Rozmowa
Robert Lewandowski podczas prezentacji na zgrupowaniu FC Barcelony w USA (Fot. Marta Lavandier / AP Photo)
Robert Lewandowski podczas prezentacji na zgrupowaniu FC Barcelony w USA (Fot. Marta Lavandier / AP Photo)

W Ukrainie toczy się okrutna wojna, mamy kryzys klimatyczny i gospodarczy – może nam zabraknąć prądu i węgla – a cała Polska żyje Robertem Lewandowskim. 

Gdyby na to spojrzeć całkiem chłodno, to wszyscy znaleźliśmy się w sytuacji granicznej, a żyjemy przejściem piłkarza z jednego klubu piłkarskiego do drugiego klubu piłkarskiego. To tylko pokazuje i udowadnia, jak wielką potęgą jest futbol. On potrafi zawładnąć masową wyobraźnią. 

My, Polacy, uwielbiamy wszelkie polskie akcenty. Jeśli na międzynarodowej scenie dzieje się coś, w co zaangażowany jest Polak, który świetnie sobie radzi i trafia na czołówki światowych gazet, za każdym razem jest to dla nas niezwykle ważna rzecz. A teraz mówimy nie tylko o międzynarodowym sukcesie, ale i o piłce nożnej, więc poziom dumy osiągnął apogeum. 

Jedną z kultowych historii ukazujących potęgę futbolu jest ta, jak to w latach 70. Pelé, bożyszcze kibiców na całym świecie, przyjechał z Santosem – swoim brazylijskim klubem – na tournée po Afryce. Dotarli do Nigerii, która była owładnięta wojną domową. Ogłoszono więc zawieszenie broni na te kilka dni, by wszyscy obywatele mogli się skupić spokojnie na podziwianiu Pelégo. Później się okazało, że ta historia może nie być w stu procentach prawdziwa, niemniej do dziś funkcjonuje w masowej wyobraźni.

'Robert Lewandowski jest jednym z najlepszych piłkarzy świata, a według niektórych plebiscytów - numerem jeden' (Fot. Matthias Schrader / AP Photo)

W antycznych czasach przecież faktycznie tak było, że na czas igrzysk ogłaszano zawieszenie broni. 

Taka jest idea igrzysk. Niestety, sport już dawno przestał odgrywać pacyfistyczną rolę: zarówno FIFA, jak i UEFA, czyli organizacje zarządzające piłką nożną, źle się na początku wojny w Ukrainie zachowały. Bardzo długo się opierały przed wykluczeniem z rozgrywek rosyjskich drużyn.

W końcu je wykluczono. 

Żadne inne zjawisko show-biznesu – muzyka, film, sztuka teatralna – nie potrafił wywołać ani zatrzymać wojny. A piłka nożna, jako najpopularniejsza dyscyplina sportu, owszem. Opisywana przez Kapuścińskiego "Wojna futbolowa", która wybuchła między Salwadorem a Hondurasem, i jednym z punktów zapalnych konfliktu był mecz między narodowymi reprezentacjami obu krajów, faktycznie się wydarzyła.

Ale wróćmy do Lewandowskiego. 

Tyle arcyważnych rzeczy się dzieje wokół, a Polacy się skupiają na jego transferze. Moim zdaniem to jest niestety efekt również czegoś innego – polskiego kompleksu. 

Który doskonale leczymy tym, że "nasz chłopak" przyjeżdża do legendarnego klubu i mówi: "Jestem Polakiem".

Podkreślanie polskości Lewandowskiego w Barcelonie ma drugie dno. Kibice Barcelony – i w ogóle Katalończycy – są nazywani "Polacos". Ponieważ identycznie jak Polacy nigdy nie przestali walczyć o niepodległość.

Przecież słynne solidarnościowe "Mury", do których słowa napisał Jacek Kaczmarski, zapożyczyły muzykę, którą kilka lat wcześniej skomponował Katalończyk!

Niestety, przedstawianie dziś klubu FC Barcelona jako zjawiska narodowościotwórczego - to jest już dawno i to nieprawda. Slogan Més que un club, czyli Więcej niż klub, pozostał, ale samo przedsięwzięcie jest do bólu komercyjne. Ale to jest temat na osobną historię.

Wracając do narodowych kompleksów, które leczymy, podpinając się pod sukcesy sportowców: czyż nie identycznie było z małyszomanią? Kryzys, bezrobocie, a tu się wszyscy cieszą jak nie wiem, bo Polak – nasz Adam! – wygrywa w skokach na nartach. Nie wierzę, że ta dyscyplina sportu w ogóle zainteresowałaby tylu Polaków, gdyby Małysz nie wygrywał międzynarodowych zawodów.

Jasne, że nie! To był przykład, jako bardzo Polacy czekają na jakiekolwiek międzynarodowe sukcesy. Okazało się, że my, jako naród – często przy okazji dyskusji o sporcie pojawiają się wielkie kwantyfikatory – jesteśmy dobrzy w skokach narciarskich. Dyscyplinie, którą na całym świecie uprawia 500 osób? Może przesadzam i z juniorami wyszłoby więcej. Na pewno jest to sport superniszowy, w którym okazało się, że mamy tegoż Małysza, i w Polsce zapanował szał. Wcale nie pierwszy!

Przypomnij sobie citkomanię. Citkomania i małyszomania dużo mówią o Polsce. Uważam, że rozmowa o sporcie to jest rozmowa o społeczeństwie. Sport nie istnieje w próżni, ale w konkretnych warunkach społecznych.

Marek Citko był bożyszczem lat 90.

Fetowano piłkarza, który był trochę bardziej zachodni niż inni, bo w tych brudnych, brzydkich latach 90. miał fryzurę na żel, chciały go potężne – jak nam się wówczas wydawało – europejskie kluby, między innymi Blackburn Rovers, który był mistrzem Anglii. No i oczywiście Marek Citko strzelał gole. Tyle że zasłynął tym, że strzelał je w przegranych meczach. Jego najważniejsze bramki – czyli z Anglią na Wembley czy fenomenalny gol niemal z połowy boiska strzelony w Lidze Mistrzów z Atletico Madryt – padały w pojedynkach zakończonych porażką. Po zmianie ustrojowej Citko był pierwszym sportowym idolem Polaków. Później był Adam Małysz, a dziś Lewandowski. Co pokazuje, gdzie doszliśmy jako społeczeństwo. Mówię to całkiem serio! 

'Marek Citko zasłynął tym, że strzelał gole w przegranych meczach' (Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl)

Dziś na ustach wszystkich Polaków jest człowiek, który bezapelacyjnie zrobił karierę w sporcie numer jeden na świecie.

Gigantyczną! Jest jednym z najlepszych piłkarzy świata, a według niektórych plebiscytów – numerem jeden, który podpisuje kontrakt z legendarnym klubem FC Barcelona. Zobacz, jak wielki to jest skok!

W latach 80. polski sport był w tak beznadziejnym stanie, że cieszyliśmy się z tego, że Polacy są bardzo dobrzy w sporcie tak niszowym, że już bardziej się nie da, to znaczy w lataniu precyzyjnym. Pilot Janusz Darocha czterokrotnie był laureatem plebiscytu "Przeglądu Sportowego" na 10 najlepszych sportowców Polski! 

Tenisista stołowy Andrzej Grubba nawet ten plebiscyt wygrał, a polscy dziennikarze sportowi całkiem serio debatowali o tym, dlaczego nie zarabia tyle, ile najlepsi światowi tenisiści ziemni, na przykład Ivan Lendl. Dziś podejrzewam, że mało kto wie, ile wynosi nasza dziura budżetowa, natomiast o tym, że Barcelona odkupiła Lewandowskiego za 50 mln euro, słyszał chyba każdy w tym kraju. Swoją drogą, nieprzyzwoite pieniądze. 

O tym, że w futbolu pieniądze są nieprzyzwoite i jest to obraza dla ubogich, napisał w 1997 roku "L’Osservatore Romano" przy okazji transferu włoskiego piłkarza Christiana Vieri do Atletico Madryt. Miejska legenda przerobiła to potem nie w odredakcyjny komentarz, ale w słowa papieża. Jedno jest bezdyskusyjne: kasa w futbolu jest gigantyczna i cały czas rośnie. Ale czy to jest winą Lewandowskiego, że rynek tak go wycenia i tyle chce mu płacić?

Od piłkarzy oczekujemy więcej niż od innych ludzi show-biznesu i być może wynika to stąd, że piłka nożna jest z zasady egalitarna. Każdy w nią grał. W dzieciństwie wystarczyło wyjść na trawnik przed blokiem, postawić dwa plecaki i już grałeś w piłkę. Dziś futbol stał się gigantyczną machiną show-biznesu i być może dlatego mamy problem z tym, żeby ogarnąć gigantyczne pieniądze, które się tam pojawiają.

Wszyscy znamy dyskusje o słynnych zegarkach, z których każdy wart jest tyle, ile mieszkanie. Oczywiście jeśli przeciętny człowiek ma kredyt na 30 lat na mieszkanie w cenie zegarka piłkarza, to można się zastanawiać, czy ten świat jest dobrze urządzony. Ale z drugiej strony zobacz: ja nie słyszę, żeby ludzie się oburzali stawką, za jaką Tom Cruise zagrał w "Top Gun".

Nasze kredyty to jest perspektywa Europy, można by pójść jeszcze głębiej i zapytać, czy absurdalne pieniądze w piłce nożnej nie są niemoralne i absurdalne wobec tego, że są miejsca na świecie, gdzie panuje głód.

Za chwilę będą mistrzostwa świata w Katarze. Moralnie zły turniej. To, jak w Katarze się postępuje z pracownikami z Indii, Nepalu czy Bangladeszu, jest niczym innym jak niewolnictwem. I co się dzieje? Rządy państw podpisują z Katarem kolejne kontrakty na dostawy gazu. Biznes toczy się jak zwykle. Wszyscy chcą we współpracy z Katarczykami zarabiać więcej i więcej pieniędzy. Na tym, niestety, polega kapitalizm.

A jednocześnie nieustannie toczy się dyskusja, czy piłkarze nie powinni zbojkotować tego turnieju. Swojej najważniejszej imprezy. Przecież to nie ich wina, że FIFA jest skompromitowaną organizacją, która w zamian za łapówki przyznała organizację mundialu temu krajowi. Żądamy od piłkarzy poświęceń, których nie żądamy od biznesmenów czy premierów państw. Pytanie: dlaczego?

Adam Małysz kończy karierę. 2011 rok. Zakopane (Fot . Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl) , Kibice Adama Małysza (Fot . Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl)

Już odpowiedziałeś: ponieważ sport w ogóle, a piłka nożna w szczególności, wywiera na nas przeogromny wpływ. Ronaldo czy Messi są herosami. Globalnymi markami. Lewandowski jeszcze się globalną marką nie stał. 

Przechodząc do Barcelony, Lewandowski zapewnia sobie wzrost popularności. 

Dlatego pojawiają się komentarze, że nie zarobi 12 mln euro rocznie, jak w Bayernie, "tylko" 9, ale że odbije to sobie na lukratywnych kontraktach reklamowych.

Ponieważ Barcelona skupia na sobie uwagę świata latynoskiego, a my czasem zapominamy, że de facto połowa świata jest latynoska. Dla tych ludzi futbol jest niezwykle istotny.

W Ameryce Południowej jest niemal religią! 

Oczywiście, jeśli Lewandowski będzie strzelał gole – ja uważam, że możemy być o to spokojni – to zwiększają się jego szanse w plebiscytach typu Złota Piłka, które dosyć często koniec końców są plebiscytami popularności. By sięgnąć po taki laur, trzeba być nie tylko wybitnym sportowcem, ale także wybitnie popularnym sportowcem. Lewandowski Złotej Piłki pragnie. Był dwukrotnie uznawany za piłkarza roku przez FIFA, natomiast Złotej Piłki nie dostał, a to jest trochę jak z Oscarami. Możesz dostawać Złote Lwy i Palmy, ale Oscar to Oscar.

Piotr Żelazny (Fot. Archiwum prywatne) , Żelazny jest współzałożycielem Wydawnictwa Kopalnia (fot. Archiwum Prywatne)

Czy ciebie osobiście Robert Lewandowski równie fascynuje? 

Tak. W kilku aspektach. Rozmawiamy dzisiaj o futbolu jako fenomenie społecznym. Rozmowa o piłce może być rozmową o Polsce. Dla mnie wartością nieocenioną jest to, że idolem Polaków stał się człowiek, który jest przede wszystkim niesamowicie pracowity i profesjonalny, który idzie na mnóstwo wyrzeczeń i poświęceń po to, by osiągnąć swój cel. Nie chcę, żeby zabrzmiało to ojkofobicznie, jednak smutnym faktem jest to, że Polacy dość często gloryfikowali figurę cwaniaka. Wynoszenie dziś na piedestał Lewandowskiego to wspaniała zmiana.

Druga rzecz, która mnie zachwyca, to sama historia jego kariery. Mogłoby przecież tego wszystkiego nie być. Lewandowski był o krok od rzucenia piłki i to też jest opowieść o Polsce: o naszym szkoleniu i o tym, jak zaprzepaszczamy wiele talentów. Miał 19 lat, kiedy zrezygnowała z niego Legia Warszawa. Ronaldo czy Messi grali w Lidze Mistrzów, a on – w trzeciej lidze polskiej. I z tego Znicza Pruszków udało mu się wejść na planetę, na której grają Messi i Ronaldo. 

To jest niesamowita historia. Ale żeby było jasne: Lewandowski to też jest historia, która udowadnia, że prócz talentu i pracowitości są też potrzebni odpowiedni ludzie oraz szczęście. Jego sukces jest składową bardzo wielu czynników.

Gdy mówisz o dobrych ludziach, masz na myśli byłego menedżera, z którym się Lewandowski sądzi, a szczegóły procesu wypływają do mediów i przypominają sprawę rozwodową? Można sobie poczytać, czy bardziej pazerny jest Lewandowski, czy jego żona, czy może jednak tym złym był Kucharski. 

Miałem na myśli głównie Cezarego Kucharskiego. Młody piłkarz, który zaczyna strzelać dość dużo goli i dostawać dość duże pieniądze, to jest gigantyczny potencjał na pogubienie się. 

Pod tytułem seks i narkotyki. 

Wiele karier się w ten sposób skończyło. Lewandowski nie tylko dobrze się prowadził, ale też podjętych było wiele mądrych strategicznych decyzji i w dużej mierze podejmował je właśnie Kucharski, który nie pokusił się o większe pieniądze, jakie oferował Szachtar Donieck, ale uznał, że trampoliną dla Lewandowskiego będzie Dortmund. Przy Jürgenie Kloppie Lewandowski się wspaniale rozwinął. W Dortmundzie został położony fundament pod to, co dziś widzimy. Lewandowski i Kucharski to był układ, który działał dość długo i dość dobrze, a finisz jest faktycznie niestety dość okropny. 

Natomiast wygląda na to, że obecny menedżer Lewandowskiego – Pini Zahavi – również jest dobrym człowiekiem na jego drodze. Dopiął przecież transferu do Barcelony, pomimo że Bayern ostrzegał, że Lewandowskiego nigdzie nie puści. 

'Anna Lewandowska jest marką, Robert Lewandowski jest jedną z najpotężniejszych w Polsce marek oraz razem - jako rodzina Lewandowskich - oni również są marką' (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl)

A ja, kiedy mówiłeś o dobrych ludziach wokół Lewandowskiego, myślałam głównie o jego żonie. Lewandowscy tworzą wizerunek przepięknej, szczęśliwej rodziny, jakiej by każdy pragnął. Kiedy na świat przychodziły dzieci Anny i Roberta, Polacy czekali niemal jak Anglicy na royal baby. 

To prawda. Anna Lewandowska jest marką, Robert Lewandowski jest jedną z najpotężniejszych w Polsce marek oraz razem – jako rodzina Lewandowskich – oni również są marką. Historią. Nie wiemy, ile z tego jest na pokaz, ale nie nam osądzać. Na pewno jest to wzorzec fajnej rodziny.

A co do wizerunku samego Lewandowskiego, to zwróć uwagę, że on coraz częściej jest przedstawiany jak człowiek maszyna. Uwielbiamy podkreślać jego niebywałą pracowitość.

Dzięki której, mimo że ma 34 lata, to organizm jest w formie dwudziestokilkulatka. 

Nie ma ani grama tłuszczu, zdrowo je, bo mu żona dietetyczka przygotuje wszystko, co najzdrowsze. Istny nadczłowiek. Zamknięty gdzieś na szczycie niedostępnej góry i zstępujący na ziemię tylko raz na kilka dni, żeby kopnąć piłkę.

Heros.

Dziennikarka "Przeglądu Sportowego" Iza Koprowiak zrobiła kiedyś wywiad z Lewandowskim, w którym on przyznał się do chwili słabości. Opowiadał, że skręcał zabawkową kuchenkę dla dziecka. Miało to zająć 20 minut, a on siedział kilka godzin i nie mógł sobie poradzić, i wciąż więcej miał śrubek niewkręconych niż wkręconych. W końcu dał za wygraną i zadzwonił po przyjaciela, czy by nie przyjechał i mu nie pomógł.

Opowiadał to, by pokazać, że się zmienił. Dawniej zawaliłby całą noc, pokaleczyłby ręce, ale skręciłby tę kuchenkę sam, bo proszenie o pomoc utożsamiał ze słabością. Ale teraz dojrzał i zrozumiał, że oznaką słabości byłoby siłowanie się z tym samemu. Bardzo rzadko w tej kreacji, którą Lewandowski przedstawia w serwisach społecznościowych, widzimy takie historie jak tej nieskręconej kuchenki. 

Zobacz wideo Messi futbolowym królem, PSG z szybkim marketingiem. Kulisy Złotej Piłki

Pewnie dlatego, że takie historie ma każdy z nas, a u idoli szukamy fajerwerków.

Codzienność się nie nadaje na post na Instagramie ani filmik na TikToku. A szkoda. To, czego mi brakuje, to Lewandowski człowiek.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje >>

Piotr Żelazny. Dziennikarz sportowy. Z wykształcenia filozof. Pracował w "Przeglądzie Sportowym", "Dzienniku", "Piłce Nożnej" oraz "Rzeczpospolitej", gdzie przez pięć lat był zastępcą szefa działu sportowego. Wspólnie z Markiem Wawrzynowskim założył Wydawnictwo Kopalnia, wydające magazyn "Kopalnia – sztuka futbolu", a ostatnio również "Gazetę Kopalnia"

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Dziennikarka. W 2016 r. nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za wyemitowany w programie TVN "UWAGA!" materiał "Tu nie ma sprawiedliwości", o krzywdzie chorych na alzheimera podopiecznych domu opieki, a w 2019 r. do Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej za teksty o handlu noworodkami w PRL, które ukazały się w Weekend.gazeta.pl. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl