziesięć odremontowanych! Ze wszystkiego można się wyśmiewać, ale trzeba również docenić to, co się zrobiło do tej pory. My budujemy substancję mieszkaniową czy drogową dopiero od 20 lat. Niemcy mieli na to 200 lat. Poza tym moim zdaniem Radom mniej korzysta z różnego rodzaju funduszy, niż by mógł. To miasto mogłoby rozwijać się szybciej. Mamy szereg fajnych instytucji kulturotwórczych: muzea, teatr, szkołę muzyczną ze znakomitą salą koncertową. Mamy pełno zieleni. Fakt, jest też budowla krytykowana i wyśmiewana: lotnisko. Może z biznesowego punktu widzenia to rzeczywiście nie jest trafna inwestycja. Sam jestem tu sceptykiem, wydaje mi się, że to będzie biznesowa porażka. Ale cóż, nie jesteśmy doskonali.

Ewelina Szymańska, makijażystka, twórczyni marki odzieżowej Radomianka:

- Jestem radomianką i wcale nie uważam, że tu tkwię. Po prostu tu mieszkam. Od 15 lat jestem makijażystką. Od początku tu pracuję, bo gdzie mi będzie lepiej, niż w domu? Mogłabym to, co robię, robić w innych miastach. Jeżdżę do nich co jakiś czas. Fajnie jest odwiedzić np. Warszawę. Ale skoro jest zapotrzebowanie, żeby robić coś fajnego w Radomiu, to ja to robię. I jako makijażystka, i jako radomianka.

Ewelina Szymańska (Fot. Anna Jarecka/AG)

Swoją markę odzieżową założyłam w grudniu 2014 r. Nie chodziło mi tylko o tworzenie ubrań, bo w Radomiu jest wielu świetnych projektantów. Chciałam rozruszać potencjał młodych dziewczyn. Półtora roku temu zakładałam instagram Radomianki. Gdy wpisałam hasztag "radomianka", wyskoczyły mi trzy zdjęcia: na dwóch były ciastka [kakaowy biszkopt ze śmietankowym kremem i czekoladową polewą w Radomiu nie nazywa się wuzetką, a radomianką - red.], na jednym jakaś dziewczyna. Wczoraj na instagramie pod tym hasztagiem było ponad 8 tys. zdjęć. Nie chodzi o to, żeby dziewczyny fotografowały się w moich ubraniach, a o to, że zaczęły nazywać się radomiankami. Że przestały się wstydzić tego, że są z Radomia. Jestem dumna z tego aspektu Radomianki. Dla takich rzeczy warto być w Radomiu i warto go rozkręcać.

Teraz do marki dołączam imprezy w mojej pracowni. Nazywają się "Znajomi Radomianki", zapraszam moich znajomych do współpracy i organizacji tych imprez. Jeśli ludzie tego potrzebują w Radomiu, to dlaczego mają tego szukać gdzie indziej? Czy będzie to zrobione tam lepiej niż tu? To tylko kwestia nastawienia.

Widzę oczywiście wady Radomia. Mam wrażenie, że wstydzimy się bycia małym miastem. Że wstydzimy się być z tego miasta. Zupełnie niesłusznie. Jesteśmy przyzwyczajeni, że nie wypada się chwalić, nie wypada wyjść przed szereg. Często sami sobie robimy czarny PR. Szczególnie młodzi sa przyzwyczajeni, że w miastach, w których studiują, ciągle coś się dzieje. Coś, co ich nakręca. Gdy przyjeżdżają do Radomia na weekend czy na kilka dni w wakacje czy święta, są przekonani, że to dziura. Że nic się tu nie dzieje. Że ma co robić. A to nieprawda! Wystarczy wyjść wieczorem na Żeromskiego i zobaczyć że kultura wychodzenia, spotykania się, zaczyna się rozwijać. Nie musimy być zawsze w trendzie. Przesiewajmy i wybierajmy sobie to, co najlepsze. Fakt, byliśmy trochę w tyle, teraz te zaległości odrabiamy. I stajemy się miastem jak każde inne. Żaden fenomen, żaden obciach. Tu jest normalnie.

Szymon "Fotak" Wykrota, fotograf:

- Urodziłem się w Radomiu. Nigdy na dłużej nie wyjeżdżałem. Lubię wyjeżdżać na krótko, bo lubię tu wracać. Wiem, że brzmię jak dziwak, może mam jakąś chorobę psychiczną związaną z tym miastem [śmiech]. Łatwo się tutaj czuć u siebie. Szczególnie gdy, tak jak ja, ze względu na pracę bierzesz udział w większości wydarzeń. Cały czas spotykam się z ludźmi. Czuję się, jakbym tu wszystkich znał. Jeśli nie ma się nic na sumieniu, to jest bardzo komfortowa sytuacja.

Szymon "Fotak" Wykrota (fot. Andrzej Michalik/AG)

Radom to fajne miasto do życia, zwłaszcza z dziećmi, do założenia rodziny. Przede wszystkim ze względu na małe odległości: dojazdy do szkół, pracy czy przedszkola nie zajmują wiele czasu. Ten klimat zacząłem zauważać, gdy urodziły się moje dzieci [dziś córki mają 7 i 8 lat - red.]. Czasu jest mniej, ale atrakcje, które są, wystarczają. Podoba mi się ta "piknikowość" radomska. To jest małomiasteczkowe, ale tych elementów małomiasteczkowych nie powinniśmy się wstydzić, bo one są integrujące, budują społeczeństwo. W ostatni weekend był piknik na Korei, chłopaki zrobiły kawał dobrej roboty, dwa tygodnie temu byli iluzjoniści na deptaku, też super. Mieszkam w centrum i z dziewczynami cały czas mam gdzie wyjść. Mają moc atrakcji, brakuje nam czasu, żeby to wszystko pozaliczać. Turystycznie mamy niewiele do zaoferowania, ale takimi imprezami, aktywnościami właśnie, bardzo łatwo przyciągnąć ludzi na weekend.

Kto narzeka na Radom? Ludzie młodzi, którzy potrzebują więcej bodźców, szukają ich w większych miastach. Nie potrafimy ich zatrzymać. Obserwuję od lat, obiecujących, ambitnych młodych ludzi. Są młode zespoły, które tu grają, czy osoby działające w innych dziedzinach. Kończą tu liceum, technikum - ale potem jadą do innego miasta i nie wracają. Bo tam tworzą swój klimat, swoje otoczenia, studiują, łapią fuchy, prace. To naturalne, że zostajesz w takim miejscu, gdzie masz coś poukładane. Druga sprawa to kariera, rozwój. W Radomiu łatwo dojść do ściany. Jeśli jesteś w czymś dobry, to dochodzisz jako pracownik do punktu, poza którym już nie możesz się rozwijać. Możesz jedynie tworzyć coś sam.

Wiesz, co przeciętny radomianin myśli o Radomiu? Wiocha, wygwizdów, buractwo. Do tego nagonki w mediach, eksponowanie chytrej baby, już mi się nie chce o tym gadać. Kiosk informacji turystycznej, lotnisko - to są błędy, które się dzieją w każdym mieście. Ale w kontekście Radomia każda dziwna sytuacja będzie pasowała i będzie jeszcze wyolbrzymiona, bo to przecież Radom. Takie będzie myślenie o nas, dopóki sami nie pozbędziemy się kompleksów.

Anna Wydra, pracuje w branży reklamowej:

- Urodziłam się w Radomiu i mieszkałam tu przez 19 lat. Wyjechałam zaraz po maturze, 15 lat temu. Mieszkałam w Wielkiej Brytanii, Irlandii, w Hiszpanii, na Cyprze i w Holandii. Siedem lat temu wróciłam do Polski, ale nie do Radomia. Wybrałam Wrocław. Tam pracowałam, studiowałam, niespełna cztery lata temu urodziłam syna. Pół roku temu przez splot kilku okoliczności zawodowych i osobistych wróciłam do Radomia. Nadal mieszkają tu moi rodzice, a chciałam, żeby syn miał kontakt z dziadkami. Wiedziałam też, że w różnych sytuacjach pomogą mi w opiece nad nim.

Anna Wydra (fot. Andrzej Michalik/AG)

Przeprowadziliśmy się tuż przed Bożym Narodzeniem, a 1 lutego Maciek poszedł do publicznego przedszkola. Szybko znaleźliśmy miejsce. Ja niedługo potem znalazłam pracę, która daje mi satysfakcję. Paradoks: we Wrocławiu pracowałam na śmieciówce za mniejsze pieniądze niż w Radomiu na etacie.

Nie postrzegam Radomia jako swojego miejsca docelowego, ale na dziś jest dobre. Trasa z domu do przedszkola Maćka i mojej pracy zajmuje nam ok. 10 minut rowerem. W porównaniu z Wrocławiem w śródmieściu jest tu sporo parków i fajnych placów zabaw. Do targowisk, na których można kupić warzywa prosto od rolnika, nie dorabia się ideologii, tak jak w dużych miastach. One po prostu są. To dobre miasto do wychowywania dziecka, bez pośpiechu, bez presji. A przy tym Radom pięknieje, ma swoisty urok. Ładny jest zwłaszcza deptak z odmalowanymi kamieniczkami, latarenkami i klombami. Klimat małego miasteczka, ale w pozytywnym tych słów znaczeniu.

Oczywiście są rzeczy i sytuacje, które mnie wkurzają, np. zastawione samochodami trawniki i chodniki. Baseny nie są przyjazne dzieciom: począwszy od szatni, gdzie brak toalet czy przewijaków, przez brak czasu doliczanego na szatnię, na samym basenie i jego wyposażeniu skończywszy. Brakuje mi ciekawych, alternatywnych muzycznych zdarzeń, dobrego teatru, kultury pozainstytucjonalnej. Co jakiś czas jeżdżę na takie wydarzenia do Warszawy. Oferta kulturalna dla małych dzieci, takich jak mój syn, też jest bardzo uboga. Niewiele jest restauracji czy kawiarni nastawionych na osoby z dziećmi.

Radomianie w porównaniu z wrocławianami są smutniejsi. Wiele osób jest też mniej przyjaznych, ludzie bardziej cwaniakują, niż na Dolnym Śląsku. Ale przez te pół roku nie miałam złych doświadczeń. Największym niebezpieczeństwem dla miasta jest to, że młodzi ludzie tak bardzo chcą stąd wyjechać. Już w liceum planują studia poza Radomiem i często nie wracają, zasilając kapitał społeczny innych miast. Sama taka byłam, ale dziś znów tu mieszkam.

Karolina Falkiewicz, nauczycielka, specjalistka edukacji artystycznej i animatorka:

- Moja rodzina ze strony mamy mieszka tutaj od dwustu lat. Ja też się tu urodziłam. Gdy kończyłam studia, jak wiele osób zastanawiałam się, co ze sobą zrobić: zostać, czy nie zostać. W Warszawie zawsze fizycznie się źle czułam, więc w ogóle nie brałam jej pod uwagę. Myślałam o Krakowie, ale tam artystów jest mnóstwo, więc z moim wykształceniem miałam marne szanse na znalezienie pracy. Udało mi się w Radomiu przejść całą ścieżkę edukacji artystycznej: od podstawowej szkoły plastycznej, przez liceum plastyczne po wydział sztuki na ówczesnej politechnice. Zrobiłam podyplomówkę w Krakowie, przy okazji zobaczyłam inny świat i okazało się, że on wcale nie jest taki inny.

Karolina Falkiewicz (fot. archiwum prywatne)

W Radomiu oprócz względów ekonomicznych - mam mieszkanie odziedziczone po babci w centrum miasta - jestem dlatego, że się tu zakotwiczyłam. Zaangażowałam się we wszystkie możliwe inicjatywy i działania społeczne. Jestem urodzonym działaczem. Do tego miasto nie jest rozległe, za to dobrze skomunikowane. Nie da się tu zginąć w tłumie, bo wszyscy się znamy. Na robotę nie narzekam, od sześciu lat pracuję w szkole, uczę przedmiotów zawodowych na kierunku fototechnik. Wcześniej w szkole plastycznej uczyłam grafiki komputerowej, byłam fotoreporterką. Ani dnia w tym mieście nie przepracowałam niezgodnie z moim wykształceniem.

Wkurza mnie, że wielu radomian ma kompleksy, że najgorszy czarny PR Radomiowi robią sami radomianie. No i ten słomiany zapał! Było narzekanie, że nie ma gdzie wychodzić i oczekiwanie "zróbcie milion knajp na Żeromskiego". Gdy powstały, okazało się, że ci sami ludzie, którzy narzekali na ich brak, teraz wolą pojechać na grilla na działce. Wkurza mnie, że robi się wszystko na raty, chociażby ścieżki rowerowe. Gdy jadę do rodziców, ścieżka ucina się tak, że nie wiem, czy mam z roweru schodzić, zjeżdżać na jezdnię, czy zostać na chodniku. Chodnikiem nie wolno, a ulicą boję się, że ktoś mnie skosi, tym bardziej że asfalt jest pofalowany.

I jeszcze ten okropny zwyczaj krytykowania tego, w co się nie zaangażowaliśmy, a nie wyszło dobrze. Chcieliśmy innej władzy? Trzeba było iść na wybory. Lotnisko szału nie robi? Trzeba było przelecieć się samolotem do Pragi, a nie tylko krytykować!

Robert Prygiel, były siatkarz, trener Cerradu Czarnych Radom:

- Jestem rodowitym radomianinem, moi rodzice, żona i teściowie również. Zawsze byłem patriotą lokalnym. Niezależnie od tego, gdzie grałem, starałem się pozytywnie mówić o mieście i o radomskim klubie. Wychowałem się w nim, więc było to dla mnie naturalne. Mieszkałem w innych miastach, w innych krajach, grałem w różnych klubach, ale serce zawsze było w Radomiu. Dlatego łatwiej było mi zacząć życie po siatkówce właśnie tu.

Robert Prygiel (fot. Marcin Kucewicz/AG)

Miałem opcję zamieszkania w Warszawie, ale to Radom jest dla mnie miastem idealnym. Zawsze go bronię. Bardzo rozwinął się w ostatnich latach. Ma doskonałe położenie geograficzne, ma wszystko co potrzebne,  jeśli chodzi o kulturę, oświatę: teatr, kina, miejsca do pobiegania, jazdy na rowerze i innych sportów. A ja zwracam na to uwagę, bo staram się być człowiekiem aktywnym. Na pewno przydałaby się lepsza sieć ścieżek rowerowych, ale miasto nad tym pracuje i z roku na rok jest lepiej.

Minusem, tak jak wszędzie, jest komunikacja. W godzinach szczytu, gdy odwożę dzieci do szkoły albo wracam z pracy, podróż trwa dłużej niż poza szczytem. W porównaniu z mieszkańcami innych miast radomianie, mam wrażenie, bardzo lubią narzekać, za to mniej lubią pracować. Inaczej ludzie postępują na Śląsku, na Pomorzu, inni są też górale. To ludzie bardzo pracowici. My dajemy z siebie mniej, choć i to się powoli zmienia. Idzie ku dobremu.

Czy moje córki zostaną w Radomiu? Są jeszcze bardzo młode, na razie opowiadają, że będą mieszkać w Miami i zapraszać mnie do swoich willi. To, gdzie zamieszkają, to będzie ich decyzja. Ale jako ojciec, a w przyszłości, mam nadzieję, także dziadek, chciałbym żeby były blisko.

Radosław Witkowski, prezydent Radomia:

- Przez pięć lat mieszkałem i studiowałem w Krakowie, tam poznałem moją żonę, rodowitą krakowiankę. Gdy kończyliśmy studia, byliśmy już małżeństwem, mieliśmy małego syna. Uważaliśmy, że łatwiej nam będzie rozpocząć dorosłe życie w Radomiu. To nie była trudna decyzja: wracałem do swojego miasta, w którym urodziłem się i wychowałem. Do miasta, w którym mieszkali moi przyjaciele i grał mój ulubiony klub piłkarski RKS Radomiak. Do miasta ludzi mądrych, dumnych, miasta dużych możliwości.

Prezydent Radomia Radosław Witkowski (fot. Andrzej Michalik/AG)

Ludzie są niezwykłą wartością tego miasta. Ambitni, zdolni, przedsiębiorczy. Pamiętam rzeczywistość lat 90., kiedy upadały wielkie fabryki, ludzie tracili pracę, ale rodziła się radomska przedsiębiorczość. Powstały wtedy setki małych firm, które budowały gospodarkę miasta. Powstały nowe miejsca pracy. Według statystyk GUS z lat 90. to w Radomiu ludzie najczęściej rejestrowali działalność gospodarczą. To pokazuje, że radomianie to ludzie, którzy chcą zmieniać swoją rzeczywistość i to mi w nas bardzo imponuje. Obserwuję losy ludzi, którzy wyjeżdżają z Radomia. Co roku jest to spora grupa. Oni naprawdę zdobywają wysokie stanowiska, odnajdują się. Jestem dumny z tego, że mamy tak dobre szkoły średnie, plasujące się w czołówce rankingów w Polsce.

W kampanii wyborczej promowałem hasło "Zgoda zmieni Radom". W nim zawarta była filozofia: miasto potrzebuje zmian, które podniosą jakość życia i które poprawią wizerunek miasta. Mam poczucie, że od kilku lat Radom stawał się przedmiotem kpin i szydery, jaka tworzyła się w przekazie ludycznym. Byliśmy wyśmiewani za filmiki na YouTube, przetoczyła się fala hejtu, jeśli chodzi o radomskie lotnisko, z którego można polecieć w coraz więcej miejsc w Polsce i Europie.

Dotykając spraw funkcjonalnych: nasi koszykarze i siatkarze grają w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ale mamy halę, która pamięta początek lat 70. Mamy infrastrukturę, w jakiej dziś nie rozgrywa się zawodów na tak wysokim poziomie. Z jednej strony jest więc duma z tego, że mamy świetne drużyny sportowe, z drugiej nie możemy ich wypromować. Tu są potrzebne zmiany, o których mówiłem, i które od początku swojej kadencji przeprowadzam. Stąd szybka decyzja, żeby rozpocząć budowę hali widowiskowo-sportowej - Radomskiego Centrum Sportu. W 2018 r. będziemy mieli najnowocześniejszą halę w województwie mazowieckim. To tu będą mogły się odbywać międzynarodowe imprezy. Jakież było moje zdziwienie, gdy ostatnio przeglądając FB znalazłem profil "hala sportowa dla Warszawy", bo w stolicy jej brakuje. Nam nowe obiekty dadzą możliwość promowania Radomia jako miasta pozytywnych emocji.

Stworzyliśmy Radomską Strefę Gospodarczą, wprowadziliśmy wiele ulg, mamy coraz więcej pytań od inwestorów, którzy wiedzą, że w Radomiu są dobre warunki, jeśli chodzi o zasoby ludzkie, i nieporównywalne z Warszawą koszty prowadzenia działalności gospodarczej, a jednocześnie do stolicy jest blisko - i chcieliby u nas inwestować. Zmieniamy radomski rynek pracy, bo tylko to da radomianom szansę na lepsze życie.

Inwestujemy bardzo dużo w poprawę jakości wody i powietrza w mieście. Mam świadomość tego, że dzisiaj to coraz ważniejszy element komfortowego życia. Robimy wszystko, by zrewitalizować Miasto Kazimierzowskie - naszą radomską starówkę. O ile główny deptak, ulica Żeromskiego, ożywa i nie różni się już niczym od deptaków innych polskich miast, o tyle proces ożywienia Rynku i okolic przed nami. Jestem jednak przekonany, że miejskie inwestycje w tym obszarze zachęcą przedsiębiorców, by właśnie tutaj lokować swoją działalność. Radom to wbrew obiegowej opinii normalne, całkiem duże miasto, w którym żyje się coraz lepiej, a jego mieszkańcy od zawsze nie bali się brać z życiem za bary. I to potwierdza każdy, kto spędzi w nim więcej niż jedno popołudnie.

Katarzyna Ludwińska. Redaktorka naczelna radomskiej "Gazety Wyborczej".