Rozmowa
Kadr z filmu 'Krowa' (Cow) w reżyserii Andrei Arnold ze zdjęciami polskiej operatorki Magdy Kowalczyk ((c) Kate Kirkwood, materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity)
Kadr z filmu 'Krowa' (Cow) w reżyserii Andrei Arnold ze zdjęciami polskiej operatorki Magdy Kowalczyk ((c) Kate Kirkwood, materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity)

Co musiałaś zrobić, żeby zostać operatorką filmu "Krowa" i pracować z nagrodzoną Oscarem wybitną brytyjską dokumentalistką Andreą Arnold? 

Miałam dużo szczęścia – znalazłam się w odpowiednim miejscu i czasie.  

Urodziłam się i wychowałam w Warszawie. Skończyłam zaocznie wydział operatorski w Łodzi i Szkołę Wajdy, miałam duże doświadczenie. W młodości zastanawiałam się, czy film dokumentalny jest dla mnie, ale moja mama była montażystką i robiła tak piękne rzeczy, że nie mogłam pójść w innym kierunku. Osiem lat temu wyjechałam do Londynu, żeby nauczyć się angielskiego. W Londynie pracowałam, tu kogoś poznałam, tam ktoś poznał mnie.  

Aż któregoś dnia dostałam mail, że Andrea Arnold poszukuje operatora do nowego filmu i jestem zaproszona na testy. Pierwszą moją reakcją było sprawdzenie, czy Andrea Arnold to jest w Wielkiej Brytanii popularne nazwisko. (śmiech) Nie mogłam uwierzyć, że gwiazda, w której twórczości zakochałam się, jak tylko zobaczyłam film "Osa" [Oscar 2003 za najlepszy krótkometrażowy film aktorski – przyp. red.], będzie szukała operatora przez internet! A wszystko dlatego, że jej stały operator Robbie Ryan nie mógł zaangażować się w projekt, który miał trwać kilka lat. 

Poszłam na testy. Odbywały się w trzech etapach. W pierwszym trzeba było nakręcić dowolne zwierzę w londyńskim minizoo. Andrea nie dała zbyt wielu wskazówek, czekała w pobliskiej kawiarni. Ja i inni operatorzy mieliśmy godzinę. Wiedziałam, że najważniejszy jest wybór bohatera, poświęciłam na to trzy czwarte czasu.  

Jakie zwierzę wybrałaś? 

Lamę. Nie uciekała i była kochana, odsunęła się, żeby inne lamy mogły skubnąć więcej jedzenia. Gdyby była człowiekiem, to wspaniałym, a wiedziałam, że Andrea szuka w swoich bohaterach dobra. Nakręciłam niewiele, ale przeskoczyłam do lamy przez barierkę, przycwaniakowałam. (śmiech) 

Magda Kowalczyk, polska operatorka filmowa, twórczyni zdjęć do filmu Andrei Arnold 'Krowa' (Fot. archiwum prywatne) , Brytyjska reżyserka Andrea Arnold, twórczyni filmu 'Krowa' (ANDREA ARNOLD (c)Rankin, materiały prasowe)

Czyli pierwszy test zdałaś w podskokach. 

Tak. W drugim teście trzeba było już nakręcić krowę. Przy okazji wyjazdu na święta Bożego Narodzenia do Polski odwiedziłam gospodarstwo kolegi. Znów długo wybierałam bohaterkę. Wtedy pierwszy raz stałam tak blisko krowy, więc byłam bardzo ciekawa, jak wygląda, jak rusza nosem... Czułam też, że Andrea, jak każdy reżyser, ma wątpliwości, czy wybrała dobry temat. Starałam się więc tak kręcić, żeby ktoś powiedział: "O, to jest ciekawe". Powoli zaczęłam wchodzić w świat krów. 

A trzeci test? 

Trzeci test był już na farmie pod Londynem, na której mieliśmy docelowo kręcić. Olbrzymiej! Zdumiała mnie połać pola po horyzont, ogromne stodoły, wielkie odległości. Krów było aż 400. Jak tam weszłam, nie wiedziałam, na co patrzeć. Ale znów miałam szczęście, bo ostatni test polegał na tym, żeby nakręcić krowi poród, a ja kręciłam w Polsce dużo porodów w ramach akcji "Rodzić po ludzku"! Wiedziałam, jak to zrobić, żeby zdjęcia nie były odstręczające, a zarazem prawdziwe. 

Arnold w jednym z wywiadów powiedziała, że potrzebowała kogoś, kto "pozwoli krowie być ważną i nic więcej". Kto nie będzie się popisywał operatorskimi sztuczkami, tylko będzie towarzyszył bohaterce. Założyła, że nie uda jej się znaleźć takiej osoby, więc była gotowa nauczyć posługiwania się kamerą kogoś, kto po prostu kocha krowy. Ale trafiła na ciebie.  

Z tym że ja nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z krowami, dla mnie mleko brało się z lodówki. Jak już zaczęłyśmy kręcić, Andrea powiedziała: "Jak krowie zabierają dziecko, to chyba jest smutna". Przestraszyłam się: rany, jak ja pokażę, że krowa jest smutna? Może na tle zachodzącego słońca zrobię taką sylwetę? Wtedy widz się kapnie, że jest smutna! A potem zobaczyłam, że krowy naprawdę wyją z rozpaczy, jak im się zabiera dzieci, szukają ich. Jak ludzie. To był dla mnie szok. 

Magda Kowalczyk: Dostałam mail, że Andrea Arnold poszukuje operatora do nowego filmu i jestem zaproszona na testy. Pierwszą moją reakcją było sprawdzenie, czy Andrea Arnold to jest w Wielkiej Brytanii popularne nazwisko. (fot. Tessa Morgan) , Magda Kowalczyk: Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z krowami, dla mnie mleko brało się z lodówki (fot. Tessa Morgan)

W filmie jest scena, w której cielę innej krowy próbuje przejść za barierki. Luma, tytułowa "Krowa", niedawno urodziła, wylizuje czule swojego cielaka. Ale zostawia go i idzie do tej małej krówki, żeby ta nie zrobiła sobie krzywdy. To społeczne zaangażowanie, coś, czego ludzie się uczą latami. A krowy to mają ot tak. Może my coś zatraciliśmy w naszym rozwoju? Tak mi się wydawało w pewnych momentach. 

Nie bałaś się wchodzić z kamerą w stado tych zwierząt? 

Nie, zupełnie nie. Krowy nie są agresywne, są tylko nieświadome tego, jak są wielkie. Chyba myślą, że są mniejsze od człowieka. Wiedziałam, żeby nie stawać na linii krowa–cielę, bo krowa broni dziecka. Druga sytuacja potencjalnie ryzykowna to ta, gdy wszystkie krowy stoją w rządku i jedna się przestraszy, bo wtedy naraz zaczynają biec i mogą cię staranować. (śmiech) Za to byki są niebezpieczne. Nie wpuścili mnie blisko do sceny seksu, farmer kazał stać za barierką. 

Chciałaś podejść bliżej?! 

Oczywiście! (śmiech) 

Scena, w której Luma i byk zostają sami po akcie i ona opiera na nim głowę, to scena kochanków. Zabrakło tylko papierosa po seksie! 

(śmiech) To prawda! Sama się tego nie spodziewałam. Wydawało mi się, że będę musiała stwarzać kamerą sytuacje, które będą dla widza metaforą ludzkiego życia. Tymczasem czuję, że przegapiłam wiele scen z życia krów, które przypominają je jeszcze bardziej. 

Miałyście scenariusz? 

Nie miałyśmy. Andrea powiedziała mi, że chce, żeby film zaczynał się i kończył porodem. W założeniu córka naszej bohaterki miała rodzić na końcu, ale finał jest inny. Moim zadaniem było obserwowanie życia jednej krowy. Zwykle zostawałam na planie sama lub z producentką. 

Byłaś wymarzoną operatorką. Samodzielną, wrażliwą.  

Myślę, że Andrea nie wspomina dobrze początków naszej współpracy. Dla mnie ona była wielką gwiazdą. Podczas pierwszego spotkania ledwo wydukałam "dzień dobry". Andrea powiedziała, o czym chciałaby zrobić film, a ja na to: "OK". (śmiech) Później też się mało odzywałam, musiała myśleć, że jestem bardzo dziwna.  

Ale materiał oglądała i komentowała, co mi bardzo pomogło. Na przykład jak krowy widzą ludzi? Mnie się na samym początku wydawało, że one nie patrzą na nas tak jak my na siebie. Że może dla krów nie jesteśmy ważnymi istotami. Kadrowałam więc ludzi w tle, w nieostrości, bez głowy. Andrea mi powiedziała, że to ją trochę męczy, a poza tym ludzie wydają się kosmitami, kimś bardzo nieprzyjemnym. A to nieprawda, bo nasi farmerzy kochają swoje krowy. Robią wszystko, by jak najlepiej wykonywać swoją pracę. Nasz farmer zna imię każdej krowy. Wstaje o 3.30 i mówi: "Jestem ich niewolnikiem", bo jak wszystkich nie wydoi, to je bolą wymiona, cierpią. 

Magda Kowalczyk: Nasz farmer zna imię każdej krowy. Wstaje o 3.30 i mówi: 'Jestem ich niewolnikiem', bo jak wszystkich nie wydoi, to je bolą wymiona, cierpią. (fot. Tessa Morgan) , Kadr z filmu 'Krowa' (Cow) w reżyserii Andrei Arnold ze zdjęciami polskiej operatorki Magdy Kowalczyk ((c) Kate Kirkwood, materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity)

Farmerzy w filmie nie są źli. To system eksploatowania zwierząt jest zły. Ale "Krowa" nie jest manifestem weganizmu. Jest tylko i aż świadectwem życia Lumy. 

Tak, Andrea nie chciała pouczać widza. Chciała pokazać Lumę i otworzyć dyskusję o tym, jak traktujemy zwierzęta, ale też siebie nawzajem. Film pokazuje życie krowy, ale to film o ludziach. 

Podczas rozdzielenia Lumy i jej dziecka oddajesz emocje obojga. Czytałam, że bardzo poświęcałaś się na planie. Byłaś wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. 

Rzeczywiście, trochę biegałam od jednej krowy do drugiej. Przez trzy i pół roku byłam zawsze bardzo blisko telefonu. Jak farmer dawał znać, że coś się dzieje, to jechałam na farmę. Nie mogłam się przez długi czas zobowiązać do żadnego innego większego projektu. Kręciłam właściwie tylko krowę. Wtedy, kiedy krowa chciała. Trudny czas. Ale nie żałuję. Zrobiłabym to znowu. 

Podczas seansu wiele osób płakało. Mnie było bardzo szkoda Lumy, nie mogłam znieść tego, jak ciężki los ludzie jej zgotowali, a ona przyjmowała to z coraz większą rezygnacją. Dla widza to trudne kino. 

Cóż mogę powiedzieć... hurra! Bardzo się cieszę z takiego odbioru. Andrea jest z wykształcenia filozofem, chciała, żeby film był wielowymiarowy.  

Jak dałaś radę udźwignąć go emocjonalnie? Jest w filmie kilka okrutnych scen, na przykład wypalanie małej krówce rogów. W tej długiej scenie czuć cierpienie dziecka. Nie mówiąc już o ostatniej, która jest rodem z Tarantino.  

Ja wiem... Ale Luma była już bardzo chora. Wdało się zakażenie w wymiona, farmer powiedział, że to jest bolesne i już nie do wyleczenia. Zabicie Lumy jednym strzałem prosto w mózg to był akt łaski. Odeszła, ale miała dobrą śmierć.  

Ręka ci nie zadrżała? Rozumiem, że miałaś czas się przygotować na to, co się stanie. My, widzowie, teoretycznie też. A jednak to wstrząsająca scena. 

Andrea się zastanawiała, czy to kręcić. Na pewno chciała mieć ostatnie minuty życia Lumy. Ten dzień, poranek. To ja i producentka chciałyśmy kręcić śmierć.  

Dlaczego?  

Bo my, ludzie, nie rozmawiamy o niej zbyt wiele. Chyba nie sfilmowałabym śmierci człowieka. Ale chcę wiedzieć, jak to jest, bo to będzie też mój los. 

Dlaczego śmierci człowieka byś nie sfilmowała, a śmierć zwierzęcia tak? 

Nie wiem, jak to wyrazić słowami, ale pamiętam, jak mama w montażowni oglądała różne materiały. Nawet z bardzo krótkiego ujęcia, w którym bohater przechadza się lub je posiłek, po jakimś czasie potrafiła wyczytać bardzo dużo na temat człowieka. Wiedziała, jaka była jego przeszłość, jakie ma nastawienie do życia, czasem nawet, ile ma rodzeństwa. Najwyraźniej my, ludzie, mamy zdolność odczytywania prawdy o sobie, tylko nie poświęcamy temu uwagi.  

W filmie dokumentalnym wszystko widać jak na dłoni. Wydaje mi się, że człowiek w chwili śmierci pokazałby już za dużo, dotarł do miejsca, którego może wcale nie chcielibyśmy zobaczyć. W przypadku krowy nie będziemy umieli tego odczytać, to inny gatunek, którego w gruncie rzeczy nie rozumiemy. To, co najbardziej intymne, pozostanie ukryte, tylko dla niej. Ale nie wiem, czy nie dopisuję sobie teraz filozofii, bo po prostu chciałam mieć dobrą scenę. 

Choć chciałabym "odzobaczyć" scenę śmierci Lumy, to właśnie ona sprawiła, że przestałam kupować mleko. Tak bardzo uprzedmiotowiliśmy, że aż trudno wymyślić dla Lumy inny los. 

Świat się szybko zmienia, ale to fakt, że jako ludzie jesteśmy dość beznadziejni. Przygotowując się do pracy, obejrzałam wszystkie nagrania ze zwierzętami, jakie znalazłam w internecie. To były makabryczne kadry: człowiek bije zwierzę kijem, zwierzęta z ranami, bardzo chore, ale wciąż wyzyskiwane, kury bez dziobów itd. Jak usłyszałam, że jadę na farmę, na której jest 400 krów, to bardzo się bałam podobnych obrazów. Ale zobaczyłam coś przeciwnego. Na naszej farmie krowy miały się dobrze. 

Za zdjęcia do "Krowy" otrzymałaś nagrodę główną Canon na tegorocznym festiwalu Millennium Docs Against Gravity. W uzasadnieniu nagrody czytam – i zgadzam się z tym – że twoich zdjęć nie da się zapomnieć. W innej recenzji napisano, że stworzyłaś "bydlęcego Rembrandta". 

Farma, którą wybrała Andrea, jest piękna. Szukała jej trzy lata. Luma jest piękna, Andrea wybierała ją spośród 400 krów przez miesiąc. Ja tylko długo czekałam na światło. 

Kadr z filmu 'Krowa' (Cow) w reżyserii Andrei Arnold ze zdjęciami polskiej operatorki Magdy Kowalczyk ((c) Kate Kirkwood, materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity) , Polska operatorka przez trzy lata towarzyszyła krowie. Ostatnia scena jest rodem z Tarantino ((c) Kate Kirkwood, materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity)

W jednym z wywiadów Andrea powiedziała: „Podczas montażu ciągle mimowolnie powtarzałam: Nie martw się Luma, widzimy cię. Nie jestem pewna, czy jakiekolwiek zwierzę hodowlane naprawdę czuje się widziane". 

Filmowałam Lumę jak człowieka. Krowy się bawią, cieszą, smucą, są matkami, starzeją się. Na samym początku Luma wszędzie była pierwsza. Pod koniec, gdy była już starsza i chora, analizowała nawet to, czy przejść przez kałużę. 

Jak wspominasz pierwsze obejrzenie filmu po montażu? 

Odeszły mi wszystkie lęki. Kręcąc, montowałam sobie w głowie. Czasami też podmontowywałam w domu. I zaczęłam się bardzo bać. Z tego, co Andrea chciała pokazać, udało mi się nakręcić tylko kapkę. Im dłużej trwały zdjęcia, tym bałam się bardziej. Zwłaszcza że próbowałam opowiadać znajomym o filmie, a oni mówili: "Rozumiemy, że to film Andrei Arnold, na pewno coś pięknego nakręcisz, ale o czym to jest?". W trzecim roku zdjęć miałam już poważny kryzys. Myślałam: ojej, a jak z tego nie będzie filmu? A jak to będzie nudne? 

Magda Kowalczyk: Luma jest piękna, Andrea wybierała ją spośród 400 krów przez miesiąc. ((c) Kate Kirkwood, materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity) , Magda Kowalczyk: Kręciłam właściwie tylko krowę. Wtedy, kiedy krowa chciała. Trudny czas. Ale nie żałuję. Zrobiłabym to znowu. (fot. Tessa Morgan)

Nie było. 

Jak zobaczyłam pierwszą układkę, bardzo zbliżoną do końcowej wersji, to już wiedziałam, że film jest dobry. I że nie mam się czego bać. 

Za to przed światową premierą "Krowy" na festiwalu filmowym w Cannes chyba nawet Thierry Frémaux, dyrektor artystyczny festiwalu, miał wątpliwości. Nie chciał nas do konkursu głównego. Weszłyśmy na czerwony dywan, żeby sobie zrobić zdjęcie, i zaraz nas zgarnęli. Poczułam, że choć to dzieło Andrei Arnold, Cannes nie chce się tym filmem reklamować.  

Tak było do projekcji. Po projekcji wszystko się zmieniło. Dostaliśmy od razu świetne recenzje, owacje. Ludzie długo mówili o filmie po seansie. 

Zmienił cię ten film? 

Zmienił. Zupełnie inaczej patrzę na zwierzęta, Luma stała się moją koleżanką i wszystko mi jedno, czy to krowa, czy człowiek. Jedzenie mięsa ograniczyłam do jednego posiłku tygodniowo, ale nie udało mi się go rzucić całkowicie.  

Masz ulubioną scenę? 

Tak. Tę, w której Luma patrzy nocą w niebo. Ja bardzo dużo pracuję i gdy czasem pojadę sobie na weekend, patrzę na wodę. Luma bardzo dużo pracowała i patrzyła w gwiazdy. Myślę, że w takich chwilach czujemy się podobnie. 

Film „Krowa" („Cow") można obejrzeć online na platformie mdag.pl do 5 czerwca

Zobacz wideo Rolnik spod Bydgoszczy codziennie włącza krowom radio

Magda Kowalczyk. Rocznik 1983. Absolwentka Kursu Dokumentalnego w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. Jako operatorka pracowała przy realizacji blisko 30 etiud szkolnych i filmów dokumentalnych, m.in. "Viva Maria!" Agnieszki Smoczyńskiej, „Listy do Artura" Wiktorii Szymańskiej, "Obcy na mojej kanapie" Grzegorza Brzozowskiego czy „Tonia i jej dzieci" Marcela Łozińskiego. Za film "Krowa" („Cow") w reżyserii zdobywczyni Oscara Andrei Arnold podczas 19. Festiwalu Millennium Docs Against Gravity otrzymała główną nagrodę Canon za najlepsze zdjęcia. 

Andrea Arnold. Brytyjska reżyserka i scenarzystka filmowa. Zdobywczyni Oscara za krótkometrażowy film Osa (2003). Znana m.in. z takich filmów jak "Fish Tank" i "American Honey" oraz serialu "Wielkie kłamstewka". Jej najnowszy pełnometrażowy dokument "Krowa" (2021) miał światową premierę podczas 74. MFF w Cannes.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli" i współautorka "Pomocnika". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press.