Rozmowa
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/KeyStock)
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/KeyStock)

Ta rozmowa zawiera treści, które mogą wywoływać skrajne emocje. Osoby z zaburzeniami odżywiania powinny się zastanowić, czy chcą ją przeczytać.

"Jak zgłodnieje, to zje"?

To chyba najbardziej absurdalne zdanie, jakie można powiedzieć do osoby chorej. Nie zje, bo nie chodzi o to, co dzieje się w ciele, tylko w psychice. Zaburzenia odżywiania mają najwyższy współczynnik śmiertelności spośród wszystkich zaburzeń psychicznych. Bardzo często anoreksja kończy się śmiercią albo z powodu powikłań somatycznych, arytmii serca, albo samobójstwa. Niestety, w Polsce nie ma rzetelnych badań na temat skali, bo osoby, które na nie cierpią, rzadko zgłaszają się po pomoc. A wiele osób w ogóle nie wie, że choruje.

Weź udział w aukcji dla WOŚP i wylicytuj książkę "Pan Wyrazisty" od Olgi Tokarczuk i Joanny Concejo >>

Jeżeli już temat zaburzeń odżywiania jest poruszany, to w taki sposób, że lepiej byłoby w ogóle o nim nie wspominać. Bagatelizujemy je, śmiejemy się z nich. Polacy nazywają osoby szczupłe „anorektyczkami", jakby to były synonimy. Po pierwsze, nie powinno się określać mianem „anorektyczki" nawet osoby chorej na anoreksję – powinniśmy mówić: „osoba z anoreksją", by nie sprowadzać czyjejś tożsamości do samej choroby. Po drugie, nie każda osoba szczupła cierpi na anoreksję, tak jak nie każda osoba otyła miewa napady objadania się.

O zaburzeniach odżywiania mówi się w taki sposób jak kilkanaście lat temu o depresji.

Klaudia Stabach, autorka książki 'Głodne. Reportaże o (nie)jedzeniu' (Fot. materiały prasowe wydawnictwa)

Twoja książka oprócz rozmów ze specjalistami zawiera przede wszystkim historie osób chorujących na zaburzenia odżywiania. A są to kobiety i mężczyźni w różnym wieku.

Czytam opinie na temat książki. Ktoś zauważył, że brakuje mu opisu diabulimii. To bardzo poważne zaburzenie, polega na tym, że osoby z cukrzycą manipulują dawkami insuliny, żeby wpływać na swoją wagę. Celowo go nie opisałam. Chciałam skupić się na historiach, które mogą być blisko nas, a nie podsunąć wątek, po którymś ktoś pomyśli: „Rany, co za dziwak".

"Na pewno nie znam takiej osoby".

To kolejny stereotyp – że zaburzenia odżywiania są zaburzeniami „dziwaków" na marginesie, z którymi na pewno nie będziemy mieć do czynienia. Ani nas nie dotkną.

Porozmawiajmy o Paulinie, jednej z twoich bohaterek. Jej historia przeraża, a zaczyna się wręcz banalnie. Sama zaznaczyłaś we wstępie rozdziału o Paulinie, że była to najtrudniejsza rozmowa, jaką przeprowadziłaś do książki. Jak się poznałyście?

Kojarzyłam z telewizji dziewczynę chorującą na anoreksję, która wystąpiła z rodzicami w jednym z programów. Zbierali pieniądze na leczenie w prywatnym ośrodku, bo żaden szpital nie chciał Pauliny przyjąć. Przekopałam archiwa i udało mi się do niej dotrzeć.

Weź udział w aukcji dla WOŚP spotkanie z Agatą Młynarską na planie nagrania programu "Bez tabu">>

Paulina ma zmienione imię, choć sama na to nie nalegała. Ja je zmieniłam. Zależało mi, żeby nikt nie mógł jej zidentyfikować, ponieważ jest ubezwłasnowolniona. Ale ona bardzo chciała ze mną porozmawiać. Była zaskoczona tym, że ktoś chce jej wysłuchać, ale też ma nadzieję, że może ktoś, kto również choruje i przeczyta jej historię, przełamie się i poprosi o pomoc.

Anoreksja Pauliny zaczęła się w liceum.

Tak, rzucił ją chłopak. Miała wtedy „normalną" sylwetkę, ale ponieważ chłopak dużo ćwiczył, to żeby mu zaimponować i trochę się na nim odegrać, zaczęła chodzić na siłownię. To wydaje się takie błahe, ale kiedy jesteś nastolatką ze złamanym sercem, rozstanie może mieć na ciebie ogromny wpływ. Rozumiem ją. Na siłowni schudła i to jej się spodobało.

Tylko że z czasem wyjścia na siłownię zmieniły się w obsesję.

Do tego stopnia, że Paulina była na siłowni dwa razy dziennie, ćwiczyła codziennie po pięć–sześć godzin. Aż właściciel zabronił pracownikom wpuszczać ją na salę. Odchudzanie uaktywniło w niej też zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Z czasem pojawiła się również depresja.

Zaczęła też eliminować kolejne produkty spożywcze. Mówi, że "bała się nawet papryki".

We wszystkim widziała kalorie, cukier i to wyzwalało w niej bardzo silny lęk. Gdy już była w szpitalu, negocjowała nawet brak znieczulenia, bo mogło mieć kalorie. W ostatnim rozdziale opisuję historię pani Joanny, która cierpi na ortoreksję. Ona z kolei potrafiła wyjąć dwa plasterki rzodkiewki z sałatki, bo w jej mniemaniu to było za dużo pod względem wagi i wartości odżywczych.

U Pauliny choroba rozwijała się podstępnie, a ona nie miała świadomości, co się dzieje. Gdy pierwszy raz usłyszała diagnozę „anoreksja", myliła ją z „anemią". Jej rodzice sprawdzali w internecie, na co zachorowała córka. Nie wyśmiewali, nie bagatelizowali, byli nieświadomi. Bardzo mi zależy, żeby ich nie obwiniać, ale też żeby właśnie do rodziców dotrzeć.

Zaczęła eliminować kolejne produkty spożywcze. 'Bała się nawet papryki'. (Fot. Shutterstock.com/Hristina Satalova)

Do rodziców wrócimy. Zatrzymajmy się w tym miejscu, gdy radość z gubienia kilogramów zamienia się u Pauliny w obsesyjny lęk, by nie przytyć.

Jeśli u kogoś już rozwinie się anoreksja, ta osoba zaczyna w sposób zaburzony postrzegać swoje ciało. To nie ma nic wspólnego ze stanięciem przed lustrem i stwierdzeniem: „O rany, jakoś grubo w tym wyglądam, tu mi odstaje". Osoba chora naprawdę widzi swoją sylwetkę zupełnie inaczej, niż odbija się w lustrze. Zaczyna eliminować kolejne produkty spożywcze.

Paulina jest w liceum, nie zdała matury, ale się tym nie przejmuje.

Choroba rozwinęła się do tego stopnia, że nic poza nią się nie liczy. Pojawia się agresja w stosunku do najbliższych. Rodzice kochali Paulinę i dobrze ją traktowali, to był zwyczajny dom, prości ludzie w dobrym tego słowa znaczeniu. W książce pada zdanie, że posłuszna dziewczyna „zamienia się w demona": krzyczy, szarpie, uderza głową w ścianę, bo tata zabronił iść na siłownię. Inna bohaterka, Weronika, leżała na podłodze i waliła w nią głową.

Mama Pauliny na poważnie zaczyna się bać w chwili, gdy zauważa, że córka kilkanaście razy dziennie wchodzi na wagę.

Z mokrymi włosami, z suchymi włosami, przed śniadaniem, po śniadaniu… W każdej konfiguracji. Początkowo rodzice próbują narzucać szlabany, zmuszać Paulinę do tego, by coś zjadła. "Dlaczego nie jesz?!", pytają załamani. Ale gdy waży 26 kg, całe dnie leży pod kocem i odmawia nawet picia wody, dociera do nich, że ich dziecko umiera.

Gdy Paulina waży 26 kg, całe dnie leży pod kocem i odmawia nawet picia wody, do rodziców dociera, że ich dziecko umiera. (Fot. Shutterstock.com/STEKLO)

Rodzice desperacko szukają dla niej pomocy. Ale Pauliny nie chce przyjąć żaden szpital, bo "zgon na oddziale bruździ w papierach". Prywatne ośrodki też odmawiają.

Szpitale psychiatryczne nie przyjmują osób z zaburzeniami odżywiania w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Taka osoba musi zostać najpierw dożywiona. Paulinę udaje się wreszcie umieścić na oddziale endokrynologii. Dzwoni do taty z płaczem, że "tuczą ją tam jak kurę".

Pielęgniarki na oddziałach psychiatrycznych mówiły mi wprost, że osoby z anoreksją to są najtrudniejsze pacjentki i pacjenci do upilnowania. Nie dość, że kombinują i manipulują, by się nie leczyć, to jeszcze "straszą" jedzeniem innych pacjentów. Nie w formie zabawy czy z nudów – naprawdę wierzą, że jedzenie jest zagrożeniem. Są bezwzględne i autodestrukcyjne. Opisy tego, jak świetnie potrafią manipulować i kombinować, mogą być wskazówkami i triggerami, czyli sprawić, że osoby z zaburzeniami odżywiania mogą poczuć się gorzej. Długo zastanawiałam się, jak do tego podejść. Z drugiej strony pokazują wyraźnie, na co rodzice, pielęgniarki czy lekarze muszą zwracać uwagę.

Manipulowanie bliskimi to standard.

Dziecko obiecuje, że jeśli rodzic zabierze je ze szpitala czy ośrodka, będzie już wszystko dobrze. Robi to tylko po to, by wrócić do starego trybu funkcjonowania.

Weź udział w aukcji dla WOŚP i wylicytuj rękopis i książkę z "Katharsis" z dedykacją Macieja Siembiedy>>

W którymś momencie pojawia się telewizja i proponuje rodzinie udział w programie oraz założenie zbiórki na leczenie w ośrodku prywatnym.

Bardzo często pomoc dla osób, które nie kwalifikują się do szpitala psychiatrycznego, przychodzi ze strony ośrodków prywatnych. W książce opisuję jeden z takich ośrodków. Nie oceniam ich, bywa tam różnie. Natomiast takie leczenie kosztuje – kilkanaście tysięcy złotych za sześciotygodniowy turnus. Nie każdego na to stać.

Dzięki dwóm telewizyjnym odcinkom pieniądze udaje się zebrać.

Widzowie wpłacają i Paulina trafia na kilka turnusów. Niby jest dobrze, ale po każdym wraca do starych nawyków. Jeśli osoba chora nie ma motywacji do leczenia, to nie będzie się leczyć. Motywowanie i bycie obok mogłoby bardzo pomóc, bo osoby chorujące na zaburzenia odżywiania bardzo często czują się samotne, opuszczone, niezrozumiane.

W końcu rodzice Pauliny musieli zrobić coś, co chyba dla każdego rodzica byłoby bardzo trudne: prosto ze szpitala pojechali z nią do sądu. Paulina miała wtedy 21 lat. Stanowiła zagrożenie dla swojego życia i nie chciała się leczyć. Sędzia na podstawie dokumentacji zdecydowała o ubezwłasnowolnieniu.

Jeśli u kogoś już rozwinie się anoreksja, ta osoba zaczyna w sposób zaburzony postrzegać swoje ciało. Naprawdę widzi swoją sylwetkę inaczej, niż odbija się w lustrze. (Fot. Shutterstock.com/Tero Vesalainen) , Stanowiła zagrożenie dla swojego życia i nie chciała się leczyć. Sędzia na podstawie dokumentacji zdecydowała o ubezwłasnowolnieniu. (Fot. Shutterstock.com/Noiel)

Paulina jest ubezwłasnowolniona, rodzice umieszczają ją w szpitalu, gdzie następuje poprawa. Rodzice zbyt szybko wierzą, że już będzie dobrze, i wypisują córkę. W domu dramat powraca.

W całej tej chorobie Pauliny pojawia się jeszcze dodatkowa tragedia, która zamienia się w traumę, czyli śmierć mamy. I to tym bardziej nie pozwala dziewczynie wyjść z zaburzeń odżywiania. Za to tata, który jeszcze przed chwilą nie miał pojęcia, czym są zaburzenia odżywiania, staje na wysokości zadania. Podporządkowuje córce całe życie. Wierzy, że może będzie lepiej.

Opowiedz, jak dziś wygląda ich dzień.

Od dawna wygląda tak samo. Paulina żyje według swoich schematów. Wstaje o 4.46, bierze z wycieraczki torbę z cateringiem dietetycznym i często zmniejsza sobie porcję śniadania, żeby tata nie widział. Jedzą razem, tata idzie do pracy, a ona w tym czasie sprząta i spaceruje po miasteczku, żeby to spalić. Nie ma siły już ćwiczyć ani chodzić na siłownię, zostały jej tylko te spacery. Ludzie w miasteczku ją kojarzą, czasem donoszą ojcu, że ją widzieli.

Tata wraca z pracy na drugie śniadanie Pauliny, bo pracodawca poszedł mu na rękę. Znów idzie do pracy, a córka znów sprząta i spaceruje. Potem razem siadają do obiadu – Paulina tkwi kolejne godziny nad talerzem. Tata towarzyszy jej przy każdym posiłku, żeby robiła choć małe kroczki. Trwa przy niej i bardzo ją wspiera.

Grają w swego rodzaju grę. On pyta, czy dziś spacerowała, ona mówi, że nie.

Tata wiele widzi, ale co on może więcej zrobić? Ona też nie chce mu zrobić na złość. Tak działa choroba.

Paulina ma swoje obsesje. W pandemii wpadła w nawyk dezynfekowania rąk. Swoje sztućce trzyma w osobnej szafce, żeby nikt z nich nie skorzystał. To jest dla niej ważne, daje jej namiastkę kontroli.

Wyobrażam sobie, że tata Pauliny cieszy się, że jest, jak jest, bo córka była już w znacznie gorszych miejscach.

Tak. Rodzice, z którymi rozmawiałam, mówili mi, że nie ma nic gorszego niż ten strach, że twoje dziecko może umrzeć. Strach i towarzysząca mu bezradność.

Paulina jest świadoma swojej choroby, ale gdy uda jej się oszukać tatę i wylać trochę owsianki, to - jak sama mówi - słyszy, jak anoreksja bije jej w głowie brawo (Fot. Shutterstock.com/Lolostock) , Paulina żyje według swoich schematów. Wstaje o 4.46, bierze z wycieraczki torbę z cateringiem dietetycznym i często zmniejsza sobie porcję śniadania, żeby tata nie widział. (Fot. Shutterstock.com/FOTOFILIA Maciej Pazera)

Rozmawiałaś z tatą Pauliny?

Nie, myślałam o tym, ale nie chciałam, żeby to była kolejna historia rodzica, tylko żeby Paulina mówiła swoim głosem. Poczuła, że jest ważna, że jest osobą, a nie chorobą. W rozdziale poznajemy przede wszystkim jej perspektywę i uczucia, a tło zbudowałam, między innymi wspierając się programami telewizyjnymi i researchem.

W historii Pauliny wciąż powraca wstyd.

Wstyd, ale też ulga. Wstyd, bo osoby chore mają świadomość, że to, co robią, nie jest „normalne". Wiedzą, jak społeczeństwo to odbiera. A ulga jest na przykład wtedy, gdy uda się odlać trochę owsianki do zlewu. Albo zwymiotować tak, żeby nikt nie zauważył.

Czy wiadomo, czemu właśnie Paulina jest tak trudnym przypadkiem?

Nie ma jasnej odpowiedzi. Nikt do tej pory nie zidentyfikował jednoznacznie przyczyn zaburzeń odżywiania, mogą być bardzo różne. Może za tym stać środowisko rodzinne, to, jak byliśmy wychowywani, na przykład zaburzenia odżywiania mogą się uaktywnić u osób, których rodzice byli nadopiekuńczy, nie dawali dziecku przestrzeni na kontrolowanie własnego życia. Mogą je uaktywnić czynniki biologiczne, czyli pewne uwarunkowania, na które nie masz wpływu, niezależnie od tego, jaki miałaś dom. Wyzwalaczem może być kultura diety, nawet liczenie kroków, ale to absolutnie nie znaczy, że każdy, kto liczy kroki, zachoruje. To nie jest tak, że zaczniesz ćwiczyć i wylądujesz w szpitalu, powiedzmy to sobie jasno. Nie chcę straszyć ludzi. U Pauliny bardzo możliwe, że siedziało to w niej od zawsze. Choroba czekała na sprzyjające warunki.

Paulina bardzo długo nie chciała pomocy. Dzisiaj chce?

Nie wiem. Pewnie ona sama nie wie, choruje już kilka lat. Przyznaje, że żyje z dnia na dzień, nie robi żadnych planów na przyszłość. Jest świadoma swojej choroby, ale gdy uda jej się oszukać tatę i wylać trochę owsianki albo wrzucić pomidorka koktajlowego do doniczki, to – jak sama mówi – słyszy, jak anoreksja bije jej w głowie brawo. Chce wyzdrowieć, ale nie chce przytyć. To błędne koło.

Weź udział w aukcji dla WOŚP i wylicytuj kapitalne rzeczy! [WSZYSTKIE AUKCJE]

Po lekturze twojej książki zaczęłam się zastanawiać nad własnym stosunkiem do jedzenia. Bo "ile ważysz?" to dla mnie drażliwe pytanie.

Sama, wchodząc na wagę, czuję stres. To nie jest zdrowe i wynika z „kultury diety". A tak naprawdę jakie to ma znaczenie, ile ważę? Znaczenie mają wyniki badań.

Mam cichą nadzieję, że ktoś, kto przeczyta moją książkę, zrozumie lepiej, czym są zaburzenia odżywiania, ale też otworzy się na ciałopozytywność i ciałożyczliwość. Pojmie, że to nie jest kolejny głupi trend, tylko nurt, za którym stoi większa wyrozumiałość dla siebie.

Zobacz wideo "Pamiętam dziewczynkę, która przyszła skrajnie wyniszczona". Lekarka o problemach psychicznych wśród dzieci i nastolatków

Czemu zadedykowałaś książkę mamie?

Nie ma to nic wspólnego z tematem książki. Nie mam i nigdy nie miałam zaburzeń odżywiania. Ale nie wiem, czy gdybym je miała, potrafiłabym o tym opowiedzieć. Dlatego tak bardzo doceniam bohaterki i bohaterów mojej książki. Po prostu moja mama bardzo mnie we wszystkim wspiera. Nie mam pojęcia, jak zareagowałaby, gdybym chorowała na anoreksję, ale chciałabym, żeby każda osoba miała takie wsparcie, jakie ona mi daje. Wydaje mi się, że bez tego poczucia, że ma się kogoś, kto zawsze jest po naszej stronie, dużo łatwiej jest popaść w różnego rodzaju zaburzenia, nie tylko odżywiania. Tym kimś może być członek rodziny, przyjaciel, osoba w telefonie zaufania. Grunt, żeby się przed kimś otworzyć.

Klaudia Stabach. Rocznik 1992. Dziennikarka specjalizująca się w tematach społecznych i lifestyle’owych. Absolwentka dziennikarstwa w Collegium Civitas i politologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracowała m.in. w "Dzienniku Polskim" i Wirtualnej Polsce. Obecnie związana z portalem Noizz. Fanka francuskiego kina i azjatyckiej kuchni, najlepiej relaksuje się podczas układania puzzli.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo Zwykli Niezwykli. Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press.