Rozmowa
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Marcin Tomalka / Agencja Wyborcza.pl)
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Marcin Tomalka / Agencja Wyborcza.pl)

Co Polki czują na wieść o zostaniu babcią? 

Bardzo się cieszą i szalenie cenią sobie tę rolę.  

W czasach wszechobecnego kultu młodości cieszą się, że będą babcią? 

Kult młodości rzeczywiście bombarduje nas zewsząd, a rola babci wciąż kojarzona jest z tradycyjnie rozumianą starością. Ale badane przez nas kobiety zwracały uwagę, że stereotypowo myślimy o babciach inaczej, niż one same widzą siebie.  

W przekazach medialnych babcie i dziadkowie są najczęściej przedstawiani jako osoby, które mają kłopoty ze zdrowiem i potrzebują suplementów. Tak wygląda większość reklam. W książeczkach dla dzieci babcia wciąż bywa siwą staruszką, która siedzi w okularach na bujanym fotelu i robi na drutach. Dziadek z fajką czyta jakieś tomiszcze albo zżółkniętą gazetę. A przecież babcie i dziadkowie dziś tak nie wyglądają. Tkwimy w tym XX-wiecznym stereotypie, nie widząc, jak wspomniany kult młodości zmienił myślenie babć o nich samych. 

Jak je zmienił? 

Nasze rozmówczynie nie czują się stare. W badaniach wskazywały rolę babci jako jedną z wielu odgrywanych ról społecznych. I nie była to dla nich pierwszoplanowa rola. Ich biografia zawodowa wciąż trwa i jest dla nich równie ważna. Podobnie jak wyjście na jogę, taniec, zajęcia językowe czy dołączenie do Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Dzisiejsze babcie mają świadomość, że w wieku 50 lat nie są na końcu swojej drogi życiowej. Mogą realizować szereg różnych działań w sferze rodzinnej, publicznej, zawodowej. 

50 lat? To wcześnie. 

To ostatni moment w historii, gdy kobiety zostają babciami tak wcześnie. Własne dzieci miały stosunkowo szybko, rodziły w wieku 22–23 lat. Ich córki lub synowe, rodząc teraz, mają 25–35 lat, bo to w tym przedziale wiekowym w Polsce większość kobiet zostaje matkami po raz pierwszy. Więc te babcie są stosunkowo młode.  

Podobna sytuacja już się nie powtórzy. W kolejnych pokoleniach ten wiek zdecydowanie się podniesie. Dlatego teraz mamy ostatnią okazję, żeby prześledzić, co się dzieje, gdy babcie mogą spędzić ze swoimi wnukami sporo czasu, będąc we względnie dobrym zdrowiu. 

Dzisiejsze babcie mają świadomość, że w wieku 50 lat nie są na końcu swojej drogi życiowej. Mogą realizować szereg różnych działań w sferze rodzinnej, publicznej, zawodowej (Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Wyborcza.pl)

Pani zespół rozpoczął takie śledztwo. Jak wyglądały badania? 

Realizowałyśmy międzygeneracyjne badanie podłużne, które polega na tym, że do uczestników czy uczestniczek badania wraca się kilkukrotnie. Nasze badanie było dodatkowo multiperspektywiczne, co oznacza, że w jednym badaniu mamy kilka osób z tej samej rodziny. Robiłyśmy wywiady z kobietami w ciąży, ich matkami i babciami. Najpierw na etapie, gdy panie z najmłodszego pokolenia dowiedziały się o ciąży i były w drugim lub trzecim trymestrze. Ich mamy i babcie oczekiwały zatem na pojawienie się wnuczki/wnuka bądź prawnuczki/prawnuka. Wszystkie pytałyśmy o to, jak wyobrażają sobie zmiany, które nastąpią w ich życiu rodzinnym. Następnie wracałyśmy na kolejny wywiad, kiedy dzieci już były na świecie i zbliżały się do ukończenia pierwszego roku życia. Sprawdzałyśmy, jak wyobrażenia mają się do rzeczywistości, próbując uchwycić zmianę.  

Jak przyszłe babcie wyobrażały sobie swoją rolę? 

Wielki entuzjazm towarzyszył już samej wieści o zostaniu babcią. Bardzo się cieszyły, opisywały nową rolę jako wyczekiwane wyzwanie. W wyobrażeniach badanych nie było już trącącego myszką myślenia o babci jako osobie u zmierzchu życia. Widziały siebie raczej jako dodatkowe przewodniczki, które pokazywać będą dziecku świat od innej strony niż rodzice. Ale nie jest to świat zamknięty w czterech ścianach, raczej życie pełne pasji. Mówiły na przykład: "Chcę dożyć czasów, kiedy zabiorę moje wnuczęta w góry". 

Jednocześnie przyszłe babcie były absolutnie świadome, że nie mogą nic narzucać swoim córkom i synowym. Bo jest ryzyko, że jeśli zaczną to robić, zagrozi to ich relacji z wnukami. Taka narracja powtarzała się w każdym wywiadzie: "Chcę być zaangażowana w życie wnuczki, ale od koleżanek słyszałam, że trzeba być ostrożną". "Nie można przesadnie wypytywać ani narzucać swojej wizji". I faktycznie, rozmówczynie często balansowały między dwoma stanami. Z jednej strony była ta radość i chęć zaangażowania, z drugiej autocenzura, "żeby nie wchodzić z butami w życie młodych".  

Nie będą się wtrącać, bo? 

Mają kiepskie własne doświadczenia. Gdy ich matki albo teściowe zajmowały się ich dziećmi, często stawały się dla tych dzieci alternatywną mamą. "Za bardzo się wtrącała", "Podważała moje stanowisko jako matki, przez co relacje między mną a dziećmi się pogarszały", "Dzieci miały rozdwojenie jaźni, nie wiedziały, czy słuchać babci, czy słuchać mamy". To było coś negatywnego w doświadczeniu dzisiejszych babć i zaklinały się, że same będą postępować inaczej.  

Zobacz wideo Odchować dzieci, a potem co? Rozwód?

Żeby uniknąć zawłaszczenia dziecka? 

Bardzo dobre określenie. Jednogłośnie deklarowały: "Nie będę radzić. Jeśli zapytają mnie, co myślę, wtedy powiem. A jeśli będą chcieli, żebym coś zrobiła, to zapytam jak i wtedy zrobię. Ale na pewno nie będę się narzucać". Nie chciały przejmować odpowiedzialności za proces wychowania, ale raczej być pomocnym wsparciem.

Chodziło wyłącznie o własne kiepskie doświadczenia? 

Również o to, że mają swoje życie, pracę i ograniczony czas. Nie chciały, żeby córka czy synowa myślały, że one zostaną "babciami full-time". Na etapie przygotowania się do narodzin dziecka było dużo emocjonalnego entuzjazmu, ale połączonego z pragmatyzmem. "My to musimy bardzo dobrze poukładać", mówiły.  

Przyszłe babcie próbowały komunikować, że na pomoc mogą poświęcić jeden dzień w tygodniu albo kilka godzin. Na więcej nie mają czasu. Jedna badana wręcz się bała, że młodzi rodzice będą chcieli za bardzo ją angażować. Deklarowała, że uwielbia dzieci i bardzo się cieszy na wnuka, ale to jest dziecko jej córki, a nie jej własne. Była radość, ale też pewna rezerwa. 

Nie było potrzeby rzucenia wszystkiego, by poświęcić się dla córki i wnuka?  

W latach 90. w badaniach wyróżniliśmy w Polsce taki model babci, który został nazwany "babcia-matka", bo taka babcia faktycznie pełni funkcję rodzica: kąpie, ubiera, gotuje, spędza z dzieckiem cały dzień. Ale już wtedy wyróżniliśmy też model "babci rekreacyjnej", czyli babci od rozrywki. Ta z kolei w niedzielę zabiera wnuki na spacer, na lody, wyjeżdża z nimi na wakacje, ale nie bierze udziału w codziennym wychowaniu, bo ma swoje sprawy. 30 lat temu ten pierwszy model uznaliśmy społecznie za słuszny, to była norma. Natomiast drugi nie był zbyt ceniony. Częściej uznawano taką kobietę za wygodnicką niż za prawdziwą babcię. Dziś te obydwa modele wciąż występują, ale proporcje się odwróciły. Miałyśmy w badaniu uczestniczki, które skłaniały się, by odgrywać rolę zapasowej matki i opiekować się wnuczkiem kilka godzin dziennie. To była jednak zdecydowana mniejszość.  

Teraz prym wiedzie model babci rekreacyjnej. Wystarczy spojrzeć na odsetek aktywności zawodowej, który w pokoleniu dzisiejszych babć jest dużo wyższy niż u ich matek, żeby zobaczyć, że te kobiety nie mają możliwości spędzania całego dnia z wnukiem. Wśród babć nie było zresztą tęsknoty za odgrywaniem takiej pełnoetatowej roli. Niezależnie od klasy społecznej czy sytuacji życiowej uczestniczki badania nie były gotowe przejmować roli opiekuńczej w pełnym wymiarze. Te panie podkreślały, że ich matki i teściowe bardzo im pomogły, zajmując się ich dziećmi. Jednocześnie jednak zwracały uwagę, że świat się zmienił. Często mówiły: "Moja mama była na gospodarce, nie chodziła do pracy, więc naturalnym rozwiązaniem było to, że będzie się zajmować naszymi dziećmi". Wtedy to była dla całej rodziny oczywistość. Te czasy się skończyły. Badane nie chciały rezygnować z pracy zawodowej. Częściowo ze względów ekonomicznych, a częściowo dlatego, że chciały być aktywne. Mieć tę drugą część swojej tożsamości związanej z pracą.  

Teraz prym wiedzie model babci rekreacyjnej. Wystarczy spojrzeć na odsetek aktywności zawodowej, który w pokoleniu dzisiejszych babć jest dużo wyższy niż u ich matek (fot. Shutterstock)

Jak sobie wyobrażały to rekreacyjne spędzanie czasu z wnukami? 

Przede wszystkim w formie aktywności, które łączą człowieka z naturą. Pokazywanie zwierząt, zabieranie do lasu, na łąkę, do sadu. Spędzanie czasu na świeżym powietrzu. To się pojawiało w każdej rozmowie. Pokazywanie piękna przyrody było dla nich bardzo ważne, również ze względu na wspomnienia własnego dzieciństwa. 

Pojawiały się jakieś obawy? 

Obawy babć dotyczyły najczęściej fizycznej opieki nad dzieckiem. Zaskakujące, bo przecież same miały dzieci, które wychowały. Mówiły, że zapomniały już, jak to jest zajmować się niemowlęciem. Podkreślały również, że zmiana, która zaszła w myśleniu o rodzicielstwie, jest rewolucyjna. Nie wiedziały, które z praktyk i kompetencji posiadanych przez nie jako matki będą nadal adekwatne. Miały dylematy dotyczące spędzania przez wnuczęta czasu przed ekranem, rozterki dotyczące odżywiania. Czy babcia może dać tę czekoladkę wnukowi, czy nie? Z jednej strony chciały rozpieszczać dziecko, z drugiej strony bały się podpaść jego rodzicom. Mocno łączyły tę nową rolę z pracą nad sobą. Deklarowały, że będą musiały nabyć nowe umiejętności, by pomagać w wychowaniu tak, jak postanowi córka czy synowa. To napawało je pewnym niepokojem i niepewnością.  

A jakie były oczekiwania młodych mam? Jakiej babci chciały dla swoich dzieci? 

Tu też mamy pewien dualizm. Było sporo córek, które miały wysokie oczekiwania w stosunku do matek. Były też takie, które nie szukały ich pomocy. Bardzo dużo zależało od tego, jak ich relacja wyglądała wcześniej. Jeśli córka, będąc w ciąży, miała dobrą relację ze swoją mamą, to narodziny dziecka nie podważały jej sensu. Nadal dobrze funkcjonowały, mama wspierała i zajmowała się dzieckiem, na przykład gdy para chciała wyjść na randkę. Wszystko toczyło się niejako dotychczasowym rytmem. Natomiast jeśli relacje matki i córki już wcześniej były napięte, bo przykładowo matka była niezadowolona z wyborów córki, było tylko gorzej. Córki z dużym smutkiem mówiły o niezrealizowanym potencjale więzi babci z wnuczętami.   

Wspomniała pani o wysokich oczekiwaniach. Jak one wyglądały? 

Oczekiwania wobec babć były wyższe niż to, co babcie były gotowe robić. Tu była dość duża rozbieżność. Kobietom, które dzisiaj zostają matkami, bardzo zależy na tym, żeby dziecko nie stało się ich całym światem. Chcą zachować część siebie. Mieć trochę czasu na pracę, rozwój, pójście do fryzjera czy wyjście na fitness. Ich narracje dotyczyły dbania o siebie i swój dobrostan psychiczny. Ale też dbania o związek z partnerem. Chciały gdzieś z nim wyjść tylko we dwoje, pojechać gdzieś choć na jeden dzień. Oczekiwały, że w tym czasie babcia zaopiekuje się dzieckiem. I tu dochodzimy do pewnej spójności między tymi pokoleniami.  

Na czym polega ta spójność? 

Na tym, że badane pary mama-babcia rzadko potrafiły otwarcie rozmawiać. Słabo nam idzie komunikacja w rodzinie i dyskusja na temat potrzeb i oczekiwań. Na etapie analizy wyników okazywało się, że kobiety z tej samej rodziny mają absolutnie odmienne wizje opieki nad nowym członkiem rodziny. Matka nie chce przesadzić, córka oczekuje, że matka się domyśli. Prawdopodobnie nigdy nie komunikowały się wprost w tej sprawie. Wynika z tego dużo napięć i niepewności.  

Te kontrakty międzypokoleniowe są trudne również dlatego, że to wszystko jest dla nas nowe. W poprzednich pokoleniach było przyjęte, że skoro jest jakaś kobieta w domu, to ona dzieckiem się zajmie. Nic nie trzeba było ustalać. Teraz jest inaczej, więc wszyscy na paluszkach chodzimy wokół tematu i próbujemy się jakoś nawzajem wybadać. A to jest bardzo trudne. Pojawia się chociażby pytanie, czy jeśli babcia zajmie się wnukiem na cały etat, to czy młodzi będą jej płacić? Czy podpiszą z nią umowę? A o pieniądzach w polskich rodzinach to wiadomo, jak się dyskutuje. 

Jak? 

Wcale. Tylko w przypadku jednej z badanych rodzin pojawił się wątek płacenia babci za opiekę, a wraz z nim duży konflikt. Udział brali w nim również panowie, komentując, co jest powinnością kobiety, a co nie jest. Ostatecznie sytuacja została rozwiązana, ale zrodziła dużo napięć i trudnych emocji. Gdy wchodzimy w sferę związaną z pieniędzmi, w rodzinach pojawia się ogromny opór wokół tego, jak sprawę należałoby załatwić. Analizując wywiady, odniosłam wrażenie, że gdyby te słowa o pieniądzach padły, wszystko się wylało, zostało wypowiedziane na głos, to łatwiej byłoby ustabilizować trwanie relacji międzypokoleniowej.  

Tymczasem zarówno przedstawicielki jednego, jak i drugiego pokolenia przemilczają temat. Często odnosiłam wrażenie, że nie wszystko jest między nimi poukładane i dogadane. Zresztą płacenie za opiekę to jest ciągle sprawa wielkomiejskiej klasy średniej. Jeśli para mieszka w Warszawie i obydwoje pracują w korporacji, to mają pewne kompetencje, żeby o tych pieniądzach w rodzinie rozmawiać. Być może dzięki temu potrafią dogadać się bez szkody emocjonalnej. Wśród badanych pochodzących z mniejszych miejscowości temat w ogóle się nie pojawia. 

Wracałyście do badanych po narodzinach dziecka. Co się działo, gdy nieprzegadane wyobrażenia i oczekiwania zderzały się z rzeczywistością?  

Ze strony babć było dużo dostosowywania się. W wywiadach często mówiły, że są sfrustrowane.

Słabo nam idzie komunikacja w rodzinie i dyskusja na temat potrzeb i oczekiwań (fot. Shutterstock)

Czym? 

Tym, że nadużywa się ich opieki albo że kupiły dziecku coś, czego rodzice nie uznają. Ten strach o radzenie sobie ze zmianą również okazał się uzasadniony. Zaakceptowanie, że to córka ma decydujący głos w sprawie dziecka, było dla nich trudne. Mimo że na etapie przygotowań do nowej roli składały takie świadome deklaracje.  

Czego dotyczyły największe spory?  

Na przykład żywienia. Butelka czy pierś? Dawać cukier czy nie dawać? Jedna z babć wyjawiła, że córka w ogóle nie dba o żywienie wnuka. Na tym polu są między nimi nieustanne napięcia i regularnie pojawiają się konflikty. Jednocześnie ta sama babcia refleksyjnie wskazuje, że z kolei u jej przyjaciółki jest przesada w drugą stronę. Jej córka cały czas wymyśla dla dziecka nowe diety, a przyjaciółka sobie z tym nie radzi. Poza żywieniem były dyskusje o smoczkach, ekranach. Oprócz tych przewidywalnych sporów babcie dużo mówiły o tym, że nie słucha się ich rad. I tu pojawiła się pewna zmienna. Kobiety reprezentujące klasę średnią wyższą mówiły: "Co prawda ja bym to rozwiązała inaczej, ale zrobię tak, jak córka chce". Natomiast kobiety z klasy pracującej dużo rzeczy robiły za plecami córek. Stwierdzały na przykład: "Córka co prawda nie chce dawać dziecku cukru, ale jak dam wnukowi trzy razy jakąś czekoladkę, to mu się nic nie stanie".  

"To nic wielkiego"?  

Tak. "Ci młodzi to w dzisiejszych czasach przesadzają" – to jest duża narracja wśród dzisiejszych babć. Ale czy nie zawsze tak było? Jak my byliśmy dziećmi, nasze babcie nas rozpieszczały i też narzekały na młodych rodziców. 

Pojawiały się spory pokoleniowe dotyczące psychologii wychowania? 

Tu było sporo ostrożności. 50- i 60-latki same często czytają psychologiczne treści edukacyjne i są raczej świadome. Niekoniecznie muszą się ze wszystkim zgadzać, ale nie negują. Nawet jeśli uznają, że rodzicielstwo bliskości to kolejna moda, nie odrzucają modeli, które proponują córki. Są świadome zmiany społecznej i często przyznają, że może brakować im najnowszej wiedzy, a jednocześnie zdają sobie sprawę, że od szczęśliwego dzieciństwa wiele zależy. 

A jak radzą sobie te młode mamy, które pozostają bez wsparcia?

Dotykamy bardzo trudnej kwestii. Perspektywa tych kobiet to przede wszystkim wielkie rozczarowanie. Mówiły o spotęgowaniu trudności w byciu matką. Były pełne żalu, że ich matki, które powinny najlepiej rozumieć, jak trudna to rola, nie wspierają ich w tym procesie. Dużo gorzej psychicznie i fizycznie radziły sobie z przejściem do macierzyństwa, częściej mówiły o kryzysach związanych z nową rolą. Żałowały również, że dziecko jest pozbawione relacji z babcią, która jest jedną z najważniejszych relacji w życiu. 

Dr hab. prof. Uniwersytetu SWPS Paula Pustułka (fot. Archiwum prywatne)

Dlaczego babcia jest tak ważna? 

Na etapie przygotowywania się do macierzyństwa kobiety myślą o tym, co wiedzą o sobie, życiu i świecie dzięki własnym mamom i babciom. Często babcia jawi się jako absolutnie kultowa przewodniczka, która w swoim życiu przełamywała jakieś bariery. Była pierwszą osobą w rodzinie, która uzyskała dobrą edukację, albo pierwszą kobietą w rodzinie, która pracowała zawodowo. Była kimś, kto miał specyficzne ambicje i potrafił je zrealizować, albo świetnie poradziła sobie w roli rodzinnej, wychowując czwórkę dzieci.  

W tych wszystkich narracjach babcia jest taką superwoman, heroską, która przekazała najważniejsze wartości. Przekonanie, że dzieci nie będą mieć możliwości, żeby skorzystać z takiego wzoru, jest psychologicznie bardzo trudne. Kobiety nie chcą zrywać tej międzypokoleniowej nitki. Wbrew wszystkiemu, co się teraz słyszy, głęboko pragniemy budowania więzi ponad pokoleniami.  

Dr hab. prof. Uniwersytetu SWPS Paula Pustułka. Doktorat z socjologii obroniła na Uniwersytecie w Bangor w Północnej Walii. Zajmuje się interdyscyplinarnymi studiami nad młodymi ludźmi i pokoleniami, szczególnie w odniesieniu do tranzycji i gender studies, socjologią rodziny oraz badaniami migracyjnymi. Specjalizuje się w jakościowych badaniach podłużnych, podejściu mieszanym (mixed methods) i kwestiach etycznych w badaniach społecznych. 

Maria Organ. Dziennikarka, reporterka, kulturoznawczyni. Najchętniej pisze o kobietach i oczekiwaniach społecznych. W wolnych chwilach czyta i tańczy.