Rozmowa
Paul Anthony Romero podczas koncertu jubieuszowego na pięciolecie Heroes Orchestra (Alek Kozłowski/alart.eu)
Paul Anthony Romero podczas koncertu jubieuszowego na pięciolecie Heroes Orchestra (Alek Kozłowski/alart.eu)

Od razu uprzedzam: pierwszy komputer miałam na studiach, a jedyną grą, w jaką grałam – w podstawówce na Atari chłopaka – był "River Ride". Ty jesteś graczem?

Jestem.

Pierwsza edycja "Heroes of Might and Magic" ukazała się w 1995 roku, ja urodziłem się dwa lata wcześniej. W "Heroes" zacząłem grać od trzeciej części – zupełnie przypadkiem. Wtedy akurat premierę miała czwarta część. Koledzy śmiali się ze mnie, że mam za słaby komputer i nie stać mnie na granie w "Hirosif", bo IV w nazwie "Heroes IV" czytali jako "if". Rodzice na pocieszenie kupili mi trójkę i wpadłem po uszy, ta gra ze mną została.

Śpiewasz w chórze z orkiestrą grającą muzykę z tej konkretnej gry. Czy ona jest kultowa? Jest pod jakimś względem wybitna?

Ta gra jest niezwykle przyjemna, bardzo intuicyjna, pozwala chodzić po mapie i zbierać zasoby, ale można także grać turniejowo, rozgryzać mechaniki i skupiać się na zwycięstwach. A można także grać w nią dla otoczki – fabuły, muzyki – tak jak ja. Utwory z tej gry ukształtowały mój gust muzyczny na resztę życia.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje

Myślę, że taką nostalgiczną muzyczną pocztówką z przeszłości dla pokolenia 40+ jest muzyka z serialu "Robin Hood". I utwór z czołówki "Twin Peaks", którego nie mogłam jako dziecko oglądać. Jak gdzieś słyszę ten drugi, przypadkiem, to robi mi się automatycznie gęsia skóra.

A widzisz. Nostalgia jest kluczem do zrozumienia fenomenu muzyki z "Heroes". Ta gra raczej nie ma fanów powyżej 35. roku życia, nie ma też całkiem młodych wyznawców. Osoby urodzone na początku lat 90. dorastały z tą grą i muzyką z niej, ona nam się dobrze kojarzy. Trzeba też przyznać, że autor ścieżki dźwiękowej Paul Anthony Romero zrobił świetną robotę przy minimalnym budżecie, często posługując się ścieżkami midi, czyli elektronicznymi dźwiękami udającymi instrumenty. Gra wciąż jest rozwijana, muzyka powstaje, a Romero trzyma formę.

Maciej Ostrowski - w górnym rzędzie, drugi od lewej (Alek Kozłowski/alart.eu) , Orkiestra Heroes Orchestra w pełnym składzie (Alek Kozłowski/alart.eu)

Jak znalazłeś się w chórze Heroes Orchestra?

W szkole podstawowej w pierwszej klasie na lekcję przyszła pani, która poprosiła, żeby kilku chłopców zaśpiewało prostą melodię. Wśród nich byłem i ja. Dostałem zaproszenie do śpiewania w Warszawskim Chórze Chłopięcym i Męskim przy Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. W tym samym chórze znalazł się także mój młodszy kolega ze szkoły Mateusz Alberski. Zakolegowaliśmy się, później trafiliśmy do tej samej szkoły muzycznej. Potem kontakt nam się urwał. Pięć lat temu spotkałem Mateusza przypadkiem po skończonej próbie przed koncertem na UMFC-u. Zapytał, czy znam "heroski". Potwierdziłem. Powiedział, że zrobił aranż do jednego utworu, i zaprosił mnie do śpiewania, bo potrzebował basów. Z chęcią dołączyłem, nagrywaliśmy kolejne motywy, dołączały kolejne osoby i teraz jesteśmy całkiem dużą orkiestrą.

Na jakiej zasadzie funkcjonujecie?

Jesteśmy orkiestrą o dużym składzie, zbliżonym do składu symfonicznego, czyli liczącego około stu osób i zdolnego grać większość XIX- i XX-wiecznego repertuaru. Udzielają się w niej przede wszystkim studenci i absolwenci Uniwersytetu Muzycznego. Chór jest czterogłosowy - sopran, alt, bas, tenor - i tworzy go kilkadziesiąt osób.

Na początku spotykaliśmy się regularnie. Byliśmy projektem-pracą zaliczeniową Mateusza z dyrygentury – najpierw na potrzeby licencjatu, potem magisterki. Na uczelniach artystycznych praca licencjacka i magisterska polegają na tym, że są części pisemna i projektowa, które ocenia komisja.

W przypadku Mateusza chodziło o stworzenie chóru i orkiestry aranżującej utwory z gier komputerowych. Dodam, że utwory niszowe, bo muzyka klasyczna jeszcze do niedawna była bardzo zamknięta na nowe formy. Mateusz przygotował aranżacje i zadyrygował zespołem. Na egzamin magisterski zespół powiększył i dodał nowe aranżacje. Dostał za swoje prace piątki.

Kiedy skończyliśmy studia i przyszła pandemia, przeszliśmy na działanie projektowe – skład jest kompletowany do każdego koncertu.

 Dużo ludzi i dużo – także dużych – instrumentów. Gdzie się spotykacie?

Praca w tak dużych zespołach to nigdy nie są spotkania w pełnym składzie. Przed koncertem mamy dwie–trzy próby ze wszystkimi, a na co dzień dzielimy się pracą. Większość z nas ma wykształcenie muzyczne, więc dostajemy swoje partie i przygotowujemy je we własnym zakresie, jeśli trzeba, to spotykamy się w ramach głosów – w przypadku chóru – lub w ramach sekcji orkiestry. 

Pierwszy koncert Heroes Orchestra, w którym udział wziął twórca muzyki do gry Paul Anthony Romero (Archiwum Heroes Orchestra) , Nagranie utworu w składzie kameralnym. Widoczny Mateusz Alberski (akordeon) oraz aranżer Krzysztof Ratajski (Archiwum Heroes Orchestra)

Kiedy są wszyscy, to próba trwa i trzy godziny. Wtedy zazwyczaj wszyscy jesteśmy przerażeni, że nam nic nie wychodzi, że się nie wyrobimy, że mamy za mało czasu. Na koncercie wszystko się jednak składa i gramy tak, jakbyśmy przez lata mieli codziennie próby. 

"Spotykamy się wszyscy" – ale gdzie?! Przecież tu nie dość, że duża sala potrzebna, to i z akustyką porządną.

Akustyka tu ma mniejsze znaczenie, ważniejsza jest pojemność sali. W czasie studiów wystarczyło się zgłosić do dziekana i zarezerwować salę, koncertową lub gimnastyczną. Teraz jest trudniej i trzeba płacić za wynajem – korzystamy z domów kultury czy sal Polskiego Radia. To wymaga organizacji, którą zajmuje się powołana jakiś czas temu Fundacja Heroes Orchestra. Część zysków z koncertów jest przekazywana na nasze funkcjonowanie i zapewnienie warunków do przygotowań do kolejnych koncertów.

Macie 27 tys. subskrybentów na YouTube – jesteście znani? I w jakim świecie: fanów gier czy muzyki poważnej?

W świecie muzyki spotykam się z dwiema postawami: "Wy jesteście od Alberskiego? Fajnie!" i: "Gracie muzykę z gier? Ciekawe...". Jesteśmy rozpoznawalni ze względu na to, że projekt jest nietypowy. Na naszym wzorcu próbowała bazować inna orkiestra, ale im nie wyszło.

Nas wyróżnia to, że pochodzimy ze świata gier, jesteśmy w nim zanurzeni. Chociaż przy okazji pięciolecia dowiedziałem się, że jeden kolega z chóru w "Heroes" nie grał, ale jak słyszy "te bębny", to musi śpiewać. Kiedy chodzimy na integracje zespołowe na pizzę, czasami ktoś nas rozpoznaje. Ostatnio przed jubileuszowym koncertem podszedł do naszego stołu chłopak, który naśladował odgłos otrzymania obrażeń przez stalowego golema. Po czym nas pochwalił za świetną robotę.

Na koncertach urodzinowych mieliśmy dwie pełne sale koncertowe S1, czyli w sumie 820 osób nas wysłuchało, a do tego był jeszcze streaming na YouTube.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje

W finałowy utwór koncertu często wplatane są melodie z memów (Archiwum Heroes Orchestra)

Chórzyści śpiewają w dziwnym języku.

W oryginalnej muzyce skomponowanej przez Romero do trzeciej części gry nie ma partii dla chórów, w większości nie ma nawet żadnych głosów. Chór to inwencja Mateusza. Śpiewamy mieszanką różnych języków: łaciny, niemieckiego, angielskiego, część utworów jest wykonywana w języku nieistniejącym, który został wymyślony na potrzeby aranżerów do muzyki. To całkiem wygodne, bo nie wszyscy chcą rozumieć, co śpiewają, i nie każdy chce rozumieć, co my śpiewamy. A tak ma się poczucie, że w warstwie słownej jest jakiś sens, nieważne jaki – każdy może go sobie dopowiedzieć.  

 

Zdarzają się wam występy na święcie chleba, granie na zaproszenie, umilanie eventów?

Wyjazdów na pełen skład nie mamy, ale mamy skład kameralny – on występuje na festiwalach i okazyjnych koncertach. Byłem na takim występie raz, w Gnieźnie, trzy lata temu. Okazją był Królewski Festiwal Artystyczny, z jarmarkiem, rekonstruktorami i słowiańską wioską namiotową. Gramy na festiwalach fantastycznych i koncertach organizowanych przez Fundację.

Przez długi czas byliśmy projektem studenckim i działaliśmy bez benefitów. Od kiedy od członków zespołu wymaga się dużego zaangażowania, są formy gratyfikacji. Praca artystyczna to też praca, wymagająca nauczenia się repertuaru, wielu prób, godzin ćwiczeń. To angażujące zajęcie, ale nie moje źródło utrzymania.

Ile czasu poświęcasz chórowi?

Przez 22 lata śpiewałem w chórze chłopięcym przy UMFC – tygodniowo pochłaniał on od sześciu do ośmiu godzin, do tego dochodziły próby, nagrania i koncerty Heroes Orchestra, ale trudno mi mówić o konkretnej liczbie godzin. Kiedy pojawiły się studia, potem praca i tańce swingowe, których uczę, czas poświęcony śpiewaniu ograniczył się do mobilizacji przed występami. Wtedy jeden–dwa dni poświęcam na przypomnienie sobie i utrwalenie materiału, chodzę na próby sekcyjne, kilka godzin ćwiczę samodzielnie przed występem. W dniu koncertu muszę sobie zarezerwować minimum osiem godzin – zdarza się, że gramy dwa koncerty jeden po drugim.

Jak dbasz o głos?

Standardowa procedura dla śpiewaków to: nie palimy, nie krzyczymy, nie pijemy zbyt zimnych napojów. Kiedy zbliża się koncert, wjeżdża dodatkowy reżim: mówienie w odpowiedni, niezdzierający gardła sposób, zakaz podnoszenia głosu.

Pod filmami z zarejestrowanymi koncertami pojawił się komentarz, że macie "talent, serce i humor". Jak się przejawia ten ostatni?

Mamy tradycję, że na koniec koncertu gramy battle music – to taki energetyczny utwór bojowy z wykorzystaniem perkusji i naszych okrzyków. Od pewnego czasu go udziwniamy – wplatamy inne utwory, znane z memów, na przykład "Darude – Sandstorm", lub z innych gier, jak ostatnio z "Mortal Kombat".  

Mem zrozumiały dla wtajemniczonych (Archiwum Heroes Orchestra)

Na waszych koncertach pojawia się twórca muzyki z "Heroes" Paul Anthony Romero. 

Do tej pory dwukrotnie. Jego udział w koncercie był ogromnym marzeniem Mateusza. Pojawienie się Paula to ogromne wydarzenie i wcale nie reguła. Ściągnęliśmy go do Polski z Kalifornii wraz z mężem Brockiem. Brock zresztą gra na saksofonie i także z nami przy takich okazjach występuje.

Paul jest niesamowicie ciepłym człowiekiem, który zawsze nas wspiera, utrzymuje z nami kontakt, a jednocześnie jest bardzo profesjonalny.

Czy jesteście ewenementem na światowej scenie muzycznej?

Raczej tak, chociaż w Rosji bardzo popularne jest granie muzyki z "Heroes" na orkiestrę. My gramy także muzykę z innych gier: "World of Warcraft" i z różnych anime. 

Grasz jeszcze w gry?

Jestem niedzielnym graczem, a właściwie wtorkowym, bo tylko w te dni po 17 mogę sobie pozwolić na granie. 

I jak oceniasz ich udźwiękowienie?

Raczej nie gram w rzeczy nowe, ale dobrej muzyki z gry chętnie słucham zawsze. "Wiedźmin III" ma genialną, rewelacyjnie zagraną muzykę. 

Paul Anthony Romero rozdający autografy członkom Heroes Orchestra podczas pierwszej wizyty w Polsce (Archiwum Heroes Orchestra) , Brock H. Summers. mąż Paula Anthonego Romero, świetny saksofonista i ceniony psychiatra (Archiwum Heroes Orchestra)

Co daje ci udział w Heroes Orchestra?

Poznałem tu świetnych ludzi. Wszedłem w nowe środowisko osób, które są zupełnie różne, ale mają wspólną pasję. Poznałem Paula i Brocka. I mam dziką satysfakcję, że współtworzę coś naprawdę dobrego i jakościowego. 

To prawda, jesteście bardzo profesjonalni.

Mamy w orkiestrze osoby wykształcone muzycznie, realizatorów dźwięku, którzy dbają o profesjonalność nagrań, aranżerów z pasją. Ktoś może się śmiać, że gramy muzykę z gierek, jesteśmy frajerami i nerdami. A potem jest w szoku, jak profesjonalnie to wygląda.

 

 Jakie macie ambicje?

Jako członkowi chóru nie mnie o tym mówić. To pytanie do zarządu Fundacji i kierownictwa zespołu. Na pewno chcemy robić większe i ambitniejsze rzeczy.

Pochodzisz z rodziny z tradycjami muzycznymi?

Tata grał na perkusji. O nikim więcej nie słyszałem.

Jak ktoś cię pyta, czym się zajmujesz, to co odpowiadasz?

Że tańczę i śpiewam. 

Zobacz wideo Od 11 lat prowadzi próby dziecięcego chóru gospel

Maciek Ostrowski swoim znajomym kojarzy się przede wszystkim z wyjątkowym poczuciem humoru, śpiewaniem, tańczeniem i miłością do fiata 500. Po pracy zajmuje się swoją największą pasją: tańcami swingowymi. A pracuje w Gazeta.pl, w której zajmuje się produktami reklamowymi.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.