Rozmowa
Tomasz Mazur (Fot. Archiwum Prywatne)
Tomasz Mazur (Fot. Archiwum Prywatne)

"Spójrz w lustro i odpie*dol się od siebie" - wiele osób zachwyca ta maksyma prof. Wiktora Osiatyńskiego.

Ponieważ ona może zdjąć część presji, której na co dzień doświadczają. Pozwolić poczuć ulgę...

Właśnie!

...tyle że ulga jest czymś innym niż szczęście! Ulga bywa konsekwencją rezygnacji z pewnych działań, tymczasem szczęście wymaga raczej ich podjęcia.

Innymi słowy, parafrazując powiedzenie prof. Osiatyńskiego, żeby się od siebie odpie*dolić, trzeba sobie najpierw dobrze dopie*dolić. Seneka mówił, że szczęście wymaga sporej pracy i poznawczego wysiłku. Kluczem nie jest samo zdjęcie z siebie presji, ale odnalezienie adekwatnych dla siebie drogowskazów, według których będziemy regulować swoje postępowanie. Bo człowiek potrzebuje takich drogowskazów.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Prof. Wiktor Osiatyński (Fot.Bartosz Bobkowski / Agencja Wyborcza.pl)

Bez nich życie nie miałoby wartości. Natomiast liczba oczekiwań wobec współczesnego człowieka jest nieskończona! Kobieta musi być wydajną i kreatywną pracownicą, jednocześnie musi być szczupła, mieć lśniące włosy, białe zęby, jędrne piersi i generalnie ciało jak z reklamy, być wspierającą i wyrozumiałą żoną, nieoceniającą, empatyczną i mądrą matką, która zapewni swoim dzieciom dobre życie, powinna być świetną kochanką, czytać ambitną literaturę, znać się na sztuce, praktykować jogę, a przy tym samodzielnie piec muffinki... To się nigdy nie kończy!

Problemem, jakiego doświadcza współczesny człowiek, jest wysiłek. On sam w sobie nie jest czymś złym, pod warunkiem że mamy przemyślany cel, w imię którego go podejmujemy. Tymczasem bardzo wiele zadań, które przyswoiliśmy sobie na jakimś etapie życia, odczuwamy jako nie do końca swoje. Robimy coś nie dla siebie, tylko dlatego, że czujemy, że tego od nas wymaga współczesna rzeczywistość. Żeby zrozumieć, które działania nam służą, potrzebujemy poddać refleksji, co dla nas jest w życiu ważne. A to jest dla wielu ludzi kłopot, ponieważ mają czas na wszystko, tylko nie na to właśnie.

Współczesny człowiek ma jeszcze jeden problem: nigdy wcześniej w historii nie był kuszony przez tyle różnych wartości, tyle ideałów naraz! 

Pisał o tym Erich Fromm w "Ucieczce od wolności".

Tak. Wcześniej zawsze żyliśmy w - jak to określam - lokalnych niszach aksjologicznych. Liczba wartości, które człowiek powinien zrealizować, żeby odgrywać ważną rolę w społeczności, a jednocześnie przez samego siebie być postrzeganym jako spełniony, była ograniczona. Co więcej, one były dość statyczne i miały jednoznaczny sens.

Dziś żyjemy w świecie, w którym wszystkie wymienione przez panią rzeczy to są jakieś wartości: z zakresu estetyki, sukcesu zawodowego, spełnionego macierzyństwa, komfortu życia itd. W jakimś momencie rozwoju cywilizacyjnego ulegliśmy złudzeniu, że szczęście i spełnienie w życiu są konsekwencjami realizacji maksymalnej ilości wartości. A przecież chodzi nie o ilość, ale o jakość. Jest wiele rzeczy, które mogą nam umknąć. I co z tego?

Jako wicedyrektor szkoły obserwuję młodych ludzi, którzy często doświadczają kryzysów, depresji, ponieważ ogromnie się obawiają niezrealizowania swojego potencjału. Świat dookoła dostarcza tysięcy opcji samorealizacji! Możesz wyjechać do innego kraju...

Studiować na Oksfordzie! Wybrać dwa kierunki naraz!

Pracować tu, tam, a media społecznościowe epatują...

Sukcesem życiowym!

...przeróżnymi wartościami, które nas wabią! Stajemy się zakładnikami myślenia, że jeżeli nie zrealizujemy tego w ten sam sposób, jaki widzimy w otaczającej nas rzeczywistości, to nasze życie będzie bezwartościowe. 

Przegramy swoją szansę. Swoje życie.

Ten sposób myślenia nazywamy heteronomią: określam swoje wartości i reguły, według których żyję, zewnętrznymi celami.

Jedyną odpowiedzią na tę presję jest jej przeciwieństwo - autonomia, czyli umiejętność stawiania sobie celów zgodnych ze swoimi aktualnymi potrzebami. Nicolai von Hartman, jeden z pionierów nowoczesnej aksjologii, pisał wręcz o demonizmie wartości, które nie oglądając się na nasz potencjał, po prostu nas do siebie przyciągają. Kuszą! A my stajemy się ich zakładnikami, zbyt rzadko poddając refleksji, czy świat wartości, jakim on dziś nam się jawi, naprawdę nam służy. Doświadczamy nadmiaru możliwości, ciągle na naszym horyzoncie pojawiają się nowe wartości i nie widać, żeby ten proces miał jakiś kres.

Wręcz przeciwnie! 

Starając się znaleźć jakieś rozwiązanie, posługujemy się dwoma stereotypami. Według pierwszego świat wartości stanowi spójną, hierarchicznie przejrzystą całość i jak będziemy je realizować według tego, co jest najważniejsze, to nasze życie będzie spełnione. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że my nie wiemy, i nigdy nie będziemy wiedzieć, co jest najważniejsze! Obiektywnej odpowiedzi na to pytanie nie ma. Sami musimy zdecydować, co i dlaczego dla nas jest podstawą. Kierkegaard zwrócił uwagę, że największym problemem współczesnego człowieka nie jest brak wartości, tylko niezdolność do wyboru. 

Niektórzy znajdują odpowiedzi w Biblii, Torze, Koranie...

Niemniej zawsze jest to kwestia pewnego wyboru! Tak więc to jest pierwszy stereotyp, który musimy pokonać w naszej głowie: że tych odpowiedzi świat nam nie udzieli. 

Tomasz Mazur jest praktykującym stoicyzm filozofem (Fot. Archiwum Prywatne)

Musieć odnaleźć ją samodzielnie - jaka to ogromna odpowiedzialność. 

Na tym polega istota egzystencjalizmu. Z drugiej strony - jak mówił Sartre - jest tu też niezwykła lekkość! Kiedy dokonamy wyboru - dla siebie i w swoim imieniu - to nikt nam nie może powiedzieć, że źle zrobiliśmy.

Drugi stereotyp to stereotyp tożsamości. Pochodzi od Sokratesa, który uważał, że wszystkie ważne w życiu człowieka wartości da się wywieść ze zrozumienia natury człowieka. Problem polega na tym, że człowiek jest raczej mgławicą możliwości, która dopasowuje się do okoliczności. Człowiek z natury żaden nie jest! Nie ma czegoś takiego jak „natura ja"! 

Spodziewałam się, że nie będzie łatwo, ale teraz to już przesada!

(śmiech) Nie obiecałem, że będzie prosto! 

Przejdźmy do sedna: powiedział pan, że żeby się od siebie odpie*dolić, trzeba się najpierw do siebie solidnie dopie*dolić. Jak? Jak to zrobić? 

We wstępie do mojej nowej książki "Nieustające napomnienia" piszę o tym, że praktyka duchowa do pewnego stopnia polega właśnie na tym, by przekształcić wewnętrznego krytyka w czułego menedżera. W wewnętrzny głos, który się nami opiekuje i w trudnej sytuacji, zamiast mówić "weź się w garść", mówi "masz prawo mieć gorszy moment, pozwól sobie na to, nie jesteś i nie musisz być doskonały".

Natalia de Barbaro nazywa ten głos "czułą przewodniczką". Proszę o ścisłe wskazówki, jak uruchomić w sobie ten czuły głos. 

Wiele zależy od tego, na jakim etapie swojej drogi życiowej znajduje się dana osoba...

Nie ucieknie mi pan! Wspominał pan o rozterkach młodego pokolenia. Zatem proszę powiedzieć, co pan radzi swoim uczniom?

Mówię im, że na młodego człowieka wchodzącego w świat czyha sześć demonów. To są demoniki, jeśli je poznamy, ale demony, jeśli nie jesteśmy na nie przygotowani.

Fantastycznie. Zamieniam się w słuch. 

Pierwszy to demon pewności. Bardzo wielu ludzi tkwi w impasie, w wielu dziedzinach życia, ponieważ chce mieć pewność najlepszego wyboru. Tymczasem pewność jest luksusem, a nie normą. Doświadcza jej bardzo niewielu ludzi i bardzo rzadko. Zresztą często im się to i tak zmienia i z czasem ją tracą.  

Strach przed wejściem w poważny związek bywa chyba spowodowany właśnie poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, czy to na pewno jest ten człowiek?

Tak jest. Bardzo często prowadzę rozmowy na ten temat zarówno ze znajomymi, jak i z moimi współpracownikami oraz podczas warsztatów stoickich! W związku nie ma pewności. Związek to jest zadanie i zobowiązanie do tego, że będę się troszczył o jego jakość.

Generalnie, żeby pokonać demona pewności, trzeba zadać sobie pytania: Co lubię robić? Czego potrzebuję? Co potrafię? Skrzyżowanie odpowiedzi na te pytania to jest narzędzie do walki z demonem pewności. I odpuszczenie sobie. Zaakceptuj, że świat jest tak skonstruowany. Wystarczy, że czujesz, że coś lubisz. A czy to jest, czy nie jest twoja droga? Nigdy nie będziesz mieć takiej pewności i nie musisz jej mieć. Naprawdę.

Wielka ulga! Drugi demon? 

"Muszę". Jeśli w twojej codziennej narracji za często używasz tego słowa, to znaczy, że jesteś pod wpływem tego demona. Staraj się zmienić to określenie na "lubię" i "chcę". Jeżeli czujesz, że coś musi być zrobione, to zastanów się, czy ty chcesz, żeby to było zrobione. Oraz czy ty lubisz to robić.

'Powinniśmy sobie stawiać pytanie: co w ciągu tego jednego dnia możemy w sobie - na spokojnie, bez stresu i napięcia - poprawić?' (fot. Shutterstock.com)

Ale nie chodzi o wyrzucenie słowa "muszę" ze swojego języka. W życiu nic nie jest zerojedynkowe. A w czułej narracji na swój temat bardzo ważnym elementem jest wyważenie proporcji między "muszę", "lubię" i "chcę". Jasne, że pewne rzeczy muszę zrobić, ponieważ podjąłem się pewnych obowiązków. Na przykład obowiązków wynikających z bycia rodzicem. Ale zaznaczam, że to jest konsekwencja podjętych przeze mnie wyborów. A podjąłem te wybory dlatego, że chciałem. I o tym również trzeba pamiętać. 

Trzeci demon?

Doskonałości. Ludzie mylą swoje najlepsze osiągnięcia ze swoją normą. Jak coś im się kiedyś naprawdę super udało, jak raz mieli świetny dzień, to myślą, że tak powinno być zawsze. I w związku z tym żyją w paraliżującym strachu. Żeby się przeciwko temu zabezpieczyć, trzeba zaakceptować swoją normę. Ja nie zawsze muszę być błyskotliwy! Wystarczy, że jestem komunikatywny. 

Proszę wybaczyć, ale kiedy te słowa wypowiada osoba równie błyskotliwa jak pan, to trudno to brać na poważnie. 

Czasami uda mi się być błyskotliwym, i bardzo dobrze, ale nie mogę oczekiwać, że w każdej rozmowie, zawsze zaskoczę rozmówcę niezwykle błyskotliwą myślą. Trzeba zatem znać swoją normę i być zadowolonym z tego, że się ją utrzymuje, oraz starać się ciutkę ją poprawić. To wszystko, co możemy zrobić. Żyjemy tak naprawdę jeden dzień...

To jest wielkie wyzwanie, które stawia pan w swojej książce przed czytelnikiem: by myśleć o każdym dniu, że właśnie on, to jest całe życie. Ono dzieje się teraz. 

I powinniśmy sobie stawiać pytanie: co w ciągu tego jednego dnia możemy w sobie - na spokojnie, bez stresu i napięcia - poprawić? Spróbujmy to zrobić. Może się uda. A może nie. Jeśli się nie uda dzisiaj, to może się uda jutro. Chodzi jednak o to, żeby podejmować próby. Zwłaszcza że czwarty demon to odraczanie. Mamy w życiu różne trudne rzeczy do zrobienia.  Większe wyzwania...

Zdać maturę, dostać się na studia, dostać awans?

Zmienić pracę, wstąpić w związek małżeński - tak, to mogą być te wyzwania. A ponieważ - z powodu trzech wcześniejszych demonów - boimy się, czy nam to wystarczająco dobrze pójdzie, mamy skłonność do odraczania. A życie to jest suma drobnych kroków, a nie wielkich rzeczy. Podstawową kompetencją, którą powinniśmy codziennie trenować, jest rozbicie tych wielkich wyzwań, które przed nami stoją, na wiele drobnych kroków.

Czyli powinniśmy po prostu sobie dłubać, na spokojnie, każdego dnia?

Tak. I w 95 proc. swojego czasu skupiać się na małych krokach.

Piąty demon?

Przyszłości. Myślenie o sobie za 5, 10 lat. Ludzie za często myślą o tym, gdzie w efekcie swoich działań wylądują albo co będzie, jeśli nie zrobią tego i tamtego. W związku z tym nie mogą się skupić spokojnie na swoim dzisiaj, nie są wręcz w stanie oddychać, ponieważ boją się, że...

…mąż zostawi? Z pracy zwolnią? Dzieci się stoczą?

Moja stoicka odpowiedź jest taka, że należy traktować przyszłość tak, jak starożytni żeglarze traktowali gwiazdy: nawigowali się na nie. Nasze dalekosiężne cele, ambicje i aspiracje to są gwiazdy. Nie można ich mylić z celem podróży! Potrzebujemy mieć aspiracje. Chcieć, żeby nasze małżeństwo się udało. Ale to jest gwiazda. Nie mamy pewności, czy się uda. Wpływ mamy na to, co w tym celu zrobimy dzisiaj. Jeśli ktoś się boi, że mąż odejdzie, to jako stoik powiem: możliwe, że odejdzie, bo takie rzeczy się w życiu dzieją. No i co z tego? 

'Wielu psychologów mówi, że model biznesowy mediów społecznościowych jest zbudowany na instynktownej potrzebie samozachowawczej człowieka. Potrzebie uznania w oczach innych' (Fot. Shutterstock.com)

Jak Forrest Gump powiedział: "Shit happens"?  

Shit happens! Nie mamy wpływu na to, czy to się wydarzy, czy się nie wydarzy...

No nie! Nie przesadzajmy!

Uprościłem trochę. Nie mamy wpływu takiego, by mieć pewność, że to się nie wydarzy. Idealnym celem, do którego zmierzamy, jest to, by małżeństwo było trwałe, a zatem należy się zastanowić, co zrobić, żeby poprawić naszą relację tu i teraz.

Szósty demon to demon porównywania się! Bardzo niepokojący...

W książce pisze pan: "Robisz to, co jest ważne dla siebie, a nie dla innych. Nie dbasz o ich opinię". Nie dbasz o ich opinię?! Żyjemy w świecie nieustannego oceniania. Szczere lub nie "ładnie wyglądasz" pada dziś często szybciej niż "dzień dobry". Jak się od tego zdystansować? 

Niemiecki filozof Peter Sloterdijk zauważa, że żyjemy w świecie bardzo dużego zagęszczenia ludzi. Chodzi o skomunikowanie. Dawniej ludzie mieli przestrzeń, żeby pobyć ze sobą. Dziś inni zawsze są blisko.

Na portalach społecznościowych, gdzie wrzucone zdjęcie natychmiast zyskuje mierzalną aprobatę.

Wielu psychologów mówi, że model biznesowy Instagrama i innych mediów społecznościowych jest zbudowany na instynktownej potrzebie samozachowawczej człowieka. Potrzebie uznania w oczach innych, która jest wrodzona naturalnie. Tak jak potrzeba cukru. Ludzie tyją, ponieważ nie panują nad odruchową potrzebą gromadzenia zapasów kalorii. Ewolucyjnie człowiek nie zawsze miał optymalny dostęp do odpowiednich ilości pożywienia, w związku z tym organizm wykształcił zdolność odkładania ich... A my dziś staramy się przypodobać ogromnej liczbie ludzi. 

Karmimy tym swoje ego!

Mamy taki odruch, natomiast uznanie w oczach innych nie jest niezbędne. Najważniejsze, czy ja się podobam sobie. W efekcie treningu oraz świadomej pracy nad reagowaniem na ocenę człowiek jest w stanie uzależnić swoje samopoczucie jedynie od tego. Seneka powiedział, że jak ktoś cię krytykuje, to ustal, czy ma rację. Jeśli tak, to podziękuj, ponieważ jest to obszar, nad którym - jeśli uznasz, że powinieneś - możesz popracować. Ale jeśli nie ma racji, to jest jego problem. 

Uważam, że mężczyznom jest w tej kwestii łatwiej. Przez cały XX wiek wdrukowywano w kobiety takie ilości ideałów piękna, tyle oczekiwań, że dziś doprawdy każda z nas czuje imperatyw, że powinna wyglądać jak Claudia Schiffer. 

Zgadzam się z tą hipotezą. Mimo to twierdzę, że wszyscy - niezależnie od płci - mamy w sobie umiejętność, by to uwarunkowanie w sobie przećwiczyć. Co wymaga dużej pracy, przebywania ze sobą i zainwestowania w kompetencję, którą nazywam refleksyjnością. Całe nieszczęście współczesnego człowieka, od którego wzięła się nasza rozmowa, jest konsekwencją bezrefleksyjnego reagowania na sytuacje bodźcowe oraz stereotypowe. Człowiek dopiero wtedy zdobywa wolność - przestrzeń, żeby się odpie*dolić od siebie - kiedy sobie uświadamia, że w pewnych sytuacjach może zareagować niestandardowo.

W swojej książce proponuje pan również, by pomyśleć o swoim życiu jako o grze w karty: nie mam wpływu na to, jakie mi się trafiły, gram, jak najlepiej mogę, nie wiedząc, jakie karty mają inni. Uwalniająca wizja!

Nasze atuty są, jakie są. Dostaliśmy je niejako z rozdania. Nie złośćmy się, że mamy nie te karty, co trzeba, i nie spalajmy się, żeby mieć inne. Bo nie będziemy mieli. Starajmy się rozegrać jak najlepszą partię, bo tylko na to mamy wpływ.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Tomasz Mazur. Wykładowca i nauczyciel, trener, pisarz, ale przede wszystkim praktykujący stoik. Tytuł doktora filozofii uzyskał na Uniwersytecie Warszawskim w 2000 r. Dziewięć lat później założył w stolicy Centrum Praktyki Stoickiej. W ramach Stoic Way wspólnie z Michałem Wiśniewskim prowadzi kursy praktykowania stoicyzmu. Od dwóch lat nagrywa podcast „Ze stoickim spokojem". Napisał m.in. „Kapryśnych bogów Sokratesa", „Fiasko. Podręcznik nieudanej egzystencji", „O stawaniu się stoikiem. Czy jesteście gotowi na sukces?", a ostatnio - „Nieustające napomnienia". Jest wicedyrektorem oraz koordynatorem programu IB (matury międzynarodowej) w 2 Społecznym Liceum Ogólnokształcącym z Oddziałami Międzynarodowymi im. Pawła Jasienicy STO w Warszawie.

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in. z "Gazetą Wyborczą" Wrocław, "Dziennikiem Polska-Europa-Świat" i "Dziennikiem Gazetą Prawną" oraz "UWAGĄ!" TVN. W 2016 r. nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości", o krzywdzie chorych na alzheimera podopiecznych domu opieki, a w 2019 r. do Nagrody im. Teresy Torańskiej za teksty o handlu noworodkami w PRL. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.