Rozmowa
Piotr Machalica (Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl)
Piotr Machalica (Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl)

Do kin 2 września wchodzi ostatni film, w którym zagrał pani mąż. Zobaczy pani "Szczęścia chodzą parami"?

Nie wybieram się na uroczystą premierę, ale oczywiście film chcę zobaczyć i uczynię to z ogromną przyjemnością. Zamierzam pójść na seans do kina w przyszłym tygodniu, na spokojnie, bez galowych historii. Kompletnie nie jestem w nastroju do bankietów i ścianek. Zresztą one nigdy mnie nie dotyczyły i nic się w tej kwestii nie zmienia.

Pani mąż wcielił się w rolę ojca głównego bohatera Brunona, który jest terapeutą par. Po zakończeniu zdjęć mówił: "Ostatni duży film zrobiłem jakieś 20 lat temu. Dlatego kilka dni na planie tej komedii to dla mnie coś fantastycznego".

Mąż był bardzo zadowolony z pracy na planie. Już po pierwszym spotkaniu z Bartkiem Prokopowiczem, reżyserem filmu, cieszył się na te zdjęcia. Mówił, że to fajny człowiek, że dobrze im się razem rozmawiało. Cieszył się też na spotkanie z panią Elą Zającówną, z którą znał się od wielu lat. Mieli nawet na planie wspólną przyczepę.

Elżbieta Zającówna i Piotr Machalica na planie filmu 'Szczęścia chodzą parami' (Jarosław Sosiński)

Pamiętam, że rano w dniu, kiedy rozpoczynały się zdjęcia, dostał strasznej alergii. Prawdopodobnie była to reakcja na cytrusy. Bardzo spuchł, pojechał do szpitala i skończyło się sterydami. Na plan dotarł spóźniony, jeszcze z całkiem poważnym obrzękiem twarzy. Był przejęty. Na szczęście alergia minęła. Przysłał mi nawet parę zdjęć z charakteryzacji, które mam do dziś.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje

Chętnie opowiadał pani o swojej pracy, o kolejnych rolach?

Gdyby każde z nas chciało dużo opowiadać w domu o swojej pracy, to nie mielibyśmy czasu na życie. A ten wspólny czas bardzo szanowaliśmy, nie traciliśmy go na takie rozmowy.

Poznaliśmy się, gdy Piotr został dyrektorem artystycznym w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. Grał też wiele spektakli i koncertów w Warszawie, zrozumiałe jest więc, że dzieliliśmy życie między Warszawę a Częstochowę.

A czy widziała pani już ławeczkę Piotra?

Tę, którą postawiono w Częstochowie 1 lipca? Jeszcze nie.

Moja koleżanka, która jest w mieście radną, zaproponowała pewnego razu, że Częstochowa byłaby dobrym miejscem dla ławeczki upamiętniającej Piotra. Stwierdziłam, że to świetny pomysł. Mąż był dyrektorem artystycznym w tutejszym teatrze przez 12 lat. Mamy już w mieście ławeczkę Haliny Poświatowskiej i Marka Perepeczki.

Piotr Machalica podczas koncertu, Międzyzdroje 2013 rok (Łukasz Wądołowski / Agencja Wyborcza.pl)

Na ławeczkę trzeba było zebrać środki, więc pomyślałam, że łatwiej będzie to zrobić przez stowarzyszenie albo fundację. 1 listopada zeszłego roku powstał pomysł, a 30 listopada Fundacja im. Piotra Machalicy była już wpisana do KRS. 

Ludzie często przysiadają na ławeczce obok rzeźby pani męża?

Bardzo często. Ławka stoi przed Miejską Galerią Sztuki w Częstochowie. Naprzeciwko jest restauracja Dobry Rok, do której chętnie chodziliśmy. Lubię sobie tam usiąść i z absolutnym wzruszeniem obserwować, jak co chwila ktoś się zatrzymuje, dosiada. Dzieciaki wchodzą Piotrowi na kolana albo po prostu siadają na nodze jak na poręczy i czekają, aż rodzice zrobią im zdjęcie.

Pewnego razu obserwowałam starszego pana. Miał chyba z 90 lat. Siadł i zaczął coś rzeźbie referować. Patrzyłam na to ze wzruszeniem. Urocze było, że ten człowiek znalazł sobie w Piotrze partnera, który go wysłucha.

Odsłonięcie ławeczki Piotra Machalicy. Od lewej: autor rzeźby Zbigniew Stanuch, aktor Adam Machalica i Aleksandra Machalica (Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl)

Myślę, że na tej ławce siedziały już tysiące osób. Wiem, że Piotr byłby tym zachwycony. Zresztą sam lubił zatrzymywać się w tamtej okolicy i patrzeć na ludzi. Miał też dużo wyrozumiałości względem wszystkich i wszystkiego.

Był aktorem bardzo lubianym i rozpoznawalnym. Jak reagował, gdy przechodnie zaczepiali go na ulicy?

Miał w takich sytuacjach niezwykle dużo cierpliwości. Każdemu odpowiedział na pytania, porozmawiał. Z każdym zrobił sobie zdjęcie. Każdego wysłuchał. W ogóle potrafił słuchać i lubił słuchać innych. 

Jan Wołek na odsłonięciu ławeczki powiedział nawet, że gdyby ktoś chciał wyryć na niej serce, to Piotr pewnie nie miałby nic przeciwko temu.

Bohater, którego gra w ostatnim filmie, potrafi siarczyście przekląć. A pani mąż?

Myślę sobie, że chyba ja przeklinam więcej. Choć i Piotrowi się zdarzało. Jednak on robił to w sposób tak uroczy, że nie budziło to negatywnych emocji. To po prostu nie było ani wulgarne, ani nieprzyjemne dla ucha. 

Bywa, że ktoś panią zaczepi, by wspomnieć o mężu?

Oczywiście. Częstochowa nie jest dużym miastem, wiele osób nas znało. Ale ja unikam opowiadania o mężu, bo to są nasze intymne, prywatne sprawy. Rozmowy, to, jak spędzaliśmy wolny czas, było i pozostanie tylko nasze. Tak zdecydowałam i będę w tym postanowieniu konsekwentna.

Skupia się pani teraz na upamiętnieniu męża.

Postanowiłam, że odsłonięcie ławeczki męża powinien uświetnić festiwal. Zakończył się koncertem galowym, na którym wystąpili Magda Umer, Janusz Strobel, Muniek Staszczyk, Katarzyna Żak, Olek Klepacz, Nula Stankiewicz i Artur Żmijewski. Marzyłam, żeby połączyć festiwal z konkursem piosenki aktorskiej dla młodych artystów, ale w tegorocznej pierwszej edycji się to nie udało. Mam nadzieję, że się ziści w drugiej, która już jest zaplanowana od 30 czerwca do 2 lipca przyszłego roku. Chciałabym też, żeby najlepsi wyłonieni w konkursie młodzi artyści dostali nagrody pieniężne, które będą mogli przeznaczyć na swój rozwój. Troje zwycięzców wystąpi w koncercie galowym ze znanymi artystami, na profesjonalnej scenie.  

Piotr Machalica, 2015 rok (Wojciech Kardas / Agencja Wyborcza.pl)

Kiedy organizowano akcję "Bilet do teatru za złotówkę", przed budynkiem Teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie ustawiały się długie kolejki. Męża zawsze bardzo to wzruszało. Byliśmy zgodni co do tego, że ludzie potrzebują kultury, tylko nie każdy może na nią znaleźć miejsce w budżecie. Tłumy stały po kilka godzin, żeby dostać bilet. Stąd pomysł, żeby wszystkie imprezy związane z działalnością fundacji były bezpłatne.

Nasza fundacja nie robi nic komercyjnie. Wszystkie bilety na koncerty i spektakle podczas festiwalu były darmowe. Mamy założenie, że w przyszłym roku będzie tak samo, podobnie jak i w każdej kolejnej edycji.

Zobacz wideo "Szczęścia chodzą parami". Ostatnia rola Piotra Machalicy [ZWIASTUN]

Organizacja takiego wydarzenia to nie lada wyzwanie, prawda?

Udało się za pierwszym razem, to dlaczego nie miałoby się udać za drugim i kolejnym? Po wejściówki na koncerty i spektakle podczas tegorocznego festiwalu ustawiali się w kolejce zarówno młodzi ludzie, w dużej części studenci, jak i emeryci. Pełen przekrój wiekowy. Bardzo mnie cieszył ten piękny widok.

Myślę też sobie, że może uczestnicy festiwalu sięgną za jakiś czas po którąś z płyt Piotra. Uważam, że śpiewał przepięknie. Wierzy mu się, a przecież w piosence poetyckiej ważne jest to, by opowiadający historię wykonawca był wiarygodny. A może ktoś po tym, jak usiądzie na ławeczce, zechce posłuchać Piotra na YouTube?

Piotr Machalica miał piękny głos.

Uwielbiał zarówno grać, jak i śpiewać. Kochał teksty Agnieszki Osieckiej, Wojciecha Młynarskiego, Jonasza Kofty. Uwielbiał to, co robił. Miał takie powiedzenie, że aktor jest dwa razy w życiu nieszczęśliwy. Jak ma pracę i jak jej nie ma. Zresztą pracował naprawdę bardzo dużo. Dużo występował w teatrze i grał równie wiele koncertów. 

Próba spektaklu 'Hamlet' w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie, 2014 rok (Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl)

W to, że był pracowity, nie wątpię. Czytałam, że gdy za pierwszym razem nie dostał się do szkoły teatralnej, zatrudnił się w teatrze.

Pracował jako froter rzemieślnik w Teatrze Narodowym. Czyścił poręcze. Nie, nie znaczy to, że był złotą rączką. Gdy miał mi powiesić obraz, to niespecjalnie się do tego palił. Wyjmowałam więc sama wiertarkę i dopiero wtedy brał sprawy w swoje ręce. Zaczynał wiercić dziury i wieszać obrazy. Sam z siebie nigdy. Nie lubił tego. Mógł za to godzinami czytać wiersze, opowiadać historie, gotować i sprzątać. Był w tym absolutnie pedantyczny, zbierał każdy okruszek. Lubił mieć wokół siebie porządek, bo uważał, że każdy, kto ma porządek wokół siebie, ma też porządek w życiu. Taką miał teorię.

Teatr go fascynował. Zatrudnił się więc najpierw jako froter rzemieślnik, a potem asystent bibliotekarza Witka Maja. Podglądał odbywające się w teatrze próby i był zauroczony Magdą Umer, która grała wówczas w "Weselu" Adama Hanuszkiewicza. 

W ogóle teatr pozostał dla niego zawsze bardzo ważny. A każda premiera była dużym stresem. Nie miało znaczenia to, że ma długoletnie doświadczenie aktorskie. Zresztą wielokrotnie mówił o tym w wywiadach.

A jaki był poza sceną?

Był świetnym, ciepłym gościem. Na festiwalu odbyło się spotkanie pt. "Nieśmiertelni", podczas którego Piotra wspominali wieloletni przyjaciele. Słuchałam ich z dużym wzruszeniem. Wszyscy zwracali uwagę na jego mało polską cechę.

Co ma pani na myśli?

On się bardzo cieszył, jak komuś coś się udało. Naprawdę szczerze cieszył się z sukcesów innych ludzi. Gdy szliśmy na premierę sztuki z udziałem jego koleżanek i kolegów aktorów, mówił: żeby tylko dobrze zagrali. Trzymał za nich kciuki.

Niesamowite było też u niego to, że zawsze pytał znajomych, co u nich słychać, jak się mają ich dzieci. Kibicował dzieciom swoich przyjaciół i naprawdę go interesowało, i obchodziło, czy im się w życiu wiedzie. Pytał, co w szkole czy jak idzie nurkowanie. Jeździł też na koncerty dzieci swoich znajomych.

Wszystko to po prostu było dla niego ważne, miało znaczenie. Był niesamowicie uważny na innych.

A także sporo żartował, prawda?

Miał bardzo specyficzne poczucie humoru. I duży dystans do siebie. Powiedziałabym, że w ogóle miał duży dystans do życia. Jednocześnie miał w sobie wiele spokoju i taką uroczą flegmę. Żył bez pośpiechu, bez napięcia.

Piotr Machalica, 2015 rok (Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl)

Życie było dla niego pasją. Zajmowało i pasjonowało go wszystko, co robił. Motoryzacja, literatura, poezja, nurkowanie, jedzenie, gotowanie.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje

Co gotował najchętniej? 

Właściwie wszystko z równym entuzjazmem. Dużą wagę przywiązywał do tego, żeby dania były przygotowane pieczołowicie. Gdy robił świąteczną sałatkę warzywną, każdy składnik kroił w równiutkie kostki. Marchewka musiała być pokrojona dokładnie w taką samą kostkę jak pietruszka.

Jak mu pomagaliśmy, to uczulał nas, żebyśmy kroili warzywa równie perfekcyjnie jak on. To było bardzo zabawne i tak naprawdę nie miało dla nas większego znaczenia, ale dla niego miało. 

Kiedy był najbardziej szczęśliwy?

Momenty ogromnego szczęścia przeżywał wtedy, gdy rodziły mu się wnuki. A kiedy był najbardziej szczęśliwy w życiu codziennym? Trudno mi jednoznacznie powiedzieć. Był szczęśliwy, gdy zagrał udany koncert, gdy publiczność dobrze odebrała jego rolę. Dużo radości sprawiały mu też podróże, w które razem jeździliśmy. Był szczęśliwy, gdy miał czas na spotkania z przyjaciółmi i znajomymi.

Aleksandra Machalica. Wdowa po aktorze Piotrze Machalicy. Mieszka w Częstochowie.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z odważnymi ludźmi. Pasjonatka kawy, słoni i klasycznych samochodów.