Rozmowa
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

W Weekend.gazeta.pl ukazały się moje dwie rozmowy z matkami, które twierdzą, że sądy rodzinne sprzyjają mężczyznom. Pierwszej kobiecie grozi odebranie córek, ponieważ nie pozwala im spotykać się sam na sam z byłym mężem, który według dwóch specjalistek molestował dziecko. Syn drugiej kobiety już został skierowany przez sąd do domu dziecka, gdyż uznano, że jest nastawiany przeciwko ojcu i tylko tam możliwe będzie "odbudowanie więzi". Potem oddałam głos mężczyźnie, sędziemu Waldemarowi Żurkowi, który powiedział między innymi: "Wśród rozwodzących się mężczyzn jest lęk, że zostaną posądzeni o molestowanie seksualne".

Dziś z mediatorką Alicją Kuczyńską-Kratą rozmawiam o trudnych emocjach między rozstającymi się osobami i o tym, do czego mogą one doprowadzić.  

W książce "Druga szansa. Mężczyźni, kobiety i dzieci dziesięć lat po rozwodzie" Judith S. Wallerstein i Sandra Blakeslee piszą, że w przypadku każdej katastrofy rodzice w sposób automatyczny w pierwszej kolejności zapewniają bezpieczeństwo potomstwu. Jednak gdy dochodzi do rozwodu, realizują głównie swoje potrzeby.  

Im się tylko wydaje, że realizują swoje potrzeby. Moje 24-letnie doświadczenie w pracy z konfliktami w relacjach wskazuje, że większość osób nie zna swoich potrzeb. 

Natomiast bezdyskusyjnie rozwód to jest sytuacja, w której ludzie nie zachowują się racjonalnie, dlatego że doświadczają tzw. porwania emocjonalnego, czyli pozostają wyłącznie pod wpływem dotkliwych, trudnych emocji. Wszyscy takie sytuacje w życiu miewamy. Świadomość jest wyłączona. Działamy instynktownie.  

Co jest najczęstszą przyczyną rozwodów? Sędzia Waldemar Żurek postawił tezę, że oto mężczyzna już nie kocha żony i odchodzi w siną dal z nową partnerką, a porzucona żona, która wciąż go kocha, zostaje we wściekłości i zaczyna go nienawidzić.

W nowy związek równie często jak on wchodzi ona. Mężczyznom jest po prostu dużo trudniej się przyznać, że zostali zdradzeni, ponieważ uważają, że to im odbiera godność.  

Tak kobieta, jak mężczyzna – a czasem i jedno, i drugie – spotyka w pracy czy na portalu społecznościowym albo randkowym osoby, które mówią to samo co oni: "Żona mnie nie rozumie", "Z mężem jesteśmy totalnie niedobrani". I tu też pojawia się porwanie emocjonalne, tyle że z innym człowiekiem.  

Ludzie przychodzący do mnie na mediacje bardzo często mówią, że zdrady, jakich się dopuścili, to nie był seks, ale kontakt przyjacielski i rozmowy, podczas których dostawali to wszystko, czego pragnęli: akceptację, docenienie, poczucie bliskości i wzajemność.  

Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Stereotypowo to kobiety tego właśnie szukają u mężczyzn…  

...a mężczyznom chodzi tylko o seks. Tak się przyjęło. Jednak mężczyźni mówią mi, że wreszcie zostali usłyszani, dostrzeżeni, docenieni. Gdy on w małżeństwie był tylko gościem na posyłki, który pójdzie do sklepu, odbierze dzieci z przedszkola i zawiesi półkę, to w tej drugiej relacji szuka zaspokojenia głębokich, ludzkich potrzeb. Zaczyna się lawirowanie między żoną a kochanką. I w pewnym momencie trzeba wybrać.  

A jeśli ani ona, ani on nikogo sobie nie znaleźli, tylko po prostu drogi im się rozeszły? Wtedy na pewno łatwiej jest się rozwieść bez nienawiści.  

Niekoniecznie. Wszystko zależy od przekonań i wzorców zachowań, jakie oboje mają utrwalone i z którymi idą przez życie.  

Jeśli postrzegam drugiego człowieka jako wroga, a siebie jako skrzywdzoną ofiarę, to pojawi się "szczera" nienawiść, potęgowana stosowanymi strategiami osądzania, oskarżania, poniżania, deprecjonowania i krytykowania partnera.  

Zdarza się, że jedna z osób – częściej to jest kobieta – idzie na terapię i pewne rzeczy sobie układa w głowie. Niekoniecznie to jednak ratuje sytuację, gdy jej mąż wciąż tkwi w starych schematach i obwinia ją o rozpad związku.  

Ale nie twierdzę, że wszystko, co złe, to wina mężczyzn. Kobiety potrafią się mścić na byłych mężach, ograniczając czy wręcz uniemożliwiając im kontakt z dziećmi. Pamiętam panią, którą zdradził mąż. Oświadczyła: "Pokojowo to ja nie będę się z nim układać, bo dla mnie najważniejszą potrzebą jest zemsta". To było pierwsze, co jej przyszło do głowy w porwaniu emocjonalnym.  

Żeby było sprawiedliwie?  

Tak. I myślała, że jak on będzie cierpiał tak samo jak ona, to się ta sprawiedliwość wydarzy.  

Stała się wojowniczką, która ją wymierza.  

Wydawało jej się, że jest niczym sprawiedliwy sędzia. Tymczasem wyrównując rachunki, sama stała się sprawcą przemocy. A tak naprawdę wcale nie wyrównania rachunków jej było trzeba.  

A czego?  

Pary, z którymi pracuję, wskazują głównie na spokój, bezpieczeństwo i harmonię. Tego pragną ludzie w związkach. Tego też potrzebują po rozwodzie. Takiego życia.  

Żeby nie było wątpliwości: oceniane w kategoriach moralnych czyny, które do tego rozwodu doprowadziły, często możemy określać jako wręcz podłe. Ktoś doświadczył dużo zła, bo został zdradzony i zdemolowano mu życie. "Nie miałam czy nie miałem szansy zadecydować wspólnie, czy ratujemy ten związek i co dalej z naszą rodziną, bo on czy ona sami podjęli decyzję". To jest bardzo trudne. Ale jeśli ja się utwierdzę w roli skrzywdzonej i nakręcę w nienawiści, która pchnie mnie do zemsty, to co będę z tego mieć?  

Kluczowe jest, by zidentyfikować, w jakiej sytuacji się znalazłam, czy znalazłem i zamiast iść w porwanie emocjonalne i nienawiść, działać racjonalnie. Osoby świadome wiedzą, że najważniejsze dla nich to zająć się sobą, pracą, rozwojem, spokojem ducha i być może jeszcze spotkać kogoś, z kim sobie ułożą życie. Co nie znaczy, że ich złość nie ma zostać wyrażona! Gdy dają jej upust, gdy ją uwolnią, w końcu słabnie i z człowieka schodzi.  

A jaka jest dobra strategia wyrażenia tej złości? Na pewno nie pomstowanie przy dzieciach. Ale kiedy one są na przykład u dziadków, to wtedy nasiadówka z koleżankami i wyrzucenie jej z siebie będzie OK?  

Pod warunkiem że towarzystwo nie będzie podsycało tej wściekłości. A na ogół jest niestety tak, że wtedy się szuka osób, które to razem z nami robią.  

Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Przychodzą mi na myśl niektóre organizacje ojców oraz matek, których przedstawiciele wrzucają wszystkie kobiety tudzież wszystkich mężczyzn do jednego worka i oskarżają o całe zło świata.  

Więc emocje, zamiast opadać, są podsycane i pojawia się nienawiść. A przecież najważniejsze jest to, aby nie żyć przeszłością. Przeżyć żałobę po stracie związku i iść dalej.  

Mówisz – nie z koleżankami. Ale jakoś tę wściekłość trzeba z siebie zrzucić. Jak?  

Ależ spotykać się z koleżankami można! Tylko z takimi, które będą potrafiły empatycznie wysłuchać i które nie będą podsycać nienawiści.  

Trzeba mądrze wybrać.  

Co jeszcze?  

Pójść do terapeuty. Nie zawsze musi to być długoterminowa psychoterapia. Czasem wystarczy jedno–dwa spotkania, które nadadzą kierunek.  

Bardzo pomaga ruch! Emocje kumulują się w ciele. Moi klienci potwierdzają, że bieganie, jazda na rowerze, taniec – to im pozwala się oczyścić z niewygodnych, dotkliwych emocji.  

Obawiam się, że mówimy teraz o ludziach, którzy mają nie dość, że czas, to jeszcze pieniądze, by się sobą zaopiekować.  

Dlaczego? Jeśli nie mam pieniędzy, żeby pójść na odpłatne zajęcia grupowe, to sama znajduję tę formę zaopiekowania się sobą, która u mnie najlepiej działa. Ja na przykład włączam muzykę i tańczę. Sama. Albo idę na spacer. Albo medytuję. To się u mnie sprawdza, a nic nie kosztuje.  

A co się dzieje z tymi ludźmi, którzy idą w zemstę?  

Wspomniałam już, że ta strategia powoduje, że ten, który mnie skrzywdził, staje się ofiarą. Ale tylko na chwilę. Akcja wywołuje przecież reakcję. Zaczyna się naprawdę straszna walka. Kto w danym momencie ma więcej siły – na przykład pieniędzy na zatrudnienie prawnika, który będzie walczył o odebranie drugiej osobie władzy rodzicielskiej – ten zwycięża potyczkę. Nie ma jednak możliwości, żeby ta strategia przyniosła komukolwiek zaspokojenie potrzeb.  

Nawet chwilowej satysfakcji? Pewnie kiedy ona widzi, jak on się dobija do drzwi z policją, ale dziecka i tak nie dostaje, to przez chwilę czuje się mocna. "Dowaliłam mu".  

To jest tylko pokazanie swojej przewagi w danym momencie, bez świadomości, że potrzeby emocjonalne tej kobiety, jej dzieci i całej rodziny pozostają niespełnione. Co więcej, za chwilę to on, działając w odwecie, zastosuje jeszcze większą przemoc i wtedy ona będzie czuła, że dźwiga ciężar, z którym nie potrafi sobie poradzić. Gdzie tu poczucie własnej wartości, godności, bezpieczeństwo, harmonia? Jest samo nieszczęście. Zamknięte koło, z którego wydaje się nie ma wyjścia.  

Rykoszetem dostają dzieci. Dorosłym, którzy żyją w lęku – bo permanentnie kombinują, nie tylko jak przyatakować, ale też jak się bronić – brakuje empatii. A w tym wszystkim jeszcze dziecko dopomina się o swoje potrzeby: "Tata, kiedy ze mną pojedziesz na wakacje?". Prosty komunikat, szczere wyrażenie tego, że dziecku zależy na bliskości, na tym, aby zaistniały takie okoliczności, by mógł mieć tatę tylko dla siebie. Tymczasem ojcu uwikłanemu w konflikty z matką trudno to usłyszeć. Zamiast zrozumienia pojawia się wrzask: "Nie zawracaj mi głowy! Wyjazdów ci się zachciało! To wszystko przez twoją matkę, bo gdyby nie ona, tobyśmy wyjeżdżali". Zaczyna się przerzucanie skutków konfliktu na dzieci, które bardzo często czują się winne poczynań rodziców.  

W dorosłym życiu część z nich ma żal, że matka czy ojciec ograniczali im kontakt z drugim rodzicem i – identycznie jak niegdyś ich rodzice – zaczynają stosować strategię zemsty. Zdarza się, że wobec matki czy ojca, z którymi wręcz ucinają kontakty.  

Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

A jak strategia zemsty i nienawiść wpływają na kondycję byłych małżonków?  

Zmniejsza im się poziom empatii, zmniejszają się zasoby emocjonalne, intelektualne. Spada zdolność koncentracji. Pojawiają się problemy w pracy oraz z relacjami – gdy współpracownicy służą do odreagowywania stresów.  

Urywają się kontakty towarzyskie. "Przyjaciele mnie opuścili" – bardzo często to słyszę. A dlaczego opuścili? Bo mieli dosyć słuchania w kółko jednych i tych samych historii, że wszystkiemu winni są były mąż czy była żona. "To przez nią!", "Życie mi zmarnował".  

Zemsta to może być pierwszy odruch, ale w dłuższej perspektywie wydawałoby się, że wszyscy chcemy mieć po prostu święty spokój.  

Osoby, o których rozmawiamy, funkcjonują identycznie jak alkoholicy w ciągu. Wszelkie uzależnienia polegają na tym, że człowiek nie bierze odpowiedzialności za to, co robi i ucieka od własnych emocji. Zamiast sięgnąć po jakąś mądrą strategię zaspokajania swoich potrzeb, planuje kolejną akcję przeciwko byłej żonie czy byłemu mężowi.  

Czy znasz patchworkowe rodziny, które żyją jak bohaterowie amerykańskich albo francuskich filmów i na wesele dziecka ona i on przychodzą z nowymi partnerami i siedzą przy jednym stole?  

Tak.  

Co zrobić, by tak żyć po rozwodzie? 

Kiedy ludzie rozstają się świadomie, wspólnie przygotowują porozumienie rodzicielskie. Zapisują na przykład, że będą uważni na to, żeby siebie nie osądzać. A w sytuacji, kiedy jakiegoś punktu ugody nie będzie się udawało realizować, to będą o tym rozmawiać. Nie podejrzewając się o złą wolę, wspólnie poszukają rozwiązań.  

To jest niezwykle pomocne narzędzie!  

Alicja Kuczyńska-KrataAlicja Kuczyńska-Krata fot. Archiwum prywatne

Ale co z newralgicznymi momentami? Komunia dziecka: ojciec ma przyjść z nową żoną czy sam?  

Jeżeli rodzice dziecka są już na takim etapie, kiedy potrafią współpracować, to po prostu siadają razem i pytają dziecko, czego ono chce. Może powiedzieć, że woli, żeby tata przyszedł sam, bo jeszcze nie akceptuje jego nowej rodziny. Dojrzali ludzie rozumieją, że trzeba poczekać. Będzie kolejna okazja, żeby zbudować relację dziecka z nowym partnerem rodzica.  

Taka uważność na potrzeby wszystkich członków rodziny to jest fantastyczny wzorzec dla dzieci. Dzięki temu pójdą dalej w życie, wiedząc, że może się ono różnie potoczyć.  

Wybranka może powiedzieć, że zakochała się w kimś innym. Ale ja wtedy nie będę opierał swojej dalszej egzystencji na podszytej lękiem strategii walki. I nie będę się mścił za jej decyzję.  

Alicja Kuczyńska-Krata. Praktykę mediacyjną w sporach sądowych – zarówno sprawach karnych, jak i cywilnych – rozpoczęła w 1998 r. Terapeutka relacji, trenerka komunikacji i rozwoju, superwizor mediatorów. Prowadzi mediacje umowne, na zlecenie klientów: rodzinne – głównie małżeńskie, ale również m.in. między rodzicami a dziećmi, rodzeństwem oraz dotyczące opieki nad dziećmi – jak też społeczne i biznesowe. Preferuje podejścia skoncentrowane na pracy nad relacją: terapeutyczne i transformatywne oraz NVC – "Porozumienie bez przemocy" Marshalla B. Rosenberga. www.alicjakrata.pl  

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Dziennikarka. Otrzymała honorowe wyróżnienie Festiwalu Sztuki Faktu oraz została nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za wyemitowany w programie TVN "UWAGA!" materiał "Tu nie ma sprawiedliwości", o krzywdzie chorych na alzheimera podopiecznych domu opieki, a w 2019 r. do Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej za teksty o handlu noworodkami w PRL, które ukazały się w Weekend.gazeta.pl. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.