Rozmowa
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

W filmie śpiewa pani piosenkę, która mocno zapadła mi w pamięć. "Jakie to tragiczne, że ten dobry statek tonie, a jego kapitan ignorant wciąż śpi". Co to za utwór?

Usłyszałam tę piosenkę po raz pierwszy, kiedy byłam nastolatką, miałam 16, może 17 lat. Razem z rodziną jechałam na ferie zimowe na północ Iranu. Potem nuciłam sobie właśnie ten utwór, żeby ukoić nerwy i opanować niepokój. W jednej ze scen filmu widać, jak zupełnie nieświadomie zaczynam go nucić w momencie, w którym wszystko wali się nam na głowę, po tym jak pożar trawi jedno z pomieszczeń w naszym domu. To był tymczasowy dom, w którym mieszkaliśmy podczas budowy tego właściwego, co zresztą trwało o wiele za długo. Wraz z tym pożarem legła w gruzach nadzieja – moja, moich braci, sióstr – że będzie lepiej, że jakoś się to wszystko poukłada. To, co się wydarzyło, czytałam też jako pewnego rodzaju symbol sytuacji, w jakiej znalazło się społeczeństwo irańskie pod rządami wstecznych światopoglądowo władz religijnych. Społeczeństwo oszołomione, a jednocześnie zbyt wystraszone, by walczyć i sprzeciwić się uciskowi i despotom.

Poznajemy panią jako narratorkę filmu, już dorosłą kobietę, ale niewiele wiemy o tym, co było wcześniej. Jak to się stało, że córka mułły została osobą tak wyemancypowaną, fotografką, reportażystką?

To prawda, córka mułły nie powinna być wyemancypowana. Nie powinna być fotografką, nie powinna być reportażystką. We mnie ta moja wyjściowa sytuacja wywołała niezgodę i bunt przeciwko temu, jak zarówno mój ojciec, jak i społeczeństwo irańskie postrzega kobietę, w jakiej roli kobiety obsadza. Przychodzisz na świat od razu wyposażona w lęk, z nim dorastasz. Z czasem twoja płeć staje się czymś bardzo mrocznym i bolesnym.

Jeżeli miałabym żyć zgodnie z planem, którzy wymyślili dla mnie inni, to w wieku 16, może 17 lat musiałabym oddać swoje ciało w ramach przymusowego małżeństwa. Moją rolą byłoby bycie żoną na usługach męża, słuchającą jego rozkazów, i matką wychowującą dzieci. Musiałabym szanować każdą decyzję męża, nawet gdyby postanowił wziąć sobie drugą lub trzecią żonę.

Zostałam ukształtowana w kulturze i religii, która stawia na pierwszym miejscu honor. Zgodnie z obowiązującym systemem wartości musi istnieć jakiś mężczyzna, który będzie moim opiekunem i który będzie za mnie podejmował decyzje. A gdyby którykolwiek z mężczyzn z rodziny miał wątpliwości dotyczące mojej relacji z innym mężczyzną, ojciec, mąż, a nawet brat lub wujek mogliby doprowadzić do tego, że wykonano by na mnie karę śmierci. W Iranie w szariacie zabójstwa honorowe mają podstawę prawną. Co więcej, mężczyźni sami interpretują to prawo według własnych potrzeb i sami wymierzają sprawiedliwość. W ostatnich latach tego typu zabójstwa stały się nie tylko częstsze, ale także bardziej brutalne.

 

Czy pani rodzina była przed rewolucją bardziej liberalna i to się zmieniło wraz z nowymi realiami? Czy zawsze była po konserwatywnej stronie?

Historia mojej rodziny jest niezwykle ciekawa. Ojciec był wręcz dogmatycznie religijny. Jeszcze przed rewolucją 1979 roku miał bardzo konserwatywne przekonania. Przyszedł na świat na wsi nieopodal Karadżu w bardzo pobożnej rodzinie. Dziadek trudnił się pisaniem modlitw intencyjnych. Dzieciństwo mojego ojca było dosyć gorzkie, zwłaszcza po śmierci jego matki. Byli bardzo biedni, ojciec od małego musiał pracować.

Natomiast moja mama urodziła się w mieście. Mój dziadek ze strony mamy zapisał się w historii Teheranu jako pierwszy właściciel nowoczesnej drukarni. Przed ślubem nie nosiła nawet hedżabu. W moim ojcu zakochała się jako 17-latka, mimo sprzeciwu dziadka, motywowanego przede wszystkim różnicami klasowymi i kulturowymi, ale też zbyt młodym wiekiem i tym, że powinna kontynuować naukę. Ale ona zaakceptowała warunek postawiony przez swojego wybranka i po ślubie nałożyła hedżab, zaczęła ubierać się jak skromna muzułmanka. Przez dziadka została wydziedziczona.

Po ślubie mój ojciec kontynuował naukę, po rewolucji poszedł nawet na uniwersytet, by studiować religioznawstwo i prawodawstwo muzułmańskie. Mama uwielbiała aktywności związane ze sztuką. Malowała obrazy, wyrabiała małe arcydzieła, szyła, zajmowała się makijażem, wiązała dywany. Wykonywała różne prace, żeby zarobić pieniądze na życie. Swój skromny dochód przeznaczała też na to, by ojciec mógł nadal się uczyć.

Myśli pani, że ojciec to doceniał?

Matka nie lubiła ubrań, które według tradycji noszą osoby wykonujące w Iranie zawód mułły, bo jej ojciec był zaciekłym przeciwnikiem kleru w Iranie. Kiedy odwiedzaliśmy dziadka w Teheranie i w telewizji pokazywano Chomeiniego, dziadek zaczynał głośno złorzeczyć i bluźnić. Mówił, że Chomeini sprowadził na nas wszystkie nieszczęścia. Ojciec zwykł w takich chwilach wychodzić z pokoju zdenerwowany. Jednak dopiero po śmierci mamy zaczął ubierać się jak mułła.

Po rewolucji, w okresie wojny z Irakiem, jego wiara stała się jeszcze silniejsza, a poglądy się zradykalizowały. Ale potem, z wiekiem i pod wpływem moim oraz mojego rodzeństwa, stały się nieco bardziej umiarkowane.

Urodziła się pani w 1982 r., już po rewolucji. Wśród jakich wzorców kobiecości pani wzrastała?

Urodziłam się w trakcie wojny irańsko-irackiej. Władze wtrącały wtedy do więzienia przeciwników politycznych i tych, którzy myśleli inaczej. Wykonywano egzekucje na kobietach i mężczyznach z opozycji. Przyszłam na świat w dekadzie, w której dziewczęta będące dziewicami przed straceniem wydawano w więzieniu za mąż, a następnie gwałcono. Dopiero potem wykonywano egzekucję i z kwiatami i ze słodyczami udawano się pod drzwi domu tej dziewczyny, by przekazać rodzinie "radosną" wiadomość, że córka poszła do raju.

Kadr z filmu 'Córka mułły' (fot. Materiały prasowe)

Miałam dziewięć lat, gdy w szkole dla dziewcząt, do której chodziłam, zorganizowano ceremonię i oświadczono nam, że już jesteśmy dorosłe. Osiągnęłyśmy taki wiek, że pora nakładać hedżab na ulicy i wśród mężczyzn, którzy są namahram – czyli nie należą do najbliższej rodziny. Wymagano od nas, byśmy nie biegały. Miałyśmy się modlić najczęściej, jak możemy. W domu ojciec także wiele ode mnie i od siostry wymagał, był bardzo srogi. Myślałam, że nigdy nie zdołam spełnić swoich marzeń. Że w wieku 17 lat jako najstarsza córka w rodzinie zostanę zmuszona do małżeństwa, zajdę w ciążę z jakimś innym mężczyzną, który będzie występował w roli mojego męża, będzie podejmował decyzje o moim życiu.

Zbuntowała się pani przeciwko temu.

Miałam 16 lat, kiedy postanowiłam nie nosić czadoru. Po wyjściu z domu, minąwszy kilka uliczek, zdejmowałam go, składałam i chowałam do torby. Nakładałam go dopiero w drodze powrotnej. Czyli robiłam dokładnie to, co w filmie robi moja siostra Marzieh. Robi to, by sąsiedzi nie plotkowali i nie obmawiali nas za plecami. Żeby mój ojciec mógł zachować twarz.

Wracając jednak do mnie, ojciec się zorientował, co robię, i spuścił mi lanie. Wtedy powiedziałam mu prosto w twarz, że brzydzę się zarówno hedżabem, jak i religią. Od tamtej pory powtarzał uparcie, że jestem nihilistką. Kiedy skończyłam 18 lat, chciał mnie wydać za mąż. Wybrał dwie szanowane, bardzo pobożne rodziny, które już wcześniej zgłaszały chęć poślubienia mnie przez ich synów. Powiedział mi, łaskawca, że mogę wybrać kandydata na męża, że mi na to pozwala. Oblałam się wtedy naftą i zaszantażowałam go: jeżeli mnie zmusi do małżeństwa i nie uszanuje tego, czego ja chcę, podpalę się. Od tego dnia aż do mojego wyjazdu z Iranu cały czas szukałam przestrzeni osobistej wolności. A jednocześnie doświadczałam swojej płci bardzo boleśnie.

Jaki rodzaj doświadczeń ma pani na myśli?

Pojechałam robić zdjęcia w irańskim Kurdystanie. Po tym pierwszym wyjeździe ojciec chciał mi odrąbać głowę. Uznał, że to ujma na jego honorze. Stało się tak, bo ludzie zaczęli o mnie źle mówić. "Ta córka mułły zachowuje się nieprzyzwoicie!" Bardzo się cieszę, że ojciec tego nie zrobił, że cała ta ideologia i kultura przeciwna kobietom nie przesłoniła człowieczeństwa.

Wtedy też z ojcem doszliśmy do punktu, w którym uznaliśmy, że żadna ideologia, żadne nakazy i zakazy nie powinny nas zmuszać do tego, by mordować swoich bliskich. Przez ostatnie lata dokładałam wszelkich starań, by odnaleźć swoją drogą do człowieczeństwa. Na tej drodze zrozumiałam też, że nie powinnam czuć się grzeszna tylko dlatego, że jestem kobietą. Zrozumiałam, że nie powinnam akceptować dyskryminacji ze względu na płeć ani w domu, ani w społeczeństwie. Zrozumiałam, że w społeczeństwie powinno funkcjonować prawo, które chroni kobiety przed przemocą i gwałtem, a nie na tę przemoc i gwałt pozwala i dodatkowo za nie karze kobiety.

Jak kształtowała się pani wrażliwość, wyobrażenie na temat własnej kariery?

Kiedy miałam 23 lata, postanowiłam, że zostanę aktorką. Przedtem chciałam też studiować dziennikarstwo na uniwersytecie, ale czesne było za wysokie. Mieszkałam już poza domem rodzinnym, z moją siostrą. Nie było nam łatwo. Ale mogłam czytać książki, chodziłam na zajęcia z aktorstwa, zaczęłam też ćwiczyć fizycznie. Nabyłam doświadczenie w aktorstwie, w pracy z reżyserami i reżyserkami telewizji i kina. Dostałam nawet kilka niewielkich ról.

Kupiłam aparat fotograficzny, pierwotnie po to, żeby bardziej rozwinąć się aktorsko poprzez świadomość ujęć i kadrów. Zaczęłam też robić zdjęcia studyjne i pracować w atelier, by zarobić jakiekolwiek pieniądze. Spodobało mi się to. Chciałam się zapisać na zajęcia w domu fotografów w Teheranie, poszłam tam nawet złożyć podanie. Przyjmowała je kobieta w czarnych rękawiczkach i czarnym czadorze, spod którego widać było tylko jej oczy. Od razu zwróciła podanie i powiedziała, że w takim ubraniu i z tym makijażem nigdy się tutaj nie dostanę. Poczułam, jak ściska mnie w gardle, miałam ochotę się rozpłakać.

Kadr z filmu 'Córka mułły' (fot. Materiały prasowe)

Na ulicy Enghelab, gdzie znajdują się księgarnie, kupiłam książkę do nauki fotografii autorstwa Hadiego Szafa’iego i na tydzień zamknęłam się w pokoju, zapamiętując informacje z jej kart. Po tygodniu wyszłam z aparatem na ulicę. To zbiegło się z wyborami prezydenckimi w 2009 roku. Moja wrażliwość ukształtowała się chyba właśnie na ulicach Teheranu w tamtym czasie. Próbowałam też nagrywać wypowiedzi ludzi, ich głosy, zapisywałam je w swoim dzienniku. Po wyborach w 2009 roku i po tak zwanej zielonej fali wielu reformatorów stało się przeciwnikami systemu i wyjechało lub zostało do tego wyjazdu zmuszonych. Kiedy ludzie, niezadowoleni z wyniku wyborów, wyszli w proteście na ulice, byłam świadkiem tego, jak giną z rąk władzy. Z bliska zobaczyłam rozdźwięk między władzą a ludźmi. Wtedy go pojęłam. Zdjęcia, które zrobiłam w trakcie wyborów w 2009 roku i już po nich, były wielokrotnie publikowane, także za granicą. Wśród nich było to chyba najsłynniejsze, pokazujące zakrwawioną dłoń. Zmieniło ono bieg mojej kariery, a nawet życia. Przyczyniło się do tego, że jeszcze bardziej starałam się zdobyć doświadczenie, zrozumieć świat.

W filmie mieszkacie gdzieś na obrzeżach Teheranu. Wylądowaliście tam, bo ojciec nakazał zburzenie rodzinnego domu, by wybudować większy, ale potem budowa została wstrzymana ze względu na nieprawidłowości. Czy wreszcie się skończyła, czy wszyscy wciąż tkwią w tym zawieszeniu, z życiem popakowanym w pudła?

Budowa domu dobiegła końca. Teraz wszyscy żyją dość niezależnie, mają swoje mieszkania, przestrzeń. Ale jednocześnie są obok siebie.

Ta budowa miała w moim życiu specjalne miejsce. Po powrocie z Indii do Iranu w 2013 roku poprosiłam znajomego reżysera o pomoc, chciałam od niego pożyczyć kamerę. To było tuż przed kolejnymi wyborami prezydenckimi. Zaczęliśmy rozmawiać na temat warunków, w których przyszło nam żyć. Doszliśmy do wniosku, że przypominają one ten niedokończony dom. Że to, co się dzieje w Iranie, jest jak ta wiecznie przeciągająca się budowa. To wtedy postanowiłam dokumentować swoją codzienność, robić zapiski kamerą. Ale bez żadnych kompromisów, na swoich warunkach. Tak zaczął się projekt film.

Film "Córka mułły" to właściwie zapis procesu żegnania się z ojcem. Dlaczego forma wizualna wydała się pani pomocna w tym procesie?

W filmie niby nie wszystko jest pokazane, ale to, co widzimy, dzieje się naprawdę. Mam doświadczenie aktorskie i w pracy przy produkcjach. Od kiedy wzięłam do ręki aparat, zawsze robiłam zdjęcia, ale też dokumentowałam filmowo. Robiłam to także w otoczeniu domowym, wśród rodziny. Dlatego na ekranie widać, że moi bliscy czują się w obecności kamer swobodnie. Mój ojciec mówi o swoich wspomnieniach. Ali, mój młodszy brat, i Raja, czyli moja siostrzenica, pokazują swój mały świat, ale też sami biorą do ręki kamerę, nagrywają to, co widzą. Ja także godzinami siedziałam przed kamerą i mówiłam, śmiałam się, płakałam, opowiadałam o tym, co sama pamiętam. Nagrywałam również dźwięki, żeby uchwycić specyficzny rytm życia domu, jego muzykę, melodię. Zawsze zadawałam samej sobie pytanie, co mogę zrobić, żeby stworzyć film, który nie będzie czymś pomiędzy. Forma wizualna nie zna kompromisów.

W filmie dość zdawkowo opowiada pani o koszmarze, jaki przeżyła, gdy była przetrzymywana przez służby po demonstracjach w 2009 roku.

Trafiłam na posterunek na granicy Iranu z Afganistanem, w Tajbad. Od 9 rano do 22 poddawano mnie rozmaitym rewizjom. Na posterunku pracowali tylko mężczyźni. Musiałam czekać, aż przyjedzie kobieta, która dokona rewizji osobistej. Ona także chciała mnie poniżyć. Powiedziała, że mam się rozebrać do naga. Stało za nią dwóch mężczyzn, którzy przez cały czas zerkali w moją stronę, podglądali mnie. Jeden z nich nocą kilkakrotnie wracał do mojej celi, chciał mnie dotykać. Z płaczem prosiłam, żeby nic mi nie robił, mówiłam mu, kim jest mój ojciec, że ma wszędzie kontakty i znajomości, że sama jestem fotoreporterką i że jeżeli mnie tylko dotknie, poniesie tego konsekwencje, wszyscy się o tym dowiedzą. Nic mi nie zrobił, ale ta sytuacja była dla mnie przerażająca. Jeszcze długo po zwolnieniu z aresztu na samą myśl o tym doświadczeniu zaczynałam mieć myśli samobójcze.

Kadr z filmu 'Córka mułły' (fot. Materiały prasowe)

Czy musiała pani kręcić swój film w ukryciu, biorąc pod uwagę zakaz wykonywania zawodu narzucony przez władze?

Nie. Ponieważ materiał nagrywany był w domu i prywatnie, nie wymagało to żadnego pozwolenia ze strony władz, ale nie miałam też złudzeń co do tego, że władze Islamskiej Republiki Iranu nigdy nie wydadzą pozwolenia na pokaz filmu w takiej formie, jaką on przybrał. Stoi on w sprzeczności z ideami rewolucji i ideałami Chomeiniego, które od ponad 40 lat sączy się obywatelom i obywatelkom do głów. Zgodnie z nimi rola kobiety sprowadza się do wykonywania rozkazów innych, usługiwania im i bycia posłuszną, a nie odrzucania hedżabu, krytykowania zastanej rzeczywistości i bycia niezależną. W filmie widzimy też mojego brata, syna z rodziny duchownego, który zamiast iść w ślady ojca i zacząć się kształcić w szkole koranicznej, a później na uniwersytecie, gra na tarze i recytuje poezję o winie i upojeniu. Tego typu muzyka jest przez islam zakazana.

W filmie nawiązuje pani też do swoich związków, o których nie mogła pani mówić głośno. To też musiało być straszne.

Mojemu ojcu zupełnie nie mieściło się w głowie to, że mogłabym mieć chłopaka. Nie mogliśmy otwarcie mówić o naszej relacji. Podobnie jak nie mogliśmy palić papierosów czy pić alkoholu i robić tysiąca innych rzeczy.

Zarówno przedstawiciele władz, jak i Sepahu [Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej lub Armia Strażników Rewolucji Islamskiej – jedna z dwóch gałęzi irańskich sił zbrojnych, obok Armii Islamskiej Republiki Iranu – przyp. aut.] urządzali sobie ohydne gierki, wykorzystując informacje z mojego pamiętnika pozyskanego po aresztowaniu w 2009 roku. Próbowali mnie szantażować i zastraszać, wykorzystując na przykład wiedzę o moich lękach z dzieciństwa i lat młodości. To trwało tak długo, że czułam się wycieńczona. Myślałam, że albo będę musiała zrezygnować z tego, co robię i co kocham robić, albo zrezygnować z siebie i się zabić.

Mogłabym też zaakceptować propagandę Islamskiej Republiki Iranu i Sepahu i za ich pieniądze realizować siebie, przez tę współpracę osiągnąć zawodowy sukces. Ale oczywiście to nigdy nie wchodziło w grę. Wywiad Sepahu i Instytut Sztuki i Mediów Oudż chciał, bym przekonywała młodych ludzi w Iranie, Iraku i Syrii do tego, by wyjechali na wojnę do Syrii lub Iraku i walczyli ramię w ramię z Obrońcami Świętych Miejsc. Jeden z reżyserów, który kręcił filmy na zlecenie Sepahu w Iraku i w Syrii, zaproponował mi małżeństwo czasowe, tak zwane siqhe, po to, żebym była traktowana jako przyzwoita kobieta, a jednocześnie miała zapewnione bezpieczeństwo. Dodajmy, że miał żonę i dziecko. Tłumaczył, że uszczęśliwię w ten sposób Boga i zyskam wolną rękę w pracy... Moja sytuacja w Iranie była naprawdę bardzo skomplikowana. Do tej pory taka jest. Zaczynam się zastanawiać, czy nie powinnam spisać wspomnień i wydać ich w formie książki...

Opuściła pani Iran. W filmie proces wyjeżdżania z kraju pokazany jest jako coś bardzo trudnego, co należy organizować w ukryciu.

Ten wyjazd zdecydowanie różnił się od wszystkich moich poprzednich podróży, bo opuszczałam miejsce, które kocham, swój dom. Rozstawałam się ze swoją rodziną.

W kulturze irańskiej w obrębie jednej rodziny może istnieć całe spektrum przekonań. Moje relacje z ojcem wyglądały w ten sposób, że oboje byliśmy w stanie w jakiś sposób siebie nawzajem akceptować czy też tolerować. W jakiś sposób zmieniać się jako ludzie na swoich oczach. Ale władze Republiki Islamskiej Iranu tego typu sentymentów nie mają. Z dużą łatwością wykorzystują Boga i islam do swoich celów, czyli do tego, żeby uciskać ludzi. Postawiono mnie przed wyborem, a raczej mi go nie dano. Była to niezmiernie trudna decyzja. Gdybym została, to ze względu na pozycję i sukces mojego ojca, ale też władze, musiałabym siebie samą cenzurować. Musiałabym się poddać kłamstwu i hipokryzji, stłumić wszystkie swoje sny i marzenia. Żyć w ciasnych ramach podporządkowania, w depresji. W tym ogrodzie, w którym spędzałam tyle czasu w filmie, najprawdopodobniej bym w końcu umarła. Albo mogłam zacząć działać. Dołożyć wszelkich starań, by nie stać się osobą pokonaną, by nie dać się stłamsić. Wybrałam więc siebie.

Kadr z filmu 'Córka mułły' (fot. Materiały prasowe)

Opuściła pani kraj w 2015 roku. Później zarejestrowała się jako osoba poszukująca azylu w Turcji. W napisach końcowych filmu pojawia się informacja, że od tamtej pory czeka pani na zatwierdzenie sprawy. Jak wygląda sytuacja teraz?

W Turcji zgłosiłam się do działającego tam wówczas Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców (UNHCR) jako osoba poszukująca azylu. W 2019 roku moja sprawa wciąż nie była rozpatrzona, biuro UNHCR zamknęło się i wszystkie sprawy zostały przekazane do biura ONZ. Podania analizowała strona turecka, co było bardzo niebezpieczne dla ludzi, którzy działali politycznie, i dla dziennikarzy z Iranu. Pod koniec 2019 roku irański Sepah zażądał od władz Turcji i organizacji zajmującej się bezpieczeństwem wewnętrznym, żeby mnie deportowali.

W progu mojego domu pojawili się ludzie, którzy wezwali mnie na rozmowę. Wcześniej robiłam zdjęcia i kręciłam wideo w Rożawie w Iraku, dokumentowałam też walki na północy Syrii. Materiały te zostały częściowo opublikowane przez perskie BBC. Ze względu na to zaproponowano mi, żebym zaczęła pracować jako szpieg strony tureckiej. Miałam szpiegować w syryjskim Kurdystanie i w Iraku. Mówili, że mi zapłacą, że będę mogła realizować się w zawodzie, że dadzą mi mieszkanie. Byli w stanie spełnić każde moje życzenie. Zaproponowali mi to samo, co wcześniej proponowano mi w Islamskiej Republice Iranu! Oczywiście nie mogłam na to przystać. Powiedziałam im, że moja działalność jest przyjazna ludziom, a w obliczu tej propozycji widzę, że między władzą w Turcji i w Iranie nie ma żadnej różnicy. W styczniu 2020 opuściłam Turcję. Obecnie mieszkam w Szwajcarii.

Czy ojciec wciąż mieszka z rodziną w Iranie?

Wszyscy wciąż mieszkają w Iranie, poza moją młodszą siostrą Marzieh, która wyjechała do Kanady.

Czy może pani odwiedzać rodzinę?

Nie chciałabym nigdy korzystać z pieniędzy, które należą do ludu, i zostać tubą propagandową Islamskiej Republiki Iranu, by móc pracować w swoim zawodzie. Nie chciałabym też przykładać ręki do tych wszystkich niegodziwości i zbrodni, które Iran popełnia tak wewnątrz kraju, jak poza jego granicami. Zależy mi, żeby kontynuować działalność fotograficzną i filmową i dzięki niej opowiadać o rzeczywistości takiej, jaka ona jest. A to według naszych władz jest czyn, za który grożą wysokie kary, w tym kara śmierci. Dlatego nie mogę wrócić do Iranu.

Film „Córka mułły" można zobaczyć na odbywającym się w dniach 22–28.10 HER Docs Film Festival w ramach edycji kinowej w Warszawie (Kinoteka, Muranów i Elektronik) oraz 22–31.10 równolegle online na platformie VOD Onestage.pl. Więcej informacji na www.herdocs.pl.

Za pomoc przy pracy nad tym tekstem – nie tylko w charakterze tłumaczki – dziękujemy Aleksandrze Szymczyk, iranistce i członkini zwyczajnej Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury.

Anna Tatarska. Dziennikarka i recenzentka filmowa, współpracująca m.in z magazynem Vogue, Onetem i Gazetą Wyborczą. Absolwentka filmoznawstwa i wiedzy o kulturze oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Ceni wolność w pracy i życiu. Za dużo mówi. Jej pasją są wywiady, wegetariańskie kulinaria i podróże, ale najbardziej lubi innych ludzi.