Rozmowa
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl)
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl)

Maria Organ: Najtrudniejszy moment, kiedy brakowało krwi?

Beata Mazurek, lekarka, dyrektorka Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Krakowie: Pięcioletnia dziewczynka połknęła płaską baterię. Z bólami w klatce piersiowej została przyjęta na SOR. Okazało się, że bateria "przeżarła" przełyk oraz przylegającą do niego aortę. Doszło do masywnego krwotoku. Z gardła i nosa dziewczynki chlustała krew. Zaczął się dramatyczny wyścig, który trwał całą noc.

Wydaliśmy dla jednej małej pacjentki cały zapas koncentratu krwinek czerwonych grupy 0RhD-. W sytuacjach ratowania życia nie ma czasu na wykonanie rutynowych badań serologicznych, żeby oznaczyć krew pacjenta. Przetacza się krew właśnie z tej grupy. Wysyłaliśmy karetki z Krakowa do Warszawy i Bydgoszczy, żeby uzupełnić zapasy. Zbliżał się ranek i wiedziałam, że niebawem pojawią się kolejne zamówienia ze szpitali dla osób w równie trudnych sytuacjach. Dla nich krwi nie będzie, jeśli wydam wszystko. To nie są łatwe momenty.

Zabieg trwał do rana, zużyto 38 jednostek krwi. Niestety, dziewczynki nie udało się uratować.

Jeden ze Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych w Polsce (fot . Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)Lekarz z SOR-u: Dyżurowałem nawet po 400 godzin w miesiącu. Bywało, że w tygodniu miałem jedną dobę wolnego

Ile to jest 38 jednostek?

Jolanta Raś, lekarka, zastępca dyrektor ds. medycznych Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Krakowie: 38 jednostek oznacza, że 38 osób dorosłych oddało krew, żeby zabezpieczyć ratowanie życia małej pacjentki. Jednostka krwi pełnej ma objętość około 450 ml.

B.M.: Gdy przywożą ofiary wypadku, zdarza się, że dla ratowania życia jednej osoby potrzeba kilkunastu jednostek składników krwi. A co, jeśli w kolizji brało udział kilka osób? Musimy być przygotowani na takie sytuacje, bo chodzi dosłownie o uratowanie życia.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje >>

Tego lata więcej krwi wydajecie czy przyjmujecie?

B.M.: Średnio dziennie do małopolskich szpitali wydajemy 450–500 jednostek. Dlatego potrzeba 500 dawców każdego dnia, żeby tylko na terenie województwa małopolskiego było bezpiecznie. Teraz jest ich mniej. Wakacje to czas, gdy mniej osób decyduje się oddać krew. Tak jest każdego lata. Jesteśmy zajęci wyjazdami, remontami, nie mamy do tego głowy. Ale choroby i wypadki nie mają wakacji. Zdarzają się bez przerwy.

J.R.: Z roku na rok zapotrzebowania na krew kierowane z małopolskich szpitali wzrastają. Wcześniej to zużycie było dużo mniejsze, bo na przykład w wakacje zawieszano na miesiąc planowe zabiegi operacyjne. Teraz zarówno zabiegi planowe, jak i nieplanowane odbywają się rutynowo. A to oznacza, że krew jest zawsze potrzebna.

Beata Mazurek (fot. Archiwum prywatne) , Zbiórka krwi na Stadionie Miejskim w Rzeszowie w 2018 roku (Fot. Grzegorz Bukała / Agencja Wyborcza.pl)

Zdarza się, że brakuje krwi na zabiegi?

B.M.: Nie ma oddzielnego depozytu na sytuacje ratowania życia i oddzielnego na zabiegi operacyjne. Codziennie monitorujemy spływające zamówienia. W zależności od ich liczby w każdej grupie krwi podejmujemy decyzje. Jeśli zamówień jest mało, realizujemy wszystkie. Jeśli dużo, musimy wybierać.

Najbardziej boimy się sytuacji, gdy w ciągu kilku godzin otrzymamy dużo zamówień w jednej grupie krwi. Zapas wtedy błyskawicznie topnieje, a my nie możemy zostać bez niego. Wtedy ograniczamy wydania do szpitalnych banków krwi, bo każdy większy szpital ma swój bank i jakąś rezerwę. Równolegle rozsyłamy SMS-y z prośbą o zgłoszenie się do oddania krwi do dawców brakującej grupy.

Jeśli zapasy nadal bardzo szybko topnieją, prosimy telefonicznie o pomoc inne centra krwiodawstwa i przywozimy krew w celu utrzymania płynności realizacji zamówień.

Tylko że w okresie wakacji w całej Polsce krwi brakuje. Pomagają nam placówki w Raciborzu, Radomiu, Rzeszowie.

J.R.: Termin planowego zabiegu można próbować przesunąć. Jeśli to jest na przykład zabieg ortopedyczny, który wymaga zabezpieczenia dwóch jednostek, zawsze i tak musimy przewidywać, że wystąpią komplikacje skutkujące zwiększonym zamówieniem. Ktoś niestety musi jeszcze trochę poczekać, żeby dla kogoś innego nie zabrakło krwi.

Czy jest jakaś preferowana grupa, której potrzeba najczęściej?

B.M.: Preferowaną grupą jest ta, której aktualnie zaczyna brakować. Nie mamy innych preferencji. Natomiast krew grupy 0- jest tzw. krwią uniwersalną, którą można przetoczyć każdej osobie w sytuacji ratowania życia bez wykonywania badań. Osoczem na ratunek jest osocze grupy AB. Wszystkie grupy krwi są potrzebne, bo dla każdej znajdzie się biorca.

Jakub Sieczko, lekarz, autor książki 'Pogo'"Praca w pogotowiu daje kompleksowy obraz. Raz jedziesz do bezdomnego, raz do rezydencji ambasadora"

Chciałabym oddać krew, ale mam tatuaż. Mogę?

J.R.: Oczywiście. Po odpowiedniej przerwie od wykonania tatuażu. Dla nas nie ma znaczenia, czy osoba oddająca krew jest wytatuowana, ale ma znaczenie, kiedy to się stało. Ze względu na inwazyjność takiego zabiegu i wykorzystanie sprzętu wielorazowego użytku krew można oddać najwcześniej cztery miesiące po wykonaniu tatuażu.

B.M.: Jakby pani została zarażona jakimś wirusem, oddając krew, przekazałaby pani ten czynnik zakaźny pacjentowi. Żeby wyeliminować to ryzyko, stosujemy czasową dyskwalifikację, której celem jest wykrycie ewentualnego zakażenia przenoszonego przez krew.

J.R.: Ludzie czasem się boją, że podczas oddawania krwi ulegną zakażeniu. Taka możliwość nie istnieje. Nie używamy i nigdy nie używaliśmy sprzętu wielokrotnego użytku. To zawsze jest sprzęt jednorazowy.

Odczekałam cztery miesiące, jestem zdrowa. Nie licząc niedoczynności tarczycy, bo muszę codziennie przyjmować hormon. Mogę być dawcą?

J.R.: Zaburzenia funkcji tarczycy są dziś bardzo często diagnozowane. Do tej pory dość często dyskwalifikowano osoby z niedoczynnością, traktując ich chorobę jako autoagresję. Ale wiele zależy od tła tej niedoczynności, stosowanych leków, zmian morfologicznych w tarczycy. Najczęściej w sytuacji chorób przewlekłych prosimy o zaświadczenie od lekarza prowadzącego. Wtedy decydujemy indywidualnie w każdym przypadku. Nie można tu generalizować.

Jestem w zespole transfuzjologów, którzy opracowują wskazania i przeciwwskazania do oddawania krwi przy chorobach tarczycy. Niektóre z naszych przepisów są dość restrykcyjne, ale trwają właśnie prace nad nimi. Może uda się część złagodzić. Dążymy do tego, by pozyskiwać więcej dawców i nie odsyłać ich bez istotnego przeciwwskazania do oddania krwi.

Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa we Wrocławiu (Fot. Krzysztof Ćwik / Agencja Wyborcza.pl)

A inne choroby cywilizacyjne?

J.R.: Cukrzyca w trakcie insulinoterapii jest traktowana jako stała dyskwalifikacja. Nadciśnienie i otyłość może dyskwalifikować, ale niekoniecznie. Wszystko zależy od stopnia zaawansowania choroby, przyjmowanych leków i ich wpływu na narządy wewnętrzne. Tu podejście musi być ściśle indywidualne.

Zaburzenia psychiczne leczone farmakologicznie – czy to jest przeciwwskazanie?

J.R.: Dziś wiele osób leczy się z powodu depresji i tu znowu powraca pytanie o leki. Wiedza lekarza kwalifikującego i konkretna sytuacja decydują o tym, czy ktoś z chorobą przewlekłą może oddać krew, czy nie. A jeśli nie – czy to jest dyskwalifikacja czasowa, czy stała.

B.M.: Łatwiej powiedzieć, kto może oddać krew. To ma być osoba zdrowa, między 18. a 65. rokiem życia, ważąca więcej niż 50 kilo. Nawodniona, po lekkostrawnym posiłku. Jeśli przyjmuje jakieś leki i pojawiają się wątpliwości zdrowotne, najlepiej skontaktować się z lekarzem centrum krwiodawstwa. On udzieli dokładnej informacji. Zachęcamy, żeby to robić. Nie chcemy marnować czasu potencjalnych dawców. Nie chcemy też ich zniechęcać. Może się okazać, że problemy zdrowotne wcale nie są przeszkodą.

J.R: Jednocześnie chcemy zasygnalizować, że centrum krwiodawstwa to nie jest miejsce, żeby się diagnozować. Jeśli zdarzyło się komuś ryzykowne zachowanie i chce zrobić badania na HIV albo kiłę, powinien iść do punktu konsultacyjno-diagnostycznego, gdzie bezpłatnie, anonimowo i bez skierowania można wykonać testy na HIV. Nie do nas. Taki potencjalny dawca musi mieć świadomość, że my tę jego krew chcemy komuś podać. Od zakażenia do momentu wykrycia tego zakażenia upływa pewien czas. Ten okres, diagnostycznie niemy, może być niebezpieczny dla biorcy. Są możliwości zbadania się w inny sposób.

Zobacz wideo Dr Robot. Usuwa raka przy pomocy kosmicznej technologii

Załóżmy, że czynność mojej tarczycy jest wyrównana, jestem w pełni zdrowa. Lekarz wyraził zgodę na oddanie krwi. Jak powinnam się przygotować?

J.R.: Proszę zjeść lekkie śniadanie. Kanapkę z wędliną, chudy ser albo owsiankę. I koniecznie wypić jakiś napój, najlepiej niegazowany. Szczególnie latem trzeba być dobrze nawodnionym. Mitem jest, że należy przyjść na czczo. Tak przychodzimy na badania profilaktyczne, ale nie do oddania krwi. Ważne, żeby nie jeść tłusto i kalorycznie. Ani rano, ani dzień wcześniej.

B.M.: Fast foody, tłuste sery i inne ciężkie dania powodują, że osocze, które normalnie ma kolor żółty, na drugi dzień po spożyciu tłustych pokarmów staje się mleczne i mętne. Takie osocze jest później dyskwalifikowane, trzeba je utylizować.

Wypełniłam kwestionariusz, oddałam krew. Jaka będzie jej dalsza droga?

J.P.: Krew zostanie zbadana zgodnie z obowiązującymi przepisami w kierunku czynników zakaźnych przez nią przenoszonych, tj. zapalenia wątroby typu B, zapalenia wątroby typu C, wirusa HIV i kiły. Jeśli wyniki wszystkich badań są ujemne, krew jest kwalifikowana do krwiolecznictwa. Proces od pobrania krwi do przekazania jej do ekspedycji trwa dwa–trzy dni.

Ta najświeższa podobno trafia do noworodków?

B.M.: Trafia do najmłodszych pacjentów. Czyli do transfuzji dopłodowych i transfuzji wymiennych u noworodków z konfliktem serologicznym. Krew dla nich nie może mieć więcej niż pięć dni. Chodzi o metabolizm krwinki czerwonej, a konkretnie o ilość potasu, która się uwalnia w trakcie jej przechowywania. Z czasem jest go zbyt dużo dla najmłodszego biorcy.

Jaki jest termin przydatności krwi?

B.M.: Zwykle pobieramy krew pełną i po zwirowaniu oddzielamy z niej trzy składniki. Najbardziej potrzebny i najczęściej zamawiany jest koncentrat krwinek czerwonych, które odpowiadają za transport tlenu w naszym organizmie. Ten koncentrat może być przechowywany maksymalnie 42 dni w lodówce. Drugi składnik to płytki krwi, które przechowujemy 5–7 dni w temperaturze 20–24 stopni C. Trzecim składnikiem jest osocze, które przechowujemy do trzech lat w temperaturze poniżej -25 stopni C w mroźniach.

Ambulans do pobierania krwi w Lublinie (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl)

Zdarzyło się czegoś nie zużyć?

B.M.: Nie. Jednym z naszych zadań jest prawidłowe gospodarowanie krwią. Był taki moment, gdy doszło do inwazji na Ukrainę, że ludzie zgłaszali się bardzo licznie. Wtedy była groźba, że pobierzemy tak dużo krwi, że jej nie zużyjemy. Dlatego apelowaliśmy, żeby monitorować stronę internetową i nie zgłaszać się, jeśli nie ma takiej potrzeby.

J.P.: Po katastrofie w Hali w Katowicach nasze społeczeństwo też wykazało się dużą ofiarnością. Mieliśmy niedobory, więc wszystko zostało wykorzystane. Ale takie sytuacje zdarzają się wyjątkowo. Na co dzień liczba pobranej krwi pokrywa bieżące zapotrzebowania. Dlatego, że krew możemy przechowywać tylko 42 dni, tak ważne jest, by oddawać ją regularnie.

Czy można oddać krew konkretnej osobie, na nazwisko?

B.M.: Nie można.

Więc o co chodzi z tymi zbiórkami?

B.M.: Lata temu była taka możliwość. Dawcy przychodzili i oddawali krew na rzecz konkretnego chorego. Dostawali potwierdzenie i to zaświadczenie oddawali w oddziale, w którym przebywał pacjent. Często okazywało się, że pacjent ma inną grupę krwi. Mimo licznych oddań zdarzało się, że tej krwi wciąż brakowało, żeby zabezpieczyć zabieg i leczenie. To były trudne dla nas sytuacje.

J.P.: Jest też kwestia prawna. Ustawa o publicznej służbie krwi nie dopuszcza wymuszania na kimś oddania krwi na rzecz innej osoby. A te formy wymuszania się pojawiały. Bliscy pacjentów przychodzili do centrum krwiodawstwa i nagabywali krwiodawców czekających na pobranie krwi, aby deklarowali oddanie jej dla konkretnej osoby. Nie prowadziło to do wzrostu zapasów krwi, tylko stwarzało nieetyczne sytuacje. Naszym zadaniem jest promowanie idei honorowego, dobrowolnego krwiodawstwa.

Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Lublinie (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl)

Jakie motywacje mają dawcy?

B.M.: Różne. Są tacy, którzy chcą regularnie przychodzić, i tacy, których trzeba zapraszać. Najczęstszym impulsem do oddania krwi jest sytuacja w rodzinie albo sąsiedztwie. Ktoś bliski zachorował i chcemy mu pomóc.

J.P.: Kilkadziesiąt lat temu posiłek regeneracyjny bywał taką motywacją, bo wtedy na rynku brakowało czekolad i kawy. Dziś to raczej empatyczny odruch. Może czasem wiąże się z potrzebą oddechu. Największą liczbę dawców mamy w czwartki, ze względu na możliwość zwolnienia z pracy w dniu pobrania i następnym. Daje to dłuższy weekend. Wcześniej był jeden dzień wolnego i wtedy piątek był oblegany. W okresie epidemii i zagrożenia epidemicznego są dwa.

Zwracamy też koszty podróży na zasadach delegacji, więc jeśli ktoś ma taką potrzebę, to korzysta. Ale ludzie przychodzą przede wszystkim, żeby pomóc drugiemu człowiekowi.

B.M.: Ta empatia jest bardzo widoczna u krwiodawców. Są tacy, którzy zgłaszają się do oddania krwinek płytkowych przy użyciu separatora komórkowego – zabieg trwa prawie godzinę, a nie 10 minut jak przy krwi pełnej. Mimo to są osoby, które chętnie się zgłaszają. Naprawdę doceniamy takie zaangażowanie.

J.P.: Niesamowite są też mobilizacje lokalne. Dziecko w małej miejscowości jest chore na białaczkę i cała społeczność chce mu pomóc. Wysyłamy wtedy mobilny punkt poboru. Akcji wyjazdowych w naszym województwie mamy dużo, około 800 w roku.

Wychodziłem ze szpitala w takim samym nastroju, w jakim do niego wchodziłem. Czułem, jakby nic się nie zmieniło"Zapytałem lekarza, ile mi życia zostało. 'Będzie pan żył do śmierci'"

Gdyby ktoś chciał oddolnie taką akcję zorganizować, co powinien zrobić?

B.M.: Zebrać co najmniej 30 osób chętnych do oddania krwi. Krew jest bezcennym lekiem, ale koszty jej pozyskania dla naszej instytucji bywają bezlitosne. Nie stać nas, żeby jechać 150 km po krew od jednej czy dwóch osób. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że nie każdy może dotrzeć do nas. Dlatego w weekendy często dojeżdżamy do mniejszych miejscowości. Szczególnie akcje organizowane w niedziele cieszą się dużą popularnością.

Co by panie powiedziały osobom, które jeszcze nigdy nie oddały krwi?

B.M.: Proszę przyjść i spróbować! Oddawanie krwi nie jest uzależniające, choć krąży taki mit i bardzo mi się podoba. Chciałabym, żeby dawcy uzależniali się od spotkań z nami i przychodzili częściej. To faktycznie byłoby wspaniałe dla pacjentów, którzy czasem muszą czekać na krew.

J.P.: Młodzi często przychodzą do nas, gdy kończą 18 lat. Robią prezent komuś i sobie. Bo podarować komuś życie i zdrowie to bardzo budujące uczucie. Ale oddać krew i mieć ogromną satysfakcję można nie tylko przy okazji urodzin.

Maria Organ. Dziennikarka, reporterka, kulturoznawczyni. Najchętniej pisze o kobietach i oczekiwaniach społecznych. W wolnych chwilach czyta i tańczy.