Rozmowa
Agnieszka Jankowiak-Maik (fot. Anna Poturalska Fotografia)
Agnieszka Jankowiak-Maik (fot. Anna Poturalska Fotografia)

Trzeba być chyba niespełna rozumu, żeby chcieć być w Polsce nauczycielką.

Trudno zaprzeczyć. Jest to od lat zawód bardzo źle opłacany, więc przez wielu traktowany niemal jak hobby. Jest to także w Polsce zawód o coraz niższym prestiżu społecznym. Co roku wydaje się, że gorzej już nie będzie, a jednak jest.

Czyja to wina?

Polityków i polityczek, którzy dość regularnie robią krzywdę edukacji w naszym kraju. Zamiast pożądanej reformy mamy nieustanną „deformę". Inflacja pożera i tak niskie pensje nauczycieli, programy są przeładowane, klasy są przeludnione, podstawa programowa jest zupełnie archaiczna. Mimo to, choć zabrzmi to paradoksalnie, cieszę się, że zostałam nauczycielką. Zawsze chciałam nią być.

Ale na bogów, dlaczego?

Wyrastałam w nauczycielskim domu. Tato kiedyś uczył w małej wiejskiej podstawówce, a dzisiaj jest profesorem na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Mama również jest nauczycielką historii, obecnie uczy w szkole podstawowej. Większość przyjaciół i znajomych rodziców to nauczyciele i nauczycielki, więc nie miałam chyba wyjścia. Skończyłam historię na UAM i od 13 lat uczę w poznańskim III Liceum Ogólnokształcącym, chociaż teraz jestem na urlopie wychowawczym.

Ale wracasz?

Wracam, bo tęsknię bardzo za moimi dzieciakami, jak nazywam z czułością uczniów, bo w liceum przestają być przecież dzieciakami. Wracam, bo szkoła mnie niezmiennie kręci, motywuje, bo chcę sprawdzić w praktyce kolejne metody nauczania, z których szkolę potem innych nauczycieli. Wracam, bo po prostu lubię moją pracę, choć warunki zachęcają tylko do jej rzucenia.

I do aktywności poza nią?

W moim przypadku zawsze tak było – z nauczycielskiej pensji trudno się utrzymać. Było tak, że pracowałam w dwóch szkołach, przez chwilę pracowałam na uczelni, udzielałam korepetycji, a potem zaczęłam rozwijać działalność internetową.

Agnieszka Jankowiak-Maik (pierwsza z prawej) podczas strajku nauczycieli (2019 rok) prowadzi lekcje historii w Parku Chopina w Poznaniu (Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl)

Gdyby ktoś z twoich uczniów powiedział, że wybiera się na historię, bo chciałby zostać nauczycielem, to co byś na to powiedziała?

Zawsze traktowałam moich uczniów poważnie i zawsze wierzyłam w edukację publiczną, która powinna wyrównywać szanse, ale już tego po ostatnich „reformach" nie robi i szanse wielu na dobrą edukację się znacząco obniżyły. A uczniów lubię i szanuję, więc jeżeli mi czasem mówią, że chcieliby w przyszłości pracować w szkole, szczerze im opowiadam, co jest piękne w tym zawodzie i co jest straszne. Sami muszą potem podjąć decyzję, ja za nich tego nie zrobię. Niestety, ostatnio obserwuję raczej odpływ z naszego zawodu wielu pasjonatów, już dłużej nie dają rady. To jest tragedia polskiej szkoły.

Raczej wielka kumulacja tragedii, bo najpierw mieliśmy „deformy" Zalewskiej i Czarnka oraz związane z nimi zjawisko degradacji zawodu nauczycielskiego i jego pauperyzację. Potem przyszła pandemia i zdalne nauczanie – kolejna tragedia. A ostatnio Putin napadł na Ukrainę, więc szkoła musi zaabsorbować dziesiątki, a może nawet setki tysięcy ukraińskich uczniów.

Jestem z natury optymistką, chociaż coraz trudniej mi ten optymizm wykrzesać i martwię się o dobrostan nie tylko nauczycieli, ale przede wszystkim uczniów. O działaniach ministra już mówiłam. Pandemia nie nauczyła nas niczego, po ogłoszeniu jej końca szkoła wróciła na stare tory. A teraz mamy kolejne wyzwanie z napływem ukraińskich uczniów, z którymi my, nauczyciele, damy sobie radę. Chcielibyśmy tylko czuć wsparcie ministerstwa i być za to godziwie wynagradzani. Tymczasem ministra Czarnka zdaje się nie interesować nic poza egzaminami, wynikami, biurokracją.

Rzeczywiście, nie wiem, co jeszcze mogłoby spaść na polską szkołę. Ale może jej kompletny upadek okaże się jedynym sposobem na porządną odbudowę i stworzenie nowoczesnego systemu edukacyjnego na miarę XXI wieku. Systemu z przyjazną, mądrą, otwartą szkołą. Takie szkoły oczywiście w Polsce są, ale chodzi o to, by wszystkie takie były.

Pytanie, czy te szkoły przetrwają, bo doniesienia o liczbach odchodzących z zawodu nauczycieli i wolnych etatach są zatrważające. W Poznaniu, gdzie uczysz, jest obecnie sto wolnych etatów, a to dopiero, zdaje się, początek, bo wraz z końcem roku szkolnego ma nadejść kolejna fala wypowiedzeń.

Jestem członkinią wielu internetowych grup nauczycielskich i jedną z głównych poruszanych tam spraw jest to, jak najlepiej złożyć wypowiedzenie i do kiedy. Grupa Nauczyciel Zmienia Zawód pęcznieje z dnia na dzień.

Ty, jak już wiemy, uczysz historii, a minister Czarnek zdaje się mieć na jej punkcie fioła. Dodaje godziny historii, tworzy przedmiot historia i teraźniejszość (HiT), dofinansowuje wycieczki szlakami historii – czyż to nie cudowne?

Nie, dlatego że te zmiany wynikają głównie z obsesji pana ministra i chęci stworzenia ze szkół wylęgarni przyszłych wyborców jego partii. O przedmiocie HiT wiele nie powiem, bo mimo że ma być nauczany od nowego roku szkolnego, nie mamy do niego żadnych podręczników. Tak to się mniej więcej odbywa. Z kolei wycieczki nie były dla wszystkich, bo działała tu zasada „kto pierwszy, ten lepszy" i pieniądze szybko się skończyły. Ten program służył tylko rządowej propagandzie, nie mówiąc już o tym, że uczniowie nie mogą wybrać miejsca, do którego pojadą, spoza listy miejsc wybranych przez ministra. Podsumowując: pan minister Czarnek kompletnie nie zna się na edukacji, ale zna się na polityce i propagandzie.

Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek podczas IX Ogólnopolskiej Konferencji Samorządu i Oświaty Edukacja Przyszłości 2022 (,Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl)

Zna się chyba umiarkowanie, bo wiemy z badań, że im bardziej dokręca w szkołach nacjonalistyczno-katolicką śrubę, tym bardziej młodzież deklaruje się jako niewierząca i lewicowa.

To prawda, ale gdzieś te wszystkie jego fobie, obsesje i stereotypy wtłaczane do głów młodych ludzi zostają. Poza tym nie cieszy mnie wcale zwiększona liczba godzin historii, bo nie można młodych ludzi nią zadręczyć i zanudzić – mówię to jako nauczycielka historii. Wolałabym, żeby zamiast dodatkowej historii szkoła uczyła postaw obywatelskich, praw człowieka, funkcjonowania w demokratycznym państwie prawa. Tymczasem przedmiot przeznaczony do tego, czyli wiedza o społeczeństwie, zostanie zarżnięty przez HiT.

Na szczęście prezydent zawetował chociaż tzw. lex Czarnek.

Zawetował, ale lex Czarnek obowiązuje w wielu szkołach nieformalnie, bo już w szkołach jest strach przed konsekwencjami, kiedy ktoś się wychyli, kiedy zrobi coś, co kuratorium czy ministrowi się nie spodoba, autocenzura działa. Takie przykłady, jak ten z Dobczyc, gdzie dyrektorkę jednej z tamtejszych szkół podstawowych władze zaatakowały za zorganizowanie spotkania w ramach „Tour de Konstytucja", działają na ludzi. Na mnie też napisano do poznańskiego kuratorium oświaty donos za prowadzenie w szkole zajęć antydyskryminacyjnych poświęconych w części sprawom LGBT+.

Donos nieskuteczny, bo masz szczęście uczenia w Poznaniu, mieście opozycyjnym, słynącym z tolerancji i otwartości.

Poznań to przecież miasto – jak powiedział kiedyś obecny rzecznik praw dziecka – które daje dzieciom tabletki na zmianę płci. A mówiąc poważnie, to mam taką konstrukcję, że mówiłabym pewnie i robiła to, co mówię i robię, nawet gdzieś indziej, bo tak zostałam wychowana, ale bez wątpienia bycie nauczycielką w wolnym mieście Poznaniu pomaga.

Wielkopolską Nauczycielką Roku 2021 – gratuluję!

Dziękuję. Staram się, jak mogę, ale nie jestem oczywiście sama. Jest mnóstwo innych wspaniałych nauczycieli i ludzi działających w organizacjach pozarządowych. Bardzo ważne jest także to, że w Poznaniu czujemy wsparcie samorządu. Kiedy napisano wspomniany donos, radni miasta zareagowali natychmiast i wystosowali list z poparciem dla mnie. Takie gesty mają duże znaczenie i świadczą o tym, jakim miastem jest Poznań.

Twoje pozaszkolne, choć związane ze szkołą, aktywności, jak na przykład facebookowa strona Babka od histy wzięły się skąd? Szkoła była za ciasna?

Kiedy cztery lata temu zakładałam tę stronę, chodziło mi o to, żeby pokazywać dobre praktyki edukacyjne, to, co robię na lekcjach, i życie nauczycielki, żeby uświadomić ludziom, ile jest nieprawdy w tym, co się o nauczycielach mówi, na przykład to, że głównie mamy wolne i mało pracujemy. Na początku czytali mnie głównie moi uczniowie i uczennice, dzisiaj przeważają nauczyciele oraz rodzice dzieci w wieku szkolnym. Studentów mam głównie na Instagramie, uczniów łapię na TikToku, gdzie zajmuję się już tylko edukacją historyczną.

Niedawno wyszła twoja debiutancka książka „Historie, których nie było". Internety przestały ci wystarczać?

Bardzo. Chciałam napisać książkę, ale pomysł wyszedł od mojego redaktora Rafała Czecha. To Rafał odezwał się do mnie – i z pomysłem, i z tytułem, który już z nami został. Chciał, żebym zmierzyła się z różnymi polskimi mitami, z wydarzeniami, które wszyscy uważają za oczywiste, a one nigdy nie miały miejsca, jak przykładowo chrzest Polski. „Napisz o tym w swoim stylu" – powiedział. I napisałam.

Agnieszka Jankowiak-Maik (fot. Konrad Maik)

Ale wiesz, że mitów nie da się obalić, bo taka jest ich natura?

Jasne, wiem, że ich nie obalę. Nie chodziło mi też o to, by je wyśmiać czy kompromitować. Zmierzenie się z nimi było raczej pretekstem do sprawdzenia, zajrzenia głębiej, do krytycznego myślenia, bo krytyczne myślenie jest jedną z najważniejszych kompetencji, jakie chciałabym, żeby nabyli moi uczniowie i uczennice. A można je nabywać także za pomocą polskiej historii i dzięki niej dochodzić do prawdy, dyskutować, podważać, argumentować.

Należę do tych osób, które już dawno się dowiedziały, że nie było czegoś takiego jak chrzest Polski, a Cud nad Wisłą nie był żadnym maryjnym cudem, tylko spektakularnym osiągnięciem dobrze dowodzonego Wojska Polskiego. A jak jest dzisiaj z uczniami? Oni są tego uczeni?

Oczywiście. Chrzest Polski czy Cud nad Wisłą są na lekcjach i w podręcznikach szkolnych, są obecne w narracji państwowej i kościelnej. Ale to nie zwalnia z opowiadania, jak było, bo jeśli dotrzemy z przekazem do chociaż jednej osoby, to już sukces. Dodam, że nie dokonuję w książce żadnych szokujących odkryć, tylko czerpię garściami z dorobku wybitnych polskich historyków i historyczek. Chodziło mi raczej o popularyzację tej wiedzy. Poznański historyk Marek Rezler powiedział mi, że to się chyba udaje, że tą książką wychodzę poza krąg ludzi czytających wyłącznie książki historyczne.

Marek Rezler wie, co mówi, bo się tym od dawna zajmuje. Zupełnie niedawno wyszła, nakładem Wydawnictwa Poznańskiego, jego ciekawa książka „Mity o Poznaniu", w której robi dokładnie to samo, co ty w swojej – rozprawia się z mitami. „Historia, której nie było" jest napisana przystępnym, potoczystym językiem z nutką najlepiej pojętego dydaktyzmu. Podczas lektury miałem poczucie, że najbardziej – jak to ty – celujesz w młodzież, że poszczególne rozdziały mogłyby być bardzo atrakcyjnymi lekcjami.

Książka jest naprawdę – taką mam przynajmniej nadzieję – dla każdego, ale nigdy się nie uwolnię od tego, że jestem nauczycielką. Piszę więc tak, jak mówię, jak uczę, jak opowiadam. W tym sensie rozdziały mogą być lekcjami. Moi byli uczniowie pisali mi nawet, że czytając, poczuli się, jakby wrócili na nasze lekcje historii. Traktuję to jako komplement i zapraszam wszystkich do lektury.

Lektury, w której najciekawsze dla mnie były rozdziały i fragmenty poświęcone kobietom. Nie da się ukryć, że herstoria jest twoją agendą. Gdybym został ministrem edukacji, stworzyłbym przedmiot HiK, historia i kobiety.

Pomysł na HiK bardzo mi się podoba. To, co piszę w książce o kobietach, płynie najbardziej z mojego serca. Mówienie o herstorii, o udziale kobiet w historii Polski jest fundamentalnie ważne. To nie jest przecież tak, że kobiet nie było. Były, ale przemilcza się je, nie docenia, ignoruje. Tymczasem nie można opowiadać uczciwie historii naszego kraju bez kobiet. Bez kobiet ta historia jest niepełna i w gruncie rzeczy sfałszowana.

„Historia, której nie było" trafi do szkolnych bibliotek?

Wiem, że już trafia, że są szkoły, które ją zamówiły. Oby nikt jej stamtąd nie chciał wyrzucać, bo myślenie jest fajne, bo nie należy wszystkiego bezrefleksyjnie łykać, bo warto się krytycznie przyglądać światu i się nie zgadzać, również ze mną.

Zapraszasz do rozmowy, nie karcisz?

Zapraszam, bo taka jestem jako człowiek. Lubię rozmawiać, lubię słuchać, zawsze jestem otwarta na inne zdanie. Nie karcę, nie upominam, nie zawstydzam, bo zawsze mamy prawo czegoś nie wiedzieć. Nie chcę, szczególnie młodych ludzi, piętnować, tylko zachęcić do poszerzenia horyzontów, do dowiadywania się, do kwestionowania. Tak zawsze rozumiałam swoją rolę jako nauczycielki.

Zobacz wideo Rolnik spod Bydgoszczy codziennie włącza krowom radio



Agnieszka Jankowiak-Maik. Jest nauczycielką historii i wiedzy o społeczeństwie, tutorką, trenerką Odysei Umysłu, publicystką oraz aktywistką edukacyjną, znaną w sieci jako Babka od histy. Laureatka XIV edycji Nagrody im. Ireny Sendlerowej „Za naprawianie świata", Medalu Wolności Słowa Grand Press oraz tytułu Wielkopolski Nauczyciel Roku 2021. Promotorka nowoczesnych metod nauczania, społeczeństwa obywatelskiego i herstorii. Niedawno ukazała się jej debiutancka książka „Historia, której nie było" (Wydawnictwo Otwarte).

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym weekendowego magazynu Gazeta.pl i Vogue Polska, gdzie prowadzi także swój queerowy podcast Open Mike. Pracował w Polskim Radiu, pisał m.in. do "Gazety Wyborczej" i "Przekroju". Obecnie mieszka w Poznaniu.