Rozmowa
Od kościoła przez targ po stację PKP. Domem Miśka był cały Wołomin. (AM113/Shutterstock)
Od kościoła przez targ po stację PKP. Domem Miśka był cały Wołomin. (AM113/Shutterstock)

Skąd się Misiek wziął w Wołominie?

Teorii jest wiele. Pewien pan twierdzi, że ten pies komuś uciekł, spodobała mu się wolność i już się jej trzymał. Inna osoba opowiada, że mieszkał na terenie ogródków działkowych i szwendał się po mieście. Obecnie lansowana historia wydaje się dość wiarygodna – sugeruje, że Misiek był psem kolejarza, stąd jego zamiłowanie do podróży pociągiem. Kiedy kolejarz zmarł, pies zamieszkał w mieście i dalej jeździł koleją.

Nie wiadomo jednak, która opowieść jest prawdziwa.

A o jakich latach mówimy? Kiedy grasował w Wołominie Misiek?

To też nie jest do końca pewne. Misiek zmarł śmiercią tragiczną w bardzo podeszłym wieku w pierwszych latach po 2000 roku. Pamiętam, że gdy w latach 90. jeździłam do liceum, on zawsze zimą spał przy piecu w poczekalni kasy biletowej na dworcu. Ale pewna pani twierdzi, że Misiek żył już u schyłku lat 70., co wydaje się jednak niemożliwe. Był charakterystyczny z wyglądu, więc pomylenie go z innym psem nie wchodziło w rachubę.

Wychodzi na to, że ten pies żył może i 20 lat, chociaż znam osobę, która zapewnia, że 30. (śmiech)

Misiek niespiesznie przemierzający ulice Wołomina. (Kazimierz Franciszek Tabaczuk/muzeumpocztowek.wordpress.com) , Jedno z niewielu zdjęć Miśka (Kazimierz Franciszek Tabaczuk/muzeumpocztowek.wordpress.com)

W jakich miejscach bywał?

To był pies bezdomny, a jego domem było całe miasto. Misiek miał różne punkty, w których załatwiał określone potrzeby życiowe. Wiedział, gdzie i kiedy są miejskie targowiska – wypuszczał się pociągiem do Zielonki, zaglądał do Radzymina. W Wołominie odwiedzał bazar w dni targowe, bo ludzie go tam dokarmiali.

W środku tygodnia przechadzał się powoli – bo był psem bardzo grubym – miejskimi ulicami, a dzieci żywiły go kanapkami.

W niedziele chodził do jednego z dwóch kościołów i spał na środku nawy albo ludziom pod nogami. 

W Wołominie są dwie stacje PKP: Wołomin i Wołomin Słoneczna, więc gdy Misiek musiał się wypuścić gdzieś dalej, to podjeżdżał pociągiem. Zimą w siarczyste mrozy spał albo na jednej, albo na drugiej stacji w poczekalniach. Panie kasjerki układały mu posłanka z tektury, żeby nie leżał na zimnej podłodze, i on chrapał sobie przy piecu. Często przebywał blisko stacji PKP, stąd też pomysł, żeby jego pomnik stanął w jej pobliżu. 

Czy Misiek wchodził z ludźmi w interakcje pozaspożywcze?

Raczej nie. Ale dawał się głaskać, merdał ogonem, gdy się do niego mówiło, to – jak twierdzi mój mąż – uśmiechał się. Jedna pani opowiadała, że jak była małą dziewczynką, to nie mogła mieć zwierząt w domu i myślała o Miśku jako o swoim psie. Nikt go jednak nie pamięta w wieku młodzieńczym, kiedy psy są skłonne do zabawy, tylko w wieku dojrzałym i podeszłym, kiedy raczej są stateczne. Niespiesznie więc spacerował, ale też układał się ludziom na stopach.

Był raczej indywidualistą i samotnikiem. Podobno kilka osób chciało dać mu dom, ale nie był zainteresowany i dawał nogę.
Targ miejski - jeden z kilku w okolicy Wołomina. (Krzysztof Dąbrowski/Wołomin na fotografiach/Facebook) , Bezdomny Misiek stołował się na bazarach. (Krzysztof Dąbrowski/Wołomin na fotografiach/Facebook)

Są różne typy psów indywidualistów, także typ lowelasa, co ma dzieci na każdej posesji.

Nie, to nie Misiek. On był jak Jeff Bridges w "Big Lebowskim" – typem wyluzowanego "dude’a".

A był duży?

Kiedy zrobiliśmy rzeźbę, usłyszeliśmy opinie, że jest za mała. Nie zgadzam się z nimi, ponieważ wzorowaliśmy się na zachowanych zdjęciach, na których pies sięga do kolan osoby średniego wzrostu. Mógł mieć 60–70 cm wysokości, ale wydawał się większy, bo był monstrualnie gruby. Miał bardzo masywny tułów, a nogi w stosunku do reszty ciała wydawały się cienkie.

Rzeźbiarz powiedział zresztą, że nie może go wyrzeźbić dokładnie takiego, jaki był, bo był tak zapasiony, że rzeźba zatraciłaby psi charakter. Misiek jest więc upamiętniony w wersji młodszej. 

Ktoś dbał o jego zdrowie? Był szczepiony?

W tamtych czasach nikt się nad takimi sprawami nie zastanawiał. On sobie radził sam. Dzisiaj buduje się świadomość posiadania zwierzęcia, przy adopcji trzeba wypełnić szereg papierów. 20 lat temu psy i koty były dla wielu osób zwierzętami użytkowymi – do szczekania i odstraszania złodziei, łapania myszy. 

W 2022 roku Misiek nie miałby szans przejść do legendy.

Skądże, żaden bezdomny pies nie mógłby dzisiaj chodzić bez kontroli po mieście. Zostałby odłowiony przez miejskie służby lub zabrany przez fundację takimi zwierzętami się zajmującą. Nie mógłby tak żyć. Ale może gdyby miał od początku kochający dom, to wolałby go nie opuszczać. Tego nie wiemy.

Dzisiaj to nie do pomyślenia, żeby pociągiem jechał pies. Bez kagańca, smyczy, obroży, kontenera i, o zgrozo, właściciela. Takie czasy?

Gdyby do pociągu wsiadł pies, który w jakiś sposób przeszkadzałby pasażerom, to pewnie i te 20 lat temu też zostałby wyproszony.

Ale Misiek miał ujmującą osobowość. Jak się wturlał do pociągu, to nikogo nie zaczepiał, kładł się i przejeżdżał dwa przystanki. Nikomu to nie przeszkadzało.

Tak samo w kościele. Nie wiem, jak by dzisiaj zareagował ksiądz, gdyby mu wszedł w czasie mszy do nawy głównej duży bezdomny pies. A Misiek wchodził, kładł się i chrapał w najlepsze.

Stacja PKP w Wołominie. (Jan Bartnik/flickr.com/CC BY 2.0.) , Jedna z dwóch wołomińskich stacji PKP. (Krzysztof Dąbrowski/Wołomin na fotografiach/Facebook) , Dworzec kolejowy w Wołominie. (Krzysztof Dąbrowski/Wołomin na fotografiach/Facebook)

Na dworcu spał na środku przejścia – ludzie dawali wielki krok nad nim, nikt go nie przepędzał. Może społeczeństwo było bardziej wyluzowane? Nie wiem. Miśkowi, oprócz ostatniej historii, nikt nie chciał zrobić krzywdy.

No właśnie, bo ten pies skończył tragicznie.

Jest kilka wersji jego ostatnich chwil. Jedna mówi, że jakiś mężczyzna poszczuł go agresywnymi psami, druga to historia o mężczyźnie z jednym psem. W każdym razie zły człowiek zrobił sobie obrzydliwą rozrywkę. Mój tata pamięta, że ten człowiek musiał złożyć wyjaśnienia, ale wyłgał się, że był to wypadek, że psy były bez smyczy i zaatakowały Miśka przypadkiem. W każdym razie psi staruszek nie przeżył tego starcia.

Misiek z Wołomina nasuwa skojarzenia z "Dziadem", "Wariatem", "Malarzem" – pseudonim miał iście mafijny. 

Misiek jest przeciwwagą dla wołomińskiej historii mafijnej. Zresztą mówi się "mafia wołomińska", chociaż większość należących do gangu osób wcale tu nie mieszkała.

Opuszczona willa gangstera 'Dziada'. (Damian Pankowiec/Shutterstock)

A pies tyle lat po swojej śmierci wywołuje bardzo dużo pozytywnych reakcji. Czekałam na moment, w którym w naszym mieście pojawi się taka postać, która nie będzie wywoływać kontrowersji, dzielić społeczności, nie będzie związana z martyrologią. Miśka lubią wszyscy, już tworzy się legenda, że kto pogłaszcze pomnik Miśka, ten się nie spóźni na pociąg.

Misiek może też stać się ambasadorem zapobiegania bezdomności psów i kotów, nauki odpowiedzialności za zwierzęta, "pyskiem" przewodnika dla dzieci po starym Wołominie.  

Pomysł pomnika wyszedł od urzędników?

Urzędnicy to ułamek procenta powodzenia tej akcji. Po prostu ktoś wrzucił na Facebooka post z pomysłem uhonorowania Miśka i tysiące osób zareagowały entuzjastycznie. A później zadziałał Jacek Mościcki z Komitetu Rewitalizacji, ciała społecznego złożonego z mieszkańców i przedsiębiorców doradzających Wydziałowi Rewitalizacji, którego jestem szefową. Komitet patrzy na miasto oczami mieszkańców.

Urząd miejski chciał wykonanie pomnika pokryć ze swojego budżetu, ale niektórzy radni się nie zgodzili, stąd pomysł na zrzutkę na budowę rzeźby. Brąz jest drogi, dlatego mowa była o kilkudziesięciu tysiącach złotych. Ze zrzutki udało się zebrać niestety tylko kilka tysięcy. Pan Mościcki nie odpuszczał i zgłosił projekt pomnika do budżetu obywatelskiego. Mieszkańcy zagłosowali, pomysł wygrał. Połączyliśmy kwotę ze zbiórki z tą z budżetu i powstał "Misiek". Miał stanąć w parku kieszonkowym w pobliżu stacji PKP, ale okazało się, że możemy zagospodarować zaniedbany park vis-à-vis tego miejsca. Wspólnymi siłami go odświeżyliśmy, zrobiliśmy większy placyk pod "Miśka" i efekt jest jeszcze lepszy. Sukces jest działaniem całej społeczności.

Otwarcie pomnika Miśka z Wołomina. (Jakub Klodkowski) , Pies z pominka to odmłodzony Misiek. (Jakub Klodkowski) , Kto pogłaszcze Miśka, ten nie spóźni się na pociąg? (Jakub Klodkowski)

Jak już ktoś odwiedzi Wołomin pod pretekstem pogłaskania Miśka z brązu, co jeszcze może zobaczyć w waszym mieście?

Wołomin jest miastem z ciekawą historią, cały czas pracujemy nad tym, żeby był atrakcyjny dla przyjezdnych. Zapraszamy do spaceru ulicą Warszawską, która ma piękne murale Arkadiusza Andrejkowa z Sanoka. Przy ulicy Ogrodowej jest mural z Zofią Nałkowską, warto także odwiedzić Muzeum Zofii i Wacława Nałkowskich.

Wołomin był osadą, ale także miastem uzdrowiskiem, w którym przed wojną mieszkały ówczesne sławy. Ojcem założycielem Wołomina był architekt Henryk Wojciechowski. Kupił tu majątek, miał marzenie, żeby miasto modelowo przebudować. Zrobił siatkę z ulicami, podzielił na parcele, porozdawał je i posprzedawał.

Ważna postać. Mamy tendencję do idealizowania bohaterów z przeszłości, ale ja zapytam wprost: czy Misiek był postacią krystaliczną?

Nie miał na koncie warczenia ani gryzienia, ale zuchwałe kradzieże – owszem. Bywało, że na targu ukradł komuś mięso z koszyka i niespiesznym kroczkiem się oddalił. Ale to dobrze, bo krystaliczni bohaterowie bywają podejrzani.

Joanna Żero przy projekcie pracowała wspólnie z mieszkańcami. (Archiwum prywatne) , Misiek w wersji rysunkowej. (Materiały prasowe) , Charakterystyczne sterczące ucho i nadwaga - wyróżniki Miśka. (Materiały prasowe)

Joanna Żero. Mieszkanka Wołomina, naczelnik Wydziału Planowania Rozwoju i Rewitalizacji Urzędu Miasta, ilustratorka, autorka grafik.

Ola Długołęcka. Redaktorka o zróżnicowanych zainteresowaniach tematycznych. Kolekcjonuje zasłyszane historie i toczy boje podczas autoryzacji wypowiedzi.