Rozmowa
15-letnia Alicja przebywała w ośrodku socjoterapeutycznym prowadzonym przez zakonnice (Shutterstock.com)
15-letnia Alicja przebywała w ośrodku socjoterapeutycznym prowadzonym przez zakonnice (Shutterstock.com)

Jak długo tam mieszkałaś?  

Przez rok. Ale na sobotę i niedzielę jeździłam do domu. Dwa lata temu kuratorka poradziła mojej mamie, żeby znalazła dla mnie młodzieżowy ośrodek wychowawczy. Bo jeśli sama nie pójdę do MOS-u, to będzie musiała skierować mnie do młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Mama wybrała ośrodek katolicki, bo uważała, że w nim będę bezpieczna. Że tam nie będzie takiej patologii jak w innych miejscach.  

Dlaczego tam trafiłaś? 

Miałam wtedy problemy: dużo spałam za dnia, przestałam chodzić do szkoły. Mama wychodziła do pracy bardzo wcześnie, dlatego nie wiedziała, czy pójdę na lekcje, czy nie.  

Dlaczego nie chciałaś chodzić do szkoły?  

W klasie mnie nie akceptowali. Wszyscy się ode mnie odwrócili, tylko dlatego że się kolegowałam z taką jedną dziewczyną. Miałam łatkę "patuski". 

'Wszyscy się ode mnie odwrócili, tylko dlatego że się kolegowałam z taką jedną dziewczyną. Miałam łatkę 'patuski'' (Shutterstock.com)

Co to znaczy?  

Że alkohol, papieroski, wulgarny język.  

Kiedy mama dowiedziała się, że wagaruję, zaczęłyśmy chodzić do psychologa, a on uznał, że dobrze nam zrobi rozłąka. Bo mama była nadopiekuńcza.  

Na pewno się bałaś przeprowadzki do ośrodka z internatem.  

Bałam się, że nie będę tam akceptowana, że mnie będą gnębić. I okazało się, że rzeczywiście dziewczyny mnie gnębiły.  

Ja już nie jestem dziewicą. Inne dziewczyny wiedziały o tym, nie pamiętam, skąd się dowiedziały, ale wiedziały.  

I to dlatego cię gnębiły? 

Głównie dlatego.  

Przeżyłaś inicjację seksualną w bardzo młodym wieku. Czy ktoś cię skrzywdził?  

Ja wtedy miałam 14 lat i chłopaka, który mówił, że po stosunku się bardzo zakochuje. Mówił, że mu nie ufam, bo nie chcę z nim uprawiać seksu. W końcu to zrobiłam. Potem była afera, bo okazało się, że zdradzał mnie z pięcioma dziewczynami. Sprawa jest w sądzie. On ma skończone 19 lat, więc pójdzie siedzieć. Ale ja już się z tym pogodziłam.  

Co nie zmienia faktu, że musiało cię bardzo boleć, kiedy dziewczyny w ośrodku ci o tym przypominały.   

Ja to wszystko zapisywałam w pamiętniku. Kiedyś jedna laska powiedziała na przykład: „Nie będę jeść obok tego psa". To o mnie, że ja jestem psem. A inna na to: „Nie wyzywaj psów", w sensie, że jestem gorsza od psa. Byłam cała zapłakana, kiedy przyszła pani dyrektor. I ja jej wszystko opowiedziałam. 

Co zrobiła?  

Opieprzyła te dziewczyny, ale one potem mnie wyzywały od frajerek i kabli. Więcej się nie skarżyłam.

A wtedy zrobiłam sobie zdrapki. 

Czyli się pocięłaś? 

Tam zabierali wszystkie ostre przedmioty, więc robiło się to paznokciem. Do krwi. Była taka Julka, która nieważne co znalazła, nawet kawałek drewna, który odpadł z biurka, to od razu się cięła. Panie za każdym razem sprawdzały jej całe ciało. Zamykały drzwi od wychowawczego i musiała się rozbierać. 

Twoich zdrapek nikt nie zauważył? 

Nie, bo nosiłam długie rękawy. Tylko jeden raz, jak miałam ubraną na sobie luźną piżamę, wychowawczyni zauważyła blizny, bo mi się podwinął rękaw. Pani spojrzała na mnie i przy całej grupie zapytała, co to jest. Nie odpowiedziałam. Kazała do siebie przyjść po lekcjach. Powiedziała, że mam się nie przejmować, jak dziewczyny mi dokuczają, i takie tam. 

Przez cały pobyt byłaś nękana przez rówieśników? 

Głównie na początku. Potem, kiedy widziały, że się produkują, a ja nic sobie z tego nie robię, tylko najwyżej lekko popłakuję, to im przeszło i wyśmiewały się z innych. Na przykład z dziewczyny, która miała wszy. Mówiły jej, że jest brudasem. Nawet pomijając te wszy, ona po prostu była takim popychadłem. Kiedyś jedna dziewczyna rzuciła się na nią w łazience: szarpała ją za włosy, rzucała nią o ziemię. Ta dziewczyna, która ją pobiła, wiedziała, że ona nic nie powie wychowawcom, bo wie, że wtedy też dostałaby wpierdol.  

'Kiedyś jedna dziewczyna rzuciła się na nią w łazience: szarpała ją za włosy, rzucała nią o ziemię' (Shutterstock.com) , (Shutterstock.com)

Innym razem świętej pamięci Justyna* pobiła się z jedną dziewczyną, ale nie poniosła konsekwencji tej bójki, bo miała frajerskie u pani, czyli miała przywileje, na przykład więcej pomocy przy nauce. To była ulubienica pani, dlatego że donosiła. Była grupowym kapusiem.  

Powiedziałaś o niej: "świętej pamięci Justyna".

Ona się powiesiła, będąc na przepustce w domu. Oficjalna wersja, jaką nam przedstawiły zakonnice, była taka, że zrobiła to, bo się obawiała, że sobie nie poradzi z nauką. Wiedziałyśmy, że ona wcześniej kłóciła się i z koleżankami, i ze swoim chłopakiem. Że się okaleczała.

To była dziewczyna, która bardzo ładnie rysowała. Wie pani, są osoby, które rysując, przelewają uczucia na papier.  

Co rysowała?

Często kobiety w bieliźnie. Pocięte. Z różnymi ranami. I kiedyś pani wychowawczyni mojej grupy to zobaczyła, ale kompletnie nic z tym nie zrobiła. A jak ja narysowałam postać z rogami, to zabrała mi ten rysunek i mi to porwała. Bo postać miała rogi.

Kompletny bezsens.  

Chodziły też takie historie, że kiedyś dziewczyna powiesiła się w ośrodku, na kratach w oknie. Dziewczyny nas straszyły, że ona nawiedza. Ale była też taka jedna dziewczyna, o której moja mama mówi, że ja jej naprawdę uratowałam życie. Ona już wcześniej miała próby samobójcze, a wtedy zdradził ją chłopak. Wiedziałam, że bierze leki uspokajająco-nasenne od psychiatry. Wtedy obie byłyśmy w domach i ona powiedziała mi przez telefon, że łyka tabletki, a potem się rozłączyła i przestała ode mnie odbierać telefon. Napisałam do wychowawczyni, a ona do babci tej dziewczyny. Pojawiła się karetka, było płukanie żołądka i psychiatryk.

Chodziłyście w ośrodku do psychologa? 

Nie. Od razu powiedziano mojej mamie, że to nie ma sensu. Że dziewczyny tu nie chcą z psycholog rozmawiać, bo uważają, że ona donosi dyrektorce. Dlatego mama zabierała mnie na prywatne wizyty do psychiatry.  

Opowiedz mi o życiu w ośrodku. Od byłych wychowanek słyszałam, że za karę kazano im stać nocą na korytarzu. Wciąż tak jest? 

Tak. Jeśli w nocy dziewczyny rozmawiały, to za karę przez godzinę albo dwie stały na korytarzu. Po ciemku.  

Twarzami do ściany?  

Jeśli się śmiały, to tak. Były też karne dyżury dla dziewczyn, które sprawiały problemy. Jak któraś była grzeczna, to była zwolniona z dyżuru i jej dyżur przechodził na tę niegrzeczną dziewczynę.  

A ty byłaś jaką? 

Grzeczną.  

Na czym polegały dyżury? 

Na sprzątaniu. Po południu było zawsze mycie hal, korytarzy, okien. A co czwartek były generalki: trzeba było umyć wtedy porządnie wszystkie okna, lamperie, grzejniki. A panie potem sprawdzały palcem i jeśli był chociaż mały brudek na palcu, kazały wracać i robić wszystko od nowa. 

Były też karne modlitwy...

Karne modlitwy?!

Grupa, która się źle zachowywała, musiała iść do kaplicy i tam siedzieć i się modlić. Była też na przykład dodatkowa, karna koronka albo dziesiątka różańca.

A wieczorami zawsze była wojna, kto ma się umyć pierwszy. Robiłyśmy listę.  

Dlaczego? 

Bo o 20.30 była zbiórka i jeśli się ktoś nie wyrobił, to już się potem nie mógł umyć. 

Słucham cię i coraz bardziej się stresuję.  

Ja w pierwszym tygodniu pobytu tam w nocy zemdlałam. Obudziłam się i miałam skurcze. Od stresu. Straciłam przytomność, a jak ją odzyskałam, leżałam na podłodze w kałuży moczu. Panie po mnie posprzątały, dały mi świeżą piżamę i nospę na brzuch.  

Nospę po omdleniu?  

Mama miała pretensje, że nikt nie wezwał do mnie pogotowia. A ja następnego dnia miałam WF i musiałam ćwiczyć. Pana kompletnie nie ruszyło, że w nocy zemdlałam.  

W jaki sposób się do was zwracali nauczyciele? Czy ty miałaś poczucie, że traktują was gorzej niż w zwyczajnych szkołach?  

Nie. Tylko jedna nauczycielka była strasznie cięta. Mówiła do osób, którym gorzej szło z nauką, że jeśli nic ze sobą nie zrobimy, to zawsze będziemy nieudacznikami, "przegrywami", zerami. Również jedna siostra zakonna strasznie krzyczała na dziewczyny, jak dostawały jedynki. Jedna z nich i tak rzadko jeździła do domu, bo miała po prostu daleko, ale przez te oceny przez dwa miesiące nie pojechała wcale. Siostra ją wyzywała, że jest nieudacznikiem. To mnie przeraziło. 

To przecież okropne!  

Może i okropne, ale w pewnym stopniu to mnie motywowało. Przygnębiało, ale też motywowało. Generalnie nauczyciele zawsze mówili, że musimy się wziąć za siebie, jeśli chcemy stąd wyjść. I że musimy się dobrze uczyć, żeby chodzić na przepustki.

Ty jeździłaś do domu na każdą sobotę i niedzielę. A czy były ucieczki z ośrodka? 

Kiedy ja tam byłam, to nie. Na samym początku panie nam powiedziały, że jak któraś ucieknie, to nikt ma za nią nie ganiać, tylko one dzwonią po policję, ścigają ją i ona z miejsca idzie do ośrodka wychowawczego. 

Od byłych wychowanek słyszałam, że nie mogły nosić krótkich włosów. Wciąż tak jest? 

Tak. Nie można mieć krótkich włosów. U nas była dziewczyna, która czuła się chłopakiem. Ona uznawała swoje damskie imię, ale mówiła o sobie w formie męskiej i ubierała się męsko. Zakonnice tego nie tolerowały. Kazały jej się ubierać w sukienki. A kiedy dowiedziały się, że dwie dziewczyny są parą, to kompletnie odseparowały je od siebie. Miały karne dyżury i zakaz wychodzenia z pokoi.  

Czy ty się bałaś, będąc w tym ośrodku? 

W momentach, kiedy mnie wyzywano, owszem, tak.   

A czy wciąż podczas apeli zdarzają się publiczne połajanki?

Jeśli ktoś sobie na przykład zrobił kolczyk w wędzidełku czy języku, to trzeba było potem zrobić o tym referat i przeczytać przy całym ośrodku.  

Taka forma samokrytyki, tak? 

Kiedyś wychowawczyni podsłuchała, jak mówiłam, że śniło mi się, że palę, i kazała mi przy całej grupie odczytać referat o szkodliwości palenia. W ogóle nie rozumiem tej kary. To był tylko sen! 

A czy to prawda, że uczennice boją się chodzić do spowiedzi do jednego z księży? 

Pani katechetka zmuszała dziewczyny, żeby do niego chodziły. W naszej klasie nikt się nie zgłosił, a dziewczyna, która siedziała w pierwszej ławce, trzymała się tej ławki, żeby nie musieć tam iść! Ale i tak ją wzięli. Ja poszłam do niego z koleżanką, bo się bałam sama iść. Kiedy weszłyśmy, siedział rozkraczony i nie miał na nogach butów. Zapytał, czy jestem dziewicą. 

Wiem, że po roku zadzwoniłaś do mamy i powiedziałaś, że jeśli cię nie weźmie z powrotem do domu, to sobie zrobisz krzywdę. 

Bo dziewczyny znowu zaczęły mi dokuczać i nie mogłam już tego wytrzymać. 

A twoją mamę przeraziło też, że w ośrodku nie przestrzegano zasad bezpieczeństwa, a trwała już epidemia.  

Tam maseczek i testów nie było wcale. Dziewczyny miały po 40 stopni gorączki i leżały na ławkach na lekcjach. A w piątej grupie była dziewczyna, która zrobiła się cała sina, inne nosiły ją pod pachy z miejsca na miejsce – na jedzenie, na koronkę. Nikt nie zadzwonił po lekarza.  

Jak ty się teraz czujesz? 

Dobrze, bo chodzę do nowej szkoły. 

'U nas była dziewczyna, która czuła się chłopakiem. Mówiła o sobie w formie męskiej i ubierała się męsko. Zakonnice tego nie tolerowały' (Shutterstock.com) (Shutterstock.com)

I podoba ci się? 

Bardzo. Ale miewam ataki paniki.  

Na czym to polega? 

Że nagle, w jakimś niespodziewanym momencie, mam coś takiego, że odczuwam lęk i zaczynają mi się trząść ręce. Po tych sytuacjach w ośrodku, kiedy dziewczyny mnie wyzywały i w ogóle, mam to częściej niż przedtem.  

*Imiona dziewcząt zostały zmienione. 

Rozmowa z Alicją została przeprowadzona za zgodą i wiedzą jej mamy.

Byłych wychowanków oraz wychowanki ośrodków, którzy chcieliby opowiedzieć swoje historie, zapraszam do kontaktu pod adresem anna.kalita@agora.pl. 

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in. z "Gazetą Wyborczą" Wrocław, "Dziennikiem Polska-Europa-Świat" i "Dziennikiem Gazetą Prawną" oraz "UWAGĄ!" TVN. W 2016 r. nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości", o krzywdzie chorych na alzheimera podopiecznych domu opieki, a w 2019 r. do Nagrody im. Teresy Torańskiej za teksty o handlu noworodkami w PRL. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.

Młodzieżowe ośrodki socjoterapeutyczne

To miejsca, do których dzieci i nastolatki trafiają najczęściej, ponieważ tak decydują ich rodzice. Do młodzieżowych ośrodków wychowawczych ? w których reżim jest większy ? kieruje sąd. Młodzi ludzie trafiają tam z powodu szeroko pojętych trudności z funkcjonowaniem w życiu społecznym, demoralizacji. Często są to wagary, używki, coraz częściej prostytucja w sieci. Ośrodki poprawcze zarezerwowane są dla tych nieletnich, którzy dokonali czynów karalnych. O wszystkich tych miejscach opinia publiczna dowiaduje się głównie wówczas, gdy dochodzi tam do aktów przemocy. Jednocześnie dyrektorzy niektórych placówek starają się ocieplać ich wizerunek w mediach. Przekonywać, że czasem pobyt tam może młodemu człowiekowi uratować życie, ponieważ oznacza oderwanie od środowiska, które ciągnie go na dno, i pozwala na nowo nauczyć się funkcjonować w społeczeństwie. Jak jest naprawdę?