Rozmowa
'W naszym województwie 56 proc. informacji sygnalnych jest wysyłane pocztą' (Fot. Shutterstock.com)
'W naszym województwie 56 proc. informacji sygnalnych jest wysyłane pocztą' (Fot. Shutterstock.com)

Czy donos ma się dobrze? 

Donosy, czyli informacje sygnalne, były i nadal są składane. Do trzech dużych urzędów skarbowych na Mazowszu od stycznia do końca września 2020 roku wpłynęło ich 880, a w analogicznym okresie bieżącego roku – 928, czyli odnotowaliśmy niewielki wzrost.  

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Mówi pani: "informacji sygnalnych"?  

Taka jest oficjalna nazwa.  

Justyna Pasieczyńska jest rzeczniczką Izby Administracji Skarbowej w Warszawie (Fot. Archiwum Prywatne)

A czy sygnaliści muszą się pod nimi podpisać imieniem i nazwiskiem?  

Nie. W większości są to informacje anonimowe, które wpływają do nas za pośrednictwem poczty. 

Tradycyjnej poczty?

Tak. W naszym województwie 56 proc. informacji sygnalnych jest wysyłane pocztą. Na drugim miejscu – 21 proc. – są telefony na całodobowy, bezpłatny Krajowy Telefon Interwencyjny. Maile stanowią 13 proc. Zdarzają się też sytuacje, kiedy ktoś osobiście przychodzi do urzędu, żeby przekazać informację. 

O czym obywatele informują urząd skarbowy? 

Mogłabym wymieniać długo: mamy informacje dotyczące nieujawniania dochodów,  niezgodnych z przepisami prawa działań pracodawców, niewystawiania faktur, niezgłoszenia wynajmu mieszkania, wyłudzeń podatku VAT, nielegalnych punktów gier hazardowych, handlu w sieci, kiedy ktoś na przykład nie otrzymał paragonu za zakup sukienki, braku ewidencji sprzedaży na kasach fiskalnych.  

Klientka nie dostaje paragonu od kosmetyczki i po powrocie do domu wysyła e-mail do urzędu skarbowego?  

Zdarza się. Otrzymujemy też informacje, które nie dotyczą zadań realizowanych przez urzędy skarbowe, na przykład zatrudnienia na czarno, uciążliwego sąsiada czy niepłacenia alimentów. My oczywiście każdą taką informację weryfikujemy. Jeśli zachodzi potrzeba, przekazujemy uzyskane informacje odpowiednim instytucjom, na przykład ZUS, policji, prokuraturze.

Czy współczesne donosy zaczynają się od słów "uprzejmie donoszę"?  

Raczej nie. Myślę, że sygnaliści nie chcą donosić – oni nas informują. Mogę zacytować kilka wiadomości: "Szanowni państwo, zwracam się z uprzejmą prośbą o kontrolę, czy ta i ta osoba nie oszukuje państwa polskiego na podatku. Mam solidne podstawy, żeby przypuszczać, że będąc zatrudnionym jako budowlaniec, zgłasza do urzędu skarbowego zarobki w kwocie 2 tys. zł, co stanowi jedną trzecią jego rzeczywistych zarobków".

Albo wprost: "Informuję o przestępstwach, których dopuszczają się..." – tu imię i nazwisko, adres oraz PESEL. Albo: "Na Żoliborzu działa stoisko z artykułami przemysłowymi – garnki, patelnie – sprzedawca nie wystawia faktur i nie wbija na kasę fiskalną". 

Chęć pozbycia się konkurencji?

Sygnaliści mogą być motywowani różnymi okolicznościami, ale chyba najczęściej względami ekonomicznymi: ja także mam stoisko, jestem uczciwy, wystawiam paragony i płacę podatki, ktoś inny oszukuje i w związku z tym sprzedaje taniej i ma więcej klientów. Państwo na tym traci i ja osobiście też na tym tracę.  

'Najczęściej żony skarżą mężów, że ci nie płacą alimentów' (Fot. Shutterstock.com)

Jak często informacje sygnalne okazują się prawdziwe? 

Z naszych analiz wynika, że w 10 proc. Większość to niepotwierdzone informacje, a jak zaznaczyłam, każda wiadomość, jaka do nas wpływa, jest przez nas weryfikowana.

Kto wysyła donosy? Sąsiedzi? 

Sygnalistami są na pierwszym miejscu sąsiedzi, a na drugim członkowie rodzin. Na trzecim – pracownicy, którym na przykład podziękowano za pracę, więc zdecydowali się zgłosić do urzędu skarbowego, że na przykład pracodawca nie wystawia PIT-11. 

Jak pani mówi o donoszących członkach rodzin, to od razu mi się przypomina motyw z filmu Woody’ego Allena "Blue Jasmine", kiedy to porzucona żona informuje służby, że mąż dopuszcza się oszustw podatkowych. Czyli takie historie to nie tylko filmowa fikcja?   

W życiu również się takie sytuacje zdarzają. Najczęściej żony skarżą mężów, że ci nie płacą alimentów – i to jest grupa informacji, które po weryfikacji przekazujemy do prokuratury. Jest jeszcze jedna grupa spraw, o której informują nas członkowie rodzin – nielegalne gry hazardowe. 

Chodzi o takie punkty, w których można zagrać na jednorękim bandycie?  

Tak. To są miejsca, gdzie wszystkie szyby są oklejone, żeby nie można było zobaczyć, co się dzieje w środku. Ten biznes prowadzą grupy przestępcze, a my na Krajowy Telefon Interwencyjny otrzymujemy zgłoszenia przede wszystkim od żon, mężów – bo grają tam zarówno kobiety, jak i mężczyźni – żeby coś z danym punktem zrobić, bo współmałżonek traci wszystkie pieniądze. 

Zgłaszające osoby mają nadzieję, że w wyniku donosu punkt zostanie zamknięty i to rozwiąże problem rodzinny? 

My oczywiście reagujemy i punkt faktycznie jest likwidowany, ale hazardzista – człowiek uzależniony – znajdzie sobie inne miejsce do gry. Mamy też zgłoszenia od samych graczy. 

Jak to? 

Prawda jest taka, że w takich miejscach wygrywają, co do zasady, grupy przestępcze. To jest wszystko sprytnie zorganizowane. Właściciel punktu zna swoich stałych graczy, więc od razu widzi, że pojawia się ktoś nowy. Taka osoba stawia 100 zł i wygrywa 1000. Zastrzyk gotówki niesamowity. Super, prawda? 

No pewnie.   

Drugi raz tak samo: z wydanych 200 zł jest wygrana 3000 zł. Ale to jest chwilowa passa. Potem ten człowiek już tylko wrzuca pieniądze do automatu i niczego nie wygrywa. Niektórzy tracą w tych miejscach bardzo duże sumy. 

Bo chcą się odegrać? Więc grają więcej i więcej? 

To jest uzależnienie. Młody mężczyzna opowiedział nam, że gra od 15. roku życia. Zaczynał w Internecie – tam gry są darmowe, ale niestety mają potencjał uzależniający. Żona poprosiła, żeby kupił pampersy i mleko dla ich dwuletniego dziecka. On wyszedł z domu, patrzy: punkt. Od razu pojawia się myśl "zagram". Miał 150 zł, postawił wszystko i przegrał.

Ludzie przeżywają ogromne dramaty i to ich czasem skłania właśnie do zgłaszania informacji sygnalnych.  

Mówi pani, że to słynne "szczęście nowicjusza" to nigdy nie jest prawdziwy fart? 

Pamiętajmy o rozróżnieniu kasyn nielegalnych i legalnych. W Polsce są legalne kasyna i salony gier, do których wchodzą jedynie osoby pełnoletnie, są spisywane z dowodu osobistego, mówią, za ile pieniędzy chcą zagrać. Natomiast w nielegalnych miejscach żadnych reguł nie ma. Przestępcy wpuszczają nawet 12-letnie dzieci! Pojawiają się tam alkohol i narkotyki, które często oferowane są graczom za darmo. Dodatkowo wszystkie okna są przyciemnione. Po co to wszystko? Żeby gracz stracił rachubę czasu, grał jak najdłużej i stracił wszystkie pieniądze. 

Krajowa Administracja Skarbowa prowadzi ogólnopolską akcję "Hazard? Nie daj się wciągnąć!". Nasi eksperci odwiedzają szkoły podstawowe i ponadpodstawowe, żeby młodych ludzi edukować. Do udziału w kampanii zgłosiło się ponad 300 placówek oświatowych z województwa mazowieckiego.

Przed czym jeszcze ostrzegamy obywateli? Przed kupowaniem podróbek. Perfum. Ubrań. Butów. Podrabiane towary mają w składzie związki chemiczne, które są niebezpieczne dla zdrowia i życia. 

Na przykład? 

Z badań prowadzonych w naszym laboratorium wynika, że do produkcji takich perfum stosuje się na przykład spryskiwacz do szyb. 

Spryskiwacz?! 

Albo podpałkę do grilla. Badaliśmy też podkłady do twarzy, których jednym ze składników był gips budowlany.  

Administracja skarbowa ma własne laboratorium? 

Tak. Centralne Laboratorium Celno-Skarbowe, w którym badamy nie tylko próbki perfum czy kosmetyków, ale także zabawki, ubrania. Buty! Niektóre podrabiane buty są – powiedzmy – lepszej jakości, ale czasami one mają intensywny zapach… 

Śmierdzą, mówiąc wprost. To jest jakiś kiepskiej jakości klej?  

Wiemy, że do produkcji takich butów wykorzystuje się substancje pochodzenia ropotwórczego, czyli takie same, jakich używa się do produkcji asfaltu. Dodatkowo ilości znacznie przekraczają dopuszczalne normy dla tworzyw sztucznych, które mogą mieć kontakt ze skórą. Noszenie takiego obuwia stanowi zagrożenie dla zdrowia, ponieważ kiedy na przykład obcieramy sobie stopę, to wtedy związek chemiczny bezpośrednio dostaje się do organizmu. 

To, co pani mówi, jest szokujące, natomiast wiadomo, dlaczego podróbki są kupowane: ponieważ są namiastką luksusu, na który nas nie stać. Czy za kupno podróbek grożą nam kary?  

Karze podlega osoba, która sprzedaje. My, jako konsumenci, powinniśmy mieć wiedzę i świadomość, na co się decydujemy. Warto zatem kupić oryginalny produkt i naprawdę zadbać o swoje zdrowie. 

'Prawda jest taka, że w takich miejscach wygrywają, co do zasady, grupy przestępcze' (Fot. Shutterstock.com)

A wracając do donosów: powiedziała pani, że w 90 proc. się nie potwierdzają. Czy sygnalistom grozi jakaś odpowiedzialność? 

Nie. Osoba zgłaszająca nie otrzyma od nas informacji o tym, czy jej zarzuty się potwierdziły, czy nie. 

Dlaczego?  

Ponieważ wszystkie czynności, które są wykonywane w stosunku do konkretnej osoby, są objęte tajemnicą skarbową. Bywa tak, że osoby piszą do nas ponownie na przykład po miesiącu dlatego, że chcą się dowiedzieć, co zrobiliśmy w danej sprawie, jednak my możemy tylko podziękować za ponowny kontakt i potwierdzić, że przyjęliśmy informację.  

Jasne. Proszę zdradzić, czy kiedy poznaje pani nowe osoby i odpowiada na pytanie, czym się zajmuje, to wszyscy stają instynktownie na baczność, słysząc "izba skarbowa"? 

(śmiech) Bywają takie sytuacje. Wspomniałam o tym, że prowadziliśmy kampanię informacyjną w szkołach o hazardzie. Zdarzyło się, że zadzwoniłam do szkoły podstawowej, żeby potwierdzić naszą wizytę, przedstawiłam się "Izba Administracji Skarbowej w Warszawie" i pani dyrektor tak się zdenerwowała, że zapomniała, że chodzi o spotkanie z młodzieżą, tylko dopytywała: "W jakim celu? Jaka kontrola?". Bywa, że ludzie się stresują. Ale staramy się – mam nadzieję, że z coraz lepszym efektem – ocieplić nasz wizerunek. A z drugiej strony sami podatnicy wzywają nas do tego, by chronić ich interesy – a my reagujemy, gdy inni nie przestrzegają prawa.

Chciałam też przeczytać pani taką informację sygnalną: "Jestem mieszkańcem bloku przy ulicy takiej i takiej, w którym mieszkam od wielu lat. Chciałbym złożyć skargę i prosić o szybką, skuteczną interwencję w sprawie rodziny, która mieszka pod numerem takim i takim. Kobieta ma dwóch nastoletnich synów. Starszy jest bardzo agresywny, zachowuje się chamsko wobec matki i osób starszych. Codziennie w mieszkaniu tym odbywają się krzyki, wrzaski, tupania. Ta kobieta krzyczy, bije dzieci i jest wobec nich wulgarna. Mieszka sama i stosuje przemoc wobec syna. Dzieci płaczą. Hałas przeszkadza nie tylko nam, ale również innym mieszkańcom bloku, którzy się na to skarżą".  

Ale cóż to ma wspólnego z urzędem skarbowym? 

No właśnie! Dlatego takie sprawy przekazujemy innym instytucjom: w tym przypadku na policję i do ośrodka pomocy społecznej. Ale to potwierdza, że obywatele widzą w nas coraz częściej instytucję, która może pomóc, zadziałać i coś zmienić na lepsze. 

Przed naszą rozmową zastanawiałam się, czy podejście Polaków do instytucji jak ta, którą pani reprezentuje, zmieniło się od PRL-u, kiedy to kombinowanie, oszukiwanie państwa, ale też krycie siebie nawzajem było powszechne.   

Świadomość podatników bardzo się zmieniła od tamtego czasu. Wiemy, dlaczego i po co płacimy podatki. Stanowią one budżet wszystkich obywateli. Rozmawiamy w momencie trwającej od dwóch lat epidemii i chyba wszyscy dziś rozumiemy, że jeśli oczekujemy lepszej ochrony zdrowia, to wszyscy musimy ją wspierać, a co za tym idzie – płacić podatki.

To oczywiście nie zmienia faktu, że zdarzają się osoby, które niestety wychodzą z innego założenia i jak tylko mogą, starają się obejść przepisy prawa. Ale wachlarz możliwości urzędu skarbowego, Służby Celno-Skarbowej do walki z nieuczciwym przedsiębiorcą, nieuczciwym podatnikiem jest naprawdę duży.  

Zabrzmiało groźnie. Domyślam się, że na zakończenie nie będzie pani namawiać obywateli, żeby składali informacje sygnalne?

Apelować o to oczywiście nie będę, natomiast chciałabym, żeby każdy, kto czuje taką potrzebę, wiedział, że ma do tego prawo i że każde zgłoszenie jest przez nas analizowane. 

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Justyna Pasieczyńska jest rzeczniczką prasową Izby Administracji Skarbowej w Warszawie.

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in. z "Gazetą Wyborczą" Wrocław, "Dziennikiem Polska-Europa-Świat" i "Dziennikiem Gazetą Prawną" oraz "UWAGĄ!" TVN. W 2016 r. nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości", o krzywdzie chorych na alzheimera podopiecznych domu opieki, a w 2019 r. do Nagrody im. Teresy Torańskiej za teksty o handlu noworodkami w PRL. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.