Marta Nowak: Czego o seksie nie wiedzą polskie nastolatki?
Basia Baran: To jest trudne pytanie, bo nastolatki mają bardzo wybiórczą wiedzę. Często się zdarza, że znają z internetu nazwy technik seksualnych, których nie znam ja, za to mają braki w naprawdę podstawowych tematach. Zadają pytania o różne wymyślne konfiguracje ciał, ale kiedy pytam, w jaki sposób w ogóle najpierw się dowiedzieć, czy ktoś ma ochotę być bliżej, to jest cisza. Na tym temacie rozwala się większość osób. Jak w ogóle zaczyna się intymność? O co w tym seksie chodzi? Czemu ludzie to robią, co im to daje? Takich rzeczy nie wiedzą.
Nastolatkom często brakuje też podstawowej wiedzy o tym, jak dbać o swoje ciało. To przez to, że nie mają swobodnego dostępu do lekarzy – do 18. roku życia dziecka na wizytę musi się zgodzić ono oraz opiekun prawny. Czyli młode osoby, które chciałyby się zbadać, coś sprawdzić, porozmawiać o antykoncepcji, bez angażowania w to mamy czy taty, nie mają jak tego zrobić. Przez to, że my, dorośli, ograniczamy im możliwość zdobycia wiedzy, sami trochę popychamy je do tego, żeby wierzyły w jakieś mity. Np. że skakanie po seksie powoduje wypływanie spermy i w taki sposób chroni przed ciążą.
Powiedziałaś: sprawdzić coś u lekarza. Często widzisz u nastolatków takie zmartwienia z cyklu "czy ze moim ciałem jest wszystko w porządku"?
Niektóre osoby mają fajnych nauczycieli albo rodziców, którzy potrafią im różne rzeczy wytłumaczyć – to też się zdarza i jest bardzo budujące. Ale wiele nastolatków nie dostaje znikąd informacji o tym, jakie są naturalne etapy rozwoju, co jest w normie, a co już nie. A kiedy nie wiesz, jaka jest norma, a do tego jesteś wieku, w którym szybko się rozwijasz oraz przejmujesz się, jak ocenią cię inni, bardzo chcesz być akceptowana przez bliskich, to stwarza świetne warunki do tego, żeby się wstydzić. Jeśli odróżniam się czymś od innych – albo nawet tylko podejrzewam, że się odróżniam, bo właściwie nie rozmawiam o tym z przyjaciółmi, więc nie konfrontuję z nimi moich obaw – to łatwo jest zacząć myśleć "coś jest ze mną nie tak". Nastolatki wstydzą się bardzo normalnych, naturalnych rzeczy. Tego, że mają włosy w różnych miejscach, pocą się, miesiączkują, podniecają się.
Ja cały czas dostaję od chłopców pytania o długość penisa. I padają te długości: "czy jak mam 21 centymetrów we wzwodzie, to nikt mnie nie wyśmieje?". Przypominam, że w Polsce średnia dla dorosłego człowieka to 13-14 cm. A nie jakieś 20 i więcej.
To jakie są jeszcze przekonania, które musisz zderzać z rzeczywistością?
Dużo jest mylnych przekonań o tym, jak często ludzie uprawiają seks – i presji na to, że ten seks to taka niesamowicie istotna sprawa i trzeba się w niego angażować zawsze, kiedy tylko można. Z jednej strony nastolatki otrzymują sygnały, że to temat "nie dla nich", bo dorośli często unikają rozmów albo strzegą ich przed wiedzą o seksie, a z drugiej widzą, jak bardzo podkreśla się ten temat w otaczającym je świecie. To jeszcze podbija ciśnienie – na zasadzie "nie gadamy o tym, ale widzę, że to jakiś strasznie ważna sprawa, więc powinno mi na tym zależeć". W tej sytuacji brak wspierających rozmów z bezpiecznym dorosłym sprzyja jeszcze większej fascynacji zakazanym owocem. A także zjawisku, które ja bym nazwała odklejeniem seksu od sfery osobistych przeżyć. Wiele nastolatków i nastolatek z czasem buduje sobie przekonanie, że seks to performance. Najpierw, w młodszym wieku, trochę grają, trochę podkreślają swoją seksualność, wielu wydaje się ważne, żeby być osobą atrakcyjną seksualnie. Takie próby mieszczą się w normie rozwojowej.
Ale kiedy później podejmują już aktywność seksualną, też mogą odgrywać role – to znaczy mocno trzymać się wyobrażeń na temat tego, jak w seksie zachowuje się prawdziwa kobieta, jak prawdziwy mężczyzna, osoba dorosła. Nie skupiają się na tym, co przeżywają czy doświadczają, tylko są w trybie zadania, występu. Nie rozwijają wtedy własnej wrażliwości, nie rozpoznają własnych potrzeb i granic, bo kierują się tym, żeby odgrywać zamiast odczuwać. Jeśli taka postawa się utrwali, to może być dużą trudnością w życiu seksualnym, kiedy będą już miały te dwadzieścia parę lat.
Mocno obecne są też wątki związane z przemocą. One są wbrew pozorom bardzo nieoczywiste i wciąż to jest bardzo istotny temat.
Młode osoby nie wiedzą, co jest w sferze seksualnej przekroczeniem, a co nie? I dziewczyny, i chłopaki?
Tak, nie widzę tutaj większych różnic w zależności od płci. Wątpliwości w tematach takich jak właśnie świadoma zgoda zauważam najczęściej wtedy, kiedy pracuję z nastolatkami w gabinecie. Niektórzy z nich nawet mieli jakieś zajęcia, z których zapamiętali, że "tylko tak znaczy tak". No dobrze, ale jak to przełożyć na własne życie? Wiele młodych osób nie potrafi w praktyce postawić granic, trudno im zastanowić się, czego chcą same i dać sobie przestrzeń na takie rozważania. Z jednej strony kojarzą, że "tak znaczy tak", ale z drugiej strony myślą: "głupio tak odmawiać". "No dobra, już trudno, przemęczę się". "Będzie jej/jemu przykro". "Nie powiem, że coś mi się nie podoba, bo mnie odrzuci". Wtedy same przekraczają własne granice.
To odrzucenie jest ważną kategorią, bo młodym ludziom zależy na akceptacji i emocjonalnej bliskości. Kiedy rodzice rozmawiają z dziećmi o miłości i seksie, często słyszę, jak dużą wagę przywiązują do tego, że pierwsza penetracja to jakiś moment przejścia, wielka decyzja, że trzeba być wtedy absolutnie pewnym, że kocha się drugą osobę. Taki sposób mówienia nakłada olbrzymią presję, jest daleki od realnych doświadczeń i gubi masę elementów nawiązywania relacji, tego, jak ludzie zbliżają się do siebie. Nie pomaga w odpowiedzi na takie pytania: jak okazać komuś, że mi na nim zależy? Czy fajnie jest się na to odważyć? Skąd w ogóle wiem, że ktoś mi się podoba? To są dla nastolatków poważne sprawy niezależnie od płci. W ostatnim czasie wyjątkowo często spotykam w gabinecie młodych chłopców, którzy chcą się wiązać, być z kimś blisko. I nie chodzi im głównie o aspekt fizyczny, ale po prostu o zaangażowane relacje.
Czyli chłopcy mają wewnętrzną potrzebę "chcę mieć fajną, ciepłą relację z dziewczyną", ale to im się gryzie z jakimś obrazem męskiego mężczyzny, któremu zależy raczej na seksie i jeszcze traktuje ten seks wyczynowo?
Przychodzą, bo są samotni, a często czują się niezrozumiani przez dorosłych mężczyzn ze swojego otoczenia. Ten temat naprawdę bardzo często przewija się ostatnio w mojej pracy: nastoletni chłopcy chcą mieć swoją ukochaną osobę, angażować się w relację z nią, dawać prezenty, pogłaskać, przytulić się, spędzać czas. Dotyk fizyczny też jest w tym ważny, ale raczej w formie drobnych czułości. I takie potrzeby spotykają się z ostrą oceną dorosłych mężczyzn, którzy dają im sygnały, że z tego typu emocjonalną miękkością jest coś nie tak, że to słabość i trzeba ją w sobie jakoś ukryć. Zauważam, że ta ocena jest jeszcze silniejsza, gdy chodzi o młodzież nieheteronormatywną. Myślę, że w edukacji seksualnej potrzebujemy większej refleksji nad tym, jak tę czułość emocjonalną chronić u dzieci wszystkich płci, również u chłopców.
A prowadzisz zajęcia tylko z nastolatkami czy z młodszymi dziećmi też?
I w gabinecie, i w ramach warsztatów pracuję głównie z nastolatkami. Ale rzeczywiście coraz częściej zdarzają się młodsze grupy. Zazwyczaj rodzice z własnej inicjatywy skrzykują się i zgłaszają do mnie z prośbą o poprowadzenie zajęć dla ich dzieci. I w takim trybie moją najmłodszą grupą były dziewięciolatki.
Jak się pracuje z takimi dzieciakami?
Zacznijmy od tego, z jakich powodów przychodzą rodzice. Najczęściej najpierw pytają, co mogę zaoferować takim maluchom, chcą jakoś wybadać temat – ale kiedy ja sama zaczynam podpytywać, skąd taki pomysł, zazwyczaj się okazuje, że temat seksu już zaistniał w grupie dzieci i dzieje się coś niepokojącego dorosłych. Przykłady z prawdziwego życia: ktoś z grupy puszcza innym filmy pornograficzne na telefonie albo dzieci na przerwie w szkole wykonują na sobie nawzajem ruchy frykcyjne. W takiej sytuacji prowadzenie takiego interwencyjnego, pojedynczego warsztatu to opcja minimum. Najwięcej sensu miałby cały cykl spotkań – choćby w formule zajęć szkolnych. Wtedy można się zapoznać z dzieciakami, przerobić na spokojnie różne tematy. Seksualność to jednak szeroki zakres zagadnień, nie da się tego załatwić w trzy godziny. O edukacji seksualnej warto myśleć jak o bezpiecznej prewencji, a nie włączać ją tylko, gdy coś się wydarzy.
A co do tego, jak wygląda sama praca – warsztaty zawsze są dostosowane do etapu rozwoju dzieci. Inaczej mówi się o kwestiach związanych z płcią i seksualnością do osoby, która ma dziewięć lat i dopiero stawia pierwsze kroki w dojrzewaniu, a inaczej do takiej, która ma siedemnaście i szykuje się do aktywnego życia seksualnego albo już je podjęła. Po pierwsze, zajęcia zawsze muszą być zrozumiałe – język musi być dopasowany do wieku i na poziomie poznawczym, i emocjonalnym. A po drugie, muszą być praktyczne, czyli odnosić się do tego, z czym osoby właśnie teraz, na ich etapie rozwoju, się mierzą.
Rozumiem, że z różnymi sprawami mierzą się coraz wcześniej.
W kontekście edukacji seksualnej bardzo ważne jest jedno: jeśli nikt nie poprowadzi z dziećmi takich zajęć, to nie będzie tak, że one będą żyły w jakimś magicznym świecie, gdzie seks nie istnieje. Młode osoby uczestniczą w kulturze, która jest przesycona seksualnością, a w dużej mierze również seksualizacją – czyli sprowadzaniem wartości człowieka do atrakcyjności seksualnej. Bardzo niewielu rodziców zdaje sobie sprawę z tego, jak dużo seksualnych treści dociera do ich dzieci poza ich wiedzą. Obecnie wiek, kiedy w Polsce zaczyna się oglądać pornografię, to jest właśnie 9-10 lat – i nie mówię tu o sytuacji w stylu "raz coś kiedyś przez przypadek zobaczyłam", tylko o regularnym oglądaniu.
Dziesięcioletnie dziecko nie dokonuje świadomej selekcji filmów, nie ma świadomości, że to, na co patrzy, to fikcja. A wiemy z badań, że te najłatwiej dostępne, darmowe materiały pornograficzne często bywają drastyczne, zawierają sceny przemocy. Właśnie takie materiały zapewne dotrą do dziecka – jeśli nawet nie do naszego, to do jego kolegów i koleżanek. I w tych realiach edukacja seksualna może być pełnić rolę bufora. Opowiedzieć dziecku, o co tak naprawdę chodzi. Wytłumaczyć, jaki wpływ może mieć oglądanie takich filmów. Uspokoić, że one niekoniecznie pokazują rzeczywiste kontakty, że prawdziwy seks tak nie wygląda. Wiemy, że młodsze dzieciaki rzadziej oglądają pornografię wtedy, kiedy rozmawiają o niej ze swoimi rodzicami. I w ogóle w rozmowach o seksie z dziećmi należy raczej zakładać, że one już trochę wiedzą – tyle że to są bardzo wybiórcze informacje i sporo może pochodzić właśnie z porno.
Czyli nie zaczynać od archaicznych pogadanek o pszczółkach, jasne. No to jak rozmawiać?
Kiedy ja szkolę rodziców – tym też się zajmuję – to podkreślam, żeby w rozmowach z dziećmi o seksie pamiętali o trzech elementach. Pierwszy to świadoma zgoda. Mówimy o tym, jak ważne jest to, żeby w seksie – i w ogóle w każdym rodzaju dotyku czy bliskości – działy się wyłącznie takie rzeczy, na które obie strony mają ochotę. Drugi wątek to intymność i czułość. Podkreślamy, że poprzez seks ludzie okazują sobie też uczucia. Czasami się kochają, czasami nie, ale są dla siebie czuli, przeżywają razem jakieś emocje, to jest ich wspólne doświadczenie. Seks zbliża ludzi do siebie nie tylko fizycznie. A trzecia sprawa to przyjemność: czyli to, że podczas seksu ludzie robią sobie nawzajem miłe rzeczy, że to potrafi być bardzo przyjemne, i w jakich warunkach tak jest. Tego trzeciego elementu rodzice zwykle najbardziej się boją. Myślą, że jeśli powiedzą młodym osobom, że seks jest przyjemny, to one będą chciały od razu go spróbować.
Ja myślę, że to jest ważna informacja w kontekście tego, że – jak mówiłaś – młodzi ludzi o seksie potrafią myśleć bardzo zadaniowo.
Tak, możemy uczyć wartości przyjemności: twoje odczucia są istotne i to ważne, aby było ci przyjemnie. A jeśli nie jest, to możesz zrobić przerwę, coś zmienić, skończyć w dowolnym momencie.
A spotykasz się z tym, że rodzice sami podsuwają dzieciom jakieś rzetelne książki czy inne źródła wiedzy o seksie? Albo nastolatki śledzą seksuologiczne profile na TikToku albo Instagramie? Bo wydaje mi się, że dostępnych za darmo wartościowych źródeł też jest dzisiaj więcej niż kilkanaście lat temu.
Zdarza mi się, że nastolatki wręcz mówią cytatami z rolek. Jeśli nie ma możliwości rozmowy z kimś dorosłym, to takie materiały są wartościowe, choć czasem spłycają wielowątkowe tematy do kilkusekundowego filmiku lub jednego zdania na grafice. Uczenie się z mediów społecznościowych ma też swoją ciemną stronę w kontekście zdrowia psychicznego. Łatwo wpaść w spiralę algorytmu: jeśli ktoś się czymś martwi, to szuka treści na dany temat, a wtedy TikTok albo Instagram zaczyna mu ich podsuwać coraz więcej. A to może potęgować różne niepokoje, pogarszać stan osób, które mierzą się z trudnościami lękowymi. I wiadomo, niestety sporo profili nie przekazuje rzetelnej wiedzy.
A co do rodziców – tak, czasami podrzucają dzieciom różne książki. I to jest w porządku. Ale zachęcałabym jak najmocniej, żeby lekturami nie zastępować rozmów. Do tego nie trzeba być żadnym ekspertem. Nawet jeśli się czegoś dokładnie nie wie, to przecież można sprawdzić. Najbardziej wartościowe są takie rozmowy, kiedy rodzic jest zaangażowany w kontakt emocjonalny z dzieckiem, które przecież dobrze zna, i daje mu przestrzeń na to, żeby w takim bezpiecznym kontekście pozastanawiało się nad różnymi rzeczami. Na przykład gdy oglądamy coś razem, pojawia się jakiś wątek o seksualności i wtedy zagadujemy dziecko: "a co ty o tym sądzisz?". "U twoich znajomych też już tak jest?". "Ty się kiedyś z czymś takim spotkałaś, spotkałeś?". Można spokojnie powiedzieć, co się samej uważa na jakiś temat. Takie rozmowy są bardzo ważne. Ale rodzice mogą się zawstydzić i niestety wycofać.
A dzieci momentalnie wyczuwają wstyd. I klops.
Ale wstyd też można wykorzystać! Bo tak, dziecko faktycznie nie da się nabrać. A rodzicowi będzie jeszcze trudniej, jak cały zaczerwieniony będzie udawać, że mówi totalnie na luzie i że wszystko wie. Jak się wstydzimy, to się do tego przyznajmy, powiedzmy prawdę – "no, ja też się trochę wstydzę, trudno mi się o tym temacie mówi, bo ze mną nikt o tym nie rozmawiał, jak byłem mały, ale teraz myślę, że to ważne, żebyśmy my o tym gadali". Można pokazać dziecku, że wstyd to naturalne uczucie, chociaż nieprzyjemne. I że jeśli nawet się czegoś wstydzimy, to nie znaczy, że trzeba odpuszczać temat.
Basia Baran - psycholożka, seksuolożka, w trakcie szkoły psychoterapii. Współtwórczyni Fundacji Sexedpl, przez pięć lat nadzorowała merytorykę wszystkich działań fundacji, zasiadała w jej zarządzie. Opiekunka merytoryczna bestsellerowego poradnika dla nastolatków "Rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie" oraz książki "SEXEDPL. Dorastanie w miłości, bezpieczeństwie i zrozumieniu. Przewodnik dla rodziców". Prowadzi warsztaty i konsultacje. Pomaga dzieciom, osobom nastoletnim oraz dorosłym w obszarze seksualności i zdrowia psychicznego.

